Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Demaskator niewygodnych prawd....

Demaskator niewygodnych prawd. O „Lekarkach” i innych dramatach Rolfa Hochhutha

Paweł Masłowski

Jezuita nakłaniający papieża do interwencji w obronie mordowanych Żydów. Churchill zlecający zabójstwo Sikorskiego. Bohaterowie dramatów Hochhutha nigdy nie pozostawiali publiczności obojętną. Podobnie rzecz się ma z wydanymi niedawno w Polsce „Lekarkami”.

Lekarki_okladka_druk

To zdumiewające, ale twórczość dramatyczna Rolfa Hochhutha była do niedawna zupełnie niedostępna w polskim przekładzie. Trudno uwierzyć, że jego „Namiestnik” – jeden z najsłynniejszych dramatów XX w. – choć został przetłumaczony już w latach 60. przez Danutę Żmij-Zielińską na potrzeby polskich scen, drukiem ukazał się dopiero w 2013 r. w antologii składającej się na specjalny niemiecki numer „Dialogu”. A jest przecież Hochhuth pisarzem, któremu od momentu debiutu towarzyszy ogromny międzynarodowy rozgłos. Nie tylko w swojej ojczyźnie był on – i pozostaje nadal – bohaterem i uczestnikiem gorących polemik, głośnych skandali, a nawet procesów sądowych. Dramaturg ma bowiem niezwykły talent do prowokowania skrajnych i przeciwstawnych reakcji, podejmując tematy drażliwe i trudne, przybierając przy tym zawsze oskarżycielską postawę bezkompromisowego moralizatora i demaskatora niewygodnych prawd.

Jezuita z gwiazdą Dawida

Było tak na pewno w przypadku „Namiestnika” wystawionego po raz pierwszy w Berlinie Zachodnim w roku 1963 w reżyserii Erwina Piscatora, nestora niemieckich scen, legendy politycznego teatru zaangażowanego. Dramat zadedykowany został przez autora pamięci dwóch osób: więźnia Auschwitz o numerze 16670, ojca Maksymiliana Kolbe, oraz prepozyta katedry św. Jadwigi w Berlinie, prałata Bernharda Lichtenberga, który podczas wojny publicznie modlił się w intencji Żydów, a skazany na więzienie prosił swoich oprawców, by wolno mu było dzielić los tych, którzy wysyłani byli w transportach na wschód. Zmarł ostatecznie podczas transportu do Dachau w 1943 r. Obaj ci duchowni, jak możemy się domyślać, byli dla Hochhutha inspiracją do stworzenia postaci Riccardo Fontany, jezuity, potomka arystokratycznej rodziny, który próbuje nakłonić hierarchów Kościoła do interwencji w obronie mordowanych Żydów. Początkowo bohater „Namiestnika” naiwnie wierzy, że papież zerwie konkordat z hitlerowskimi Niemcami, gdy tylko dowie się o masowych deportacjach. Przedstawiciele władz kościelnych z papieżem Piusem XII na czele reagują niechęcią i chłodną, pragmatyczną argumentacją. Nie chcą prowokować Hitlera w obawie o los niemieckich i polskich katolików, wskazują też na zagrożenie ze strony stalinowskiej Rosji. Zdesperowany Fontana przyszywa do sutanny żółtą gwiazdę Dawida i dobrowolnie pozwala się zabrać wraz z transportem rzymskich Żydów do Auschwitz.

Maslowski_baner_1

W opinii wielu krytyków dramat niemieckiego pisarza, w ten, a nie inny sposób podejmujący problem bierności Piusa XII wobec Holokaustu, był dziełem skrajnie antykatolickim. Co ciekawe sam Hochhuth przez kilka lat nie zgadzał się na wystawienie „Namiestnika” w krajach bloku wschodniego o obawie o to, że dramat zostanie tam wykorzystany propagandowo i nadana mu zostanie jednoznacznie antykościelna wymowa. Ale już w roku 1966 – notabene w kilka miesięcy po ogłoszeniu orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich, na które władze komunistyczne zareagowały kierowanymi pod adresem hierarchów oskarżeniami o narodową zdradę – w Teatrze Narodowym w Warszawie dramat inscenizuje Kazimierz Dejmek, w roli Fontany obsadzając Gustawa Holoubka. Sam reżyser uważał to przedstawienie za jedno z najważniejszych w swoim dorobku. Tekst Hochhutha zawiódł, jak się wydaje, oczekiwania władzy. Ten rzekomo jednoznacznie antykościelny pamflet poruszył w Polsce zupełnie inne struny. „I przy «Namiestniku» mamy jeszcze parę kontredansów z cenzurą i z KC – relacjonuje Dejmek w prywatnych zapiskach z tego okresu. – Między innymi zaalarmowano aż samego Starewicza treścią naszego programu, który poddał osobistej kontroli i wstrzymał jego druk. (…) Niektóre recenzje zostają wstrzymane, inne poddane są odpowiednim zabiegom i tzw. interwencjom, jakieś tam nieprzyjemności, czyjeś zeusowe dąsy i niezadowolenia niby to na tematy niemieckie, choć o sprawie żydowskiej ćwierka już byle wróbel na dachu”.

Zbrodnie Churchilla

Kolejny dramat Hochhutha, „Żołnierze” (1967), powinien spotykać się u nas z jeszcze żywszą recepcją, choć – o ile wiem – nie ukazał się jak dotąd w polskim przekładzie i nie był wystawiany na polskich scenach. Winston Churchill zostaje w nim bowiem wprost oskarżony o zlecenie zabójstwa generała Sikorskiego. Hochhuth nie wydaje jednak jednoznacznych wyroków moralnych. Premier Wielkiej Brytanii jawi się raczej jako postać prawdziwie tragiczna. W imię wyższego celu, jakim jest zwycięstwo nad Hitlerem, ściąga na siebie „niezawinioną winę”, poświęcając Sikorskiego na rzecz dobrych stosunków ze Stalinem albo godząc się na śmierć cywilów ginących w nalotach na niemieckie miasta.

Maslowski_baner_2

O tym, że śmierć Sikorskiego nie była przypadkiem, przekonywała już propaganda Goebbelsa, jednak sam Hochhuth dowiedział się zapewne po raz pierwszy o losach polskiego premiera z książki Davida Irvinga pt. „Accident”, w której brytyjski autor dowodzi, że za rzekomym wypadkiem stała osobista decyzja Churchilla (nawiązana przy tej okazji przyjaźń ze słynnym brytyjskim negacjonistą, skazanym później za kłamstwo oświęcimskie dwukrotnie, w Niemczech i w Austrii, pozostaje jednym z najbardziej kompromitujących faktów w biografii niemieckiego dramaturga. Jeszcze w 2005 r. nazwał on Irvinga wybitnym historykiem, a oskarżenia, jakoby negował on zagładę Żydów, określał jako idiotyczne). Poza powszechnie znanymi okolicznościami katastrofy gibraltarskiej, jak też oczywistymi korzyściami, jakie przyniosła Brytyjczykom śmierć Sikorskiego, Hochhuth powoływał się ponadto na anonimowego informatora z kręgu brytyjskiego wywiadu. Z tego też względu w roku 2011 został przesłuchany przez prokuratorów IPN prowadzących śledztwo w sprawie okoliczności śmierci Sikorskiego.

Nie ma tu miejsca na przedstawienie całej twórczości Hochhutha. Wspomnieć jednak wypada opublikowane w roku 1978 wojenne opowiadanie „Miłość w Niemczech”, tragiczną historię zakazanej miłości Niemki i polskiego robotnika przymusowego. Na jego podstawie Andrzej Wajda nakręcił film z Hanną Schygullą i Piotrem Łysakiem w rolach głównych.

Lekarska mafia

Przejdźmy wreszcie do „Lekarek”, których polski przekład pióra Macieja Ganczara ukazał się właśnie nakładem Agencji Dramatu i Teatru. Dramat ten powstał niemal czterdzieści lat temu, jego prapremiera miała miejsce w Mannheim w roku 1980, dzisiaj jednak pozostaje bardziej aktualny niż kiedykolwiek, pyta bowiem o koszty – i te moralne, i te ekonomiczne – związane z postępem współczesnej medycyny. Tytułowe lekarki to matka i córka. Matka oficjalnie koordynuje badania kliniczne w koncernie farmaceutycznym, co de facto sprowadza się do korumpowania lekarzy – przede wszystkim wpływowych medycznych autorytetów, szefów klinik i ordynatorów. Mamy tu walizki z gotówką, konta w Szwajcarii, refundację kosztów podróży itp. Pieniądze płyną też, gdy trzeba, do rodzin ofiar nieudanych eksperymentów. Córka pracuje w szpitalu, wszystko podporządkowując zawodowej karierze: sypia z ordynatorem, poddaje pacjentów ryzykownym zabiegom, by zdobyć materiał do kolejnych naukowych publikacji. Dobiera przy tym starannie obiekty badań – przypadki beznadziejne albo pochodzące z nizin społecznych. Pech jednak chce, że jedna z ofiar ryzykownego zabiegu, zwykła sprzedawczyni, okazuje się być dziewczyną syna jednego z lokalnych bonzów partyjnych (CDU). Rozpoczyna się prokuratorskie dochodzenie, lekarce grozi proces. Sprawę ostatecznie udaje się zatuszować. Pomaga branżowa solidarność, polityczne plecy ordynatora i sowite odszkodowanie z kasy kliniki.

To jednak nie koniec dramatu. Jest jeszcze najmłodszy przedstawiciel lekarskiej dynastii, 17-letni Tomasz, postać szczególna, komentująca z czarnym humorem postępki starszych członków rodziny, błaznująca niczym Hamlet, na pozór cyniczna, a jednak niewinna. I jak w klasycznej tragedii to on jest ofiarą płacącą za winy matki i babki. Zostaje ciężko ranny w wypadku autokaru, jadąc z klasą na wycieczkę szkolną. Trafia na oddział intensywnej terapii w prowincjonalnym szpitalu w Austrii. Miejscowy lekarz testuje właśnie na zlecenie amerykańskiego koncernu farmaceutycznego preparat zastępujący krew. Ofiary wypadku zostają podzielone na grupę badawczą, której zaaplikowano eksperymentalny preparat i grupę kontrolną, która dostaje normalną krew. Tomasz ma pecha.

Jak wszystkie dramaty Hochhutha, także „Lekarki” spotykały się z bardzo nieprzychylnym przyjęciem ze strony krytyki. Wskazywano na niedostatki techniki dramaturgicznej. Wszystkim utworom Hochhutha można wytknąć te same słabości: tekst jest zbyt długi, grany bez skrótów trwałby wiele godzin, niezgrabne, przydługie, pozbawione rytmu są poszczególne kwestie. Prawdziwe kuriozum stanowią bardzo rozbudowane didaskalia, autor z zacięciem powieściowego narratora charakteryzuje w nim postacie, próbuje upchnąć tam ich psychologię, nie umiejąc pokazać jej w dialogu. Krytykować można tabloidowe przerysowania, istny overkill moralnych obrzydliwości, jakich dopuszczają się postacie dramatu, wreszcie groteskowy naturalizm trzeciego aktu w prosektorium, gdzie w didaskaliach czytamy: „(…) konieczne będzie sprowadzenie przed spektaklem dla jednych ze «zwłok» świeżych, nierozdrobnionych wnętrzności wołowych lub świńskich – wątroby, śledziony, płuc, żołądka, serca i kiszek wołu. Produkty mrożone się nie nadają (…)”. I w końcu to całkowicie sztuczne, symetryczne rozwiązanie akcji, wbrew wszelkiemu życiowemu prawdopodobieństwu dopełnia się sprawiedliwość, archaiczna odpłata „oko za oko”.

Nawet jeśli w tych zarzutach jest wiele racji, dramat Hochhutha jest zadziwiająco aktualny i przenikliwy. Brutalnie pokazuje, że w świecie współczesnej medycyny, w którym coraz większą rolę odgrywa pieniądz i rachunek ekonomiczny i który z dnia na dzień staje się coraz bardziej złożony i wyspecjalizowany, coraz ważniejsza staje się też zwykła ludzka przyzwoitość.

 

Książka:

Rolf Hochhuth, „Lekarki”, przeł. Maciej Ganczar, Agencja Dramatu i Teatru, Warszawa 2016.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 395

(31/2016)
2 sierpnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj