Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > NATO pomaga zabezpieczyć...

NATO pomaga zabezpieczyć amerykańskie interesy

Z generałem. Benem Hodgesem rozmawiają Jakub Bodziony i Łukasz Pawłowski

„Dla moich rodaków kluczowe jest to, aby zrozumieli, że te działania są w naszym interesie. Amerykański dobrobyt gospodarczy jest ściśle powiązany z bezpieczeństwem i stabilizacją w Europie. To także nasza sprawa!", mówi były dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie.

Czy wyjście Stanów Zjednoczonych z NATO jest realnym zagrożeniem?

Ben Hodges: Nie sądzę. Oglądałem konferencję prasową prezydenta Trumpa w Brukseli, gdzie podkreślał, że Sojusz jest silny, a wiele państw zgodziło zwiększyć swoje wydatki na obronność. Nie ma żadnej realnej przesłanki świadczącej o chęci opuszczenia Sojuszu przez Amerykanów. Poza tym jest to niemożliwe bez poparcia Kongresu – NATO bazuje przecież na Traktacie Północnoatlantyckim, który został zaakceptowany przez amerykański Senat.

Niemniej, wiele komentarzy prezydenta Trumpa zdaje się osłabiać Sojusz. Faktycznie, niektóre państwa wydają na zbrojenia więcej niż wcześniej, ale większość wciąż nie osiąga progu 2 procent PKB. W Brukseli Donald Trump postawił kolejne żądanie, mówiące o tym, że docelowo państwa NATO na obronę powinny przeznaczać 4 procent PKB.

Kompletnie nie zgadzam się z takim nastawieniem i nieefektywnym stylem działania, opierającym się na publicznym upokarzaniu sojuszników, szczególnie Niemiec. Takie podejście podkopuje prestiż Stanów Zjednoczonych, a także spójność Sojuszu. Pomija również ogromny wkład – nie tylko pieniężny – dokonany przez naszych sojuszników.

Biały Dom mówi o tym, że Stany Zjednoczone wydają wszystkie te pieniądze, aby chronić Niemcy i Europę, ale tak naprawdę wydajemy je, by chronić Amerykę.

Ben Hodges

Czy to nowe żądanie zwiększenia wydatków na obronność do 4 procent PKB to rodzaj strategii negocjacyjnej, blef?

Nie rozumiem celu tego żądania. Zależy mi jednak na realnej mocy wyjściowej Sojuszu, a nie na początkowym wkładzie, a więc na tym, co poszczególne kraje wnoszą do kolektywnego bezpieczeństwa: pieniądze, możliwości, wiedzę, informacje wywiadowcze, cyberbezpieczeństwo, infrastrukturę. Sposób, w jaki prezydent opisuje to militarne zapotrzebowanie na wydatki, brzmi tak, jakby mówił o pewnych należnościach, które trzeba opłacić, żeby być członkiem klubu. To tak nie działa.

Jest pewna kwota, którą kraje członkowskie zapewniają NATO, ale prawdziwym miernikiem siły Sojuszu jest to, ile Polska, USA, Niemcy, Norwegia czy Wielka Brytania wydają na zdolności obronne i jakie rezultaty przynoszą te inwestycje.

Ale po uwagach prezydenta Trumpa wiele krajów zdecydowało się na zwiększenie swoich budżetów obronnych. Styl działań amerykańskiego prezydenta może wydawać się kontrowersyjny, ale może jest skuteczny?

Sporo krajów zaczęło zwiększać swoje wydatki na obronność po rosyjskiej inwazji na Ukrainie i szczycie NATO w Walii w 2014 roku – na długo przed wygranymi przez Donalda Trumpa wyborami. To niegodne, aby jedna osoba zbierała laury za coś, co stanowi grupowy sukces. Prezydent z pewnością uwypuklił tę kwestię – i trzeba mu to oddać. Nadał temu procesowi znaczącego rozmachu. Ale środkiem ciężkości NATO jest jego spójność i zaufanie między członkami. Biały Dom mówi o tym, że Stany Zjednoczone wydają wszystkie te pieniądze, aby chronić Niemcy i Europę, ale tak naprawdę wydajemy je, by chronić Amerykę.

Co ma pan na myśli?

30 tysięcy amerykańskich żołnierzy w Niemczech i Włoszech stanowi część naszego wkładu w kolektywne bezpieczeństwo wszystkich członków Sojuszu i pomaga w zabezpieczeniu amerykańskich interesów w tej części świata. Niemcy i Włochy pozwalają nam na korzystanie ze swojej infrastruktury, która umożliwia nam realizować naszą Strategię Bezpieczeństwa Narodowego nie tylko w Europie, lecz także w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Nasi europejscy sojusznicy, zwłaszcza Niemcy i Włosi, zapewniają platformy, dzięki którym możemy realizować naszą strategię w regionie Morza Śródziemnego.

Jak należy jednak wytłumaczyć przeciętnemu amerykańskiemu wyborcy, że tak bogaty kraj jak Niemcy nie jest w stanie wydawać więcej na wojsko? I dlaczego potrzebujemy amerykańskich żołnierzy na europejskiej ziemi, skoro jest to tak bogaty i pokojowy kontynent?

Przede wszystkim, ma pan rację – Niemcy absolutnie powinny robić więcej. Sądzę też, że potrzebujemy bardziej wysublimowanego podejścia do inwestycji obronnych w takich obszarach jak infrastruktura, która zwiększa militarną mobilność. Zwłaszcza w tym obszarze Niemcy mogłyby działać aktywniej – to powinno się mieścić w ich 2 procent PKB.

Wracając do obu pytań, myślę, że pańskie założenia są błędne. Powodem, dla którego Europa jest stabilna i bezpieczna przez tyle lat, jest to, że na jej terenie są amerykańscy żołnierze. Podczas zimnej wojny było ich 300 tysięcy, teraz jest ich około 30 tysięcy, co stanowi połowę pojemności piłkarskiego stadionu. To bardzo mała inwestycja, która pomaga w zaprowadzaniu bezpieczeństwa.

Jeśli wszystkie 29 krajów członkowskich zgadza się na to, aby rozlokować więcej wojsk w Polsce – albo w jakimkolwiek innym wschodnim państwie – wówczas powinniśmy się nad tym poważnie zastanowić. Uczynienie tego na bazie umowy bilateralnej pomiędzy USA a Polską uderzy w jedność NATO.

Ben Hodges

Czy należy więc zwiększyć liczbę amerykańskich żołnierzy?

Kiedy służyłem jako dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europien, sądziłem, że potrzebujemy więcej oddziałów, przynajmniej w postaci sił rotacyjnych. Istnieje powód, dla którego wszystkie państwa zgodziły się na zwiększenie wydatków na obronność i z tej samej przyczyny Unia Europejska wciąż głosuje za sankcjami wobec Rosji. Kiedy ktoś mówi, że w Europie zagrożenia nie istnieją, to wykazuje się niezrozumieniem obecnej sytuacji. Żeby można było uniknąć konfliktu, musimy być na niego stale przygotowani.

Dla moich rodaków kluczowe jest to, aby zrozumieli, że te działania są w naszym interesie. Amerykański dobrobyt gospodarczy jest ściśle powiązany z bezpieczeństwem i stabilizacją w Europie. To także nasza sprawa!

Pojawiają się głosy, że siły amerykańskie w Niemczech powinny zostać przesunięte bardziej na wschód, konkretnie do Polski. W swoim artykule dla „Politico” sprzeciwił się pan stałym bazom w Polsce. Jak możemy wzmocnić wschodnią granicę NATO, jeśli nie przez lokowanie tam dodatkowych sił?

Polska wykonała niesamowitą pracę polegającą na odbudowie i modernizacji swoich zdolności wojskowych. Ale prawdziwym kluczem dla siły NATO, mającej odstraszać wrogów, jest spójność wszystkich wysiłków – rozpoczętych w Walii, nabierających rozpędu podczas szczytu w Warszawie, a teraz kontynuowanych w Brukseli. Nowe dowództwo Sojuszu odpowiedzialne za logistykę i marynarkę zostanie wybudowane w niemieckim Ulm. Tylko trzymający się razem sojusz jest poważany. Jeśli wszystkie 29 krajów członkowskich zgadza się na to, aby rozlokować więcej wojsk w Polsce – albo w jakimkolwiek innym wschodnim państwie – wówczas powinniśmy się nad tym poważnie zastanowić. Uczynienie tego na bazie umowy bilateralnej pomiędzy USA a Polską uderzy w jedność NATO.

Czy po tym szczycie NATO sądzi pan, że mieszkańcy Europy centralnej powinni się czuć mniej bezpieczni?

To, że ludzie czują niepewność związaną z tym, o czym myśli i co może powiedzieć amerykański prezydent, z pewnością nie jest pomocne, ale w ostatecznym rozrachunku w waszym kraju stacjonują brytyjscy, rumuńscy, chorwaccy i amerykańscy żołnierze. Polska ma wielkich sprzymierzeńców w Niemczech, a Amerykanie inwestują tu ogromne pieniądze. Co jednak najważniejsze, stale zwiększacie swoje zdolności obronne. Jestem pewien, że Polacy o tym wiedzą.

Czy naprawdę możemy liczyć na Niemcy? Ten kraj wciąż pozostaje daleko w tyle za wytycznymi NATO dotyczącymi PKB. Nawet deklarowany cel, jakim jest osiągnięcie 1,5 procenta PKB do 2024 roku, nie jest zgodny z rzeczywistymi planami wydatków. Tylko 4 ze 128 myśliwców Eurofighter są gotowe do walki. Niemiecka marynarka wojenna nie jest w stanie przystąpić do żadnych ćwiczeń wojskowych i misji bojowych.

Z pewnością niezwykle istotne dla Niemiec jest to, aby zwiększyć poziom swoich inwestycji w gotowość bojową, a także w swoje zdolności oraz infrastrukturę. Niemieckie ministerstwo obrony zmaga się obecnie z efektami politycznych decyzji podjętych ponad dekadę temu, kiedy wszyscy myśleli, że Rosja może być partnerem. Razem z rosyjską inwazją na Ukrainę, nielegalną aneksją Krymu i pozostałymi agresywnymi działaniami wszyscy uznaliśmy, że sytuacja pod względem bezpieczeństwa nie odpowiada naszym oczekiwaniom – dlatego musimy odbudować i zmodernizować nasze zdolności, aby uzyskać właściwą siłę odstraszającą.

NATO posiada formułę, która mówi o tym, że niemieckie wydatki zbrojeniowe w rzeczywistości powinny odpowiadać francuskim i brytyjskim, ale ich nie przekraczać. Różnica pomiędzy niemieckim wydatkowaniem a progiem 2 procent powinna zostać uzupełniona przez udoskonalenia w infrastrukturze kolejowej, portowej oraz budowie rurociągów. Niemcy to robią, choć niektóre środowiska przejawiają dużą niechęć wobec zdecydowanych działań kwestii obronnej, zwracając uwagę na to, że sąsiedzi Niemiec mogą obawiać się silnej Bundeswehry. Dlatego uważam, że Polska, Francja, Wielka Brytania i pozostali sojusznicy powinni zdecydowanie, publicznie zakomunikować, że się tego nie boją, a w istocie chcą i potrzebują zdolnych do obrony swoich sojuszników Niemiec.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 497

(29/2018)
19 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj