Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Molestowanie na...

[Feminizując] Molestowanie na uczelniach – problem, którego „nie ma”

Natalia Woszczyk

Nie ulega wątpliwości, że na akty molestowania trzeba reagować i je nagłaśniać. Fakt, że o problemie się nie mówi, nie oznacza przecież, że go nie ma.

W 2013 r. profesor Uniwersytetu Wrocławskiego usłyszał zarzut udziału w gwałcie zbiorowym. Ofiarami wykładowcy miały być molestowane przez niego od dłuższego czasu studentki, od których domagał się usług seksualnych w zamian za zaliczenie egzaminu. W 2015 r. środowiskiem akademickim poznańskiego uniwersytetu wstrząsnęła afera związana z molestowaniem studentek przez fałszywego profesora. Mężczyzna od lat podawał się za pracownika uczelni i zachęcał do udziału w badaniach antropologicznych. W celu zmierzenia ciepłoty ciała nakłaniał studentki do rozbierania się, po czym w miejscach intymnych przyklejał mokre karteczki. Początek 2016 r. to czas, w którym media nagłośniły sprawę molestowania studentek przez wykładowcę Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. „Mój to by się nie zmieścił” – miał powiedzieć profesor do ziewającej studentki.

Nie są to przypadki odosobnione, choć statystyki zdają się o powyższym problemie milczeć. Według komunikatu z badań przeprowadzonych przez Centrum Badania Opinii Społecznej, w 2007 r. problem molestowania na uczelniach wyższych, w porównaniu z natężeniem tego zjawiska np. w miejscach pracy, jest marginalny, niemalże nie występuje.

Molestowanie – stereotyp czy problem?

Dlaczego zatem na uniwersytetach wciąż krążą anegdoty o egzaminatorach, do których powinny udać się wyłącznie studentki w krótkich sukienkach czy studenci w niebieskich koszulach? To stereotyp czy problem, którego z obawy przed konsekwencjami i rozgłosem lepiej nie nazywać po imieniu? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw musimy wiedzieć, jakie rodzaje zachowań wskazują na to, że mamy do czynienia z molestowaniem.

Dla rozjaśnienia tego zjawiska przedstawiamy poniższe rozróżnienie:

Molestowanie słowne. „Ma pani zastanawiające oczy” – powiedział profesor, podczas egzaminu ustnego, przerywając wypowiedź studentki. „Nie wiedziałem, że podarte spodnie są teraz modne. Ale to dobrze, odsłaniają pani ładne kolana” – to kolejny przykład molestowania słownego. Często objawia się ono także w postaci nadawania przydomków: zwracanie się do studentki „Ruda” – odnośnie koloru włosów, „Fuksja” – ze względu na kolor szminki do ust, „Różowa pantera” – adekwatnie do koloru bluzki, czy do studenta: „Pan z rozpiętą koszulą”.

Warto pamiętać, że ta forma molestowania to także inne, być może trudniejsze do rozpoznania, typy zachowań. Odpytywanie wyłącznie studentek, których uroda przypadła do gustu prowadzącemu zajęcia, często z użyciem zdrobnienia, także może kwalifikować się jako molestowanie słowne. Największy problem może sprawić rozpoznanie intencji wykładowcy w dawanych przez niego pochwałach, które nie odnoszą się bezpośrednio do wyglądu studentki czy studenta. Trudno jest rozpoznać, kiedy ocenie podlega merytoryczny wkład studenta, a kiedy ocena jest odzwierciedleniem jedynie osobistego stosunku profesora do autora pracy.

Molestowanie słowne może być interpretowane jako forma wyróżnienia studenta lub studentki z grupy. Takie zachowanie jest łatwo zauważalne nie tylko dla ofiary, w którą jest wymierzone. Jak reagują na nie jej koledzy i koleżanki? Często w tego typu sytuacjach nie zauważają problemu i tego, jak niekomfortowo może czuć się molestowana osoba. „Masz atuty to je wykorzystuj!”, „Nie każdy ma takie warunki!”, „Udawaj, że ci to nie przeszkadza, a dostaniesz łatwą piątkę z egzaminu!” – to tylko niektóre z oferowanych przez grupę form pocieszenia. Co jednak w sytuacji, gdy akty molestowania seksualnego mogą wiązać się z korzyściami wykraczającymi poza zaliczenie zajęć na pozytywną ocenę? A takich przypadków na uniwersytetach nie brakuje.

Student, który na zajęciach nie wykazywał się szczególną aktywnością na tle grupy, zostaje poproszony przez profesora o pozostanie w sali po zajęciach. Rozmowa rozpoczyna się pytaniem o zainteresowania naukowe studenta, a po udzieleniu krótkiej odpowiedzi prowadzi do zaproszenia na odbycie praktyk np. w sądzie lub innej instytucji państwowej. Czy czynnikiem, który zadecydował o przyznaniu tego typu nagrody była nieprzeciętna wiedza? Czy może odpowiedzi należy szukać w cechach osobistych, którymi charakteryzowali się praktykanci? Dziwnym trafem każdy z nich był wysokim blondynem.

Molestowanie pozawerbalne. Po wejściu do sali, gdzie odbywa się egzamin ustny, studentka zostaje obdarzona oceniającym spojrzeniem egzaminatora, które „wędruje” od czubka głowy aż do końca jej butów. Podczas odpowiedzi wzrok wykładowcy skupia się na okolicach dekoltu lub miejsca, w którym kończy się długość sukienki. Zdarza się także, że student musi zmierzyć się z wyzywającym i trwającym ponadprzeciętnie długo spojrzeniem „prosto w oczy”, co łatwo zauważają inni studenci. Nie ulega wątpliwości, że pozornie nieszkodliwa czynność może stać się dolegliwa i powodować nie tylko dekoncentrację podczas zajęć, lecz także dokuczliwe uczucie skrępowania.

W powyższej kategorii można umieścić także szereg zachowań o charakterze seksistowskim. Nie muszą one być przykładem molestowania seksualnego, lecz dotyczyć zjawiska molestowania rozumianego jako zachowania naruszającego godność osobistą. Wykładowcy wydziałów uchodzących za „bardziej konserwatywne” często nie mają oporów, by publicznie dzielić się swoimi opiniami na temat studiujących kobiet. „Jest pani kobietą, dlatego nie będzie pani dobrym naukowcem” – to fraza, z którą wciąż muszą konfrontować się studentki. Taki światopogląd nierzadko zostaje wyrażony w konkretnym zachowaniu. Przykładem jest całkowite ignorowanie wypowiedzi studentek, podczas gdy odpowiedzi studentów spotykają się z reakcją prowadzącego. Zdarza się, że kobiety zostają także obdarzone szyderczymi komentarzami na temat emancypacji, np. „Po co było wam się emancypować? I to jeszcze przy robieniu pocisków do karabinów!”.

Molestowanie fizyczne. „Chciałbym przeczytać, co jest napisane na pani tatuażu” – powiedział egzaminator, odsłaniając kołnierzyk koszuli, by dokładniej obejrzeć tatuaż studentki, znajdujący się tuż pod obojczykiem. Podczas odpowiedzi ustnej, wykładowczyni pod stołem przypadkowo dotknęła nogi studenta. Zachowanie to powtórzyło się w czasie egzaminu kilka razy. Wielokrotne muśnięcie ramienia w czasie zajęć? Dotknięcie pleców w czasie przepuszczania studentki w drzwiach? Zachowania zawierające się w kategorii molestowania fizycznego teoretycznie są najłatwiej zauważalne. Naruszają one nietykalność osobistą studentów i studentek przez co pozornie nie ma wątpliwości, że chodzi o ten typ zjawiska. Należy jednak zaznaczyć, że powinniśmy kwalifikować do niego intencjonalny dotyk, a nie przypadkowe dotknięcie.

Za intencjonalne zachowanie z pewnością możemy uznać odprowadzanie przez wykładowcę studentek czy doktorantek do domu po skończonych zajęciach. Dodatkowe poczucie dyskomfortu zapewni im trzymanie przez profesora za rękę. Być może, aby uniknąć takiego zachowania, wystarczy wypisać się z zajęć? W ofercie uniwersyteckiej nie brak jednak wydziałów, na których studiuje ledwie kilkunastu studentów. Zwykle oznacza to, że wyłącznie jedna osoba prowadzi zajęcia i egzaminuje z danego przedmiotu. Dodatkowo profesor odznaczający się niestosownym zachowaniem o jednoznacznym charakterze może być promotorem np. pracy magisterskiej. Wówczas wybór nie wydaje się tak prosty. Odrzucenie oferty udzielenia tzw. korepetycji, które oznaczają zaproszenie równoznaczne z propozycją na tle seksualnym, oznacza niezaliczenie egzaminu. Poprawka? U tego samego egzaminatora.

Jak przeciwdziałać molestowaniu?

Dlaczego problem molestowania na uczelniach wydaje się tematem tabu? Z jednej strony przyczyną może być niewiedza w zakresie zachowań, które powinniśmy kwalifikować jako niedopuszczalne. Zdaje się, że obawa przed oskarżeniem o przesadę powstrzymuje studentki i studentów przed interwencją. Z drugiej strony, jeżeli nie ma wątpliwości, że to zjawisko występuje w środowisku akademickim, należałoby szukać rozwiązania problemu w sferze instytucjonalnej. Zgłoszenie aktu molestowania wiąże się z długotrwałym postępowaniem przed komisją dyscyplinarną, w czasie którego ofierze często nie zostaje zapewniona anonimowość. Co więcej, to ona zostaje obarczona ciężarem udowodnienia niestosownego zachowania ze strony wykładowcy.

Działania, które powinny zostać podjęte w celu zapobiegania temu zjawisku powinny dotyczyć obu stron. Pracownicy naukowi uczelni nie mają zapewnionego przygotowania dydaktycznego w zakresie prowadzenia zajęć. Nie wszystkim egzaminowanie przy otwartych drzwiach wydaje się słusznym rozwiązaniem, pozwalającym uniknąć dwuznacznych sytuacji, których nagłośnienie zazwyczaj oznacza koniec kariery akademickiej. Dlatego tak istotne jest, by zapewnić im choć minimalne przygotowanie w powyższym zakresie. W celu poprawienia sytuacji ofiar molestowania, należy upowszechnić wśród studentów i studentek wiedzę na temat tego, do kogo w razie podobnych sytuacji mogą się zgłosić z prośbą o pomoc. Powinna to być osoba lubiana przez studentów i związana z wydziałem, na którym studiują, a nie kolegialne ciało niebudzące zaufania. Nie ulega wątpliwości, że na akty molestowania trzeba reagować i je nagłaśniać. Fakt, że o problemie się nie mówi, nie oznacza przecież, że go nie ma.

 

 

Ikona wpisu: ninocare, CC0 Public Domain, pixabay.com 

 

SKOMENTUJ

Nr 439

(23/2017)
6 czerwca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail