Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Cena bezpieczeństwa –...

Cena bezpieczeństwa – temat tabu

Katarzyna Szymielewicz

Euro wielkim sukcesem jest. I na tym powinniśmy poprzestać. Każdy, kto zaczyna się publicznie zastanawiać nad ewentualnymi „ciemnymi stronami” tej imprezy, w najlepszym razie będzie uznany za aroganta i malkontenta. Doświadczyłam tego mechanizmu na własnej skórze i już wiem, że w polskiej debacie publicznej pojawiła się kolejna świętość.

Kilka dni temu Fundacja Panoptykon opublikowała podsumowanie Euro 2012 z perspektywy praw człowieka. Historia pokazuje, że każde megawydarzenie wiąże się ze zwiększeniem nadzoru nad społeczeństwem, generuje swoisty stan wyjątkowy. Przyjmując rolę dokumentalisty, postanowiliśmy nazwać i opisać atmosferę, która na miesiąc zapanowała w Polsce.

Nie krytykowaliśmy. Postawiliśmy tylko pytanie o cenę bezpieczeństwa w czasie imprezy, którą ponieśliśmy w formie wydatków publicznych i ograniczeń naszej wolności. Nie ocenialiśmy. Zaproponowaliśmy debatę wokół tego, jak mierzyć konieczność i proporcjonalność takich ograniczeń w warunkach ogromnej asymetrii informacyjnej. Nie oskarżaliśmy. Zaczęliśmy od przyznania, że polityka bezpieczeństwa ma swoją specyfikę i owa asymetria jest jej nieuniknioną ceną. Być może rzeczywiście „dla naszego dobra” nie wszystko powinniśmy wiedzieć. To jednak, w demokratycznym państwie, nie może i nie powinno blokować uczciwej debaty publicznej.

Zamiast debaty dostaliśmy jednak reprymendę. Rzecznicy policji i ABW odpytani przez TVN24 nawet nie próbowali ukryć negatywnych emocji. W odpowiedzi na postawione przez nas pytania usłyszeliśmy, że jesteśmy malkontentami, którzy powinni czym prędzej zamilknąć; że nasz sposób postawienia sprawy jest niepoważny; że to śmieszne lub wręcz aroganckie zastanawiać się, czy wszystko przebiegło zgodnie z demokratycznymi standardami, skoro nie wydarzyło się nic złego. I tak dalej.

Przekaz był więcej niż klarowny: przestańcie zadawać pytania: dogmatów się nie podważa, ze świętością się nie igra. Taka logika, jeśli na nią przystaniemy, w kolejnym kroku prowadzi do wniosku dla demokracji niszczącego: każdy, kto wątpi w słuszność działań, jakie w ramach stanu wyjątkowego lub swojej racji stanu podejmuje państwo, jest wrogiem państwa. Brzmi znajomo? We współczesnej filozofii ten mechanizm najdobitniej pokazał Giorgio Agamben w teorii opisującej mechanizmy suwerenności i wykluczenia.

Na przykładzie globalnej wojny z terroryzmem Agamben udowodnił, że współczesne demokracje i systemy formalnie hołdujące prawom człowieka wciąż noszą w sobie potencjał autorytarny – zachowują możliwość wykluczenia niektórych grup i jednostek poza nawias wspólnoty, a więc także pozbawienia ochrony prawnej. Warunkiem takiego wykluczenia jest uznanie przez suwerena, że dana grupa lub jednostka podważa wartości fundamentalne dla wspólnoty, którą ten suweren ma za zadanie bronić.

Czy w Polsce suwerenem stały się już organy egzekwujące prawo, stojące na straży porządku publicznego? Czy wartością nadrzędną, której chcemy się podporządkować, rzeczywiście jest poczucie bezpieczeństwa? Tylko poczucie – ponieważ w naszym „świecie wysokiego ryzyka” osiągnięcie trwałego stanu zabezpieczenia przed wszelkimi zagrożeniami z założenia nie jest możliwe.

Już rozpoczynając monitoring działań państwa w ramach Euro 2012, wiedzieliśmy, że będzie to zadanie trudne. Podejmując się analizy zebranego materiału, mieliśmy świadomość, że wkraczamy na grząski grunt – choćby dlatego, że ze względu na zróżnicowany dostęp do informacji widzimy tylko fragment. Między innymi dlatego nie sformułowaliśmy ani jednej kategorycznej oceny, ani jednego jednoznacznego sądu. Mimo to reakcja służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na ledwie przez nas zarysowane pytanie o cenę utrzymania spokoju w czasie Euro była pewnym zaskoczeniem.

Najbardziej zaskoczyło nas, że nikt nie poczuł się zobowiązany do podjęcia merytorycznej debaty, a jednocześnie wszyscy – odpowiadający przecież oficjalnie, w imieniu instytucji publicznych – przyznali sobie prawo do emocjonalnej, karcącej reakcji. Tym samym z poziomu polityki publicznej, która powinna i musi podlegać analizie, przeszliśmy na poziom wartości, w którym bardziej niż fakty liczą się symbole, a o racji rozstrzyga poczucie moralnej wyższości. Próba podjęcia rzeczowej dyskusji natrafiła na barierę tabu. Jeśli, jako społeczeństwo, to tabu zaakceptujemy i zaczniemy ochraniać, wytrącimy sobie z ręki jedyne narzędzie, jakie jeszcze pozwala kontrolować tych, którzy realizują naszą suwerenność – a więc także ograniczają naszą wolność. Stracimy prawo zadawania pytań, a wraz z nim prawo do informacji.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 183

(28/2012)
10 lipca 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj