Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Krótko mówiąc > SADURA: Czy zielone...

SADURA: Czy zielone musi być czerwone? Ekologia i zielona polityka

Przemysław Sadura

Czy zielone musi być czerwone? Ekologia i zielona polityka

Słynne hasło wykorzystywane w odniesieniu do niemieckiej partii Zielonych głoszące, że są oni jak arbuzy – z wierzchu zieloni w środku czerwoni – miało wskazywać, że zielona ideologia jest nową formą jaką w wyniku ewolucji osiągnęła lewicowa doktryna polityczna. Ekologizm tego ruchu był wyrazem szerszego podejścia do świata: uznania prymatu zrównoważonego rozwoju nad prostym wzrostem, wzięcie odpowiedzialności za poza ludzkich uczestników naszego świata i za przyszłe pokolenia itd. I rzeczywiście jest w tym sporo racji. Zrównoważony rozwój polegający na takim kształtowaniu polityki gospodarczej, aby obok wartości czysto gospodarczych uwzględniać także cele społeczne, ekologiczne i prawa człowieka był „wynalazkiem” ruchów nowolewicowych, które następnie przekształciły się w partie zielonych. W takim rozumieniu polityka ekologiczna jest elementem zielonej polityki, która jest lewicowa z racji na swoją genezę. A więc zielone = czerwone. W ciągu ostatnich 25 lat w krajach starej, a po 1989 roku także nowej Europy partie tego typu zdobyły sobie mocną pozycję. Zasiadają w parlamentach, włączają się we współrządzenie, mają silną reprezentację w Parlamencie Europejskim i przedstawicieli w samorządach największych miast kontynentu. Polska, jak dotąd, stanowi czarną dziurę na zielonej mapie Europy, jednak realizuje politykę i dyrektywy unijne kształtowane w dużym stopniu przez Zielonych.

Jeśli postanowimy węziej rozumieć zieloną politykę i ją tylko do elementów proekogicznych wówczas pozornie osiągamy inną odpowiedź. Obiektywne zagrożenia związane ze zmianami klimatycznymi powodują, że jakąś politykę ekologiczną muszą prowadzić wszystkie liczące się partie polityczne. W tym rozumieniu zielone nie musi być czerwone. To jednak tylko złudzenie. To, że hasła „zrównoważony rozwój” i „ochrona środowiska” coraz częściej trafiają do programów partii politycznych różnych orientacji nie przekłada się na realizacje związanych z nimi wartości. Konserwatywna prawica realizuje program, w którym najważniejszy jest interes narodowy, a ludzie czynią sobie ziemię poddaną. Owszem jest gotowa bronić przyrody ale ojczystej i tylko wtedy gdy służy to pomyślności narodu. Przez długi czas najbardziej ekologiczną partią polskiego mainstreamu była Liga Polskich Rodzin, która w swoim programie obiecywała większe oparcie polskiej energetyki na wykorzystaniu energii geotermalnej. Podobnie zielony był ojciec Rydzyk włączający się w blokowanie niektórych inwestycji drogowych i uzasadniający to troską o ojczystą przyrodę. Prawica neoliberalna głosi, że życie jest tym lepsze, im więcej jest wolnego rynku. Jej ekologizm kończy się często w miejscu w którym prywatne firmy i korporacje, kierujące się żądzą zysku, bagatelizują zagrożenie kosztem bezpieczeństwa całego społeczeństwa. Na całym świecie można znaleźć ludzi kupujących ekologiczne towary, pomagających w recyklingu tak jakby wzięcie pod uwagę ekologii usprawiedliwiało kapitalistyczny wyzysk. Z pozoru zasady zrównoważonego rozwoju nie są lewicowe jednak głębsza analiza pokazuje, że trudno realizować je w ramach programu prawicowego. Polityka ekologiczna wymaga perspektywy globalnej, nie narodowej; odejścia od bezwzględnej konkurencyjności w kierunku współdziałania. Wymaga solidarności, niwelowania nierówności, interwencji państwa i organizacji ponadnarodowych. Nie oznacza to, że „zrównoważony rozwój” może być osiągnięty jedynie dzięki rządom partii lewicowych, a jedynie, że partie prawicowe mogą prowadzić służącą mu politykę jedynie kiedy zmienią swoje programy na bardziej lewicowe. Więc jeszcze raz: zielone musi być czerwone.

Innym ciekawym pytaniem mogłoby być: czy w Polsce zielone może być czerwone?

Badanie przeprowadzone przeze mnie w 2008 roku dla Fundacji im. Heinricha Bölla miało pokazać społeczny odbiór „zielonych postulatów i idei” oraz wyjaśnić przyczyny słabej kondycji zielonych ruchów w Polsce. Celem było więc wyznaczenie zakresu postaw politycznych zgodnych z zielonym programem, a następnie opisanie najważniejszych aktorów, realizujących ten program. Okazało się, że żadna z zielonych organizacji pozarządowych i ruchów społecznych nie może liczyć w opinii badanych na miano aktora politycznego. Wśród partii politycznych pojawiają się podmioty postrzegane jako „ekologiczne”, choć nie mają one wiele wspólnego z zieloną polityką (PSL) oraz takie, które zdają się realizować część zielonych postulatów (Partia Kobiet), ale trudno je określić mianem „ekologicznych”. Największym udziałem w ekologicznym rynku politycznym, połączonym z przywiązaniem do zielonych idei, mogli się pochwalić Zieloni 2004. Niestety, być może to ich jedyny powód do chwały. Zieloni 2004 – jedyna polska partia polityczna zrzeszona w Europejskiej Partii Zielonych (EPZ) – nie zdobyli jak dotąd istotnego poparcia i funkcjonują na marginesie życia politycznego. W trakcie badań pojawiło się więc dodatkowe pytanie: jaka jest szansa Zielonych 2004 oraz innych zielonych podmiotów na zaistnienie w polityce głównego nurtu?

W Polsce po 1989 r. dyskurs publiczny konstruowany był pod dyktando sił ekonomicznego neoliberalizmu i kulturowego konserwatyzmu. Wszystko, co wykraczało poza wykreowaną w ten sposób „normalność”, obejmował denkverbot – zakaz myślenia, oznaczający niemożność wyjścia poza paradygmat określony przez liberalno-konserwatywną hegemonię. Piętnowano kolejnych odszczepieńców: demonizowano feministki, judaizowano gejów, łatkę homo sovieticus przyczepiano związkowcom, a ekologów tępiono jako ekoterrorystów lub przeciwników postępu. Nie jest więc zaskoczeniem, że w takich warunkach – i przy braku dziedzictwa nowych ruchów społecznych, które na Zachodzie rozwijały się po 1968 roku – kombinacja liberalizmu światopoglądowego, ekologizmu i wrażliwości socjalnej, zaprezentowana przez Zielonych 2004, okazała się połączeniem zbyt marginalizującym, by mogła zdobyć powszechne uznanie.

Z jednej strony atrakcyjność problematyki ekologicznej w Polsce jest zauważalna. We wspomnianym badaniu 15% respondentów wymieniało problematykę ochrony środowiska naturalnego jako jeden z najważniejszych problemów, a 25% deklarowało chęć głosowania na partię, której jednym z najważniejszych punktów programu byłaby ochrona środowiska. Z drugiej strony tacy „zieloni” wyborcy albo łączyli swoją wrażliwość ekologiczną z liberalizm światopoglądowym i sympatią wobec podważających zrównoważony rozwój rozwiązań neoliberalnych albo z poparciem dla aktywnej roli państwa i sektora publicznego przy akceptacji postaw autorytarnych, antymniejszościowych.

Wygląda więc na to, że w najbliższym czasie polska polityka proekologiczna będzie realizowana według dotychczasowego schematu tzn. pod odgórną presją Brukseli, organizacji międzynarodowych itd. przy sprzeciwie polskich władz, bez znaczącego udziału polskich aktorów politycznych w wyznaczaniu trendów globalnej zielonej polityki.

* Przemysław Sadura – adiunkt w Instytucie Socjologii UW, publicysta Krytyki Politycznej, redaktor i współautor książki „Polski odcień zieleni” wydanej przez Fundację im. Heinricha Bölla.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 79

(28/2010)
13 lipca 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj