Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > To nie jest...

To nie jest chwilowy kryzys

Jeffrey C. Isaac w rozmowie z Tomaszem Sawczukiem

„Uważam, że w ostatnim tygodniu w Stanach Zjednoczonych uczyniony został kolejny krok na drodze do pełnego autorytaryzmu” – mówi amerykański profesor nauk politycznych Jeffrey C. Isaac.

Tomasz Sawczuk: Stany Zjednoczone mierzą się z pandemią, kryzysem gospodarczym oraz masowymi protestami społecznymi, po tym jak policjant zabił czarnoskórego George’a Floyda. Jak opisałby pan aktualną sytuację polityczną w USA?

Jeffrey C. Isaac: Sytuacja jest bardzo poważna. W istocie składają się na nią cztery powiązane kryzysy – pandemia covid-19, kryzys gospodarczy, kryzys związany z przemocą i morderstwami policyjnymi na tle rasowym oraz niezwykle gwałtowną falą protestów społecznych, a wreszcie także kryzys administracji Trumpa, która ponownie okazuje się nieefektywna i jest coraz bardziej niebezpieczna.

Wszystko to jest wyrazem trwającej od dawna erozji sfery publicznej i polityki publicznej w Stanach Zjednoczonych. George Parker dobitnie pokazał to w szeroko dyskutowanym tekście opublikowanym w „The Atlantic” pod tytułem „We Are Living in a Failed State” [Żyjemy w państwie upadłym – przyp. TS]. Parker twierdzi, że koronawirus nie pokonał Ameryki, lecz wystawił na światło dzienne to, co już było w niej zepsute. Warto zwrócić uwagę, że jego tekst ukazał się jeszcze przed zeszłotygodniową eskalacją protestów w całym kraju, która wprowadziła ruch Black Lives Matter z powrotem do centrum wydarzeń politycznych.

To nie jest chwilowy kryzys. Jak wyjść z tego kryzysu, to ogromne pytanie.

Jakie jest znaczenie trwających obecnie protestów społecznych? Czy chodzi o indywiduany, spontaniczny sprzeciw obywateli przeciwko przemocy, czy też wyłania się z nich bardziej spójny ruch społeczny?

Protesty mają element spontaniczności, jak większość protestów społecznych. Jednak w większości miejsc przewodzą im osoby związane z ruchem Black Lives Matter albo aktywiści zaangażowani w ruch praw obywatelskich. Jest oczywiste, że protesty zostały wywołane przez rasizm i stanowią odpowiedź na długą historię rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Nie ma jednak wątpliwości, że występuje w tym kontekście synergia z pozostałymi trzema kryzysami, o których wspomniałem. Ogólny stan niepokoju, który ogarnia kraj, w którym rząd zrobił tak mało, by realnie odpowiedzieć na pandemię, z pewnością ma swoje znaczenie w kontekście nadzwyczajnej siły i trwałości protestów.

Jest fascynujące, jak wiele osób, które przestrzegały zasad dystansu społecznego z powodu wirusa, zebrało się po to, aby wyjść na ulice. Jeszcze kilka miesięcy temu wszyscy, których znam, rozpaczali nad pytaniem o możliwość mobilizacji politycznej oraz aktywności obywatelskiej w warunkach dystansu społecznego. Tymczasem w ciągu ostatniego tygodnia tradycyjna, uliczna metoda protestu rozprzestrzeniała się niczym pożar – i to nawet w obliczu zagrożenia wirusem, a także niebezpieczeństwa przemocy wobec protestujących ze strony policji. To naprawdę niezwykłe. Jeśli ludzie traktują zagrożenie dla zdrowia publicznego jako mniej istotne niż zagrożenie dla praw człowieka, świadczy to o tym, z jak poważnym zagrożeniem dla praw człowieka mamy do czynienia i jak bardzo ludzie boją się o swoją przyszłość.

Jeśli ludzie traktują zagrożenie dla zdrowia publicznego jako mniej istotne niż zagrożenie dla praw człowieka, świadczy to o tym, z jak poważnym zagrożeniem dla praw człowieka mamy do czynienia.

Jeffrey C. Isaac

Co sądzi pan na temat przemocy, która wybuchła w czasie protestów?

Z pewnością w niektórych przypadkach była ona spontaniczną odpowiedzią na przemoc policyjną, która wywołała protesty, a także wynikiem napiętej sytuacji na ulicach. Kiedy indziej do aktów przemocy podburzali prowokatorzy, czy to z prawej, czy z lewej strony. Z kolei Trump zrobił wszystko, co było możliwe, aby spotęgować napięcie i podsycać przemoc.

Natomiast jedną rzeczą jest zrozumienie źródeł przemocy, a drugą usprawiedliwienie przemocy. Uważam, że przemoc, do której doszło, była zarówno zła, jak i głupia. Doprowadziła ona do większej agresji ze strony policji, a nawet do czegoś w rodzaju społecznego sprzeciwu [ang. backlash] wobec gwałtownej formy protestów, który następnie spotkał się z krytyką ze strony zwolenników bardziej zdecydowanych form działania.

W zeszłym tygodniu coraz bardziej radykalny magazyn „Jacobin” opublikował artykuł Petera Gowana zatytułowany „No, We Should Not Condemn Uprisings Against Police Murders Like George Floyd’s” [Nie, nie powinniśmy potępiać powstań przeciwko policyjnym morderstwom, takim jak morderstwo George’a Floyda]. Dla Gowana kapitalizm i rasizm to formy grabieży, które należy potępić, natomiast przemoc na ulicy pełni rolę rewolty wyklętego ludu ziemi. To jest zła polityka. I jest ona głucha na głosy najważniejszych przywódców protestów, którzy wzywają do masowego oporu bez użycia przemocy i którzy rozumieją, że niszczenie mienia w śródmiejskich dzielnicach nikomu nie służy.

Amerykańska prawica próbuje oskarżyć antifę o prowokowanie przemocy na ulicach. Jest to narracja, która dotarła nawet do Polski. Ze strony prawicowych polityków i mediów w Polsce padały w ostatnich dniach ostrzeżenia przed lewicowym ekstremizmem, który miał być źródłem rozruchów w USA.

Jest to narracja, która pochodzi z tego samego rynsztoku, co wiele innych skrajnie prawicowych narracji, na przykład o Sorosu, dżenderyzmie albo „liberalnych fanaberiach” [ang. hoax] na temat realności koronawirusa. Nie ma wątpliwości, że istnieje swego rodzaju międzynarodowy „ruch” prawicy, który rozpowszechnia teorie spiskowe z powodu wrogości wobec liberalizmu. Trump od lat atakuje antifę, a jednocześnie promuje skrajnie prawicową działalność paramilitarną i mówi, że wśród neonazistów są „dobrzy ludzie”. Odwołuje się on do tego, co Richard Hofstadter określił mianem „paranoicznego stylu w polityce amerykańskiej”, aby demonizować liberałów i lewicę. Trump ma sojuszników na całym świecie, a zwłaszcza wśród liderów takich jak Orbán i Kaczyński.

Jeśli chodzi o antifę, istnieje ona jako ogólna tendencja polityczna, a nie jako organizacja. Wbrew zarzutom prawicy nie jest to organizacja terrorystyczna, ale to nie czyni jej dobrą. Jest ona sekciarska i antydemokratyczna. Myślę, że ludzie działający w jej imieniu prowokują przemoc, nawet jeśli działają „defensywnie”. Anarchiści z antify i Czarnego Bloku mogli być zaangażowani w niektóre z aktów przemocy, które wydarzyły w zeszłym tygodniu – chociaż, co ważne, wydaje się, że nie ma żadnych dowodów na to, że odegrali oni jakąś rolę w czasie protestów w Waszyngtonie. Pojawiły się za to wiarygodne zarzuty, że zamieszki prowokowały grupy prawicowe.

Nie ma także wątpliwości, że uzbrojone, prawicowe grupy odwołały się do przemocy w zeszłym miesiącu, aby zastraszyć gubernatorów w wielu stanach, a szczególnie w Michigan, gdzie stanowe władze ustawodawcze zakończyły obrady, aby uchylić się od nacisku ze strony uzbrojonych protestujących, którzy domagali się uchylenia prawa przewidującego obowiązkowy dystans społeczny w związku z pandemią. A zatem jeśli istnieje zagrożenie wewnętrznego „terroryzmu”, to pochodzi ono z prawicy, a nie z lewicy. Promuje go Trump, jego nikczemni synowie, a także ich zwolennicy.

Jeśli w Stanach Zjednoczonych istnieje zagrożenie wewnętrznego „terroryzmu”, to pochodzi ono z prawicy, a nie z lewicy.

Jeffrey C. Isaac

Jak ocenia pan odpowiedź Trumpa na śmierć Floyda?

Uważam, że Trump jest socjopatą. Brakuje mu zwykłej ludzkiej empatii. Jest niewiarygodnie narcystyczny. Ma wokół siebie głównie rodzinę i przyjaciół, woli przebywać w jednym ze swoich kurortów albo w Trump Tower.

Trump odpowiedział na zabójstwo Floyda w ten sam sposób, w jaki odpowiedział na fakt, że ponad sto tysięcy ludzi zmarło na covid-19 – bez empatii, dozy człowieczeństwa i poczucia odpowiedzialności publicznej. We wszystkich przypadkach reaguje tak, jakby chodziło tylko o niego, instrumentalizuje cierpienie innych, aby zmobilizować swoich wyborców, w imię osobistego i politycznego wywyższenia. Trump nie jest pierwszym strasznym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych. Ale owo połączenie narcyzmu, ignorancji, reaktywności i złej woli jest w jego wydaniu bezprecedensowe.

Co pokazuje kryzys polityczny w Stanach Zjednoczonych na temat natury prezydentury Trumpa?

To wielkie pytanie, któremu poświęciłem całą książkę. Trump doszedł do władzy jako polityczny outsider i ekstremista – w partii, która na długo przedtem przesunęła się już bardzo daleko na prawo. Jego prezydenturę cechuje ciągła rotacja najwyższych urzędników, korupcja i oskarżenia prokuratorskie wobec kluczowych funkcjonariuszy rządu, a także ogólna niekompetencja wysokiego szczebla administracji w większości spraw politycznych. Przy współpracy z Republikanami w Izbie Reprezentantów, a także w Senacie, Trump osiągnął bezprecedensowy poziom bierności i niekompetencji rządu w kwestiach polityki publicznej.

Jednocześnie Trump naszpikował sądy swoimi nominatami i wykorzystał władzę wykonawczą do radykalnego przekształcenia całej federalnej biurokracji, w wyniku czego doszło do demoralizacji i podważenia zasady profesjonalizmu służby publicznej. Trump podejmował wiele działań w interesie skrajnej prawicy, w szczególności poprzez styl rządzenia, który jest głęboko autokratyczny i który wyrządził wielką szkodę demokracji konstytucyjnej, a także zatruł dyskurs publiczny na kolejne dziesięciolecia.

Jeśli wziąć pod uwagę tego rodzaju problemy, dlaczego Partia Republikańska w dalszym ciągu wspiera Trumpa?

Trump przejął partię, która przeżywała bardzo burzliwą „walkę o sukcesję” i już wcześniej przesunęła się daleko na prawo. Zanim przyszedł Trump, była ona zdominowana przez libertarian z Tea Party, a także rasistów i reakcjonistów z południa i środkowego zachodu Stanów Zjednoczonych, wspieranych i podżeganych przez ogromne sumy pieniędzy wypłacane przez Koch Foundation i inne grupy prawicowe. W 2000 roku wielu z tych osób nie odpowiadała za bardzo nawet prezydentura George’a W. Busha. Jednak Bush był w pełni wytworem owego konserwatywnego obozu, a wojna ogłoszona po zamachu na World Trade Center, a także wojna iracka – popierana przez tych samych neokonserwatystów, którzy dzisiaj definiują się jako Never Trumpers! – pchnęły go politycznie jeszcze dalej na prawo.

Wszystko to jest dość skomplikowane, wystarczy jednak powiedzieć, że Trump był w stanie wygrać prawybory republikanów przy bardzo podzielonym polu walki, odwołując się do najgorszych żywiołów republikańskiej prawicy; następnie był w stanie zdominować partię; a potem skutecznie przewodzić kampanii wyborczej, a wreszcie administracji rządowej, która co prawda bazowała na ukształtowanym wcześniej obozie politycznym, ale który przesunął on jeszcze bardziej w prawą stronę. Tym sposobem Trump był w stanie wypędzić z partii tych, którzy nie byli jego sojusznikami, po części mobilizując swoją bazę wyborczą, aby zagrozić maruderom, że w przyszłości przegrają w republikańskich prawyborach. Partia Republikańska jest więc teraz partią Trumpa. To, czy ma ona przyszłość poza Trumpem, jest kwestią otwartą. Natomiast to, czy my mamy przyszłość poza Trumpem, jest dla mnie o wiele ważniejszym pytaniem!

W niedawnym artykule pytał pan o to, czy obecny kryzys może stać się dla Trumpa momentem przełomu, analogicznym do pożaru Reichstagu w Republice Weimarskiej. Czy w pana ocenie w Stanach Zjednoczonych istnieje realne zagrożenie autorytaryzmem? Wydaje się, że nawet niektórzy z pomocników Trumpa mają tendencję do dystansowania się od niego, kiedy chodzi o jego najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi, jak było w przypadku zapowiedzi użycia armii do zaprowadzenia spokoju w amerykańskich miastach. Czy Trumpa wspiera prawdziwy ruch społeczny, który mógłby posłużyć do legitymizacji oraz instytucjonalnego utrwalenia jego autokratycznych impulsów?

Od lat biję w tej sprawie na alarm – i nie tylko ja. Uważam, że w ostatnim tygodniu w Stanach Zjednoczonych uczyniony został kolejny krok na drodze do pełnego autorytaryzmu.

Trumpowi udało się już zniszczyć Departament Sprawiedliwości, Departament Pracy, Agencję Ochrony Środowiska, a także inne ośrodki liberalnej polityki oraz egzekwowania praw obywatelskich. Jego polityka w kwestii detencji i deportacji imigrantów, a także w odniesieniu do prawa wyborczego poważnie osłabiły wolności liberalno-demokratyczne. Nie zapominajmy także o sprawie raportu Muellera, który dotyczył wpływu Rosji na wybory w 2016 roku, a który Trump próbował zablokować, a także skandalu ukraińskiego, kiedy to Trump chciał wykorzystać swój urząd, aby wpłynąć na prezydenta Ukrainy w celu zaszkodzenia kampanii wyborczej kandydata demokratów Joe Bidena.

W ostatnim tygodniu Trump w zasadzie wysunął groźbę wprowadzenia stanu wojennego. Spowodowało to silny publiczny opór ze strony wpływowych emerytowanych oficerów wojskowych, takich jak admirał Mike Mullen i generał James Mattis, który był w przeszłości sekretarzem obrony w administracji Trumpa. To ważne deklaracje. Także obecny sekretarz obrony najpierw wypowiedział się w tej sprawie krytycznie, ale następnie częściowo wycofał się z pierwotnego stanowiska. Ostatecznie wojsko zostało rozmieszczone w Waszyngtonie i pozostaje otwartym pytaniem, czy Trump pójdzie dalej. Każdy poważny komentator powiedziałby następująco: wciąż jest możliwe, że Trump postanowi użyć wojska, a wielu dowódców wojskowych i żołnierzy zrobi to, co on rozkaże, ponieważ wierzą w łańcuch dowodzenia albo wierzą w Trumpa, jak zbyt wiele osób.

Myślę więc, że sytuacja jest bardzo poważna. Równie poważna jest możliwość, ze Trump zakwestionuje wyniki listopadowych wyborów prezydenckich i odmówi opuszczenia urzędu w razie porażki. W tym miejscu do gry wchodzi wspierający go „ruch społeczny”, o który pan pytał. Trump posiada znaczącą bazę zwolenników, którzy pałają gniewem, są zmobilizowani i bardzo uzbrojeni. Może on wywołać chaos w listopadzie, a potem wykorzystać ten chaos, aby pozostać na stanowisku, odwołując się do doktryny „prawa i porządku”.

Do jakiego stopnia prezydentura Trumpa jest przeciwna amerykańskiej tradycji konstytucyjnej, a w jakim stopniu wyraża ona prawdziwy obraz współczesnej Ameryki?

Trump nie wymyślił amerykańskiego rasizmu ani tych cech amerykańskiej konstytucji, które uprzywilejowują konserwatywne oraz rasistowskie interesy, a także powszechny dostęp do broni. Nie stworzył także modelu „prezydentury imperialnej”. Doszedł do władzy przy pomocy środków przewidzianych w konstytucji, nawet jeśli przegrał w głosowaniu powszechnym – i nawet jeśli w jego wyborze pomogło mieszanie się w proces wyborczy przez Rosję.

Trump nie jest anomalią – jest made in America. Oczywiście, że wyraża on i symbolizuje istotne cechy naszej kultury i polityki. Jednak Trump równocześnie intensyfikuje, pogłębia, przekształca owe cechy ze złych w trujące, a być może śmiertelne. W tym sensie jego prezydentura to całościowy atak na demokrację konstytucyjną. Dla mnie jest to najważniejsza rzecz, którą należy powiedzieć o Trumpie. Natomiast działać w zgodzie z tym stwierdzeniem – aby pokonać Trumpa i jego mocodawców – jest najważniejszą rzeczą, jaką należy zrobić.

Prezydentura Trumpa to całościowy atak na demokrację konstytucyjną. Dla mnie jest to najważniejsza rzecz, którą należy powiedzieć o Trumpie.

Jeffrey C. Isaac

Co sądzi pan na temat postawy Joe Bidena w ostatnich tygodniach? Czy może on pokonać Trumpa w listopadowych wyborach?

Byłem przeciwnikiem wejścia Bidena do wyścigu prezydenckiego, a następnie bardzo surowym krytykiem jego kandydatury. Uważam jednak, że w ostatnich tygodniach spisał się bardzo dobrze. Powiedział i zrobił właściwe rzeczy we właściwy sposób. Jego postawa w czasie zamieszek w ostatnim tygodniu była bez zarzutu, natomiast kontrast między działaniami Bidena a zachowaniem Trumpa niezmiernie wzmocnił kampanię kandydata demokratów. Biden wykonał także wyśmienitą pracę, jeśli chodzi o wyjście naprzeciw kampanii Berniego Sandersa, którego pokonał w prawyborach, przesuwając się programowo na lewo w niektórych kluczowych kwestiach, a także tworząc komitety programowe, w których doszło do prawdziwego spotkania centrowego oraz postępowego skrzydła partii.

Myślę, że na pewno może on pokonać Trumpa w listopadzie, jeśli odbędą się wolne i uczciwe wybory – i myślę, że obecna mobilizacja społeczna przeciwko rasizmowi pomoże mu. Nie uważam jednak za rzecz oczywistą, że wygra, a na pewno nie uważam za rzecz oczywistą, że w listopadzie odbędą się wolne i uczciwe wybory.

Jakie lekcje powinni wyciągnąć z aktualnego kryzysu demokraci?

Po pierwsze, nie powinni bać się proponowania odważnych rozwiązań, a potem powinni ich bronić, przegłosowywać ustawy w Izbie Reprezentantów, zaś w kontekście listopadowych wyborów występować przeciwko republikańskiemu obstrukcjonizmowi, który będzie uniemożliwiał przeprowadzenie owych ustaw w Senacie – ponieważ większość Amerykanów jest niezadowolona, zaniepokojona i wie, że obecna administracja to katastrofa. Po drugie, powinni mobilizować wyborców i obywateli. Po trzecie, powinni zjednoczyć się, aby pokonać Trumpa i republikanów, ponieważ zależą od tego nasze wolności i z pewnością wiele ludzkich istnień. Zwycięstwo demokratów w listopadzie jest niezbędne do tego, by uwolnić nas od plagi Trumpizmu i umożliwić realną zmianę.

Z dostępnych informacji wynika, że od początku pandemii pracę straciło ponad 40 milionów Amerykanów. W środku pandemii miliony Amerykanów nie mają pieniędzy na ubezpieczenie zdrowotne. Czy obecny kryzys może stanowić punkt zwrotny, który doprowadzi do głębszej transformacji amerykańskiej polityki?

Tak – i mam nadzieję, że tak się stanie. Przy tym nigdy nie lekceważę zdolności demokratów do roztrwonienia swoich szans, a także zdolności Trumpa do zmobilizowania wystarczającej liczby gniewnych, rozczarowanych, rasistowskich, cynicznych albo po prostu głupich wyborców, aby uzyskać reelekcję.

Przyszłość liberalnej demokracji wisi na włosku. I niczego nie można mieć za pewnik. Amerykańska demokracja wymaga obrony. Trump musi zostać pokonany. A wtedy będzie można wznowić długotrwały i trudny projekt ożywienia demokracji i stworzenia bardziej sprawiedliwego społeczeństwa. Nikt nas nie ocali, jeśli nie ocalimy siebie.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 596

(26/2020)
9 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj