Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Wakar w środę]...

[Wakar w środę] Czytanka. Wokół „Kuriera” w reżyserii Władysława Pasikowskiego

Jacek Wakar

„Kuriera” ogląda się z niedowierzaniem, jakby ktoś złośliwie zamienił taśmy i dał te z odrzutami z – dajmy na to – „Jak rozpętałem II wojnę światową”. W istocie dramatyczna historia głównego bohatera zdaje się wycięta z papieru, pozbawiona krztyny dramaturgii, od początku do końca oczywista.

Władysław Pasikowski ma rację – życie Jana Nowaka-Jeziorańskiego to gotowy scenariusz na film. Opowieść o polskim patriocie, a jednocześnie o bohaterze większym niż życie. Ten typ postaci upodobało sobie przede wszystkim kino amerykańskie, a Pasikowski do niedawna wydawał się jedynym polskim reżyserem jak nikt predestynowanym do nakręcenia takiego filmu. Można się było zżymać na niektóre jego dzieła, ale jedno wydawało się bezdyskusyjne – warsztat inscenizatora, umiejętność prowadzenia historii.

Twórca „Krolla” wydawał się nie tracić wyczucia gatunków, a przy tym manifestacyjnie deklarował swe przywiązanie do kina popularnego. Anegdotyczna jest już małomówność reżysera, który jak ognia wystrzega się interpretowania swoich filmów, choć trzeba przyznać, że przy okazji „Kuriera” niechęć Pasikowskiego do publicznych wystąpień osiągnęła apogeum.

Andrzej Wajda powiedział kiedyś – on nakręcił właśnie kompletnie nieudany „Pierścionek z orłem w koronie”, na który nie poszedł do kina prawie nikt, a Pasikowski rozbijał frekwencyjny bank „Psami” – że Pasikowski wie o polskiej publiczności coś, czego on, Wajda, nie wie. Przez długi czas zdawało się, że się nie mylił. Pierwsze prace Pasikowskiego to był szok nie tylko dlatego, że wykreowały całkiem nowy typ bohatera. „Kroll” i „Psy” były jak uderzenie obuchem w kokon polskiego samozadowolenia, w naszą polityczną poprawność i bezpieczne przyzwyczajenia. „Psy” oburzały niektórych, bo ostro obchodziły się z solidarnościowym mitem. Dziś jednak widać, że w tamtym filmie jest romantyzm, tyle że à rebours, a poza tym to jest kino, które domaga się potraktowania serio i nie zwalnia z tego popularna konwencja całości.

Andrzej Wajda powiedział kiedyś – on nakręcił właśnie kompletnie nieudany „Pierścionek z orłem w koronie”, na który nie poszedł do kina prawie nikt, a Pasikowski rozbijał frekwencyjny bank „Psami” – że Pasikowski wie o polskiej publiczności coś, czego on, Wajda, nie wie. Przez długi czas zdawało się, że się nie mylił.

Jacek Wakar

Później jednak zazwyczaj było gorzej. Nie ma sensu wyliczać szczegółowo filmografii Pasikowskiego, dość powiedzieć, że po stronie ewidentnych zwycięstw może on zapisać sobie oba sezony serialu „Glina” (ukazujące nowe możliwości polskiej telewizji), nie tylko poprzez rangę tematu „Pokłosie”, a także „Jacka Stronga”, gdzie znów w sztafażu kina sensacyjnego opowiadał historię Ryszarda Kuklińskiego. Dobrze pamiętam tamten film jako przykład sztuki ponad podziałami. Kukliński w świetnej interpretacji Marcina Dorocińskiego nie nosił żadnych politycznych barw, był polskim Bondem, choć ze świadomością jakże ludzkich słabości. Kibicowało się mu z całych sił, choć przecież dobrze znaliśmy finał tej historii. Po tamtym filmie mogło się wydawać, że los kuriera z Warszawy czekał na reżysera takiego jak Pasikowski, bo kto jak kto, ale on będzie umiał wyciągnąć na wierzch cały dramatyzm pełnej zwrotów akcji historii Jana Nowaka-Jeziorańskiego. I łatwo było zapomnieć, że nie tak dawno temu Pasikowski próbował wejść w buty Patryka Vegi, realizując pozbawionego dramaturgii, w zalążku martwego „Pittbulla”.

„Kuriera” ogląda się z niedowierzaniem, jakby ktoś złośliwie zamienił taśmy i dał te z odrzutami z – dajmy na to – „Jak rozpętałem II wojnę światową”. W istocie dramatyczna historia głównego bohatera zdaje się wycięta z papieru, pozbawiona krztyny dramaturgii, od początku do końca oczywista. Jedyną skazą na wizerunku Jana Nowaka może być brak umiejętności jazdy na rowerze, ale nikt nie traktuje tego poważnie. Poza tym jednak – wszystko dla ojczyzny. Nie idzie mi o to, by szukać mroku w kryształowej postaci, ale by spróbować odnaleźć w niej człowieka z krwi i kości. Tak uczynił z Kuklińskim Dorociński i tak przedstawił się sam Nowak-Jeziorański w „Kurierze z Warszawy”.

Zapewne błędem było obsadzenie w tej roli Philippe’a Tłokińskiego, który przez cały film przede wszystkim wygląda i to zazwyczaj tak samo, ale główna skaza tkwi w scenariuszu. Brak mu napięcia i jakiegokolwiek przełamania, a już absolutnie kuriozalne są dialogi. Do bólu deklaratywne sprawiają wrażenie przepisanych z „patriotycznych” czytanek. Wybitni aktorzy (Jan Frycz, Mariusz Bonaszewski, Grzegorz Małecki) odzywają się tylko po to, by wypowiedzieć takie słowa, iż chciałoby się ich słuchać w postawie zasadniczej. A czasem zwyczajnie się roześmiać, bo dramatyzmu historii nie potęgują zmarszczone brwi i czoła skądinąd świetnych wykonawców. Zobaczcie, jak Jan Frycz gra generała Sosnkowskiego, a będziecie wiedzieć, o czym mowa. Albo sprawdźcie, po co jest na ekranie Pasikowskiemu Mirosław Baka, a odejdzie wam ochota do żartów.

Zapewne błędem było obsadzenie w tej roli Philippe’a Tłokińskiego, który przez cały film przede wszystkim wygląda i to zazwyczaj tak samo, ale główna skaza tkwi w scenariuszu. Brak mu napięcia i jakiegokolwiek przełamania, a już absolutnie kuriozalne są dialogi.

Jacek Wakar

„Kurier” zbudowany jest z wytartych fabularnych klisz, wystarczy spojrzeć, jak ustawia reżyser dwie postaci kobiece i do czego ich potrzebuje. Chwilami przypomina dzieło nawróconego socrealisty, sławiącego bohaterstwo i niezłomność Polaków. Dobrym przykładem niech będzie sekwencja z przepychaniem [sic!] samolotu. Gorzej jednak, że nowy obraz Pasikowskiego nie sprawdza się na żadnym poziomie – ani jako kino wojenne, ani sensacyjne, ani potoczysta opowieść o polskim bohaterze. Jan Nowak-Jeziorański zasługiwał na całkiem inny, nieporównanie lepszy film. Nie powstanie on jednak, bo jest „Kurier”. I tego najbardziej mi żal.

 

* Ilustracja wykorzystana jako ikona wpisu: Bartosz Mrozowski/Kurier/Kino Świat

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ
(10/2019)
13 marca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj