Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Obyś był zimny...

Obyś był zimny albo gorący, czyli jak uniknąć błędów Elizabeth Holmes [Innowacje i literatura]

Grzegorz Simborowski

Elizabeth Holmes, femme fatale kultury start-up’owych jednorożców, wciąż oczekuje na swój proces – na karę lub łut szczęścia, którego dostąpiła również demoniczna bohaterka powieści de Sade’a. Założycielka Theranosa omamiła pacjentów oraz inwestorów śmiałą wizją, która brzmiała jak zapowiedź otwarcia bram finansowego raju.

„Przewaga Cnoty nad Występkiem, wynagradzanie dobra przy jednoczesnym potępianiu zła – oto powszechnie stosowana konstrukcja […] Czy nie należałoby wreszcie poniechać tej nużącej monotonii?” – przekornie pytał Markiz de Sade w przedmowie do swojej bulwersującej książeczki „Justyna, czyli nieszczęścia cnoty”. Autor, pragnąc przekonać nas, że cnota bywa trucizną, skonstruował przewrotną opowieść o dwóch siostrach-sierotach, z których jedna – Justyna – posiadała serce czyste i wolne od zła, druga zaś – Julietta – podążała ochoczo drogą występku. Julietta zyskała majątek, powodzenie i władzę, Justyna zaś była wykorzystywana, gwałcona, bita i niesprawiedliwie osądzana. W finale, cnotliwa dziewczyna zostaje śmiertelnie rażona piorunem, który uderzając w bogobojną, udręczoną duszyczkę, szczęśliwie omija jej nikczemną siostrę.

Elizabeth Holmes, femme fatale kultury start-up’owych jednorożców, wciąż oczekuje na swój proces – na karę lub łut szczęścia, którego dostąpiła również demoniczna bohaterka powieści de Sade’a. Założycielka Theranosa omamiła pacjentów oraz inwestorów śmiałą wizją, w której kilka kropel krwi pobranych z palca pozwoli na szybką, bezbolesną i pewną diagnozę rozmaitych chorób jednocześnie. W ustach atrakcyjnej chemiczki o barytonowym głosie, a przy tym wyróżniającej się studentki z Uniwersytetu Stanforda, brzmiało to jak zapowiedź otwarcia bram inwestorskiego raju.

Szybko jednak okazało się, że powierzone jej pieniądze spłonęły w ogniu diabelskiej mistyfikacji. Edison, niewielkich rozmiarów urządzenie do diagnostyki, nie spełniło pokładanych w nim oczekiwań. Dziennikarz śledczy z „Wall Street Journal” John Carreyrou ujawnił światu gorzką prawdę – urządzenie nie działa, wyniki badań są nieprawidłowe, a badania kliniczne Edisona zafałszowane. Inwestorzy, pacjenci i współpracujące z firmą szpitale latami byli wprowadzani w błąd, Holmes od dawna jednak żyła na bakier z faktami. Jej uczelniany wykładowca ostrzegał ją, że ambitny plan rewolucyjnej diagnostyki z kropli krwi nie ma szans powodzenia.

Jednak nie w drobnych przeinaczeniach (jak fałszywe wyniki badań chorych pacjentów), zbyt optymistycznym podejściu do techniki (jak wiara w niedziałające urządzenie) czy pewnej rozrzutności (jak podróżowanie wyczarterowanym odrzutowcem) tkwi przyczyna porażki projektu biznesowego młodej chemiczki. Jej przegrana miała źródło w głębszych warstwach naszej rzeczywistości. Oszustka była zbyt uczciwa na nasze czasy.

Holmes zapowiadała medyczną rewolucję, zamiast jawnie szydzić z chorych. Obiecywała inwestorom duże zyski, zamiast otwarcie kraść bez cienia wstydu. Budowała mit przedsiębiorczej kobiety, zamiast kryć się w cieniu i działać przez nieświadome słupy. Wynajęła zdolnych prawników do zastraszania dziennikarzy, zamiast zwrócić się w stronę skuteczniejszych gangsterów. Mówiąc wprost, kluczyła między światłem a cieniem, nie opowiadając się dostatecznie mocno po stronie ciemności.

To wszystko może wydawać się intelektualną szaradą, zwykłą blagą, zadziorną emfazą – dopóki nie rozejrzymy się wokół. Gdyby Holmes stanęła na czele podatkowej karuzeli, wywoziła leki na cukrzycę za granicę albo odzyskiwała przemocą pożydowskie kamienice, podpalając przy tym protestujących lokatorów w lesie, dziś świętowałaby sukces. Nawet gdyby powinęła się jej noga, naraziłaby się najwyżej na kilkuletni wyrok, po którym czekałaby na nią wyłącznie błoga emerytura z niemożliwą do wydania fortuną na koncie. Być może, jak dawny pruszkowski gangster o pseudonimie „Masa”, o swojej przestępczej młodości napisałaby w wolnej chwili serię poczytnych książek.

Literatura bowiem uczy, bawi, wzrusza, wychowuje. Czy jednak rację miał de Sade, atakując chrześcijańską moralność w swojej powieści? Jestem przekonany, że jednak niedostatecznie wnikliwie zapoznał się ze świętą księgą. Musiałby wtedy zgodzić się ze świętym Janem, prorokiem apokalipsy, który nawoływał w imieniu Wszechmogącego – „Obyś był zimny albo gorący! / A tak, skoro jesteś letni / i ani gorący, ani zimny, / chcę cię wyrzucić z mych ust”.

 

Przy zakładaniu start-up’ów polecamy lekturę:

Donatien Alphonse François de Sade, „Justyna, czyli nieszczęścia cnoty”, przeł. Marek Bratuń, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1987.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 653

(28/2021)
13 lipca 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj