Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Raport IPCC jak...

Raport IPCC jak kubeł „zimnej wody”

Jakub Bodziony

Od lat słyszymy coraz bardziej alarmujące ostrzeżenia naukowców dotyczące kryzysu klimatycznego. Opublikowany właśnie raport Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu po raz kolejny dowodzi, że mieli oni rację i że nikt z nas nie jest bezpieczny.

Na początek kilka liczb: nad raportem przez kilka lat pracowało 234 autorów i autorek z 66 krajów, a na ich pracę naniesiono ponad 78 tysięcy komentarzy. To najbardziej kompleksowe opracowanie dotyczące nauki o klimacie od ośmiu lat, kiedy IPCC (Międzyrządowy Zespołu do spraw Zmian Klimatu) opublikowało poprzedni raport. Warto mieć w pamięci te dane, bo już w kilka godzin po publikacji niektóre środowiska czy publicyści swobodnie i dyletancko podważają jego wnioski.

A są one o tyle ciekawe, że opinie naukowców cechuje zazwyczaj duża ostrożność, brak kategorycznych ocen i uwzględnianie różnych możliwości rozwoju sytuacji. Najnowsza publikacja zrealizowana pod egidą Organizacji Narodów Zjednoczonych prezentuje inne podejście. Bo chociaż analizowanych scenariuszy jest pięć, to żaden z nich nie daje powodów do optymizmu. Części z uruchomionych procesów, takich jak topnienia wiecznej zmarzliny czy wzrostu poziomu oceanów, nie uda się już zatrzymać.

I chociaż sama dostępna obecnie część raportu może odstraszać swoją objętością (kilka tysięcy stron) i nieprzystępną formułą, to konkluzje są jasne. Po pierwsze, autorzy podkreślają, że globalne ocieplenie wywołane przez działalność człowieka jest bezsprzeczne. Po drugie, zmiany klimatu dotykają każdego regionu na świecie. Po trzecie, radykalne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych jest konieczne do zatrzymania kryzysu.

Z treści wynika, że „w 2019 r. stężenie CO2 w atmosferze było wyższe niż kiedykolwiek w ciągu co najmniej 2 milionów lat. W przypadku metanu i podtlenku azotu zanotowano stężenia najwyższe od 800 000 lat. Od 40 lat każda kolejna dekada jest cieplejsza od poprzedniej”. Zmiany widzimy gołym okiem i nie dotyczą one tylko tak zwanego „Globalnego Południa”, gdzie warunki pogarszają się najszybciej, a niektóre regiony wkrótce mogą być niezdatne do życia ze względu na panujące temperatury. Rekordowe susze w Stanach Zjednoczonych, pożary w Grecji i w Turcji, powodzie w Niemczech – to wszystko ekstremalne zjawiska pogodowe, do których, ze względu na działalność człowieka, będzie dochodzić coraz częściej.

Paryż pod znakiem zapytania

Każdy z analizowanych scenariuszy zakłada przekroczenie do 2040 roku wzrostu globalnej temperatury na poziomie 1,5 stopnia w stosunku do epoki sprzed rewolucji przemysłowej. Te dane pod znakiem zapytania stawiają ustalenia szczytu klimatycznego w Paryżu, który zakładał utrzymanie ocieplenia poniżej 2 stopni, a w najbardziej optymistycznym scenariuszu poniżej 1,5℃ do 2100 roku.

W raporcie po raz kolejny zostaje również przywołana kwestia budżetu węglowego, czyli ilości dwutlenku węgla, którą możemy wyemitować, aby utrzymać wzrost temperatur na poziomie niższym niż 1,5 stopnia. Trzymanie się tej granicy wymagałoby do 2050 roku osiągnięcia neutralności klimatycznej przez większość krajów na świecie, co obecnie pozostaje politycznym science fiction.

Co po 1,5?

Jednocześnie naukowcy są zdania, że negatywny trend klimatyczny jest możliwy do zatrzymania w połowie XXI wieku. Do tego niezbędne są ograniczenia zużycia paliw kopalnych, zatrzymanie wylesiania i wykorzystanie technologii (w wielu przypadkach jeszcze nie istniejącej). Raport wyraźnie pokazuje, że potrzebna zmiana musi mieć charakter rewolucyjny, przełomowy i dokonać się w ciągu najbliższej dekady. Czasu na dyskusje i poszukiwania zastępczych rozwiązań jest coraz mniej. Nie bez znaczenia pozostaje data publikacji dokumentu, zaledwie kilka miesięcy przed kolejnym szczytem klimatycznym, który w listopadzie prawdopodobnie odbędzie się w Glasgow. Uwzględnienie tych danych powinno być podstawą działania decydentów. Jak pokazała umowa paryska, ustalić można dowolny cel, ale jego realizacja nie będzie możliwa bez odpowiedniej egzekucji. Niezbędne jest więc wprowadzenie odpowiednich mechanizmów nacisku na realizację zobowiązań w zakresie emisji, nie tylko rynkowych, ale i politycznych. Walka ze zmianami klimatu nie może się kończyć na okrągłych deklaracjach i płomiennych przemówieniach.

Dla Polski głos IPCC powinien oznaczać jedno – jak najszybsze odejście od węgla i sprawiedliwą transformację górniczych regionów. Niestety, przykład Turowa, który jak w soczewce skupia polskie wyzwania wobec kryzysu klimatycznego, pokazuje, że obecna władza dba przede wszystkim o interesy państwowych spółek energetycznych, a nie o klimat, mieszkańców czy samych górników.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska w odpowiedzi na publikację IPCC wystosowało komunikat, w którym możemy przeczytać, że „nadal istnieją scenariusze pozwalające na ograniczenie globalnego ocieplenia do 1,5℃”. Bez podjęcia szybkich działań na rzecz ograniczenia emisji wzrost temperatury przekroczy przed końcem XXI wieku 2℃. Problem w tym, że to działania samego Ministerstwa Klimatu są daleko niewystarczające. Strategia energetyczna PEP2040, która jest dokumentem wyznaczającym najważniejsze kierunki transformacji do 2040 roku, już w chwili publikacji była przestarzała, a zawarte tam scenariusze redukcji emisji są zbyt łagodne i spóźnione.

Jak pisał na naszych łamach Kacper Szulecki, „ani PEP2040, ani podpisane w 2020 roku porozumienie z górniczymi związkami zawodowymi, postulujące zakończenie wydobycia węgla kamiennego do 2049 roku, nie stanowią wizji dekarbonizacji i osiągnięcia neutralności klimatycznej, ani do roku 2050, ani w późniejszym okresie”.

Odejście od węgla to absolutna podstawa. Im później do tego dojdzie, tym większe będą koszty społeczne i finansowe. Jednak coraz częściej mówi się o tym, że ograniczenie użycia paliw kopalnych i polityki obliczone na osiągnięcie „zrównoważonego rozwoju” czy „zielonego wzrostu” mogą nie wystarczyć do rozwiązania problemu w skali globalnej ze względu na ciągle rosnące wykorzystanie zasobów. Od lat wśród ekonomistów, klimatologów i antropologów toczy się debata na temat potrzeby zasadniczych korekt w obecnie dominującym modelu rozwoju opartym na wzroście PKB. Kilka miesięcy temu na stronach Europejskiej Agencji Środowiska, będącej organem Unii Europejskiej, pojawił się wpis, który również sugeruje czerpanie z idei postwzrostu czy „ekonomii obwarzanka”, o których pisałem już w „Kulturze Liberalnej’.

Dylemat, przed którym stoimy, jest więc zaskakująco jasny – biorąc pod uwagę to, że mierzymy się z największym wyzwaniem w historii ludzkości. Albo dokonamy transformacji i reform na własnych warunkach, albo zostaniemy do tego zmuszeni przez nasilający się kryzys klimatyczny. Wybór wydaje się prosty. Pozostaje pytanie, czy polska klasa polityczna będzie zdolna sprostać temu wyzwaniu.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 657

(32/2021)
11 sierpnia 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj