Mors w ogrodzie! Nawet jak na literaturę dziecięcą jest to coś wyjątkowego, nic więc dziwnego, że ludzcy bohaterowie książki obrazkowej Alexa Noguésa i Soni Pulido nie wiedzą, jak się zająć niespodziewanym przybyszem. Mama wpada w panikę i trzyma się na dystans, a zafascynowane dzieci chcą się bawić z ogromnym zwierzęciem. Po kilku nieudanych próbach nawiązania relacji, zakończonych między innymi zwróceniem szpinaku i zalaniem taty smarkami, dziewczynka sięga po książkę z biblioteki, dzięki której odkrywa sekrety życia morsów. Efektem lektury są między innymi ogromne zakupy w dziale rybnym, które przynoszą ulgę gościowi, jednak po kilku dniach tata stwierdza, że rodzina nie jest w stanie dłużej gościć Gienia (jak nazwali morsa), bo ten „nigdzie się nie mieści, je zbyt dużo ryb i strasznie śmierdzi”. Przy pomocy globusa udaje się ustalić, że zwierzę przybyło z Arktyki – przy całym absurdzie opowieści Noguésa nie dziwi więc zakończenie, w którym rodzina postanawia wraz z morsem wyruszyć w podróż balonem właśnie w tym kierunku.

Krótko zarysowana fabuła „Morsa w ogrodzie” nie oddaje sprawiedliwości absurdowi widocznemu w warstwach tekstowej i obrazowej. Każda kolejna strona to coraz dziwniejsze kadry z codziennego współżycia ludzi i morsa obserwowanego z perspektywy tych pierwszych, nieco spanikowanych obrotem wypadków. Nie przeczę, sam byłbym w szoku, gdyby na moim podwórku wylądował mors. Lektura książki Noguésa i Pulido siłą rzeczy wywołuje uśmiech na twarzy i muszę przyznać, że świetnie bawiłem się w trakcie lektury. Nie jest to jednak wyłącznie zasługa kuriozalnego pomysłu, ale przede wszystkim formy – w warstwach tekstowej i obrazowej „Mors w ogrodzie” jest świetny! Pełne spokoju wyklejki prezentujące niemal pusty trawnik i sielankowa ilustracja na stronie tytułowej prezentująca rodzinę w ogrodzie to zmyłka, pierwsza rozkładówka wprowadza napięcie widoczne na twarzach postaci zwróconych ku niebu; napięcie, które nie opuszcza aż do ostatniej strony. Trudno jednak dziwić się bohaterom, niecodziennie w kierunku domu zmierza mors spadający prosto z nieba. Niemal wszyscy są w szoku, choć dziewczynka uśmiecha się od ucha do ucha, patrząc z kartki prosto w oczy osoby czytającej. Siłą rzeczy udzieliła mi się jej ekscytacja, skontrastowana z przerażeniem mamy i bezradnością ojca, którzy obok brata i sąsiadki dziewczynki pojawiają się w książce. Stworzone przez Noguésa i Pulido postaci obserwujemy w kolejnych scenach, przybliżających niełatwe próby współżycia ludzi z morsem. Nie jest to relacja łatwa, usłana jest bowiem nie różami, a wymiocinami, smarkami, a nawet wielką kupą, budząca fascynację i śmiech dziecięcych bohaterów. Odpowiednio dozowana ohyda to obok absurdu największy walor „Morsa w ogrodzie”. 

Nogués i Pulido świetnie współtworzą opowieść o morsie, tekst i obraz pozostają bowiem w dynamicznej relacji: jedno dopowiada to, czego nie wyraża wprost drugie, a do osoby czytającej należy odkodowanie pełnej historii werbalno-wizualnej. Zachwyca mnie zwłaszcza sekwencja pierwszych kilku rozkładówek, w ramach których kadr niczym oko filmowej kamery przesuwa się coraz bliżej domu, do którego powoli wkraczamy podobnie jak wkracza tam mors Gienio – gdy tata postanawia wsadzić go do wanny, ten spada piętro niżej. Świetne rozwiązania graficzne stosuje też Pulido, choćby ukazując ruch mamy, niejako powielając jej ręce, co nasuwa skojarzenia z komiksem. Zresztą styl ilustratorki wywołuje również inne skojarzenie, bo przypomina ilustrację książkową z połowy XX wieku, co sprawia, że historia toczy się niejako poza czasem i przestrzenią.

Dzięki ponadczasowemu absurdowi książka obrazkowa Noguésa i Pulido świetnie sprawdzi się we wspólnej, wypełnionej głośnym śmiechem i lekkim obrzydzeniem lekturze, ale co ważne, znaleźć w niej można też współczesny akcent ekologiczny. Międzygatunkowe spotkanie może stanowić pretekst do rozmowy o znajomości świata dzikiej przyrody u ludzi, a na ostatniej stronie mowa jest o niszczeniu naturalnych siedlisk morsów: „Dom tych zwierząt – Arktyka – jest zagrożony, bo lód powoli topnieje. Może razem wymyślimy, jak pomóc morsom?”. Cieszy mnie, że w tak absurdalnej, dalekiej od realizmu opowieści znalazło się miejsce na kilka faktów, zwłaszcza że Noguésa znam jako autora świetnej książki obrazkowej o geologii: „Milion ostryg na szczycie góry” [1]. Choć „Mors w ogrodzie” nie jest ani informacyjną książką obrazkową, ani wprost nie dotyczy świata natury, autorowi udało się przemycić kwestie ekologii i ochrony przyrody nawet do opowieści o morsim desancie na przydomowy trawnik. Choć kierowane do kilkulatków pytanie o pomoc planecie jest trochę na wyrost, zwłaszcza że ten dydaktyczny element wprowadzony na końcu książki zbyt silnie kontrastuje z szalonym humorem opowieści Noguésa i Pulido, nie wątpię, że „Mors w ogrodzie” zainteresuje osoby czytające losem tytułowych zwierząt, a przede wszystkim zapewni sporo śmiechu!

Przypis:

[1] Pisałem o niej na łamach „KL dzieciom” w kwietniu 2021 roku.

Książka:

Alex Nogués, Sonia Pulido, „Mors w ogrodzie”, przeł. Karolina Jaszecka, wyd. Tatarak, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 4+ (wskazanie wydawcy)

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.