Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > KOLARZOWSKI: Trzy źródła...

KOLARZOWSKI: Trzy źródła (i trzy części składowe) liberalizmu

Jerzy J. Kolarzowski

Trzy źródła (i trzy części składowe) liberalizmu.

Komentarz do panelu Kongresu Wolności z dnia 22 maja 2010

Wolność jest ideą oceanicznie otchłanną. Żeby o niej mówić trzeba ją odgraniczyć, obramować – niczym ciecz wlać do właściwego naczynia.

23 maja zakończył swe obrady Kongres Wolności. Jego punktem kulminacyjnym był panel z udziałem profesorów: Agaty Bielik-Robson, Andrzej Szahaja oraz Aleksandra Smolara. Pod-czas toczonej dyskusji głos zabierali prof. Zbigniew Pełczyński, prof. Wojciech Sadurski, prof. Ewa Łętowska, prof. Janusz Reykowski i dr Tadeusz Kozłowski.
Konferencyjny panel był znakomitą ilustracją tezy wypowiedzianej przez panią Bielik-Robson, mówiącą o tym, że liberałowie pozwolili sobie na utratę języka. A zatem czy język liberalizmu został skradziony? Uczestnicy panelu posługiwali się terminologią marksowską – „baza”, „nadbudowa”, „siły wytwórcze” – lub językiem zagrożonych, językiem obrońców reduty wolności. Rzecz jednak w tym, że w warunkach polskich jest to przetworzony język roman-tyków. To wygodne językowe cliché nie pozwala na zadanie wielu pytań i na postawienie kwestii, które by te obydwa porządki dyskursu – marksowski i romantyczny – przekraczały. Co więcej, obydwie tradycje mówienia pojawiły się w XIX wieku, a rozwój myśli liberalnej przed ponad stu laty był jednocześnie polemiką, jak i twórczo przetworzoną syntezą. Rozpad komunizmu w Europie Środkowej spowodował, że ideologia liberalna utraciła istotnego przeciwnika. Manifesty artystyczne zwracające się przeciwko romantyzmowi mniej lub bardziej skutecznie dopomogły w wytraceniu impetu ideologom liberalizmu. Ten ostatni aspekt zjawiska jest głęboko i dialektycznie złożony, ale powtarzane niemal jak mantra w akademickim dyskursie stwierdzenia o słabości liberalizmu (tytuł jednej z książek Wojciecha Sadurskiego brzmi Liberałów nikt nie kocha) może stanowić świadectwo problematyczności a nawet ideowego zapętlenia. Problem sprowadza się do tego, że definicja słownikowa wiążąca hasło liberalizmu z szeroko rozumianą wolnością jednostki pozostaje płytkim opisem powierzchni życia społecznego i formą myślenia życzeniowego.

Jest tak, gdyż w głębi świadomości liberalizm jest obietnicą powodzenia w sferze ekonomicznej, a nawet uczynienia sensem życia różnorodnych wysiłków zmierzających do podniesienia osobistej atrakcyjności. Nabywając ogólną, a nade wszystko zewnętrzną atrakcyjność zbliżamy się do maksymalizacji osobistego szczęścia. „Nie można być człowiekiem atrakcyjnym i złym jednocześnie” w wieku XVI zapisał Machiavelli.

Ponieważ liberalizm staje się ideologią domagającą się permanentnego samoodniesienia i samouzasadnienia, rozbić ten quasi religijny circus może jedynie stawianie pytań, na które ani liberał, ani nie-liberał, ani nawet przedstawiciele łączący ludzi z wymiarem świata nad-przyrodzonego, świata Bóstw i legend, wypowiadający się poprzez mity nie znajdują zadawalającej odpowiedzi. Pytanie bez odpowiedzi, wykreślając aporię sensu, jest krokiem w kierunku kreowania nowych idei. Odpowiedzi, które trafiają do leksykonów, podręczników szkolnych i przemawiają z pierwszych stron gazet świadczą na rzecz tezy: idea przeniknięta rozumem staje się ideą zużytą.

Warto w tym miejscu zadać sobie kilka pytań

Pytanie 1: co liberałowie mają do zaoferowania ludziom, którzy stali się ofiarami klęsk żywiołowych i wszelkich nagłych, nieprzewidzianych zdarzeń – powodzianom, ofiarom trzęsień ziemi, tsunami itp.? Odpowiedź brzmi, filantropię i przy odpowiednim poziomie materialnym ewentualny system ubezpieczeń.

Pytanie 2: jak można być jednocześnie liberałem i biedakiem? Albo trochę szerzej, co ma do powiedzenia współczesnej Grecji pogrążonej w kryzysie, z państwem na krawędzi bankructwa ideologia liberalna? Ostatnim filozofem antycznym, którego interesowała wolność był Arystoteles. W XX wieku nauka grecka dała światu jednego powszechnie znanego filozofa politycznego – socjalistę Corneliusa Castoriadisa, piszącego i działającego na emigracji w Paryżu. Często jedyną i niestety ostatnią rzeczą, którą może uczynić zubożały liberał jest emigracja. Nie dziwi więc apel Eugeniusza Smolara, by w polskim lokalnym myśleniu zdjąć odium z emigracji jako zjawiska pozbawiającego kraj najaktywniejszych jednostek, a tylko uznać ją za część składową współczesnego świata. Ile osób może wyjechać? Ilu z tych, którzy wyjadą uda się sprostać okolicznościom i warunkom życia? To kwestie trudne do aksjologicznej ewaluacji, a cóż dopiero do rozpatrywania w kontekście takiej lub innej racji stanu czy conditio humana.

Pytanie 3: czego liberałowie mogą nauczyć Forresta Gumpa (idol popkultury, bohater filmu fabularnego, uosabiający amerykańskiego głupka i naiwniaka)? Do treningu łagodności i przeświadczenia, że „życie jest jak pudełko czekoladek, bo nigdy nie wiadomo, co ci się trafi” nie potrzeba studiować jakiegokolwiek z klasyków liberalizmu. Są potrzeby rzędu „wyższych” i potrzeby „niższe”. W każdym społeczeństwie od antyku do postkomunizmu zainteresowanych tymi „niższymi” jest zdecydowana większość. Ale mechanizm demokratyczny i wolne media dają możliwość przeżycia czegoś szczególnego każdemu, kto zatrzyma na sobie uwagę vox populi, który poprzez pracujących w środkach masowego przekazu zwróci się do niego, do Forrest Gumpa, indywidualnie po imieniu. Środki masowego przekazu są medium, które z niemych ludzi czynią godną zazdrości personę któregoś z nas.

Jaki więc ma być liberalizm na czas kryzysu? Czy ma być to liberalizm zbliżający się do konserwatyzmu, czy liberalizm, którego wersją libertyńską, związaną z rewoltą młodzieży lat 60. usiłowano ugasić niepokoje, a dziś został pożegnany przez liderów partyjnych, gdyż stateczni ojcowie rodzin są podporą kampanii wyborczych w całej Europie i USA? Na postawy liberalne, w których więcej jest elementów konserwatywnych niż progresywnych z niepokojem w swym wystąpieniu wskazała prof. Bielik-Robson. Czy liberalizm, który w XIX-wiecznej Euro-pie w niektórych środowiskach był określeniem pejoratywnym, nawet obelgą dla np. katolików lub rewolucjonistów, współcześnie ma służyć jedynie jako teoretyczne zaplecze parlamentaryzmu i uzasadnienie czteroprzymiotnikowej ordynacji wyborczej?

Pozostając wierny językowi młodego Marksa a nie językowi Reduty Ordona, spróbuję przypomnieć trzy źródła myśli liberalnej i wypracować trzy podstawowe jej części składowe. Idee liberalne mają trzy niewyczerpane źródła inspiracji. Jednym z nich jest Biblia, szczególnie Stary Testament. Następnym teatr Szekspira. Trzecim źródłem inspiracji są zapisy, książki i dokumenty dotyczące Wielkiej Rewolucji Francuskiej i jej czasów.

Odpowiedzialność przed Bogiem, wspólnotą i sobą samym

Biblia, a zwłaszcza Stary Testament stanowi fundament trzech religii, najbardziej elastyczną literaturę dotyczącą działalności jednostki we wspólnocie. Biblia to nade wszystko zbiór re-guł, które mają służyć budowaniu silnego zespolenia rodów i plemion w ekskluzywną społeczność Narodu Wybranego, narodu, którego los i pomyślność, głównie zresztą materialna, powinna leżeć na sercu każdemu bogobojnemu członkowi wspólnoty. Prawo żydowskie było i jest częścią teologii Starego Testamentu. Studiowanie i znajomość Biblii uczyniło z wielu Żydów, zwłaszcza jeśli zdobyli się na otwartość wobec kultur innych niż żydowska, najwspanialsze umysłowości wszech czasów – kupców i rzemieślników, administratorów i buchalterów, pośredników, kronikarzy myślicieli interpretatorów Talmudu i Kabały, mistyków i specjalistów sztuki obrachunkowej. Tych ostatnich zatrudniano na potrzeby żeglugi, bankowości i handlu. Wszyscy oni czytali, studiowali, interpretowali Biblię. Nie byli więc analfabetami, nie zerwali kontaktu z kulturą macierzystą, w pocie czoła uczyli się języków obcych i odmiennych od ich własnego sposobów myślenia. Podobne praktyki, w tym codzienna lektura Pisma Świętego, ukształtowały społeczności protestantów, co pozwoliło im na likwidację analfabetyzmu o 300 lat wcześniej niż w katolickich rejonach Europy.

Miłość w cieniu władzy i złych namiętności

Szekspir to tajemniczy pisarz początku ery nowożytnej. Jego dramaty, czytane i wystawiane na scenach całego świata, mówią przede wszystkim o kondycji jednostki w rozpadającej się strukturze feudalnej. Pozycja zajmowana przez jednostkę rzutuje na jej losy i perspektywy, na szczęście osobiste. Dostęp do tego ostatniego jest zależny od władzy, miejsca w hierarchii i zupełnie nieprzewidzianych okoliczności, a nie od ewangelicznego przesłania miłości. Ten antychrześcijański aspekt wyłaniający się z utworów Szekspira nie jest jednak tak wyraźnie eksponowany jak u Machiavellego i dlatego jego przekaz pozostaje do dzisiaj dla większości niezauważalny.

Siła, która wyzwala naród z opresyjnej tradycji

Rewolucja francuska to trzecie źródło liberalizmu. Dokonała ona gigantycznego dzieła zdumiewającego swym rozmachem, ale także ścięła króla i obrońców starego porządku. Ścięła też wielu ludzi niewinnych, w tym także uczonych: matematyka i filozofa Condorceta, historyka Barnave, astronoma Bailly, przyrodoznawcę i jednego z pierwszych chemików Lavoisiera. Pod gilotyną zginęła większość przywódców samej rewolucji: Hebert i Fleuriot, Henriot i Chaumette, Danton, Desmoulins, Mole, Malesherbes, Robespierre i Saint-Just. Niemniej współczesny francuski historyk François Furet uznawał rewolucję francuską za dzieło nigdy nie zakończone, a to dlatego że główna teza, w imię której ją przeprowadzano brzmiała następująco: „Nie chodzi bowiem o to, aby sprawiedliwie podzielić istniejący bochenek chleba między najbiedniejszych; jest za mały na to, aby starczyło go dla wszystkich. Trzeba powiększyć sam bochenek”.

Można zatem powiedzieć, że car Mikołaj II wraz z rodziną oraz tysiące ofiar rosyjskiej wojny domowej zginęli bez procesu i pogrzebu w imię błędnych zasad, takich jak twierdzenie o kierowniczej roli proletariatu czy twierdzenie mówiące, że praca fizyczna ma takie same znaczenia jak umysłowa. Teza, w myśl której w XVIII stuleciu wywołano rewolucję, likwidując klasę próżniaczą jej świty i służbę – okazała się niekwestionowalna.

Dzięki dobrej znajomości języka francuskiego i pobycie na emigracji we Francji Lew Trocki mógł przestudiować wiele dokumentów z czasów rewolucji francuskiej, w tym plany mobilizacyjne, strategie obronne, mechanizmy stanów wyjątkowych. W decydującym momencie stanął na czele i kierował bolszewikami, doprowadzając do ich zwycięstwa w rosyjskiej woj-nie domowej. Mobilizacyjna siła Francji przeniesiona na rosyjski grunt okazała się wystarczająca by zadecydować w sposób znaczący o losach XX stulecia.

Trzy obszary wiedzy o religii, kulturze i walce narodowej w okresie ogromnej opresji i czasie nadzwyczajnej próby potraktujmy sygnalnie jako punkt wyjścia do debaty nad statusem wartości: odpowiedzialności, miłości i siły w sztuce rządzenia, a szerzej w polityce w sferze publicznej.

Odpowiedzialność jest cechą nieodzowną. Nigdy nie jest jej dosyć ani na poziomie jednostkowym, ani w społecznościach lokalnych, ani wśród zarządzających średnim i wielkim biznesem, ani u przywódców państw. Problem jednak w tym, że każda wspólnota wystawiona na sprzeczne tendencje dochodzące do ludzkich uczuć i myśli trudne do jednoznacznego za-programowania ulega wewnętrznym podziałom – nie jest jednomyślna. Filozofia polityczna Spinozy była pierwszą, która ów brak jednomyślności podniosła do rangi cnoty i zaczęła uczyć elementarza sterowania opinią publiczną. Samo bowiem apelowanie o jednomyślność i wzięcie na barki każdego maksymalnej odpowiedzialności prowadzi donikąd. Wspólnota i tak rozleci się z powodu tyleż wewnętrznych animozji, jak i na skutek działania podmiotów zewnętrznych, które operują siłą po wielokroć większą i skuteczniejszą – przez brak zaangażowania, przez wizerunek wroga i szereg innych czynników. Odniosą one zwycięstwo nawet nad wspólnotą składającą się z ludzi jednej nacji, jednej religii, a ponadto wysoce odpowiedzialnych. Odpowiedzialność można konfrontować z tzw. „polityką miłości” lub po prostu z siłą.

Trudno znaleźć ideę bardziej przeciwstawną sferze politycznej niż miłość. Poczynając od hymnu św. Pawła, cała poezja ludzkości opisuje miłość w dialektycznym napięciu – mówi o tym czym nie jest, jakimi szczegółami napełnia międzyludzkie relacje, w jaki sposób kreuje i odziera z wewnętrznego poczucia wartości zakochaną osobę. Tymczasem, jak nauczał w swych listach Talleyrand, polityka powinna wychodzić od następującej zasady: „nigdy nie kieruj się pierwszym odruchem; prawie zawsze pochodzi z głębi serca i ciebie oraz innych za-prowadzi na manowce”. Siła, podobnie jak miłość, używana bezrozumnie może stać się za-grożeniem dla innych i samej siebie.

Wolność jest ideą oceanicznie otchłanną. Jednocześnie skonfrontowana z odpowiedzialnością, miłością i siłą nabiera wymiarów, znaczenia i ceny.

* Czytaj także tekst pokongresowy – autorstwa Marka Matczaka.

*Jerzy J. Kolarzowski, doktor nauk prawnych.

„Kultura Liberalna” nr 76 (25/2010) z 22 czerwca 2010 r.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 76

(25/2010)
22 czerwca 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj