Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > O uznawaniu dobra...

O uznawaniu dobra wspólnego za dobro niczyje

Tadeusz Ciecierski

Z dobrami wspólnymi związane są pewne zobowiązania – w szczególności obowiązek dbania o nie w stopniu takim, aby nienaruszona pozostała możliwość ich sprawiedliwego użycia. To łączy dobra wspólne tak różne od siebie, jak zasoby naturalne, uprawnienia obywatelskie lub polityczne czy też szeroko pojęte dobra kultury.

Gdy zastanowimy się nad tym, co łączy ze sobą różne rzeczy, które uznajemy za dobra wspólne, do głowy przyjdzie nam prawdopodobnie kilka mniej lub bardziej oczywistych obserwacji. Po pierwsze, zauważymy, że każde dobro wspólne jest zawsze dobrem dla jakiejś grupy lub wspólnoty i jako takie może nie być dobrem wspólnym dla innej grupy lub wspólnoty. Po drugie, że niezbywalną cechą dobra wspólnego jest to, iż może być ono użyte w sposób korzystny przez członków społeczności, dla której jest ono dobrem wspólnym. Po trzecie, po chwili namysłu dojdziemy do wniosku, że sposób wykorzystania dobra wspólnego nakłada na każdego z jego potencjalnych beneficjentów pewne ograniczenie dyktowane przez zasadę sprawiedliwości – korzystanie z dobra wspólnego nie powinno uniemożliwiać lub utrudniać korzystania z niego innym osobom, jeśli są tylko one do korzystania z tego dobra uprawnione.

Last but not least, z dobrami wspólnymi związane są także pewne zobowiązania – w szczególności obowiązek dbania o nie w stopniu takim, aby nienaruszona pozostała możliwość jego sprawiedliwego użycia. Wskazane cechy przysługują dobrom wspólnym tak różnym od siebie, jak zasoby naturalne, uprawnienia obywatelskie lub polityczne czy też szeroko pojęte dobra kultury. Wiadomo też nie od dziś, że jednym z najpoważniejszych oraz najbardziej palących problemów współczesności jest możliwość zachowania sprawiedliwej dystrybucji dóbr wspólnych, których zasoby są wyczerpywalne.

Nie aspirując do rozwiązania tego oraz podobnych arcytrudnych (oraz arcyistotnych) problemów, skupię się poniżej na innym zagadnieniu: pytaniu, o czym mianowicie świadczyć może to, że ktoś (niekiedy zaś większość) ignoruje dwie z ostatnich cech właściwych każdemu dobru wspólnemu – kwestionując tym samym zasadę sprawiedliwego dostępu do dobra wspólnego.

Sytuacje tego typu określę mianem wypadków uznawania dobra wspólnego za dobro niczyje. To właśnie z dobrami niczyimi nie wiążemy żadnej z dwóch wspominanych cech – nie oczekujemy na przykład, że z wystawionych przez kogoś na ulicę rzeczy (z kartką głoszącą: „do wzięcia za darmo”) wolno nam wziąć nie więcej niż kilka (zostawiając resztę innym), nie oczekuje się od nas także, iż mamy obowiązek o nie dbać (zabezpieczając je na przykład przed deszczem), tak aby mogli z nich skorzystać inni.

Gdy uznajemy dobro wspólne za dobro niczyje, świadczyć to może o jednej z dwóch rzeczy. Albo jesteśmy silni wewnętrznym przekonaniem, że jesteśmy ofiarą niesprawiedliwego dostępu do określonego dobra wspólnego, co daje nam prawo do egoistycznego jego wykorzystania. Albo o absolutnym braku zdolności do myślenia w kategoriach korzyści (oraz uprawień) innych niż nasze własne lub najbliższej nam grupy.

Jeśli mamy do czynienia z pierwszą sytuacją, a poczucie krzywdy jest uzasadnione, opisane nastawienie i zachowanie można zrozumieć (nie znaczy to, że należy je pochwalać – chodzi jedynie o to, że jego występowanie nie świadczy o niepokojącym stanie świadomości społecznej lub obywatelskiej osoby, która ignoruje zasadę sprawiedliwości). Wyobraźmy sobie, na przykład, że okazało się, iż jakaś osoba niepełnosprawna z powodu brak koniecznych udogodnień przez lata nie mogła korzystać aktywnie z czynnego prawa wyborczego. Wyobraźmy sobie też, że znajduje ona nagle jakiś sposób na to, by jednorazowo zwiększyć wagę swojego głosu (zmniejszając tym samym wagę głosu osób innych)* oraz postanowiła w ramach rekompensaty sposób ten wprowadzić w życie.

Moglibyśmy osobę tę oczywiście napiętnować za niewłaściwe postępowanie, ale w żadnym razie, jak się zdaje, nie mielibyśmy podstawy uznawać, że świadczy ono o poważnej dysfunkcji świadomości obywatelskiej. Inaczej sprawy mają się oczywiście w wypadku drugim: gdyby jakaś hipotetyczna osoba, znalazła sposób na zwiększenie wagi swojego głosu oraz sposób ten postanowiła wykorzystać wyłącznie dla realizacji własnych korzyści, wówczas mielibyśmy pełne podstawy do tego, by uznać, iż świadomość obywatelska tej osoby albo w ogóle nie funkcjonuje, albo iż funkcjonuje w sposób wadliwy.

Nie podejmuję się oceniania, jak często i kiedy w Polsce mamy do czynienia z sytuacjami pierwszego lub drugiego typu. Prowadzone w sposób niesystematyczny obserwacje skłaniałyby mnie do wniosku, że nasza świadomość obywatelska nie funkcjonuje najlepiej.

Jeśli mam w tej sprawie rację, powstaje kolejne pytanie: co jest przyczyną tego stanu rzeczy. Tu i ówdzie słyszy się wyjaśnienia historyczne odwołujące się do roszczeniowej postawy ukształtowanej przez komunizm, postawy tak pięknie odmalowanej np. w filmach Stanisława Barei. Być może jest tu coś na rzeczy. Interesujące jest jednak to, że zupełnie nie zauważa się, iż zasada agresywnego i praktycznie nieograniczonego egoizmu jest podstawową etyczną zasadą współczesnego liberalizmu ekonomicznego, a więc tradycji myślowej, której nie kojarzymy w żadnym razie z mentalnością przysłowiowego homo sovieticus.

Co prawda nie sądzę, abyśmy mieli podstawy, by wątpić w trafność opinii Adama Smitha, iż „mając na celu swój własny interes, człowiek często popiera interesy społeczeństwa skuteczniej niż wtedy, gdy zamierza służyć im rzeczywiście”. Nie powinniśmy jednak zapominać o tym, iż często nie znaczy zawsze. Tam, gdzie chodzi o dobro wspólne, obowiązuje bowiem najprawdopodobniej zasada zgoła przeciwna: realizując wyłącznie własny interes, człowiek nigdy nie popiera interesów społeczeństwa, którego jest częścią.

 

* To, w jaki sposób byłoby to możliwe, nie ma tu znaczenia: Czytelnik może puścić tu wodze fantazji.

SKOMENTUJ

Nr 208

(0/2013)
1 stycznia 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail