„Kultura Liberalna” ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Naszym wspólnym marzeniem jest demokratyczna, praworządna, tolerancyjna Polska, w której ludzie potrafią podać sobie rękę mimo różnic. Pomóż nam działać przez kolejną dekadę.
Wspieram
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > „Największe dzieło sztuki...

„Największe dzieło sztuki naszych czasów”

Wojciech Albiński

Tak powiedział Karlheinz Stockhausen o płonących i zapadających się w sobie wieżach World Trade Center, chwilę po tym, gdy uderzyły w nie porwane przez Al-Kaidę samoloty. Zgadzam się z nim. Sztuka wymaga ofiar, jest wolna, przerasta społeczeństwo i tylko dlatego warto się nią zajmować.

Z tą myślą żywię też nadzieję, że gdzieś teraz w pendolino, czy może bardziej transportem kombinowanym po kraju – przez zamknięte bramy i uciekając przed psami strażników – przemieszcza się nieznany mi fotograf, który nie traci szansy na swoje wiekopomne dzieło sztuki.

Ogromne pożary wysypisk, które wybuchają w całym kraju, mają w sobie taki potencjał artystyczny, że ich zmarnowanie, niepodjęcie próby stworzenia jakiejś serii fotografii, będzie stratą dla polskiej kultury, większą niż 500-milionowa zapomoga ministra Glińskiego dla książąt Czartoryskich. W tych śmieciach jest wszystko. Brakuje tylko dobrych kadrów.

Jeszcze w zimie zdarzyło mi się, że przechodziłem Koszykową, skręcałem w Mokotowską i we mgle zderzyłem się z zakamuflowaną postacią. Jedyną wtedy w pustym mieście, samotną, oszpeconą kobietą, która zdjęła antysmogową maseczkę i uśmiechnęła się. Jakby nagle wyszło słońce zza apokaliptycznej, chmurnej wizji zanieczyszczeń, stworzonej pospołu przez media, miejskie ruchy polityczne i rzetelne wskaźniki zapylenia. Czym są jednak te drobiazgi, dioksyny z lichego węgla, wobec tego, co pali się teraz? Śmieci całego świata ściąganych właśnie tutaj.

Vox populi nadał już pewnej krainie w Polsce łatkę „Mordoru”. To Służewiec Przemysłowy, Domaniewska i okolice z jej korporacyjnymi biurowcami, ale należałoby się zastanowić, czy ta metafora nie jest szersza. Opisy Tolkiena przedstawiają wypaloną, jałową ziemię, z wzbijającymi się słupami dymu i ognia w górę. Czy nie tak płoną wysypiska? Zresztą idiom Domaniewskiej i wysypisk jest podobny. To przecież – znany już wszystkim chyba czytelnikom gazet – peryferyjny kapitalizm. I tak jak w jednym miejscu Mordoru drenuje się psychiczne siły pracowników i przenosi zyski za granicę, a w innym z tej samej zagranicy wracają śmieci.

Wasteland

Ile to noworodków znaleziono w torbach reklamowych na wysypiskach, ile to złotych łańcuszków przypadkiem wyrzucono ze śmieciami? To już nie jest ludzki świat. Znajdujemy się w miejscu, gdzie nie ma rzeczy, jest tylko to, co odrzucone i wyparte. Pozbawiona znaczenia w sensie ostatecznym masa; niepostrzegana, a zatem nieobecna. Wyrzucone kości z jaskini, wokół których kręcą się bezpańskie psy i pariasi skalani ostatecznym brudem.

To stąd taki topos przyszłej dystopii z liczbą przykładów, którą trudno wymieniać, kiedy cały świat staje się wysypiskiem i nie ma już rozróżnienia na ludzi i nieludzi. Jest tylko oczekiwanie na cios i ostateczną karę.

Ale stąd też – już nie w kulturze, a gospodarce – segregacja śmieci, sortownie odpadów, znaczki z zielonymi strzałkami na opakowaniach, co najmniej trzy rodzaje śmietników pod blokami i towarzyszące tym działaniom ekozaklęcia, czy nawet pomysły na gospodarkę bezodpadową i [sic!] ekonomię cyrkulacyjną. Byle uciec od ostateczności. Od cienia myśli o końcu. W rzeczywistości wiecznego powrotu, gdzie plastik zmienia tylko swoje kształty, woda po oczyszczeniu wraca do źródeł, ręce, które po nią sięgają, należą do różnych pokoleń nie może być śmieci. To wiara w życie wieczne.

Aż tu zonk. Znad polskich wysypisk unoszą się kłęby gęstego dymu. Przywożone do Polski śmieci bardziej opłaca się wywieźć w kąt, a później spalić, niż odzyskiwać. Spalić, czyli ostatecznie uśmiercić, potwierdzić ich status. A wszystko to przy jasnym jak światło w czerwcu, właściwie oślepionym tą jasnością, spojrzeniu publiki na biznes, prawo, ubezpieczenia i działanie lokalnej administracji.

To klarowny znak nie tylko podziału pomiędzy nami, polskim Mordorem, a starą Europą. Świadczy to również o umowności granicy między cywilizacją z jej fałszywą wiarą w zbawienie, a równoległym jej antyświatem, gdzie śmieci to śmieci, a koniec to koniec. Myśl i wyobrażenie owych pożarów na domniemanych fotografiach przyszłego fotografa są jak to powiedzenie Szymborskiej, poetki mówiącej za miliony, która pytając żartem szwedzkiego króla, dlaczego nie pali, znalazła mu od razu odpowiedź: „Ach, to znaczy, że nie chce pan umrzeć”.

To dlatego czekam na te fotografie. I zawsze, zawsze czekam na komisję śledczą, która zechciałaby je omówić.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Pixabay.com.

...dziękujemy, że jesteś z nami! Już od 10 lat działamy na rzecz budowania lepszego kraju dla przyszłych pokoleń Polaków.

Naszym marzeniem jest demokratyczna, praworządna, tolerancyjna Polska, w której ludzie potrafią podać sobie rękę mimo różnic. Nie są to dla nas puste slogany. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Przy okazji naszych 10. urodzin chcielibyśmy skierować do Ciebie ważny apel. „Kultura Liberalna” ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Jeśli mamy stabilnie działać przez kolejną dekadę, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas comiesięcznymi wpłatami. W tej chwili otrzymujemy bezpośrednio od Czytelników około 12 tysięcy złotych miesięcznie, co stanowi 15 procent naszego miesięcznego budżetu. Jeśli wolno nam wypowiedzieć życzenie na 10. urodziny, chcielibyśmy, aby wkrótce było to co najmniej 50 procent. To zapewni nam bezpieczeństwo, niezależność i możliwość mądrego rozwoju.

Mamy głowy pełne pomysłów i wierzymy, że z Twoim wsparciem będziemy je mogli zrealizować; że będziemy coraz lepsi i coraz silniejsi.

SKOMENTUJ
(23/2018)
7 czerwca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj