Bądź na bieżąco!

Zapisz się na newsletter
Kultury Liberalnej

Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Święty łotr. Recenzja...

Święty łotr. Recenzja filmu „Narcyz i Złotousty” w reżyserii Stefana Ruzowitzky’ego

Grzegorz Brzozowski

Ruzowitzky podjął się karkołomnego zadania przeniesienia na ekran jednej z najbardziej cenionych powieści niemieckiego noblisty. Kosztem okazało się jednak uproszczenie jej bohaterów oraz redukcja ich archetypicznej przyjaźni do wypartego seksualnego pożądania.

Monumentalna powieść Hermanna Hessego poniekąd sama prosiła się o ekranizację jako historia mnicha i włóczęgi – dwójki przyjaciół, którzy poznają się jako chłopcy w klasztorze Mariabronn i potrafią zachować więź mimo wieloletniego rozstania, radykalnie odmiennych wyborów życiowych oraz epidemii czarnej śmierci. Twórcom filmu – dążącym do przybliżenia tej opowieści współczesnemu odbiorcy – nie zabrakło świetnych pomysłów realizacyjnych: pieczołowicie odtworzono chociażby detale średniowiecznego warsztatu rzeźbiarskiego, przewijają się tu nawet tajemnicze psychodeliki zażywane w pewnym momencie przez jednego z bohaterów podczas swoistej imprezy rave pomieszanej z danse macabre. W niecałe dwie godzinny oddano główne elementy akcji kilkusetstronicowego dzieła – co nie mogło się udać oczywiście bez zagęszczeń i uproszczeń pewnych wątków, a dopisania innych, nadających tempo powieści noblisty (chwilami, trzeba przyznać, nieco nazbyt rozlanej). Niestety, ceną za to uwspółcześnienie stało się spłycenie konstrukcji tytułowych bohaterów oraz relacji między nimi. Z filmu Ruzowitzky’ego wyłania się przede wszystkim kronika perypetii niebieskiego ptaka oraz portret ogarniętego demonami seksualnej represji mnicha, raczej niż uniwersalny egzystencjalny dramat o dwóch niemożliwych do pogodzenia – a paradoksalnie komplementarnych – postawach życiowych.

Copyright: Juergen Olczyk, Sony Pictures Entertainment, Deutschland GmbH

Złotousty, czyli leśny Brad Pitt

Złotousty w ujęciu Ruzowitzky’ego przypomina rozbrykanego, niezbyt refleksyjnego urwisa czy miotanego impulsami bawidamka – to swoista mieszanka sowizdrzała i Brada Pitta. Po odejściu z klasztoru i latach zagłębienia się w używanie, udaje mu się przekształcić liczne erotyczne doświadczenia w sztukę – chociażby rzeźba stworzona przezeń podczas terminowania w zakładzie mistrza Mikołaja, sprawia, że urasta on na swoistego prekursora baroku, nieodkryty geniusz wrzucony w świat średniowiecznego zaprzaństwa. Tym samym jednak na dalszy plan schodzą fundamentalne rysy, które nadał Złotoustemu Hesse: poszukiwanie własnej, nieoczywistej drogi do świętości oraz zmaganie z bólem, jaki może przynieść czerpanie z życia pełnymi garściami.

Copyright: Juergen Olczyk, Sony Pictures Entertainment, Deutschland GmbH

Choć pozornie oddany wyłącznie światowym uciechom, Złotousty odbywa duchową wędrówkę, swoiste misterium powrotu do natury – knieja, po której się włóczy, zaczyna mu „przypominać kolumny wielkiego kościoła klasztornego, owego właśnie kościoła, w którego czarnym portalu zniknął niedawno jego przyjaciel Narcyz” [s. 131]. Wbrew filmowej wersji, bohater odkrywa też w sobie nie tylko talenty kochanka, ale i tożsamość zabójcy: zadawanie śmierci jest swoistą ceną, którą płaci on za powrót do stanu natury, broniąc się przed atakami towarzyszącego mu włóczęgi. Kolejne lata przynoszą mu coraz większą gotowość do walki o przetrwanie za cenę życia innych. Gdy w pewnym momencie trafia do lochów możnowładcy, którego małżonkę uwiódł, jest skłonny – wbrew filmowej wersji tego wątku – zabić odwiedzającego go mnicha, by uciec w jego szatach. Doświadczenie stanu natury, pomimo licznych uroków, przynosi Złotoustemu poczucie winy, „której się nie popełniło, ale przyniosło już z sobą na świat. […] Tak, życie samo nosiło w sobie coś niby winę” [s. 138]. Ceną za bycie w świecie jest wieczne nienasycenie i nieumiejętność pogodzenia się z przemijaniem – to one przyczynią się do śmierci powieściowego Złotoustego, a zarazem zadecydują o osobliwym magnetyzmie, z jakim oddziałuje na niego postać przyjaciela, który pozostał w murach klasztoru.

Z filmu Ruzowitzky’ego wyłania się przede wszystkim kronika perypetii niebieskiego ptaka oraz portret ogarniętego demonami seksualnej represji mnicha, raczej niż uniwersalny egzystencjalny dramat o dwóch niemożliwych do pogodzenia – a paradoksalnie komplementarnych – postawach życiowych.

Grzegorz Brzozowski

Narcyz, czyli wyparcie kochanka 

Filmowy Narcyz poddany został równie gruntownym reinterpretacjom: staje się przede wszystkim mnichem o stłumionej seksualności, swoistym więźniem klasztoru raczej niż osobą do niego powołaną. To wyparty pociąg homoerytyczny do przyjaciela zdaje się główną przyczyną jego ucieczki w złożenie ślubów zakonnych. O ile stając się po latach opatem, Narcyz próbuje nadać religijnej instytucji ludzkie oblicze, w wizji Ruzowitzky’ego zachowuje ona fundamentalnie opresyjny charakter. Wyrazem tego staje się śladowo zarysowana w powieści postać surowego ojca Lothara, która tutaj urasta na głównego antagonistę bohaterów – o ile najpierw nie szczędzi on kilkuletniemu Złotoustemu rózgi za błędy w łacinie, po latach zacznie dopatrywać się bezeceństw w tworzonym przez niego ołtarzu, w którym rzeźbiarz nadaje świętym rysy byłych kochanek.

Można odnieść wrażenie, że o ile w powieści Hessego to ścieżka Złotoustego domagała się pewnego wytłumaczenia jako odbiegająca od zakonnej normy duchowego rozwoju, w filmie właśnie życie zakonne wymaga uzasadnienia. Jest ono związane z odrzuceniem oczywistych uroków świata, który pozostaje poza murami. Trudno zrozumieć, na ile ktokolwiek mógł świadomie podjąć taki życiowy wybór – to świat okrucieństwa i nerwicy związanej z wyparciem seksualnych potrzeb (realizowanych pokątnie przez masturbacyjne wyprawy adeptów poza mury klasztoru – na podobieństwo do chłopięcych pogoni za Saraghiną w „8 ½” Felliniego). Poprzez taką interpretację bohaterów, „Narcyz i Złotousty” w wydaniu Ruzowitzky’ego staje się opowieścią zsekularyzowaną w sensie, jaki nadaje temu pojęciu Charles Taylor: wiek świecki ma wyróżniać się tym, że za oczywistość uznajemy niewiarę – a każdy inny wybór życiowy wymaga specjalnego uzasadnienia.

Copyright: Juergen Olczyk, Sony Pictures Entertainment, Deutschland GmbH

Dwie świętości, czyli Mysterium Coniunctionis

Oczywiście kreśląc swoje postaci, Ruzowitzky nie zrywa radykalnie z kontrastami, nadanymi im przez Hessego – a które podkreślał również chociażby Johan Huizinga, pisząc o średniowieczu jako o czasie, gdy „życie potoczyło się tak bujnie i barwnie, że zdołano pomieszać woń krwi i róż” [s. 30]. „W średniowiecznym umyśle kształtowały się, jedno przy drugim, dwa widzenia życia: pobożnie ascetyczne, wciągające w siebie wszelkie pojęcia etyczne, i świecka mentalność, całkowicie pozostawiona diabłu i tym zapamiętalej biorąca odwet. Jeśli jedno z tych dwóch przeważa, to spotykamy albo świętych, albo rozwiązłych grzeszników” [s. 199]. Hesse pokazał jednak, że tak zarysowana sprzeczność pozostaje uproszczona: każda z radykalnie odmiennych ścieżek życiowych ma swoje mroczne strony, którymi okupuje doświadczenie właściwego jej rodzaju łaski. Powieść noblisty wymyka się grubo ciosanym kategoryzacjom: pokazuje świętego wydrążonego z miłości obok grzesznika zdolnego do odkupienia w sztuce. Jak pyta w pewnym momencie Narcyz przyjaciela: „Czyż nie wiesz, że jedną z najkrótszych dróg do życia świętego może być życie rozpustnika?” [s. 47]. Swoją drogą, pierwotnym tytułem powieści miała być właśnie „pochwała grzechu”. W przypadku filmu pochwała ta zdaje się jednak dość jednowymiarowa: relacje między bohaterami stają się kłębkiem pożądań o pomieszanych wektorach – podczas gdy Narcyz pragnie Złotoustego, ten z kolei pożąda wszystkich kobiet na niemieckiej ziemi.

Powieść Hessego, raczej niż średniowieczną wersją „Brokeback Mountain”, jest uniwersalnym traktatem o złożonej naturze przyjaźni – paradoksalnie opartej na radykalnym zróżnicowaniu, a nawet różnic poszukającej.

Grzegorz Brzozowski

Powieść Hessego, raczej niż średniowieczną wersją „Brokeback Mountain”, jest uniwersalnym traktatem o złożonej naturze przyjaźni – paradoksalnie opartej na radykalnym zróżnicowaniu, a nawet różnic poszukającej: „Przyjaźń nasza nie ma w ogóle innego celu ani innego sensu, jak pokazać ci, jak zupełnie inny jesteś niż ja!” [s. 49]. Wbrew filmowej wersji, Narcyz nie wzbrania się przed rozstaniem ze Złotoustym z lęku przed utratą potencjalnego kochanka, ale sam pomaga przyjacielowi zauważyć radykalną odmienność jego powołania: prowadzi on swoistą psychoanalizę kolegi, straumatyzowanego utratą matki i odrzuceniem przez ojca. Przyszły zakonnik gotowy jest do przyjęcia samotności i poświęcenia się w imię pozostawienia przyjacielowi prawa do własnej drogi: „Czuł się jak stopień, który został już przekroczony, jak odrzucona łupina, widział bliski koniec tej przyjaźni, która znaczyła dla niego tak wiele. Ciągle wiedział o Złotoustym więcej niż on sam” [s. 83]. Terapia, którą oferuje przyjacielowi, polega właśnie na wskazaniu radykalnych różnic między ich życiowymi wyborami: „Drogi przyjacielu, jesteśmy słońcem i księżycem, jesteśmy morzem i lądem. Celem naszym nie jest przeniknąć w siebie wzajemnie, ale poznać się wzajem i nauczyć się jeden w drugim widzieć i czcić to, czym on jest: przeciwieństwo i uzupełnienie drugiego” [s. 61]. O ile Narcyz jest myślicielem, Złotousty wybiera ścieżkę artysty, pierwszy poddaje popędy analizie, drugi idzie za ich głosem, pierwszy decyduje się na szukanie naukowych rozróżnień, drugi szuka wielkiej jedności w księdze natury – według liter, którymi Bóg miał pisać świat [s. 89]. Obie postawy są komplementarne, a pozbawione wzajemnej relacji – niewystarczające w dążeniu do szczęścia. Jak zauważał Bernhard Zeller, „obie postaci – Złotousty poprzez przezywanie i używanie świata oraz Narcyz poprzez surową dyscyplinę duchową – osiągnęły swój cel życiowy i spełnienie” [s. 120].

Być może tajemnicą siły oddziaływania powieści Hessego jest to, że zdołała ona wyrazić złożoną relację psychologiczną bez jej redukcji. „Narcyz i Złotousty” niesie w sobie energię płynącą z rozpoznania fundamentalnych psychicznych napięć raczej niż ich wyparcia. Tym samym powieść może osiągać swoisty efekt terapeutyczny, o którym Carl Jung pisał przy okazji „misterium coniunctionis” analizowanego na przykładzie średniowiecznych pism alchemicznych: „wyparcie przeciwieństwa […] prowadzi jedynie do przedłużenia i rozdęcia konfliktu, czyli do nerwicy. Dlatego cel terapeutyczny polega tu na doprowadzeniu do konfrontacji przeciwieństw, czemu przyświeca cel osiągnięcia ich trwałego zjednoczenia” [s. 13]. Swoją drogą, poszukiwanie możliwości syntezy pomimo radykalnych napięć stanowi jeden z powtarzających się wątków w twórczości noblisty: bywają nimi rozdarci nie tylko bohaterowie współcześni – jak chociażby Harry Haller z „Wilka stepowego” – ale także Siddhartha, który na swój sposób zbiera w jednej egzystencji doświadczenia analogiczne do Narcyza i Złotoustego. Po okresie duchowych nauk, postanawia on wyjść do życia w świecie: „Nie będę już rozmyślał o atmanie i bólu życia, nie będę tym żył. Nie będę się już uśmiercał i ciął na kawałki, aby wśród nich szukać tajemnicy. […] Chcę się uczyć od samego siebie” [s. 39].

Copyright: Juergen Olczyk, Sony Pictures Entertainment, Deutschland GmbH

Progresywne średniowiecze

Hesse wbrew pozorom nie planował stworzyć jedynie historycznego fresku, ale powieść mówiącą do współczesnych – w przytoczonym przez Volkera Michelsa liście pisarza z 1933 roku, wyznaje on, że jego celem było „wyrazić w powieści ideę Niemiec i istotę niemczyzny” alternatywną dla nazistowskich wizji tożsamości narodowej. Być może reinterpretacja Ruzowitzky’ego próbuje wchodzić w dialog z diagnozą społeczną przyporządkowaną naszym czasom. Znamienne, że w filmie znacząco rozbudowano chociażby wątki postaci kobiecych – potraktowanych u Hessego bądź jako niedosiężny ideał (Matka Boska jako archetyp zmieszany ze wspomnieniami matki Złotoustego) albo jako obiekt namiętności, po który bohater bez oporów sięga. Jedna z nich stanie się w filmie nawet wyemancypowaną, choć tworzącą w ukryciu, artystką (czy Hieronim Bosch był kobietą?), która nauczy Złotoustego, jak sublimować erotyczne doświadczenia w sztukę. Innym ciekawym wątkiem filmu jest rozbudowana krytyka autorytarnych aspektów męskości: w przeciwieństwie do powieści, domknięty tu zostaje wątek okrutnego ojca Złotoustego – jako figury dyscypliny, której opresyjność zostaje obnażona i ukarana.

Oczywiście, aby oddać sprawiedliwość niuansom i rytmowi prozy Hessego, trzeba by zapewne filmu znacznie dłuższego i mniej wartkiego. Być może udałoby się tym samym jednak wydobyć uniwersalizm tej opowieści i zaadresować ją do widzów konfrontujących się z własnymi pytaniami o słuszność życiowych wyborów czy oswajających perspektywę śmierci. Być może kiedyś doczekamy się takiej ekranizacji – na razie mamy do czynienia poniekąd z widowiskowym brykiem dla uczniów, zachęcającym do lektur noblisty przez ukazanie kroniki leśnych wypadków miłosnych.

 

Bibliografia: 

Hermann Hesse, „Narcyz i Złotousty”, Media Rodzina, Poznań 2018.

Tenże, „Siddhartha”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1998.

Johan Huizinga, „Jesień średniowiecza”, Vis-a-vis etiuda, Kraków 2016.

Carl Gustav Jung, „Mysterium Coniunctionis. Studium dzielenia i łączenia przeciwieństw psychicznych w alchemii”, Wydawnictwo KR 2017.

Volker Michels, posłowie do „Narcyz i Złotousty”, Media Rodzina, Poznań 2018.

Bernhard Zeller, „Hermann Hesse”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2001.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 669

(44/2021)
2 listopada 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj