Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Stany Zjednoczone] Postprawda...

[Stany Zjednoczone] Postprawda dopadła Zuckerberga

Łukasz Pawłowski

Rewolucja komunikacyjna prowadzi do rewolucji politycznej i narodzin nowej epoki. Epoki postprawdy, w której granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co wymyślone, będzie coraz trudniejsza do znalezienia.

Fałszywe informacje to jeden z kluczowych składników naszych postprawdziwych czasów. Do ich rozprzestrzeniania służą między innymi media społecznościowe, w tym te największe, jak Facebook i Twitter. Oto kilka ciekawych liczb, które opisują skalę problemu w jednym tylko przypadku – rosyjskiej akcji dezinformacyjnej prowadzonej przed wyborami prezydenckimi w USA:

100 tys. dolarów – tyle zdaniem Facebooka wydały na reklamy postów fałszywe profile, które miały przypominać strony zakładane przez zwykłych Amerykanów, a w rzeczywistości zajmowały się rozpowszechnianiem kontrowersyjnych „informacji”, m.in. na temat imigrantów, atakowały Hillary Clinton i promowały Donalda Trumpa.

470 – tyle kont zamknął w ostatnim czasie Facebook, uznając je za powiązane z Internet Research Agency [Agencją Badania Internetu, ros. Агентство интернет-исследований] – rosyjską firmą mającą związki z Kremlem.

3000 – tyle reklam w jakiś sposób związanych z Rosją przekazał Facebook komisjom, które w imieniu Kongresu badają działania Rosji zmierzające do wywarcia wpływu na wynik amerykańskich wyborów prezydenckich w 2016 r.

28 mld dolarów – tyle miał wynieść zeszłoroczny dochód Facebooka. To wzrost o 57 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. 97 proc. tego dochodu ma pochodzić z reklam wykupowanych na stronie.

Szef Facebooka, Mark Zuckerberg, początkowo zaprzeczał, by serwis odgrywał większą rolę w działaniach dezinformacyjnych prowadzonych w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej. Dwa dni po amerykańskich wyborach, 10 listopada 2016 r., twierdził, że „pomysł, jakoby fałszywe informacje zamieszczane na Facebooku – które stanowią niewielki odsetek wszystkich treści – mogły wpłynąć na wynik amerykańskich wyborów, jest dość szalony”.

Co więcej, nawet jeśli do rozprzestrzeniania fałszywych czy obraźliwych informacji dochodzi – twierdziła firma – to nie należałoby za to karać korporacji, ale autorów kontrowersyjnych wpisów. Facebook utrzymywał, że jest jedynie platformą umożliwiającą ludziom nawiązywanie kontaktów. Pełni więc rolę pośrednika w wymianie informacji i nie można go karać za treść tychże. To byłoby trochę tak, jakby właściciela hotelu karać za przestępstwo popełnione przez gościa w jednym z pokojów.

Odpowiedzialność Facebooka jest jednak większa, odpowiadali krytycy. Administratorzy serwisu reagują przecież na komentarze nienawistne, wulgarne i w inny sposób łamiące regulamin serwisu. Dlaczego więc nie powinni reagować też na komentarze fałszywe? Kierownictwo firmy powoli zmieniało zdanie, zapowiadając testowanie rozmaitych rozwiązań, m.in. „flag ostrzegawczych”, które użytkownicy mogliby stawiać przy postach o wątpliwej wiarygodności. Najnowsze informacje płynące z firmy dotyczące współpracy z amerykańskimi śledczymi oraz opublikowane w sieci oświadczenie samego Zuckerberga to jednak prawdziwa rewolucja.

Bardzo szanuję procesy demokratyczne i zależy mi na ochronie ich uczciwego przebiegu. […] Uczciwość wyborów to rzecz fundamentalna dla demokracji na całym świecie. Dlatego też stworzyliśmy zespoły, których zadaniem jest praca nad zapewnieniem uczciwego przebiegu wyborów (ang. election integrity) oraz nad powstrzymywaniem rządów przed ingerowaniem w wybory w innych krajach. Jak już informowaliśmy, nasze zespoły wykryły i zamknęły tysiące fałszywych kont, które mogły podejmować próby wywierania wpływu na wybory w wielu krajach, w tym, niedawno, na wybory we Francji.

Chciałbym móc wam powiedzieć, że będziemy w stanie zapobiec wszystkim próbom wywierania wpływu, ale to nie byłoby realistyczne. […] Możemy jednak sprawić, że będzie to trudniejsze. I to właśnie zrobimy”.

Po tych słowach pada obietnica podjęcia dziewięciu kroków, ale tylko jeden z nich jest bardzo konkretny. Zuckerberg chce, by przy każdej reklamie politycznej pojawiały się informacje na temat płacącego za nią podmiotu. Użytkownicy mają też mieć możliwość obejrzenia wszystkich reklam finansowanych przez ten podmiot. To ciekawe rozwiązanie, ale z pewnością niewystarczające. A większość pozostałych zapowiedzi – jak poprawa bezpieczeństwa, poprawa świadomości użytkowników, poprawa procesu opiniowania reklam politycznych czy współpraca z komisjami wyborczymi na całym świecie – ma bardzo ogólny i enigmatyczny charakter.

A to nie koniec problemów. Tylko niektóre problematyczne informacje publikowane w sieci są jednoznacznie fałszywe. Tak było w przypadku najsłynniejszego chyba fake newsa amerykańskiej kampanii prezydenckiej, „informującego” o tym, że papież Franciszek poparł kandydaturę Donalda Trumpa. Ale jak ocenić posty przekonujące na przykład, że Hillary Clinton sprowadzi na Stany Zjednoczone katastrofę, Donald Tusk działa wyłącznie na szkodę Polski albo że Władimir Putin tak naprawdę kocha demokrację? Jak odróżnić informację od opinii, a opinię poważną od tej wypowiedzianej ironicznie? I czy na pewno chcemy, by te wszystkie decyzje podejmowała prywatna firma, która swoje miliardy dolarów zarabia przede wszystkim właśnie na reklamach?

Na te pytania nie mamy jeszcze odpowiedzi. Ale dobra wiadomość jest taka, że po kilku miesiącach zaprzeczania Mark Zuckerberg nareszcie dostrzegł, że „żyjemy w nowym świecie”, w którym tradycyjna rywalizacja polityczna przybiera zupełnie nowe formy. Tak oto rewolucja komunikacyjna prowadzi do rewolucji politycznej i narodzin nowej epoki. Epoki postprawdy, w której granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co wymyślone, będzie coraz trudniejsza do znalezienia. Tym bardziej, że fałszywki szybko wchodzą na wyższy poziom – już dziś możliwe jest wypuszczenie w świat fałszywej wypowiedzi wideo jak najbardziej prawdziwej osoby.

W następnej kampanii wyborczej nie tylko przeczytamy, że papież opowiada się za Donaldem Trumpem. Na Facebooku pojawi się też filmik z Franciszkiem wyrażającym swoje gorące poparcie.

*/ Szerzej o post-prawdzie i odpowiedzialności internetowych gigantów za rozprzestrzenianie fałszywych informacji porozmawiamy na debacie „Czy wierzysz w post-prawdę?” w czwartek 28 września o godz. 18.00. Szczegóły wydarzenia TUTAJ

**/ Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Brian Solis; Źródło: Flickr.com [CC BY 2.0]

SKOMENTUJ
(39/2017)
22 września 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail