Pierwszego października Deloitte opublikował trzecią edycję raportu „Wpływ ukraińskich uchodźców na gospodarkę Polski”. Wyniki potwierdzają znane już statystyki. Wbrew hasłom powielanym przez skrajną prawicę, ukraińscy uchodźcy pozytywnie przyczynili się do rozwoju polskiej gospodarki. Jak podaje raport, uchodźcy wojenni zasilili polskie PKB aż o 2,4%. To o 0,3% mniej niż w 2024 roku, jednak autorzy raportu wciąż mówią o tendencji wzrostowej. 

Przewiduje się, że do 2035 r. wkład uchodźców ukraińskich w PKB osiągnie 2,8%. 

Taki wzrost wynikałby z pogłębiającej się integracji i dostosowujących się przedsiębiorstw, poprzez inwestycje i wykorzystywanie kompetencji, jakie oferują uchodźcy. 

Według autorów wspomnianego raportu, wzrósł także poziom zatrudnienia ukraińskich uchodźców – z 61% w 2023 do 76% w 2025. Co więcej, składki na NFZ, które płacą Ukraińcy, przewyższyły koszty ich leczenia o 1,8 miliarda złotych. Zasilili również system ochrony zdrowia swoją pracą jako lekarze, dentyści, pielęgniarki czy położne. Wpłynęło to  na zmniejszenie ogromnych niedoborów kadrowych w Polsce w tych zawodach. Te dane obalają argumenty skrajnej prawicy, jakoby Ukraińcy żyli na koszt państwa i byli obciążeniem dla polskiego społeczeństwa i gospodarki. 

Praca ukraińskich uchodźców jest prekarna

Niepokojącym pozostaje fakt, że Ukraińcy w Polsce wciąż w zdecydowanej większości pracują na prekarnych zasadach. Jak podaje Deloitte,

tylko 42% ukraińskich posiadaczy PESEL UKR pracuje na standardowym kontrakcie pracowniczym – to prawie o połowę mniej niż Polacy (80%). 

Pomimo że mobilność zawodowa poprawiła się od 2022 r., wciąż istnieją bariery, które ograniczają dostęp do prac o wyższych kwalifikacjach i zawodów regulowanych.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że pomimo nieograniczonego dostępu do polskiego rynku pracy, ukraińscy uchodźcy są zatrudniani nieformalnie. Nie wynika to z powodu restrykcji, jak w innych krajach, lecz ze słabej pozycji na rynku pracy, a co za tym idzie – z braku lokalnych znajomości i dostępu do informacji, barier językowych i preferencji pracodawcy. 

Co więcej, porównując Polaków, ukraińskich migrantów i pozostałych cudzoziemców, więcej ukraińskich uchodźców wykonuje „proste prace”, czyli prace fizyczne, takie jak sprzątanie, przeładowywanie, praca w ogrodnictwie czy gastronomii. Jak podaje raport Deloitte, w tym samym czasie procent Polaków pracujących jako profesjonaliści, wzrósł o 3,3 pkt procentowe i obecnie wynosi 23%. Autorzy raportu sugerują, że może to odzwierciedlać zawodowy „upgrading”, gdyż 

cudzoziemcy przejmujący niechciane prace pozwalają Polakom zdobywać kwalifikacje i rozpoczynać kariery w pożądanych zawodach. 

Jednak warto zauważyć, że podczas gdy 10% więcej Polaków niż ukraińskich uchodźców pracuje na stanowiskach menedżerskich, jako profesjonaliści i technicy, prawie dwa razy więcej (62%) ukraińskich uchodźców posiada wykształcenie wyższe (w porównaniu do 36% polskich obywateli).

Może zamiast relegować ukraińskich uchodźców do prac, których nikt inny wykonywać nie chce, Polska powinna dać im szansę wykazać się w innych sektorach? Jak pisał Mateusz Mazzini w tekście opublikowanym na łamach Kultury Liberalnej – migranci ukraińscy to wielka szansa dla Polski. Kraju, który od czasów akcesji do UE, umożliwiającej swobodną migrację na Zachód, doświadczył drenażu talentów i mózgów. 

Teraz to Polska może przyjąć doświadczonych i wykwalifikowanych migrantów, co przełożyłoby się na jej status na rynku europejskim i światowym; „(…) rząd Donalda Tuska mógłby stworzyć wreszcie narrację o tym, co Polska zyskuje dzięki ukraińskiej imigracji”, pisze Mazzini. Jednak polskie uprzedzenia nie pozwalają na pełne wykorzystanie szansy, jaką stwarza ukraińska obecność. Argument Mazziniego wybrzmiewa mocniej, gdy wysunie się tezę, że Polacy stosują mechanizmy, których sami doświadczają jako migranci na Zachodzie.

Ukraińcy w Polsce jak Polacy na Zachodzie?

Poza migrantami, o których pisze Mazzini – ludźmi, którzy wyjechali na Zachód kształcić się na zagranicznych uniwersytetach, zakładających think tanki i biznesy lub obejmujących wysokie stanowiska w firmach – od 2004 roku setki tysięcy Polaków wyjechało z pobudek czysto ekonomicznych, z nadzieją na większy zarobek. Wielu z nich nie ma wykształcenia wyższego i pochodzi z klasy robotniczej, a spora część zostawia swoje rodziny w Polsce z zamiarem wzbogacenia się, pracując sezonowo w takich krajach jak UK (przed Brexitem), Irlandia, Niemcy, czy Holandia. Według Eurostatu tylko w 2024 roku ponad 2,2 miliona Polaków pracowało poza granicami kraju. To prawie milion więcej niż obecnie ukraińskich uchodźców w Polsce.

W 2025 roku napisałem reportaż dla Kultury Liberalnej o sytuacji polskich migrantów zarobkowych w Holandii. Polacy stanowią tu ponad jedną czwartą wszystkich migrantów z krajów UE, co czyni ich największą grupą. Moi rozmówcy byli zatrudnieni na prekarnych kontraktach z agencjami pracy w takich sektorach jak logistyka, ogrodnictwo czy produkcja żywności. Wykonywali więc pracę, której Holendrzy nie chcą podejmować. Zdecydowana większość doświadczyła różnych form eksploatacji, często z powodu swojego pochodzenia. W Holandii, ale także w Niemczech czy UK, istnieje stereotyp polskiego pracownika jako taniej siły roboczej, którą można łatwo wyzyskiwać. Holenderska organizacja FairWork wprost nazywa sytuację polskich migrantów zarobkowych współczesnym niewolnictwem. 

Kilka lat temu przeprowadziłem wywiady jakościowe z polskimi migrantami zarobkowymi w Holandii. Opowiadali o przejawach wrogości, z którymi spotykali się ze strony Holendrów – częstsze przeszukiwanie w sklepach pod pretekstem podejrzenia kradzieży czy wulgaryzmy rzucane przez przechodniów. Znamienna jest historia przedstawiona przez jedną z moich rozmówczyń. Kiedy spacerowała wieczorem w parku, z polskim przyjacielem, zostali zaczepieni przez holenderskich nastolatków, którzy usłyszeli ich rozmowę po polsku. Młodzi ludzie zaczęli rzucać w nich szklanymi butelkami. Brzmi znajomo? 

Analogia jako ćwiczenie z empatii

Złe traktowanie polskich migrantów na Zachodzie nie ogranicza się do Holandii. Jak pisze Karolina Wigura w Kulturze Liberalnej, „Większość badań dotyczących stosunku do migrantów w Europie wskazuje na istnienie specyficznej East-West-Divide, która rozdziela «bardziej pożądanych», widzianych jako «bardziej kulturalnych», «wykształconych» migrantów z Zachodu, i «gorszych”, «mniej pożądanych», «mniej wykształconych» i «mniej kulturalnych» migrantów ze Wschodu”. Z kolei socjolożka Alina Rzepnikowska uznaje wrogość Brytyjczyków wobec Polaków za kseno-rasizm: formę uprzedzenia, która we wszystkim przypomina rasizm, z wyjątkiem faktu, że napastnik i ofiara są tej samej rasy. 

Czy polska ksenofobia wobec Ukraińców na rynku pracy wynika między innymi z próby poradzenia sobie z własnymi kompleksami wobec Zachodu? 

Odpowiedź, że osoba w trudniejszej sytuacji może budzić poczucie wyższości, jest prawdopodobna. Już w 1981 roku psycholog Thomas Ashby Wills opublikował artykuł, w którym opisał zjawisko, które określa „porównaniem społecznym w dół” – gdy czujemy się źle sami ze sobą, aby poczuć się lepiej, porównujemy się do tych, którzy w naszym mniemaniu mają jeszcze gorzej.  

Obecność ukraińskich uchodźców w Polsce i polska imigracja na Zachodzie różnią się jednak kontekstem wojny. Polacy wyjeżdżają za granicę, bo mogą skorzystać z otwartych granic Unii Europejskiej. Większość ukraińskiej imigracji została do tego zmuszona. 

Jednak kwestia wojny pozwala przeprowadzić ćwiczenia z empatii. Co by się wydarzyło, gdyby to w Polsce wybuchła wojna? W sondażu IBRIS przeprowadzonym dla Radia Zet w 2026 roku 23,2% Polaków zadeklarowało, że w przypadku wojny rozważaliby wyjazd z kraju. Czy za granicą tłumaczyliby się, dlaczego mają drogie samochody?

Ukraińscy uchodźcy w Polsce zasługują na lepsze perspektywy

Nawet jeśli wojna się skończy, tkanka społeczna w Polsce zmieniła się nieodwracalnie. Spora część Ukraińców tutaj zostanie. Autorzy raportu Deloitte obserwują wśród nich zmiany w planach powojennej mobilności: 

coraz więcej uchodźców zamierza pozostać w swoich państwach goszczących i planuje tam przyszłość.

Liczba uchodźców po 2022 r. zamierzających pozostać na stałe w Polsce wzrosła w 2025 roku z 21% do 24%. Z kolei jak podaje wrześniowy raport ukraińskiej Rating Group, 51% Ukraińców zamierza opuścić Polskę, ale dopiero po zakończeniu wojny. Tylko 8% rozważa powrót w najbliższym czasie. Co więcej, najważniejszymi warunkami są bezpieczeństwo oraz stabilna sytuacja w Ukrainie, o czym wspomniało 71% respondentów. 

Dlatego czas, aby Polacy przestali postrzegać ich jako obcych – a raczej jako współmieszkańców, z którymi wspólnie tworzymy Polskę, o czym pisała w Kulturze Liberalnej Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin. Tym bardziej, że Rating Group podaje, iż aż 31% Ukraińców zadeklarowało, że przez ostatnie 12 miesięcy spotkali się z dyskryminacją na tle narodowościowym, związaną także z używaniem języka ukraińskiego. Narastająca antyukraińska nagonka może doprowadzić do tego, że jeszcze więcej ukraińskich uchodźców będzie chciało opuścić Polskę – a to może wiązać się z katastrofalnymi skutkami dla polskiej gospodarki. 

Przypomnijmy, że gdyby nagle zniknęli, Polska gospodarka straciłaby wartość około 94 miliardów złotych.

Warto także pamiętać, że antyukraińska nagonka opłaca się głównie politykom. Jak pisze Adam Traczyk dla Kultury Liberalnej, badania More in Common pokazały, że Polki i Polacy jednoznacznie pozytywnie oceniają osobiste spotkania z cudzoziemcami, nie tylko Ukraińcami. Wniosek Traczyka jest taki, że „radykalizacja spływa z góry od elit politycznych i opiniotwórczych. A następnie rozlewa się i truje resztę społeczeństwa.”

Ale jeśli Polska naprawdę chce wykorzystać szansę, którą daje jej obecność Ukraińców, musi zmienić się także to, jak społeczeństwo ich postrzega. Szczególnie, że, jak pisze Jakub Bodziony, Ukraińcy to grupa migrantów, „o której większość państw Europy mogłaby tylko pomarzyć. Niska przestępczość, wysoka aktywność zawodowa, znajomość języka, bliskość kulturowa i szybka integracja. W świecie masowych migracji Polska prawdopodobnie nigdy nie będzie miała lepszej grupy niż Ukraińcy”.

Autorzy raportu Deloitte wymieniają siedem praktycznych zaleceń, aby ulepszyć integrację ukraińskich uchodźców na polskim rynku pracy: między innymi umożliwienie im zatrudnienia w miejscach dostosowanych do ich zdolności i kwalifikacji, usystematyzowanie programu nauki języka polskiego, a także usprawnienie procedur w zdobyciu permanentnego statusu zamieszkania.

W 2016 roku brytyjski socjolog Paul Gilroy zaapelował, by Europa zdefiniowała się na nowo. Jeśli dalej chce funkcjonować jako koncept głoszący wolność, równość i tolerancję, musi przyjąć postkolonialny model, w którym zawarte będą perspektywa i głos migrantów z zewnątrz. Według Gilroy’a jest to jedyny sposób, aby stawić czoła powracającemu faszyzmowi. 

Jednak, aby osiągnąć takie przewartościowanie i stać się głosem kształcącym współczesną Europę, 

Polska musi wpierw ujrzeć samą siebie w nowym świetle – jako kraj, który z każdym rokiem staje się coraz bardziej wielokulturowy i różnorodny. 

Stawiając na integrację i dostrzegając kwalifikacje, jakie posiadają ukraińscy uchodźcy, Polska może pokazać reszcie Europy, że migracja to nie destabilizacja kontynentu, a szansa na wzrost gospodarki i polepszenie warunków życia dla wszystkich. 

 

Artykuł został opublikowany w ramach projektu „MOCOWIEC ­– MOdel CałOściowego Wsparcia IntEgracji Cudzoziemców” współfinansowanego ze środków Polskiego Programu Funduszu Azylu, Migracji i Integracji” nr FAMI.02.01-IZ.00-0019/24.

 

Wyłączna odpowiedzialność za wyrażone opinie spoczywa na autorze i Komisja Europejska oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.