Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Prognoza wędrowna] Polska,...

[Prognoza wędrowna] Polska, Turcja, Izrael – jak język staje się narzędziem politycznym?

Konstanty Gebert

Ukraińcy, którzy przybyli do Polski, będą domagać się uznania ukraińskiego za język urzędowy. Przeciwnicy tego pomysłu mogą się powoływać na ich status migrantów – tyle tylko, że ukraiński, podobnie jak białoruski, niemiecki, litewski czy słowacki, o żydowskim już nie wspominając, to w Polsce języki tubylcze.

W 1999 roku UNESCO ustanowiło 21 lutego Międzynarodowym Dniem Języka Macierzystego, by świętować języki, którymi mówi się w tych krajach, gdzie inny język jest uznawany za państwowy. To spuścizna ogromna, a często lekceważona: dwie piąte ludzkości nie ma dostępu do edukacji w swoim języku macierzystym, a znakomita większość języków macierzystych nie ma statusu języków urzędowych. Co roku bezpowrotnie ginie średnio dziewięć języków, gdy umierają ostatni władający nimi ludzie. Nie chodzi tu jedynie o utratę dialektów, mających wartość językoznawczą, ale bez których można się obyć: każdy język jest wszechświatem, który tracimy, gdy nie możemy go już zamieszkiwać.

Języki są bogactwem nie tylko tych, którzy nimi mówią, ale i ich sąsiadów. To dlatego, na przykład, w Szwecji język żydowski jest oficjalnie uznawany za język mniejszościowy, a na tworzenie kultury w tym języku przeznacza się państwowe subwencje. Choć dziś niemal nikt się nim w Szwecji nie posługuje, to był językiem macierzystym przodków niektórych dzisiejszych Szwedów.

To jednak są językowe rozterki krajów demokratycznych i bogatych: język bowiem, zgodnie z błyskotliwą formułą Toma Friedmana, to dialekt, który ma własny sztandar i linię lotniczą. Słowem, język jest nośnikiem tożsamości narodowej, ta zaś stanowi podstawę budowy państwa. Z tego powodu, nieuchronnie grozi mu konfrontacja z innymi językami, które też posiadają swoje sztandary i aspirują do posiadania swojej linii.

Od języka państwowego do państwa

Święto języka macierzystego wprowadzono na wniosek Bangladeszu. Upamiętnia on uznanie bengalskiego, używanego w ówczesnym Pakistanie Wschodnim [dawna prowincja Pakistanu, obecnie niepodległe państwo Bangladesz – przyp. red.], za drugi język państwowy w Pakistanie, obok używanego w Pakistanie Zachodnim urdu. Doszło do tego w pięć lat po niepodległości Pakistanu – i na dwadzieścia lat przed wywalczeniem sobie, za cenę milionów ofiar, niepodległości dzisiejszego Bangladeszu. Bengalski wyzwolił się ostatecznie spod władania urdu – i świętowanie rocznicy tego wydarzenia nieuchronnie może mieć rewolucyjne konsekwencje polityczne w krajach, w których sytuacja dzieci z Wrześni nie jest jedynie historyczna ramotką.

W mieście Lankaran w Azerbejdżanie na granicy z Iranem, gdzie wielu mieszkańców to mówiący językiem zbliżonym do perskiego Tałyszowie, lokalni działacze chcieli uczcić 21 lutego, nagrywając w miejscowej kawiarni dzieci, recytujące wiersze po tałysku. Cóż bardziej banalnego, skoro Azerbejdżan oficjalnie szczyci się swoją wielojęzycznością? Tymczasem policja zabroniła zwołania tego spotkania i zamknęła kawiarnie. „Nie należy podejmować działań zmierzających do wywołania niezadowolenia, tym bardziej że nasz prezydent podkreśla znaczenie tolerancji”, wyjaśnił lokalny poseł, Azer Bajramow. „Samowolne gromadzenie ludzi w kawiarniach i wspieranie nieznanych celów pod pretekstem świętowania języka macierzystego jest sprzeczne z prawem”. Pewnie: najpierw się żąda uznania bengalskiego, a potem kończy się to Bangladeszem. Niedoczekanie.

Roszczeniowi „kurdyjskojęzyczni”

Zagrożenie to znajduje zrozumienie w sąsiedniej Turcji, gdzie wiceprzewodniczący parlamentu po prostu wyłączał mikrofon tym posłom, którzy usiłowali, z okazji Dnia Języka Macierzystego, przemówić w swoim języku kurdyjskim – drugim po tureckim najbardziej rozpowszechnionym języku w kraju. Posłowie zresztą winni się cieszyć, że na tym się skończyło: wcześniej za takie ekscesy szło się do więzienia. Gdy w latach dziewięćdziesiątych zapytałem ówczesnego gubernatora Stambułu, generała Alego Kazakçioğlu, dlaczego nie wolno rozmawiać po kurdyjsku na ulicy, odpowiedział z namysłem, że na to można by nawet przystać, gdyby nie to, że „kurdyjskojęzyczni” zaczną wnet żądać gazet i radia w swoim języku – „a może nawet szkół!”, dodał, wyraźnie tą wizją wstrząśnięty. Jakimś wyjściem mogłoby być symultaniczne tłumaczenie wystąpień posłów na kurdyjski – ale tego języka w znakomitym zresztą serwisie językowym Medżlisu [jednoizbowego parlamentu Republiki Tureckiej – przyp. red.]. akurat nie ma. Nie ma też greckiego czy ormiańskiego – ale choć jest angielski, francuski i rosyjski, to wiadomo, że ekstremistów językowych to nie zadowoli.

Z kolei w Izraelu kilka lat temu status języka urzędowego odebrano arabskiemu, którym posługuje się co piąty mieszkaniec kraju. Językami państwowymi pozostały hebrajski i angielski. Miała powstać specjalna ustawa regulująca status języka arabskiego – nigdy jej nie uchwalono. Za to władze lokalne pewnej miejscowości w Galilei przyjęły, że skoro arabski nie jest już językiem państwowym, to mogą skasować dopłaty do dojazdu nielicznych arabskich dzieci do najbliższej arabskiej szkoły. Wybuchła awantura i dopłaty przywrócono – ale trudno nie przypuszczać, że samorząd trafnie odczytał intencje ustawodawcy.

Polskie języki tubylcze

Ukraińcy, którzy przybyli do Polski jako uchodźcy lub za pracą, w większości wypadków do kraju już nie powrócą. Będą za to, całkiem zasadnie, domagać się możliwości używania swego języka w samorządowych i państwowych instytucjach, co prawdopodobnie stanie się jednym z powodów utrudniania im otrzymania obywatelstwa. Przeciwnicy tego pomysłu mogą się powoływać na ich status migrantów – tyle tylko, że ukraiński, podobnie jak białoruski, niemiecki, litewski czy słowacki, o żydowskim już nie wspominając, to są w Polsce języki tubylcze, jak polski. Do zobaczenia kolejnego 21 lutego, na przykład w Sejmie.

I kto by przypuszczał, że zapyziałe UNESCO to po prostu organizacja wywrotowa?

 

* Zdjęcie wykorzystane jako ikona wpisu: Wikimedia.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 791

(10/2024)
6 marca 2024

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

 

TEMATY TYGODNIA

drukuj