Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Teatr w stodole,...

Teatr w stodole, czyli sztuka poza wielkim miastem. O twórczości Adama Walnego

Krzysztof Renik

Wędrowny teatr przedmiotu to nie tylko połączenie sztuki lalkarskiej z rzeźbą, ale także przykład twórczych inicjatyw znakomicie rozwijających się na obrzeżach zinstytucjonalizowanego obiegu kultury.

Niewielka osada na Podlasiu, kilka kilometrów od granicy z Białorusią, jest siedzibą Instytutu Teatru Przedmiotu. W Policznej, bo tak nazywa się owa osada, mieszka twórca tej instytucji Adam Walny, artysta. Nie artysta ludowy, ale po prostu artysta, którego twórczość trudno określić jednym słowem. Z wykształcenia jest plastykiem i lalkarzem – uczył się w liceach plastycznych w Poznaniu i Supraślu, ukończył wydział lalkarski Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Białymstoku. Tworzył spektakle w całej Polsce, grał na prestiżowych scenach polskich metropolii, choćby na deskach Teatru Starego w Krakowie, otwierał swym spektaklem scenę lalkarską w zamku Hamleta w Elsynor w Danii. Jednak określenie „lalkarz” nie w pełni opisuje to, czym jest twórczość Adama Walnego.

Między rzeźbą a teatrem

Zresztą sam Adam Walny pytany przeze mnie o swoje związki ze sztuką lalkarską wyjaśniał: „Edukowałem się jako plastyk, ale plastyka jako przestrzeń nieruchoma nie wystarczała mi. Już w liceum plastycznym odbyłem praktyki w teatrze. I ten pierwszy kontakt z teatrem był dla mnie bardzo inspirujący. Jednocześnie uważam za szczęście, że do dziewiętnastego roku życia nie zetknąłem się z teatrem lalek. Dzięki temu w mojej działalności owocuje to, z czym zetknąłem się wcześniej w teatrach dramatycznych, z fantastyczną plastyką ich sceny. Moja twórczość we własnej pracowni teatralnej zaczęła się raczej od pamięci o dziełach rzeźbiarskich Hasiora czy malarskich Makowskiego aniżeli od techniki robienia lalek”.

Swoisty dystans wobec tradycyjnego teatru marionetek to charakterystyczna cecha twórczości Walnego. Z jednej bowiem strony jest on z całą pewnością zanurzony w tradycji lalkarskiej, z drugiej wszakże wychodzi poza tradycyjną scenę marionetek, a w jego twórczości pojawiają się elementy zupełnie innych sztuk. Dobrze próbuje to definiować Małgorzata Kręcka-Rozenkranz, rzeźbiarka z gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych: „Twórczość Adama Walnego to zjawisko. Trudno to nazwać wyłącznie teatrem lalkowym czy wyłącznie twórczością rzeźbiarską. Dzięki jego działalności twórczej otwierają się przed nami, przed rzeźbiarzami, inne przestrzenie wyobraźni, możliwości artystycznych”.

W kontekście tych słów warto pokusić się o rozszyfrowanie nazwy Instytut Teatru Przedmiotu – to instytucja istniejąca od jedenastu lat, której celem są badania nad rolą przedmiotu, rekwizytu, rzeźby, artystycznej instalacji w teatrze. Wszystkie artefakty powstają dzięki wyobraźni Walnego i jego samodzielnej pracy manualnej, łączącej w sobie elementy rzemiosła i sztuki.

Walny w swojej książce „Podręcznik Sztuki dla Kultury; Rzecz o Teatrze Przedmiotu” pisał: „Teatr przedmiotu, definiowany jest przez tzw. Profesorów Akademii jako konwencja teatru lalek. O ile mi wiadomo, każda lalka jest przedmiotem, nie każdy przedmiot lalką. Jest więc raczej odwrotnie. Do rodziny teatru przedmiotu należy, poza teatrem lalek, teatr cieni, maski i innych bohaterów przedmiotowych. […] Teatr, w którym jedną z postaci stanowi przedmiot. Jak sam źródłosłów wskazuje – postać to ktoś, kto stoi. Jest gotowy do działania. Niezależnie od repertuaru, teatr przedmiotu jest teatrem relacji. […] To ustawia dramaturgię: żywy Bach i wskrzeszany Gould, żywy Duch Ojca i manipulowany syn Hamlet […]”.

Artysta przywołuje tu tytuły dwóch swoich spektakli: „Gould – wariacje” – to spektakl inspirowany koncertem w Toronto z roku 1964, którym pianista Glenn Gould żegnał się ze swymi słuchaczami. W inscenizacji Gould gra Bacha – czyni to środkami teatralnymi. Walny wykorzystuje autorską technikę nadmarionety klawiszowej, która poruszana jest klawiszami fortepianu. Z kolei „Hamlet” – to spektakl wykorzystujący marionetki podwodne. Marionetki dzielą się w tym spektaklu na dwie kategorie – te, które nie widzą Ducha zamordowanego Króla i które nie chcą znać prawdy o dokonanym morderstwie, zanurzone są w wodzie, a te, które widzą Ducha, grają poza akwariami.

Wszystkie artefakty powstają dzięki wyobraźni Walnego i jego samodzielnej pracy manualnej, łączącej w sobie elementy rzemiosła i sztuki.

Krzysztof Renik

Teatr wędrowny 

W stodole Walnego w Policznej oglądałem między innymi spektakl „Dziadek”, poruszającą opowieść o przemijaniu i relacji z wnukiem, opartą na autentycznych zapiskach dziadka Adama Walnego. W spektaklu tym Walny był jednocześnie i reżyserem, i inscenizatorem, i wykonawcą. Oczywiście także twórcą wszystkich przedmiotów-rzeźb – a było ich kilkadziesiąt – wykorzystanych na scenie. Przedmioty stworzone na potrzeby spektaklu to także obraz niezwykłej wyobraźni Adama Walnego – katafalk zamieniał się w lokomotywę, ta zamieniała się kościelny konfesjonał, by w pewnym momencie stać stalowym piecem, w którym spłonęło stare łóżko, zmieniające się po chwili w harmonię.

Spektakl „Noe” to z kolei opowieść zachęcająca widzów do interakcji. Dwanaście ponadludzkich figur-instrumentów ustawionych na scenie prowokuje, by wydobyć z nich dźwięk, jeszcze przed początkiem przedstawienia. Okazuje się, że instrumenty zostały porzucone, bo orkiestra, która miała zagrać koncert z partytury „Potop”, uciekła przerażona zapisem treści koncertu. Dyrygent, czołowa postać spektaklu, pozostaje sam z instrumentami. Dalszy ciąg jest efektem wyobraźni Adama Walnego, który ożywia instrumenty, tworząc z nich w czasie spektaklu zwierzęta zasiedlające arkę Noego.

Adam Walny stworzył już kilkadziesiąt autorskich spektakli, w których przedmiot gra, jest elementem scenicznego przekazu. Do kogo adresuje swą twórczość? Czy jego pasja realizująca się w Instytucie Teatru Przedmiotu może być zrozumiana w niewielkiej Policznej, w okolicznych wsiach i miasteczkach Podlasia, a może w artystycznych metropoliach? Pisząc o przedstawieniu „Hamleta”, Walny w cytowanej już książce zauważał: „Na premierę Hamleta – w oryginalnej technice marionetek podwodnych – w Teatrze Wytwórnia, przyszła tzw. warszawska bohema. Kolejne spektakle grałem w szkołach, muzeach, kościołach, podwórkach, łąkach itp. Po stu piętnastu spektaklach, przejechanych z akwariami czterdziestu tysiącach kilometrów; wylanych sześćdziesięciu tysiącach litrów wody, wiem! Widzem może być każdy, kto bawił się pumeksem w wannie”.

Ten krótki opis artystycznych peregrynacji Adama Walnego pozwala nazwać go artystą wędrownym. Kiedy pytałem o ten aspekt działalności Walnego Agnieszkę Niezgodę, artystka nie miała wątpliwości: „Adam Walny przemieszczał się ze swoimi lalkami od zawsze. Jego teatr obwoźny jest przy tym daleki od naszych wyobrażeń na temat tradycyjnych, wędrujących lalkarzy. Walny jest bowiem artystą pełnym – jest zarazem dramaturgiem, rzeźbiarzem i wykonawcą spektaklu. Spektaklu, który jest autorskim komentarzem do obiektu, przedmiotu, rzeźby”. Sam Adam Walny przyznawał w wywiadzie, który z nim przeprowadzałem, że ze swoimi spektaklami, lalkami i scenicznymi przedmiotami wędrował już w pierwszych latach swej artystycznej drogi: „Przedstawienie dyplomowe realizowałem w Supraślu, tam też miałem swe kolejne, pierwsze spektakle. Potem były objazdy po okolicy – Krynki, Kruszyniany i jeszcze inne miejscowości”.

Wędrowny teatr Adama Walnego mieści się w furgonetce, do której jest w stanie załadować rzeźby-przedmioty sceniczne potrzebne do zagrania spektaklu. Oprócz wyobraźni, która pozwala tworzonym przez niego przedmiotom żyć kolejnymi wcieleniami, do ich tworzenia potrzeba także umiejętności konstruktorskich i rzemieślniczych. Skonstruowanie nadmarionety klawiszowej wykorzystanej w spektaklu „Gould – wariacje” możliwe było dzięki wykorzystaniu silników elektrycznych poruszających wycieraczki samochodowe oraz automatycznie opuszczane w samochodach szyby. Wędrowny charakter aktywności artystycznej wymaga bardzo specyficznych zdolności. W swojej książce „Rzecz o Teatrze Przedmiotu” Walny wyjaśniał: „Wielość zadań realizowanych w teatrze nieinstytucjonalnym sprawia, że tylko zdrowi, silni i naiwni mogą miesiącami, w nieogrzewanych pomieszczeniach sprawdzać właściwości marionetki pod wodą. Wydawać ostatnie oszczędności bez gwarancji na zwrot. Tylko po to, by przez kilka następnych lat pół tony scenografii wrzucać na busa kilka razy w miesiącu. Nocą kierować. Pół tony wyrzucać z busa. Grać. Ponownie pół tony na busa, nocą prowadzić, żeby nad ranem te metafizyczne już pół tony zrzucić i zostawić w magazynie. Po takiej rozgrzewce wzrasta wiarygodność sceniczna”. Może to zamiłowanie do artystycznych peregrynacji jest efektem specyfiki Podlasia, o którym Walny zwykł mawiać: „Na Podlasiu jest płasko, a zatem i horyzont jest szerszy”.

Wędrowny teatr Adama Walnego mieści się w furgonetce, do której jest w stanie załadować rzeźby-przedmioty sceniczne potrzebne do zagrania spektaklu.

Krzysztof Renik

Stodoła bez czwartej ściany

Po obejrzeniu kilku spektakli w teatralnej stodole w Policznej Małgorzata Kręcka-Rozenkranz mówiła mi: „Adam tworzy szczególną atmosferę na scenie. Nie odczuwa się dystansu pomiędzy sceną i widownią”. To spostrzeżenie płynące z widowni w odniesieniu do publiczności pozamiejskiej potwierdza także Walny: „Jest pewien urok grania na wsi. Nie ma tej czwartej ściany, wszyscy jesteśmy w stodole, nie ma takiego ścisłego podziału na scenę i widownię. Dla widowni wiejskiej tej bariery nie ma albo jest znacznie mniejsza. Ciągle jestem dla nich sąsiadem, a nie postacią, którą gram. Z czasem ten teatr, który uprawiam, staje się też i ich rzeczywistością. Na pewno jest publicznością, która dłużej będzie pamiętać spektakl, ponieważ rzadziej ma okazję oglądać przedstawienia”.

Spontaniczność reakcji publiczności wiejskiej potwierdzają zdarzenia, które miałem okazję obserwować w Policznej. Na przykład w trakcie spektaklu „Dziadek”, kiedy po scenie, w której tytułowy bohater, kolejarz, pyta o bilety na przyjazd, jedna z pań wykrzyknęła: „Ale ja pracuję na kolei, mam bezpłatne przejazdy”. Adam Walny podkreśla: „Ta publiczność jest mi bliska”.

Nie oznacza to oczywiście, że twórca Instytutu Teatru Przedmiotu idealizuje wiejską publiczność, czy też widzi w niej partnerów do rozmów o sztuce: „Niespecjalnie z nimi o tym rozmawiam, bo nie sądzę, by był to dla nich interesujący temat. Nie rozmawiam też z nimi o uprawie owsa, bo się na tym nie znam”. Gdy w Policznej usłyszałem te zdania, przypomniały mi się słowa innego wybitnego twórcy, malarza Leona Tarasewicza mieszkającego także na Podlasiu, w Waliłach: „Nie rozmawiam z sąsiadami o sztuce, bo nie chcę dostać w mordę”.

Działalność Adama Walnego w Policznej jest przykładem aktywności artystycznej twórców niewidzących dla siebie miejsca w zinstytucjonalizowanym życiu kulturalnym. Choć podejmowane z dala od wielkomiejskiego zgiełku, ich dokonania twórcze mogą wytyczać ścieżki rozwoju sztuki. W niedalekim Supraślu działa Teatr Wierszalin Piotra Tomaszuka, w tymże Supraślu realizuje spektakle teatru cieni Teatr Łątek Krzysztofa Zemły. Na Podlasiu działa również grupa Wertep. To inicjatywy, które nie mieszczą się w wielkomiejskiej sferze kultury zinstytucjonalizowanej, ale nie są też twórczością ludową.

Pisząc w swej książce „Rzecz o teatrze przedmiotu” o organizacji pozainstytucjonalnego życia teatralnego, Adam Walny zauważał: „Organizatorem większości spektakli są pasjonaci teatru, animatorzy, miłośnicy oryginałów. Gros z nich legitymizuje się kompetencjami amatora; co nie najlepiej świadczy o tzw. zawodowcach. Zawodowcy zapraszają już tylko tzw. zawodowców, czyli utrzymują status quo systemu. Nuda. Nuda. Nuda”. Jak zauważył podczas wywiadu w Policznej: „Teatr jest dla mnie pewną wiedzą i nauką, pewną przestrzenią poznawczą. To są w zasadzie trzy przestrzenie poznawcze – jedna podczas prób, inna podczas pracy nad rekwizytem i kolejna podczas spotkania z widzem”. Adam Walny podkreśla, że jego metody pracy są bliższe pracy wędrownych komediantów z XVI wieku, niż pracom jego kolegów z „lalkowych kołchozów”.

Aktywność Adama Walnego i innych twórców teatralnych, którzy obrali drogę w pełni samodzielnej, niezinstytucjonalizowanej pracy artystycznej, to przykłady instytucji lokalnych, które artystycznej alternatywie pozwalają nie tylko trwać, ale i rozwijać się.

 

Zdjęcie wykorzystane jako ikona wpisu: Opus Hamlet, źródło: www.walny-teatr.pl;

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 651

(26/2021)
29 czerwca 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj