Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Uczelni jest za...

Uczelni jest za dużo, głównie słabych [Komentarz do rozmowy z Jarosławem Gowinem]

Z prof. Leną Kolarską-Bobińską rozmawia Łukasz Pawłowski

„Kadra na wielu uczelniach jest mało innowacyjna, mało otwarta na zmiany, na międzynarodową i krajową współpracę, na konkurencję, na wybieranie najlepszych. To ogromny problem i nie da się go rozwiązać ustawą”, mówi była minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Łukasz Pawłowski: Jarosław Gowin w rozmowie z „Kulturą Liberalną” mówi, że wielu polityków opozycji wygłaszało w jego ministerialnym gabinecie liczne pochwały na temat reformy nauki i szkolnictwa wyższego. Czy pani także?

Lena Kolarska-Bobińska: Ostatni raz widziałam się z Jarosławem Gowinem, kiedy ja opuszczałem gabinet ministerialny, a on do niego wchodził. Przekazałam mu wtedy dokument, który przygotowaliśmy we współpracy z grupą naukowców, „Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki na lata 2015–2030”. Uważałam, że muszę zostawić swojemu następcy program, który ja bym realizowała, gdyby PO wygrała kolejną kadencję. Liczyłam, że skorzysta z zawartych tam pomysłów.

Skorzystał?

Kiedy przygotowywano zręby reformy Gowina, publicznie ucieszyłam się, że istnieje jakaś kontynuacja naszych pomysłów. I tak też się stało. Zwłaszcza że wiele osób pracujących nad naszym dokumentem pracowało również z nim.

Ilustracja; Paulina Wojciechowska

Dlaczego w takim razie Platforma ostatecznie zagłosowała przeciw reformie?

Bo projekt, który przygotował Jarosław Gowin, a ten który ostatecznie był głosowany, to dwa inne projekty. W reformie Gowina ścierały się bowiem dwie logiki – centralizacji i dążenia do elastyczności. Prace powinny iść w kierunku uproszczenia regulacji. Tymczasem zasadnicza ustawa ma ponad 450 artykułów na 157 stronach, a dodatkowo ustawa wprowadzająca – 318 artykułów. To bardzo duży dokument i trudno powiedzieć, że on deformalizuje, zmniejsza, upraszcza. To jeden główny błąd. Po drugie, reforma zaczęła tracić swoje idee w politycznym procesie uzgodnień, pod wpływem nacisków posłów PiS-u z regionów i różnych organizacji. Trudno dzisiaj stwierdzić, jakie będą skutki tej reformy, czy ona coś zmieni, przyspieszy rozwój nauki.

Uważam, że dopiero po 1 października nadejdzie okres próby, bo do rozmaitych paragrafów wciąż publikowane są rozporządzenia. Nie wiemy też, ile uczelni skorzysta z możliwości zmian, jakie daje reforma, i na przykład zdecyduje się na rezygnację ze struktury instytutów i wydziałów. To nie byłoby złe, bo ta struktura jest ograniczająca i to samo zalecaliśmy w naszym dokumencie.

Kiedy byłam ministrem nauki i szkolnictwa wyższego, miałam wrażenie, że uczelnie potrafią doskonale aktywizować się po to, by protestować, blokować zmiany. Teraz będą miały okazję, by różne rzeczy samemu wprowadzać i zmieniać.

Uczelni jest w tej chwili za dużo, głównie słabych. Ale jednocześnie uważam, że bardzo dobre uczelnie regionalne mają jak najbardziej rację bytu i mogą być fantastycznymi ośrodkami akademickimi. Nie ma znaczenia to, czy uczelnia jest regionalna, czy nie – ma znaczenie to, czy jest dobra.

Lena Kolarska-Bobińska

Jakiego typu zmiany są dziś najważniejsze?

Dziś kluczowa jest interdycyplinarność, współpraca, szanse na awans dla młodych naukowców, odejście od przeciętności i przeciętniactwa. W Polsce środowisko naukowe jest bardzo zróżnicowane. Środowisko fizyków czy astronomów to pionierzy współpracy międzynarodowej. Zaczęli walczyć o różne innowacyjne rozwiązania, również w ministerstwie, naciskali o wchodzenie Polaków do różnych międzynarodowych organizacji. Nasz rząd płacił ogromne pieniądze na składki członkowskie w tych organizacjach.

Przeznaczaliśmy też dużo pieniędzy dla wybitnych, młodych naukowców na różnego rodzaju programy stypendialne, programy wymiany, bo liczyliśmy, że wspieranie tych osób będzie procentowało na rzecz polskiej nauki. Te działania zostały przez ten rząd ograniczone.

Przecież minister Gowin mówił, że właśnie o młodych naukowców chodzi w tej reformie. I faktycznie, na przykład doktorantów ma być mniej, ale mają dostać pieniądze, które pozwolą im się utrzymać, a dzięki temu skupić na pracy naukowej.

Rozwiązania związane z doktorantami uważam za słuszne. Ale trzeba położyć też ogromny nacisk na umiędzynarodowienie, ściąganie tutaj wykładowców, studentów – wyjazdy, powroty. To można zrobić tylko przez współpracę międzynarodową. A ta pójdzie w cień, jeśli nie będzie większego finansowania nauki, które nie następuje.

I znów, minister Gowin ma odmienne zdanie. Twierdzi, że poprawa pozycji polskich uczelni w rankingach ułatwi sprowadzanie tutaj naukowców i – jak rozumiem – także studentów z zagranicy.

Ale to trzeba robić już, a nie za dziesięć lat, kiedy ktoś zauważy zmiany w rankingach i być może tu przyjedzie. Do tego potrzebne są programy stypendialne i duży wysiłek, by ściągnąć wykładowców z zagranicy.

A rankingi są nieważne?

Minister Gowin mówi, że trzeba tworzyć federacje uczelni po to, żeby podnieść pozycje tych uczelni w rankingach, a dzięki temu ułatwić im przyciąganie najlepszych wykładowców, także z zagranicy. My kładliśmy duży nacisk na te działania, bo nie chodzi tylko o pozycję w rankingach. Tak wiele jest dziś w Polsce nowoczesnych laboratoriów i budynków akademickich, a liczba studentów spada. Dlatego warto wykorzystywać wspólnie te obiekty i możliwości, jakie stwarzają. Podobnie jak możliwości wybitnych naukowców i wykładowców. Problem w tym, że nakłanianie uczelni do współpracy jest bardzo, bardzo trudne.

Dlaczego? Bo po połączeniu dwóch uczelni w jedną spadnie liczba stanowisk kierowniczych?

Dokładnie, ale też nieumiejętność współpracy, którą poznałam wtedy w praktyce. Były małe miasta, w których uczelnie upadały, było ich wyraźnie za dużo, więc jako ministerstwo prosiliśmy o nawiązywanie współpracy, obiecywaliśmy pomoc, ułatwienie procedur administracyjnych, ale nic to nie dało.

Kadra na wielu uczelniach jest mało innowacyjna, mało otwarta na zmiany, na międzynarodową i krajową współpracę, na konkurencję, na wybieranie najlepszych. To ogromny problem i nie da się go rozwiązać ustawą.

Jeden z zarzutów pod adresem Gowina mówi właśnie o tym, że zabije ona uczelnie w mniejszych miastach, bo nie będą one w stanie rywalizować o pieniądze z największymi – jak Uniwersytet Warszawski czy Jagielloński. Rozumiem, że pani zdaniem, to nie jest problem, bo uczelni mamy za dużo, tak?

Tak, uczelni jest w tej chwili za dużo, głównie słabych. Ale jednocześnie uważam, że bardzo dobre uczelnie regionalne mają jak najbardziej rację bytu i mogą być fantastycznymi ośrodkami akademickimi. Nie ma znaczenia to, czy uczelnia jest regionalna, czy nie – ma znaczenie to, czy jest dobra.

To znaczy?

Czy ma pomysł na siebie. Czy wybrała strategię funkcjonowania w zmieniającej się rzeczywistości. Dziś wiele uczelni żyje siłą inercji. Czy widział pan jakieś polskie uczelnie, które mają dobrze przygotowane strategie mówiące, że chcą być najlepsze w jakiejś dziedzinie, mają pomysły, wiedzą, z kim współpracować, jak się wyspecjalizować i działają w tym kierunku.

Bo co to dziś znaczy być „lokalną” uczelnią? Pojęcie lokalności się zmieniło. Czy uniwersytet, dajmy na to w Toruniu, jest lokalny? W życiu bym tak go nie nazwała, bo fizycy, astronomowie i neurobiologowie mają światową renomę. Jest wiele uczelni w mniejszych miejscowościach, gdzie jeden, dwa wydziały są wysoko cenione, mają fantastyczną kadrę, a dodatkowo dane miasto zapewnia dobrą jakość życia dla nich i ich rodzin. Naukowcy w swoich wyborach zawodowych kierują się także tym kryterium. I władze uczelni tym muszą myśleć.

To wszystko, co pani mówi, świadczy o tym, że głębokie zmiany są konieczne. Tymczasem Jarosław Gowin twierdzi, że wszedł do obozu obecnie rządzącego, bo Donald Tusk jako premier torpedował wszelkie próby poważnych reform, a każdego polityka z wizją odsyłał do psychiatry. A zatem, chcąc wprowadzać reformy, wicepremier Gowin musiał znaleźć w tym celu inny wehikuł polityczny. Czy pani się z tym zgadza?

Zmiany, które wprowadziła Barbara Kudrycka, mogły się niektórym nie podobać i z pewnością wymagały poprawek, ale bez wątpienia były istotne. Między innymi powstały wtedy NCN i NCBR. A czy reforma edukacji nie była dużą reformą?

Tamtą reformę wprowadzono pod koniec lat 90.!

Ale i w czasie rządów Platformy edukacja uległa bardzo istotnym zmianom. Niektórzy się denerwowali, ale moim zdaniem był to dobry kierunek, bo dzieci muszą iść do szkoły wcześniej.

Wprowadzaliśmy różne zmiany i nie jest prawdą – jak w Polsce wielu myśli – że każda zmiana ma być wprowadzana tak, by bolało. W ciągu ostatnich trzydziestu lat transformacji mamy okresy bardzo gwałtownych zmian i okresy, kiedy ludzie potrzebowali spokoju i takiej „pozytywistycznej” budowy podstawowej infrastruktury. Można wiele rzeczy reformować, nie wywracając od razu całego systemu do góry nogami. Ważne jednak, by być konsekwentnym i nie dać się otorbić przez grupy interesu chcące podtrzymać status quo. Ważne, by nie zatrzymać się w miejscu, w samozadowoleniu, tylko cały czas wyprzedzać zmiany, które występują wokół nas.

A myśli pani, że tak może być z tą reformą?

Ta reforma daje możliwości dobrych zmian, ale równocześnie nie wymaga ich od uczelni. Jej skutki mogą być rozmyte, jeśli nie pójdą za nią duże środki finansowe. Zmiany prawne to tylko część i muszą im towarzyszyć zachęty oraz nagrody dla najlepszych. A ten rząd nie zwiększy środków na naukę, ponieważ skupiony jest na kwestiach społecznych, chociaż obiecywał innowacyjność.

SKOMENTUJ

Nr 505

(37/2018)
12 września 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE

Nie boję się autorytaryzmu



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj