Szanowni Państwo!

Spór polsko-ukraiński nie tylko nie wygasa – w ostatnich dniach nabrał nowego wymiaru. Prezydent Wołodymyr Zełenski wniósł do Rady Najwyższej projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym, który ma stworzyć państwowy mechanizm wyboru symboli narodowych. Projekt nie wymienia nazwisk, ale kryteria są zapisane tak szeroko, że otwierają drogę do oficjalnego uhonorowania postaci związanych z OUN i UPA. Trudno nie odnieść wrażenia, że Kijów zrozumiał coś istotnego: eskalacja sporu z Polską przynosi wewnątrzpolityczne korzyści. Niestety, podobną logikę zdaje się dostrzegać również Karol Nawrocki, który właśnie odnotował rekordowy wynik w badaniach zaufania do polityków. W obu państwach spór historyczny okazuje się politycznie opłacalny. 

Ukraińskie społeczeństwo stanęło murem za prezydentem, odwracając bardzo negatywny trend ostatnich kilku miesięcy. Narracja o Polsce jako państwie narzucającym własną wersję historii okazała się mobilizująca. W tle rysuje się jeszcze jeden scenariusz – przeniesienie odpowiedzialności za ewentualne trudności z ukraińską akcesją do Unii Europejskiej na Warszawę. Rola „nowego Orbána” to pułapka, w którą Polska nie powinna dać się wmanewrować. Tym bardziej, że główne przeszkody na drodze Ukrainy do Unii nie leżą w Warszawie, lecz w Kijowie – wśród elit obawiających się reform, które niesie integracja europejska.

W tym numerze stawiamy jednak pytanie bardziej złożone. Czy na pewno rozumiemy Ukrainę, z którą chcemy prowadzić coraz twardszą politykę? W poprzednim numerze Jarosław Kuisz przekonywał, że „w polityce międzynarodowej wygrywa nie ten, kto ma najwięcej racji moralnej, lecz ten, kto potrafi sprawić, że inni uznają ją za własną”. Ja z kolei pisałem, że „wiemy, co nas oburza. Nie wiemy, co chcemy osiągnąć”. Innymi słowy – sama słuszność nie zastępuje strategii.

Kuba Benedyczak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych przekonuje, że wojna zmieniła Ukrainę bardziej, niż zmieniła polskie myślenie o Ukrainie. „Asertywna Ukraina pokazała, że przyjmuje zupełnie inną strategię, daleką od polskiego oczekiwania wdzięczności. I ma rację” – pisze. Jego zdaniem Kijów nie jest już młodszym partnerem oczekującym wskazówek z Warszawy, lecz państwem, które twardo realizuje własne interesy i oczekuje, że inni będą traktować je jak równorzędnego gracza.

Z kolei ukraiński analityk Mikołaj Susujew stawia pytanie jeszcze bardziej fundamentalne. Jego zdaniem Polska błędnie interpretuje obecny konflikt, ponieważ patrzy na Ukrainę przez własne doświadczenia historyczne. „Polska uważa, że spór z Ukrainą dotyczy historii. W rzeczywistości dotyczy przede wszystkim tożsamości” – pisze. I dodaje, że „dopiero teraz tworzą się własne mity założycielskie i historyczne państwa. To one mają wytłumaczyć Ukraińcom, skąd pochodzą i dokąd się kierują jako naród”. Bez zrozumienia tego procesu trudno będzie zrozumieć reakcje ukraińskiego społeczeństwa na spory o UPA, Wołyń czy politykę pamięci.

Benedyczak i Susujew patrzą na ten problem z różnych stron i różnymi językami, ale obaj pokazują, że Polska coraz częściej rozmawia z Ukrainą, której już nie ma, zamiast z tą, która wyłoniła się z wojny. Nie oznacza to rezygnacji z obrony własnych interesów ani z upominania się o pamięć historyczną. Przeciwnie. Oznacza jedynie, że skuteczna polityka wymaga najpierw trafnej diagnozy. Bez niej nawet słuszne żądania trafiają w próżnię – i wzmacniają nie tych, których chcemy przekonać, lecz tych, których chcemy osłabić.

Na temat relacji polsko-ukraińskich rozmawiałem z Kubą Benedyczakiem w najnowszym odcinku naszego wideopodkastu. W tym tygodniu ukaże się również rozmowa z Wojciechem Konończukiem, dyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich, oraz Mateuszem Lachowskim, korespondentem wojennym i dziennikarzem Wirtualnej Polski. Zapraszam Państwa do lektury i odsłuchu.

Jakub Bodziony, zastępca redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”