Z centrum widać najwięcej
  

  • BREMER
  • JOFFE
  • PIOTR SMOLAR
  • WASZCZYKOWSKI

Dyplomacja „bez żadnego trybu”? Bilans strat

Ilustracja: col_adamson Źródło: Flickr.com [(CC BY 2.0)]

Szanowni Państwo!

Jeden ze starych już dowcipów o Polaku, Rosjaninie i Niemcu, mówi o tym, jak Bóg dał trzem bohaterom po dwie kulki. Ten, kto zrobi z nimi rzecz najbardziej imponującą, miał otrzymać natychmiastową przepustkę do nieba. Cierpliwy Niemiec nauczył się stawiać kulki jedna na drugiej. Rosjanin fantastycznie nimi żonglował. A Polak? Polak jedną kulkę zepsuł, a drugą zgubił. Jakkolwiek nie byłby to obraz nadto karykaturalny, ostatnie tygodnie polskich wysiłków dyplomatycznych nieuchronnie wywołują skojarzenia z tym żartem.

Serial z konfliktem polsko-izraelskim trwa już dokładnie miesiąc, od 27 stycznia, Dnia Pamięci o Holokauście, kiedy nieszczęsną ustawę – uchwaloną pospiesznie dzień wcześniej – skrytykowała na uroczystościach w Auschwitz ambasador Izraela w Warszawie. Szybko okazało się, że wybuchł pożar dyplomatyczny. Po kolejnych niewiarygodnych tłumaczeniach (że ta ustawa pomogła walczyć ze zbitką „polskie obozy śmierci”), kontrproduktywnych oskarżeniach (że Żydzi nie zgłaszali sprzeciwu, a w rzeczywistości chodzi im o przedwojenne majątki, nie zaś swobodę dyskusji); nierozsądnych słowach (że wśród Żydów, podobnie jak wśród Polaków, byli sprawcy Holokaustu), czy wreszcie buńczucznych zapowiedziach (że już niedługo w środku nowojorskiego Manhattanu zbudujemy muzeum rodziny Ulmów) – nadszedł etap kolejny – rodzimego chaosu.

Po szybkim „przepchnięciu” nowelizacji ustawy o IPN-ie przez Sejm i Senat, po złożeniu na niej podpisu prezydenta, wreszcie po kilku tygodniach zapewniania Polaków, jak wielkie korzyści przyniesie owa nowelizacja, część wysokich przedstawicieli partii i rządu, na czele z marszałkiem Senatu, Stanisławem Karczewskim, poinformowała, że po wejściu w życie ustawa... nie będzie obowiązywać.

Izraelskie pismo „Haaretz” twierdzi, że ustawa zostanie zamrożona. Co to znaczy? „Wiele hałasu o nic”? Na razie wiceminister kultury, Jarosław Sellin, wyjaśnia na łamach „Rzeczpospolitej”: „Ustawa wchodzi w życie, ale nie sądzę, by była stosowana w jakimkolwiek przypadku przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, a już zwłaszcza w stosunku do cudzoziemców. Zdrowy rozsądek to nakazuje”.

Jak to jednak możliwe w naszym kraju, gdzie każde nowe prawo korzysta z „domniemania konstytucyjności” i dopiero wyrok Trybunału Konstytucyjnego może je podważyć? Kto podjął decyzję o „zamrażaniu”? I jaka jest podstawa prawna „mrożenia” jakichkolwiek przepisów uchwalonych przez parlament oraz podpisanych przez prezydenta? Najwyraźniej nie wie tego sam Pałac Prezydencki, który – jak informuje portal Onet.pl – „jest zdumiony deklaracją marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że podpisana przez prezydenta ustawa o IPN nie będzie działać do czasu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego”. Równie zdumiony wydaje się „autor” ustawy, czyli... Ministerstwo Sprawiedliwości, które na swojej stronie internetowej informuje (a może raczej „przypomina” partyjnym koleżankom i kolegom), że „każda uchwalona w Polsce przez Parlament i podpisana przez prezydenta ustawa staje się obowiązującym prawem i wchodzi w życie zgodnie z określonym w niej terminem”.

Jasne jest zatem jedno – decyzja PiS-u o „zawieszeniu” prawidłowo uchwalonej ustawy – to kolejny niebezpieczny precedens. To podważanie fundamentów państwa prawa, które przecież Prawo i Sprawiedliwość miało odbudowywać! Parafrazując słynną już wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, można powiedzieć, że Polska stała się państwem „bez żadnego trybu”, gdyby nie fakt, że to wcale nie jest śmieszne. Jak widać, nawet dla działaczy PiS-u przestało być jasne, czy dana ustawa obowiązuje, czy nie. Albowiem, co na ten temat mówi konstytucja z 1997 r., przestało być argumentem rozstrzygającym wątpliwości.

Zza chaosu widać jednak głębsze powody, dla których doszło do tak dramatycznego pogorszenia polskiego wizerunku w świecie. Otóż nasza polityka zagraniczna prowadzona jest przez co najmniej kilka ośrodków. Odpowiedzialność za jej skutki dramatycznie się rozmywa. Koordynacja działań ewidentnie zawodzi. Głosów krytycznych – nawet z własnego obozu ideologicznego – nie słucha się wcale. Jednocześnie płyną do nas zapewnienia, iż rządzący wiedzą, co robią, kierują się jakąś spójną narracją itp.

Wydać to było w całej krasie właśnie na przykładzie kryzysu wywołanego nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Wspomniany już Jarosław Sellin wprost przyznaje, że reakcja izraelskich władz była dla strony polskiej zaskoczeniem: „Spodziewaliśmy się ewentualnych problemów tylko po stronie ukraińskiej. Nie spodziewaliśmy się związanego z tą ustawą napięcia polsko-izraelskiego czy polsko-amerykańskiego”.

Tej opowieści jednak zdecydowanie zaprzecza w rozmowie z „Kulturą Liberalną” były minister spraw zagranicznych w rządzie PiS-u. Niedawno ujawniono, że „kierowana przez doświadczonego dyplomatę Jacka Chodorowicza ambasada RP w Izraelu seriami słała jesienią do Warszawy ostrzeżenia przed możliwymi reakcjami na tę nowelizację”.

Czy rzeczywiście tak było? „Potwierdzam”, mówi Witold Waszczykowski w rozmowie z Jarosławem Kuiszem i Łukaszem Pawłowskim. I dodaje: „Dzisiaj wielu może marzyć o kryzysie na miarę lapsusu językowego typu «San Escobar», który był śmieszny i niewinny. Obecna sytuacja jest kłopotliwa”.

Trudno zaprzeczyć. Na pytanie, czy w warunkach takiego chaosu i nieustannego podkopywania pozycji szefa dyplomacji. Waszczykowski zachowuje jednak dyplomatyczną powściągliwość: „Kiedyś, jak będę na emeryturze, napiszę pamiętniki i być może napiszę kto, kiedy i jak utrudniał prowadzenie polityki zagranicznej”. Wymowne to milczenie. Przypomnijmy, że nominację dla nowego szefa MSZ-u Jarosław Kaczyński już nazwał tylko „eksperymentem”.

A jak to wygląda z perspektywy pracownika polskiej dyplomacji? „Polityka zagraniczna jest dziś prowadzona z zewnątrz, «na pilota»”, mówi w rozmowie z „Kulturą Liberalną” anonimowy urzędnik ministerstwa. „Rolą MSZ-u stało się wygładzanie, czy nawet ścinanie kantów tam, gdzie cele Jarosława Kaczyńskiego kolidują ze zobowiązaniami międzynarodowymi”. W praktyce wygląda to tak, że dawniej kształtujące politykę departamenty MSZ zajęły się tzw. „bieżączką” – przygotowywaniem wizyt i kopiowaniem tez do rozmów międzynarodowych z poprzednich spotkań. Prowadzenie polityki zagranicznej, debaty na temat jej celów zostały zastąpione administrowaniem, departamenty zaś „przeistoczyły się w biura podróży”.

Najważniejsze jest jednak to, że zmieniły się argumenty, jakimi mają posługiwać się nasi dyplomaci w kontaktach z przedstawicielami innych państw. Praktykowane wcześniej podkreślanie sukcesu gospodarczego Polski i całej Europy Środkowej, jej wyjątkowego położenia, a co za tym idzie: doświadczenia w kontaktach z państwami Europy Wschodniej zastąpiło, jak wyjaśnia w rozmowie z nami wspomniany pracownik ministerstwa, epatowanie polską martyrologią i „podsuwanie pod nos polskich stygmatów”. Ta nowa postawa wywołuje u partnerów niezrozumienie, co zresztą potwierdzają oficjalnie polskie władze, mówiąc, że intencje stojące za zmianą ustawy o IPN-ie nie zostały na Zachodzie zrozumiane.

Jak więc polska polityka wygląda z perspektywy innych państw?

Zaskakująco spojrzenie Izraela prezentuje Piotr Smolar, korespondent francuskiego dziennika „Le Monde” w Tel Awiwie. „Najbardziej szokujące to jest to, że – mimo iż ta ustawa została przez polskie władze przyjęta – Izrael nie wezwał swojego ambasadora na konsultacje do Tel Awiwu. To znaczy, że nie było żadnego kryzysu dyplomatycznego, chociaż powinien być, ponieważ to bardzo poważna sytuacja”, mówi Smolar w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim. Premier Netanjahu „znajduje się w nieprzyjemnej sytuacji, bo nie chce żadnego głębokiego kryzysu z Polską – on na nią liczy”. Polska, twierdzi dziennikarz „Le Monde”, podobnie jak Węgry, ma być izraelskim koniem trojańskim w Europie. Przyjęcie takiej roli narażałoby nas jednak na pogłębienie konfliktu nie tylko z Brukselą, lecz także potencjalnie z Niemcami. Władze w Berlinie w przypadku konfliktu z Izraelem zachowują jednak daleko idącą powściągliwość.

I trudno się dziwić. „W Niemczech kanclerz i minister spraw zagranicznych nie wypowiadają się raczej na tematy historyczne”, przypomina były korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w Polsce i Izraelu Jörg Bremer. „To dziedzina zarezerwowana dla prezydenta republiki. Kiedy zaś ten już decyduje się na wypowiedź, pamięta o empatii i zwraca szczególną uwagę na emocje, jakie jego słowa mogą wzbudzić w odbiorcach”, twierdzi Bremer w rozmowie z Adamem Puchejdą. Nie znaczy to jednak, że Berlin pozostaje obojętny na zmianę polskiej polityki zagranicznej.

„Nikt nie uwziął się na Polskę, ale zmartwienie wywołują autorytarne tendencje, jakie pojawiły się u naszego bliskiego sąsiada, z którym łączą nas interesy i ciepłe uczucia”, mówi „Kulturze Liberalnej” wieloletni dziennikarz „Die Zeit”, urodzony w Łodzi, Josef Joffe. „Polska cierpi z powodu utraty reputacji – nie jako wyrzutek, ale raczej pogubiony członek rodziny”.

Jak tę reputację poprawić? Najpierw trzeba chcieć. Tymczasem z obozu rządowego słychać na przykład głosy, że nic robić nie trzeba, bo Polska wreszcie prowadzi politykę suwerenną i niezależną. Słysząc po raz kolejny takie zapewnienia, warto jednak zawsze zadawać sobie dwa pytania.

Po pierwsze: czy ta „suwerenna” polityka jest w jakimkolwiek sensie spójna? I po drugie: czy Polska naprawdę coś dzięki niej zyskuje? Jeśli odpowiedź na oba te pytania jest negatywna, wniosek jest tylko jeden – polski rząd zajmuje się głównie kryzysami, które sam wywołuje, zaś MSZ faktycznie zostaje zredukowane do osobliwego „biura podróży”. Głębszym problemem do rozważenia pozostaje to, czy obecny kryzys nie bierze się z samego sedna obecnego pomysłu PiS-u na politykę, o czym pisał Jarosław Kuisz. A mianowicie z „odrzucenia przez polską prawicę wizji świata pluralistycznego, zawierającego wiele wrażliwości ludzkich, które w polityce wypada nam respektować”. Jeśli tak, to niebawem nastąpią kolejne kryzysy.

Po zwycięstwie Donalda Trumpa zmarły niedawno Zbigniew Brzeziński pytał, czy Stany Zjednoczone wciąż mają politykę zagraniczną. Niestety, to samo pytanie dziś ciśnie się na usta w stosunku do naszego kraju.

Zapraszamy do lektury!
Łukasz Pawłowski

 

Stopka numeru:
Koncepcja Tematu Tygodnia: Redakcja.
Opracowanie: Łukasz Pawłowski, Adam Puchejda, Filip Rudnik, Jakub Bodziony.

Nr 477

(9/2018)
27.02.2018

Z Witoldem Waszczykowskim rozmawiają Jarosław Kuisz i Łukasz Pawłowski

Dzisiaj wielu może marzyć o kryzysie na miarę „San Escobar”

„Dzisiaj wielu może marzyć o kryzysie na miarę lapsusu językowego typu «San Escobar», który był śmieszny i niewinny. Obecna sytuacja jest kłopotliwa” – mówi były minister spraw zagranicznych w rozmowie z „Kulturą Liberalną”.

Z Piotrem Smolarem rozmawia Łukasz Pawłowski

Polska – koń trojański Izraela?

Najbardziej szokujące to jest to, że – mimo iż ta ustawa została przez polskie władze przyjęta – Izrael nie wezwał swojego ambasadora na konsultacje do Tel Awiwu. To znaczy, że nie było żadnego kryzysu dyplomatycznego, chociaż powinien być, ponieważ to bardzo poważna sytuacja.

Z Jörgiem Bremerem rozmawia Adam Puchejda

Polski rząd sam sobie szkodzi

Polski rząd, kiedy mówi o historii, robi to w skrajnie nieprofesjonalny sposób. To dowód słabości i braku umiejętności. Najgorsze jest jednak to, że Polacy, którzy chcą być postrzegani jako silny, suwerenny i niezależny naród, ciągle dowodzą, że nie przepracowali własnej historii. To prawdziwy kłopot.

PATRZĄC

Mateusz Góra

Letnie nienasycenie. Wokół filmu „Tamte dni, tamte noce” Luki Guadagnina

Sukces „Tamtych dni, tamtych nocy” przejawia się nie tylko w pozytywnych recenzjach czy w nominacjach do Oscarów, ale i w niezliczonej liczbie memów i wirtualnych westchnień kierowanych przez fanki i fanów w stronę bohaterów. W jaki sposób tej pozornie prostej i schematycznej historii udało się z takim powodzeniem trafić do szerokiej widowni?

WIĘCEJ
CZYTAJĄC

Jędrzej Burszta

Realistka większej rzeczywistości. Sylwetka Ursuli K. Le Guin

Le Guin to jedna z najwybitniejszych pisarek fantasy i science fiction. Jej powieści były owocem pasjonującej gry wyobraźni, odnosiły się jednak również do realnych społecznych problemów – imperialnej dominacji, kolonializmu czy patriarchalnej przemocy.

Z Jerzym Jedlickim rozmawiają Karolina Wigura i Jarosław Kuisz

Republika seminaryjna

W styczniu odszedł od nas prof. Jerzy Jedlicki, historyk i działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL. W odbytej przed paru laty rozmowie z redaktorami „Kultury Liberalnej” opowiada o seminariach domowych, etosie polskiej inteligencji i Marcu ’68.

WIĘCEJ
SMAKUJĄC

Norbert Dudziński

Madera, czyli wino na opak

Wino to produkt kruchy, szybko i w niekontrolowany sposób reagujący na otoczenie. Mówi się, że wino do odpowiedniego dojrzewania potrzebuje piwnicy – ciemnej, chłodnej przestrzeni z wysoką wilgotnością. Nie lubi być niepokojone, nie lubi skoków temperatur, chce być zapomniane. A jeśli Wam powiem, że jest wino produkowane dokładnie odwrotnie? Przedstawiam maderę.

WIĘCEJ
SŁYSZĄC

Gniewomir Zajączkowski, Szymon Żuchowski

Petite mort, czyli Bernard Haitink w Filharmonii Berlińskiej

Podczas grudniowego koncertu z Filharmonikami Berlińskimi w ich siedzibie Haitink uzyskał to, czego pragnął. Po tym, jak poprowadził „Dziewiątą” Mahlera, zapadła grobowa cisza. Czyli dokładnie taka, jakiej domaga się ten utwór.

WIĘCEJ

FELIETONY

Raport z Miastka, czyli symptom upadku

Niżej upaść nie można

[Chiny] Ojciec narodu z mamą za rękę

W obronie miejskiej dżungli

[Ustawa o IPN-ie] Tylko Polacy mogą rozwiązać kryzys