Szanowni Państwo!

Na początku lipca opinię publiczną obiegły doniesienia brytyjskiego „The Telegraph”, który – powołując się na źródła bliskie administracji amerykańskiej i polskim kręgom rządowym – informował, że Stany Zjednoczone ostrzegły Warszawę przed możliwą rosyjską prowokacją na terytorium Polski. Kilka dni wcześniej, dużo ciszej, Wojska Obrony Terytorialnej rozpoczęły przeformowanie czterech brygad – podlaskiej, warmińsko-mazurskiej, nadbużańskiej i przemyskiej – w Komponent Obrony Pogranicza, kolejny element „Tarczy Wschód”. Ten drugi fakt przeszedł niemal bez echa, choć to on lepiej pokazuje, czym stała się dziś polska wschodnia granica: obszarem, który od lat jest systematycznie militaryzowany. Towarzyszy temu zaskakująco skromna debata publiczna.

Kolejne pokolenie boi się o suwerenność?

O bezpieczeństwie rozmawiamy zwykle z Warszawy – językiem miliardów złotych, konferencji prasowych Ministerstwa Obrony Narodowej, nowych jednostek, systemów odstraszania. Rzadziej pytamy, jak ta sama rzeczywistość wygląda z perspektywy kogoś, kto mieszka kilkanaście kilometrów od granicy z Rosją, Białorusią czy Ukrainą i dla kogo wojna nie jest tematem w telewizji, lecz warunkiem dorastania.

W książce „Strach o suwerenność. Nowa polska polityka”, nominowanej do Nagrody im. ks. Józefa Tischnera, Jarosław Kuisz przekonuje, że polską polityczność od pokoleń organizuje lęk przed ponownym wymazaniem państwa z mapy. Wydawało się, że pokolenie urodzone już w zjednoczonej Europie, pozna ten strach wyłącznie z podręczników historii. Reportaż Michała Tomczuka pokazuje, że stało się inaczej.

Michał Tomczuk jedzie na Podkarpacie, Mazury i Podlasie i rozmawia z młodymi ludźmi, dla których obecność wojska, alarmów i kontroli granicznych jest już tłem codzienności.

Jedni odnajdują w tym wspólnotę, jak członek Jednostki Strzeleckiej, który przekonuje: „Tu jest poligon. W Krakowie […] co najwyżej stoimy w szeregach podczas świąt i innych uroczystości i dobrze wyglądamy w zieleni”. Inni po prostu oswoili strach, jak nastoletnia mieszkanka Mazur, która przyznaje: „Na początku wojny bałam się, jak żołnierze maszerowali koło naszej szkoły […]. Teraz przyzwyczaiłam się do tego lęku”. 

To pokolenie miało dorastać w przekonaniu, że wojna należy do historii. Dziś uczy się z nią żyć.

Nauka broni kraju

Drugi tekst numeru pokazuje ten sam problem z innej strony. Jan Zielonka, w rozmowie z Tomczukiem, kwestionuje sens inwestowania przede wszystkim w fizyczne umocnienia granicy.

Jeżeli Polki i Polacy uważają, że miny i zasieki mogą obronić ich przed rosyjską agresją, to ja mogę tylko powiedzieć: powodzenia” – mówi Zielonka, przywołując francuską linię Maginota jako przestrogę przed wiarą w mury w epoce dronów i rakiet balistycznych. Jego zdaniem prawdziwa strategia obronna zaczyna się gdzie indziej – w laboratoriach i na uniwersytetach. A to właśnie im kolejne rządy regularnie obcinają budżety, jednocześnie zwiększając wydatki na zbrojenia.

Oba teksty prowadzą do tego samego pytania, choć stawiają je z różnych perspektyw. Pierwszy pokazuje, jak wojna zmienia codzienność ludzi żyjących przy granicy. Drugi pyta, czy Polska przygotowuje się na zagrożenia XXI wieku we właściwy sposób.

O bezpieczeństwie najłatwiej rozmawia się w kategoriach strategii, wydatków i uzbrojenia. Znacznie trudniej dostrzec, jak życie w cieniu zagrożenia zmienia ludzi mieszkających najbliżej granicy. To właśnie ich perspektywie poświęcamy ten numer.

Zapraszam Państwa do lektury,

Jakub Bodziony, zastępca redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”