Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Jubileusz polskiego samorządu....

Jubileusz polskiego samorządu. Część III: samorząd pod rządami PiS-u. Perspektywy

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Epidemia koronawirusa oraz chaos związany z organizacją wyborów prezydenckich uwypukliły podejście PiS-u do samorządów: ich samodzielność ma kończyć się na wykonywaniu decyzji rządu. Samorządy są traktowane przez administrację centralną jako element podejrzany, bo niepoddający się sterowaniu. To naturalna konsekwencja doktryny, którą wyznaje partia władzy: pełnej centralizacji.

W przytaczanym już we wcześniejszych tekstach raporcie Fundacja Batorego kreśli szczegółowe kalendarium postępującej centralizacji samorządów od początku poprzedniej kadencji. Zaczyna się ono na przełomie 2015 i 2016 roku od niewinnych, nawet dość absurdalnych zmian. Wówczas samorządy straciły na rzecz kuratorów możliwość kreowania sieci szkół, a potem zobligowane zostały do dekomunizacji nazw ulic i miejsc publicznych. W kolejnych latach władza wytaczała jednak coraz cięższe działa. Likwidacja gimnazjów przeprowadzona została ostentacyjnie wbrew głosom krytycznym ze strony samorządów – które dodatkowo obciążono olbrzymimi kosztami organizacyjnymi i finansowymi tej „reformy”. W 2017 roku podporządkowano władzy centralnej dotąd samorządowe Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, przy okazji tworząc tam setki intratnych posad dla ludzi PiS-u. Uchylona została ustawa o związkach metropolitarnych. Odgórnie wprowadzono dwukadencyjność wójtów, ograniczono wysokość wynagrodzeń burmistrzów i radnych. Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego, której działalność już wcześniej kulała, została całkowicie zmarginalizowana. Przy próbie organizacji wyborów korespondencyjnych w maju tego roku planowano pozbawić kompetencji nie tylko Państwową Komisję Wyborczą – także samorządy miały stracić wszelkie możliwości społecznej kontroli nad procesem wyborczym.

Przed władzą Kaczyńskiego nie brakowało poważnych problemów na linii rząd–samorządy, ale dzisiejsza sytuacja nie ma jednak precedensu. Od 2015 roku rząd toczy z samorządami regularną wojnę podjazdową.

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Zmiany forsowane przez PiS obejmowały nawet tak marginalne kwestie jak sposób regulacji taryf na wodę i ścieki, którymi zajmuje się teraz przedsiębiorstwo Wody Polskie, a nie gminy. Przed władzą Kaczyńskiego nie brakowało poważnych problemów na linii rząd–samorządy, ale dzisiejsza sytuacja nie ma jednak precedensu. Od 2015 roku rząd toczy z samorządami regularną wojnę podjazdową.

Szczególną areną tej walki szybko okazały się województwa. Wojewoda jest jedynym ustawowym organem rządowego nadzoru nad samorządami, a przez urzędy wojewódzkie i marszałkowskie przepływają rocznie miliardy złotych z funduszy unijnych i budżetowych. Ich podporządkowanie było dla władzy priorytetowym posunięciem, dlatego nie było oporów przed jawnym przekupstwem radnych w sejmikach, na czele z pamiętnym przykładem Wojciecha Kałuży w województwie śląskim. Po 2015 roku wojewodowie szczególnie chętnie wykorzystują swoje kompetencje do uchylania uchwał samorządów niższych szczebli, przy czym w ostatnich latach wyraźnie spadła generalna jakość ich rozstrzygnięć nadzorczych. Już od wielu lat urząd wojewody był krytykowany właśnie ze względu na nadmiernie rozbudowane możliwości dozoru nad samorządem. Władza PiS-u jest jednak pierwszą, która tak ostentacyjnie te możliwości wykorzystuje. Innym poważnym problemem jest istniejąca od dawna w prawie furtka umożliwiająca rządowi wprowadzanie do samorządu komisarzy. Pomimo pohukiwania PiS nigdzie nie zdecydowało się na taki manewr. Nie brak jednak głosów, że ta opcja jest wciąż brana pod uwagę przy załamaniu się samorządowych finansów podczas kryzysu, czy choćby w Warszawie, wobec ewentualnego zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich.

Wobec inwencji, z którą PiS zabrało się do reformowania innych dziedzin życia, być może należy być wdzięcznym, że na samorządność terytorialną partii władzy jak dotąd nie starczyło czasu.

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Jest dość znamienne, że w najnowszym programie politycznym PiS-u („Polski model państwa dobrobytu”, 2019) o samorządzie terytorialnym wspomina się niewiele i w większości w negatywny sposób. W rozdziale diagnozującym stan Polski sprzed rządów Kaczyńskiego autorzy piszą między innymi o samorządach zaprzęgniętych w negatywną wobec PiS-u kampanię medialną; w sekcji dotyczącej Mieszkania plus wskazują na opór części samorządów jako źródło trudności w realizacji programu. Niewiele miejsca poświęcono przyszłości samorządu terytorialnego. Dwa najbardziej konkretne fragmenty to obietnica nowelizacji subwencji oświatowej oraz tak zwany „Pakiet dla miast średnich” – przy czym w żadnym z nich program nie wskazuje na jakiekolwiek wymierne wyliczenia czy projekty.

Wobec inwencji, z którą PiS zabrało się do reformowania innych dziedzin życia, być może należy być wdzięcznym, że na samorządność terytorialną partii władzy jak dotąd nie starczyło czasu ani uwagi. Smutny paradoks polega jednak na tym, że pod rządami PiS-u upłynął prawdopodobnie najlepszy moment, by jakiekolwiek działania zacząć. Mijające kilka lat gospodarczej prosperity były doskonałą okazją, by część środków publicznych wykorzystać na modernizację administracji terenowej i lokalnej. Rozbudzenie świadomości lokalnej, rozkwit ruchów miejskich i pozarządowych aktywistów sprawiły, że samorząd zaczął wreszcie znajdować wymagających partnerów do dialogu w sferze obywatelskiej.

Także od kilku lat trwa ożywczy ferment w środowisku akademickim związanym z samorządnością. Niemal każdy z ważniejszych obszarów samorządności doczekał się opracowań realizowanych przez niezliczone organizacje pozarządowe. Idą za tym także dyskusje międzynarodowe – choćby o kreatywnej roli miast w dobie globalizacji – w których polscy samorządowcy i akademicy od wielu lat uczestniczą na równym poziomie z partnerami z zagranicy. Ten skumulowany zasób wiedzy i doświadczeń, o którym autorzy reform sprzed 30 lat nie mogli choćby marzyć, dla dzisiejszej administracji państwowej jednak nie istnieje.

Ten skumulowany od 30 lat zasób wiedzy i doświadczeń, o którym autorzy reform samorządowych nie mogli choćby marzyć, dla dzisiejszej administracji państwowej jednak nie istnieje.

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Przed polskim samorządem w kolejnych trzech dekadach stoi wiele olbrzymich wyzwań. Poczynając od najbardziej palących, jak usprawnienie finansów czy uelastycznienie administracyjnej struktury, po rozwiązanie licznych szczegółowych problemów, jak na przykład niedostateczna efektywność opieki społecznej czy poprawa ładu przestrzennego. Istnieje także obszerna lista rozwiązań typowych dla samorządów w innych krajach Europy, które w naszych realiach są wciąż traktowane jak egzotyka – dla przykładu samorządowa bankowość, instytucje finansowe tworzone przez władze lokalne, czy wreszcie samorządowe budownictwo spółdzielcze i komunalne. Brak podjęcia tych reform nie oznacza wcale, że samorządy pewnego dnia zapadną się w jakiejś organizacyjnej czy finansowej katastrofie. Bez zmian będą jednak stopniowo pogrążać się w marazmie utrudniającym bieżące funkcjonowanie, nie wspominając o jakimkolwiek rozwoju.

Paradoksalnie reformy samorządowe z lat 90. XX wieku padły ofiarą swojego sukcesu. Określane często jako jedyny kompletny i zakończony sukcesem obszar transformacji ustrojowej w III RP, wytworzyły pozór braku potrzeby dalszych zmian. Sprawny samorząd potrzebuje jednak nieustannych zmian i udoskonalania. Najlepszym bodźcem do jego rozwoju byłaby po prostu swoboda działania i możliwość wykorzystywania własnych, dostosowanych do miejscowych potrzeb rozwiązań. Taka zasada w samorządzie panowała na początku jego istnienia – w pierwszych latach ostatniej dekady XX wieku. Dziś, po 30 latach, samorząd zasługuje na reset zwalniający go z krępujących przepisów, niedostatecznego finansowania i wrogości administracji rządowej. Pozostaje tylko życzyć, by ten reset nie przebiegał w przećwiczonych aż za dobrze realiach „dobrej zmiany”.

 

To ostatnia część cyklu z okazji jubileuszu polskiego samorządu. W innych tekstach Piotra Kantora-Kozdrowickiego możecie Państwo przeczytać o sukcesach i porażkach samorządów.

 

Fot. wallpaperflare.com

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 594

(24/2020)
27 maja 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj