Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > PiS nie odda...

PiS nie odda już władzy [Polemika]

Roman Kuźniar

Owszem, PiS doszedł do władzy w sposób demokratyczny. Lecz od chwili dojścia do władzy robi wszystko, co konieczne, aby tej władzy nie musieć oddawać.

Zakończenie artykułu wstępnego do ostatniego numeru „Kultury Liberalnej”, w którym szuka się odpowiedzi na pytanie o obecny ustrój Polski, bardzo mnie rozrzewniło. Oto te słowa: „[…] jedynym sposobem na umocnienie demokracji w Polsce jest demokratyczne odzyskanie władzy”. Optymizm, który bije z tych słów, zwala z nóg. Redaktorzy „Kultury Liberalnej” uważają, że nadal żyjemy w kraju demokracji, którą można czy trzeba umacniać (a nie przywracać z gruzów). A po drugie, że możliwe w związku z tym jest demokratyczne odzyskanie władzy.

Nic bardziej błędnego. Owszem, PiS doszedł do władzy w sposób demokratyczny. Lecz od chwili dojścia do władzy robi wszystko, co konieczne, aby tej władzy nie musieć oddawać, przynajmniej w sposób demokratyczny. Jak dotąd robił to tak skutecznie, że już w tej chwili możemy o demokracji w Polsce mówić w czasie przeszłym.

Nie może być demokratycznych wyborów

Obóz rządzący wie doskonale, że nie ma i raczej mieć nie będzie poparcia większości polskiego społeczeństwa, więc nie może sobie pozwolić na demokratyczne wybory, takie, w których wygrał w 2015 r. Bo w takich wyborach można było wygrać bądź przegrać. Oni nie zamierzają oddawać władzy, więc takich wyborów już nie będzie. Powiedziałem to publicznie już w kilka tygodni po objęciu władzy przez PiS. Także i to, że dojdzie do zmiany ordynacji wyborczej i całego ustroju w taki sposób, aby nikt poza nimi nie mógł w przyszłości „wygrywać” wyborów. I to się właśnie w tej chwili dzieje. Dwa lata temu PiS-owi pomógł zbieg okoliczności: błędy rządzącej PO, samobójstwo lewicy, umiejętne podgrzanie kłamstwa smoleńskiego. Teraz to oni jako władza mają szansę popełniać błędy – kłamstwo smoleńskie okazało się wielką kompromitacją, może dojść do odrodzenia lewicy. Nie może więc być demokratycznych wyborów.

Redaktorzy „Kultury Liberalnej” uważają, że nadal żyjemy w kraju demokracji, którą można czy trzeba umacniać. I że możliwe w związku z tym jest demokratyczne odzyskanie władzy. Nic bardziej błędnego.

Roman Kuźniar

W związku z tym obecna partia rządząca buduje konsekwentnie ustrój, który nie tylko zapewni im władzę, lecz także ustrój na miarę ich myślenia o sensie polityki i o celu politycznej władzy. Ma on pewne cechy ustrojów znanych z innych okresów lub regionów świata, ale też jest po trosze endogeniczny.

Jego endogeniczność wywodzi się z PRL, podobnie jak mentalność oraz instynkty przywództwa tej formacji. Ale też liczne są podobieństwa do wczesnego faszyzmu w wersji włoskiej. Chodzi tu m.in. o zasadę wodzostwa („wódz ma zawsze rację”), nadrzędną pozycję „wodza i jego drużyny”, centralizację całej władzy w ich rękach w pozakonstytucyjny sposób, szczególne miejsce „narodu”, w imieniu którego i dla wielkości którego sprawują władzę, militaryzację społeczeństwa, wstręt do praw człowieka czy idei liberalnych, dążenie do monopolu narracji, a zatem eliminacja wolnych mediów.

Czy coś pominąłem lub zmyśliłem? W sumie można to zamknąć w triadzie: populizm jako socjotechnika, nacjonalizm jako ideologia, autorytaryzm jako sposób sprawowania władzy. Oczywiście, w takim ustroju nie ma miejsca na sąd konstytucyjny czy niezależny wymiar sprawiedliwości ani na społeczeństwo obywatelskie z jego instytucjami (wolne media, organizacje pozarządowe, samorząd lokalny). W takim ustroju – wbrew dominującej retoryce – Polska jest na dalszym planie. Wciśnięta w takie hybrydowe łoże madejowe Polska musi być wykoślawiona, jej potencjał rozwojowy zablokowany, aspiracje Polaków zignorowane. To musi być Polska oderwana od historii i jej międzynarodowego otoczenia, odwrócona od tendencji charakterystycznych dla krajów najwyżej rozwiniętych.

Hybryda ustrojowa „in the making”

To wszystko już mamy, czyż nie? Więc dlaczego boimy się spojrzeć prawdzie w oczy? Czy przeszkadzają nam w tym demokratyczne dekoracje jako pozostałość po nieistniejącej już demokracji, jej istocie, zasadach, procedurach. Czy może idee? Bo widać, że próbujemy znaleźć oparcie w ideach i teoriach, które jakoś to, co dzieje się w Polsce, mogłyby tłumaczyć, ale tak eufemistycznie, tak upiększająco, bo przecież nie możemy uwierzyć w tę nagłą, radykalną i niepokojąco straszną odmianę rzeczywistości. Stąd z lekceważeniem odrzucamy wszelkie porównania do PRL czy faszyzmu. Próbujemy ich oraz ich politykę jakoś jednak uszlachetnić, doszukać się jakiegoś wyższego sensu. Ale nie trzeba ich w tym zastępować. Ich urodę i wysokość lotu najlepiej odnaleźć można w tym, co głoszą ideowi koryfeusze i medialne twarze tej formacji: Ryszard Czarnecki, dr hab. Pawłowicz, prof. Krasnodębski, prok. Piotrowicz, prof. Terlecki et al. Nie próbujmy zatem z naszej strony uskrzydlać pterodaktyli ogłaszających, jak pisał Miłosz, „prawo dla myślącej pleśni”.

Publikując w „Gazecie Wyborczej” ponad półtora roku temu artykuł zatytułowany „Czy grozi nam noc kryształowa”, pisałem, że nad Wisłą będzie trochę inaczej niż wtedy. Pisałem, że zastraszać się będzie przeciwników finansowo (np. TVN, Hanna Gronkiewicz-Waltz, kary dla posłów opozycji w Sejmie), prawnie (np. prof. Paweł Machcewicz) czy fizycznie (np. zachowania tzw. narodowców, ostatnio szubienice dla posłów opozycji), czemu sprzyjać będzie życzliwa tolerancja ze strony policji. Czy wiele się pomyliłem? A przecież to jest dopiero początek, bo nasza hybryda ustrojowa jest in the making, więc jeszcze sporo będzie można „udoskonalić”.

Ilustracja: Dawid Widzyk

Ilustracja: Dawid Widzyk

Tak, to jest pełny odwrót od Zachodu, od jego cywilizacji politycznej i od tego, co do aksjologii Zachodu wniosło chrześcijaństwo. Z chrześcijaństwa, czy raczej katolicyzmu, zostało im jedynie „odklepywanie zdrowasiek”, na pokaz i zwłaszcza w Toruniu. Jednak już choćby Kazania na Górze, czyli esencji chrześcijańskiej moralności, nie znają lub je w całości odrzucają. Ten ich pogański katolicyzm objawił się najpełniej w zatwardziałym, pozbawionym miłosierdzia stosunku do uchodźców z wojny, w której polski udział ten obóz z takim entuzjazmem kiedyś popierał (Irak).

Łączy się z tym obca zachodniej kulturze politycznej propaganda. Przecież z takim stężeniem kłamstwa, nienawiści i pogardy dla inaczej myślących mieliśmy w Polsce do czynienia jedynie w pierwszych latach budowy komunizmu. Niestety, są tu także liczne podobieństwa do tego, co miało miejsce w państwach faszystowskich Europy pierwszych dekad XX w. Jeśli chodzi o proces przejmowania władzy i przebudowę ustroju w kierunku autorytarnym zachęcam do ponownej lektury „Państwa stanu wyjątkowego” Franciszka Ryszki lub do napisanej tuż po upadku PRL „Maleńkiej encyklopedii totalizmu” Jana Józefa Szczepańskiego. Niektóre podobieństwa, które tam znajdujemy, szokują.

„Dla dobra Polski i narodu”

Stefan Kisielewski pisał w 1946 r., że „obraz świata jest nam dany”, teraz „musimy umieć go zobaczyć”. Co jeszcze oni muszą zrobić, abyśmy zaczęli widzieć kierunek zmian, abyśmy przestali się łudzić, na przykład wolnymi wyborami, które pozwolą demokratom odzyskać władzę. Żadne dobro Polski czy Polaków – bezpieczeństwo, sprawiedliwość czy wolność – nie wymagają tych kroków, które podejmuje obecny rząd, tego całościowego odwrotu od demokracji. Przede wszystkim chodzi im o to, aby rządzić bezkarnie i bez końca. Oczywiście, możliwie najłagodniej, jeśli Polacy to zaakceptują. Z pewnością będą unikać rozlewu krwi, bo to groziłoby drastyczną utratą legitymizacji, w kraju i na świecie. Ale poniżej tego zrobią wszystko, aby władzy nie oddać. A ponieważ w autokracji nie ma sposobu na demokratyczną zmianę władzy, więc w razie konieczności będą używać siły. „Dla dobra Polski i narodu”, oczywiście.

Rządy PiS-u można zamknąć w triadzie: populizm jako socjotechnika, nacjonalizm jako ideologia, autorytaryzm jako sposób sprawowania władzy.

Roman Kuźniar

Antykonstytucyjne zmiany ustrojowe forsowane przez rządzącą siłę polityczną stawiają opozycję parlamentarną wobec zadania nie tyle trudnego, co wręcz niemożliwego do wykonania. Nie jest w stanie powstrzymać sunącego ku autorytaryzmowi walca PiS-u, a jednocześnie pozostając w parlamencie, nadaje temu zamachowi na demokrację pozory legalności. Musi grać według demokratycznych reguł z przeciwnikiem, który demokrację dewastuje, a w opozycji widzi jedynie śmiertelnego wroga.

Legitymizację tym działaniom można byłoby zabrać, jedynie wychodząc z parlamentu i pozostawiając partię rządzącą, bezwolnego prezydenta i tak zwany sąd konstytucyjny sam na sam z tym zamachem. Już to raz proponowałem. To by wymagało odwagi i dyscypliny działania, więc to się nie zdarzy. W tej sytuacji wyjątkowa przebiegłość wodza i jego drużyny (tego nie można im odmówić) będzie dzielić i ośmieszać opozycję, a także redukować jej znaczenie oraz zdolności do skutecznego działania. Położenie partii opozycyjnych staje się naprawdę rozpaczliwe.

Reasumując, istotą ich ustroju jest zapewnienie sobie zdolności do sprawowania władzy, w sposób, który tę władzę umacnia i powiększa w każdej dziedzinie i wymiarze. Bo jest to przede wszystkim pucz ludzi głodnych władzy, władzy bez ograniczeń. Jest w tej chorobie władzy sporo emocji, w tym nienawiść, mściwość, kompleksy, urojone krzywdy i chęć zemsty. Taka postawa uniemożliwia realizację tego, co jest solą demokracji, czyli prowadzenia dialogu i zawierania kompromisów. Zastępują je cynizm i szyderstwo zwycięzców pewnych trwałości zwycięstwa, więc takich, których nic nie zmusza do szacunku dla drugiej strony, czy tym bardziej wzięcia pod uwagę jakichkolwiek jej argumentów.

Cała i najwyższa prawda i racja są tylko po ich stronie. Więc oni nie muszą rozmawiać, więc po co demokracja, jej instytucje i standardy. As simple as that, jak mówią za Oceanem. Wiem, to trudne do przyjęcia dla historyków idei czy badaczy myśli politycznej z „Kultury Liberalnej”. Ale prawda jest czasem znacznie bardziej brutalna i deprymująca niż akademickie o niej teorie.

***
Przypisem do przedmiotu polemiki, niech będą świeże zmiany w ordynacji wyborczej. Po pierwsze, ustaleniem (tak, ustaleniem, a nie ogłoszeniem) wyniku wyborów będzie się zajmować oddzielna komisja. Czyli wracamy do sytuacji, którą opisywał jeden z bolszewickich klasyków: „nie ważne kto, jak głosuje, ważne, kto liczy głosy”. Po drugie, szefów komisji wyborczych będzie wyznaczać minister spraw wewnętrznych, ten sam, który w tej chwili skutecznie przeobraża policję w firmę ochroniarską ludzi władzy oraz miejsc, z których jest cynicznie i arogancko sprawowana.

 

*/Ilustracja: Dawid Widzyk.

SKOMENTUJ

Nr 466

(51/2017)
18 grudnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj