Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > GŁAŻEWSKI: Wszelkie prawa...

GŁAŻEWSKI: Wszelkie prawa zastrzelone. O „Psach Stalina” Nikity Pietrowa

Jacek Głażewski

Wszelkie prawa zastrzelone

Czytaj?c_G?a?ewskiCmentarz Doński leży w południowej części Moskwy, kilkaset metrów od Prospektu Lenina. Starsza część nekropolii została założona jeszcze w XVIII wieku, początkowo jako miejsce pochówku arystokracji z rodów Golicynów, Wołkońskich, Trubickich, potem zaś wybitnych przedstawicieli świata nauki, sztuki, polityki. Pochowani tu są m.in. Nikołaj Niekrasow, Piotr Czaadajew, Anton Denikin, Aleksandr Sołżenicyn. Niedaleko najstarszej części położony jest tzw. Nowy Cmentarz, ufundowany na początku ubiegłego stulecia. W jednej z cerkwi ulokowanych na jego terenie znajdowało się pierwsze moskiewskie krematorium z okresu sowieckiego. To tutaj palono zwłoki ludzi, którzy zostali zamordowani przez stalinowskich oprawców. Paradoksem historii jest zatem fakt, że na tym samym cmentarzu leżą ofiary i ich mordercy – najwięksi zbrodniarze komunistycznego reżymu, funkcjonariusze radzieckiej służby bezpieczeństwa.

Widzieć, słyszeć, rozumieć

Nie jest prawdą, że czytelnicy nie chcą być pouczani przez pisarzy. Co więcej, bardzo często sięgają po literaturę właśnie po to, by otrzymać lekcję. Czyta się przecież nie tylko dla rozrywki. Lektura bywa również formą poszukiwań, prowadzi ku ważnym pytaniom, służy rozpoznawaniu samego siebie w splątanym gąszczu zastanego świata lub skomplikowanym układzie jego dziejów.

Stąd też twórcom, którzy pragną umieścić swą refleksję w ciągu tradycji piśmiennictwa zaangażowanego, towarzyszy obawa o to, czy nie ocierają się w swych refleksjach o natarczywość lub banał, który za moment spowoduje, iż książka, będąca rezultatem namysłu, wyląduje na niskiej półce – takiej, do której sięga się rzadko, ponieważ by wydostać stamtąd kolejne tomy, należałoby się pokornie schylić, a przecież pokora nie jest ulubioną cnotą epoki ponowoczesnej.

Pisarze próbują zatem uciszyć ów lęk, sięgając po rozmaite środki artystyczne lub edytorskie. Czasem takim buforem bezpieczeństwa przed moralizatorstwem jest ironia, czasem zaś wystudiowana powaga, wskazująca na doniosłość intelektualnego zamierzenia. Historycy znajdują się w nieco odmiennej sytuacji, ponieważ najskuteczniejszą formą ochrony przed wskazanym wyżej niebezpieczeństwem jest szczegółowe zakotwiczenie refleksji w materiałach źródłowych. Szkopuł w tym, że nie wszystkie archiwa są dostępne. W wypadku badań nad zbrodniami stalinowskimi uczeni są często największymi wrogami archiwistów. Trudno im jest więc „widzieć, słyszeć i rozumieć”. Czasami jednak się to udaje.

Długi fartuch ze skóry

Nikita Wasiljewicz Pietrow, autor „Psów Stalina” – w oryginale książka nosi tytuł „Oprawcy” (Палачи) – to rosyjski historyk, obrońca praw człowieka i wieloletni działacz Stowarzyszenia „Memoriał”, które zajmuje się właśnie dokumentowaniem zbrodni komunistycznych w Związku Sowieckim, „zbiera materiały, które w sumie składają się na gigantyczne uzupełnienie «Archipelagu GUŁag» [Sołżenicyna]” [1].

Książka Pietrowa jest znakomitym przykładem solidnie udokumentowanego studium, które – nie stroniąc od emocjonalnych reakcji i ocen – przynosi wgląd w mechanizmy sprawowania władzy w stalinowskiej Rosji. Władzy, którą cechowały bezwzględność, okrucieństwo i świadoma, mordercza praktyka bezprawia. Władzy, której zbrodnie stały się wzorcem dla wszelakiej maści dyktatur i reżymów, a które właściwie nigdy nie zostały osądzone. O tej ponurej strategii samonapędzającego się zła pisał przed laty Borys Łewycki:

„Kto nie chce pojąć, że Stalin był super-Machiavellim, ten nie będzie nigdy w stanie zrozumieć oficjalnych dokumentów dotyczących okresu jeżowszczyzny. Podczas gdy terror szalał w całym Związku Sowieckim i tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy komunistów ginęły podczas czystek, Stalin przygotowywał nowy etap. […] nie zamierzał jeszcze kończyć nocy św. Bartłomieja, która zapadła nad Związkiem Sowieckim” [2].

Brak postępowania sądowego wobec komunistycznych decydentów sprawił, że przez całe dziesięciolecia zbrodnie sowieckiego aparatu bezpieczeństwa pozbawione były konkretnych rysów. Wspominano wprawdzie o „błędach i wypaczeniach”, a nawet zwyrodnieniach systemu, nikt jednak nie dopominał się o ujawnienie nazwisk konkretnych urzędników, prokuratorów, śledczych średniego oraz niskiego szczebla, a zatem tych, dzięki którym młyńskie kamienie stalinowskiej machiny działały z morderczą konsekwencją.

Nie istnieje zbrodnia bez zbrodniarza. Nawet najbardziej bestialskie plany tyranów muszą znaleźć swych orędowników i wykonawców. Można wręcz stwierdzić, że im sztywniejsza hierarchia, tym zapał wykonawców zbrodni staje się gorętszy. We wstępie do swej książki Nikita Pietrow podkreślał:

„We wszystkich represjach wyraźnie widać wolę Stalina. Dyktator wykazał się nadzwyczajnym talentem w tworzeniu silnego zespołu wirtuozów tortur. I osobiście dyrygował – kogo, kiedy i jak torturować” (s. 11).

Z tego samego powodu książka jest też – między wierszami – portretem samego Stalina. Jego obsesji, fobii, ordynarnego prostactwa i przemyślnego sprytu politycznego. Nade wszystko jednak sadystycznego zadowolenia z cierpień innych ludzi.

W studium Nikity Pietrowa znalazło się dwadzieścia rozpraw poświęconych instytucjonalnym karierom najbrutalniejszych wykonawców woli tyrana. Większość tych odrażających postaci nie jest powszechnie znana. Dzięki wysiłkom badawczym rosyjskiego historyka zbrodnie okresu stalinowskiego przestają być anonimowe, poznajemy twarze oprawców: Wiktora Abakumowa, Wsiewołoda Mierkułowa, Lwa Włodzimirskiego, Borysa Rodosa, Michaiła Riumina, Michaiła Malcewa, braci Bogdana i Amajaka Kobułowych oraz Wasilija Błochina. Ten ostatni wsławił się nadzorem nad egzekucjami polskich jeńców z Ostaszkowa:

„Procedura rozstrzeliwań była opracowana do najdrobniejszych szczegółów. Jeńców wojennych […] najpierw umieszczano w celach więziennych. Następnie pojedynczo wyprowadzano, pytano – by móc zidentyfikować – o nazwisko, imię, rok urodzenia, po czym zakuwano w kajdanki i eskortowano do piwnicy, gdzie w specjalnym dźwiękoszczelnym pomieszczeniu zabijano strzałem w tył głowy. Przed egzekucją Błochin wkładał specjalne ubranie: brązową skórzaną czapkę, długi fartuch ze skóry i długie aż za łokcie rękawice (jak u rzeźnika). Błochin spędził w Kalininie miesiąc, w ciągu którego rozstrzelano 6311 polskich jeńców z obozu w Ostaszkowie” (s. 252).

Troska sowieckiego aparatu bezpieczeństwa o zachowanie wszelakich pozorów postępowania procesowego przy egzekucjach będzie się powtarzać w następnych dziesięcioleciach, także poza granicami ZSRR. Fałszerstwo legalizmu stanie się jedną z masek systemu wspartego na obłudzie, kłamstwie i zbrodni.

Gorzkie studium zbrodni

W przedmowie do pierwszej po przemianach politycznych 1989 roku edycji „Innego świata” redaktor paryskiej „Kultury” zaznaczał, że dzieło Gustawa Herlinga-Grudzińskiego – ze względu na umiejętność artystycznego przefiltrowania egzystencjalnego doświadczenia i cierpienia – jest rodzajem testamentu duchowego dziedzictwa ludzkości:

„Książka Herlinga posiada właśnie te rzadkie zalety. Opis faktów jest w niej prosty, trzeźwy i kryształowo czysty; napięcie uczuciowe tym intensywniejsze, im bardziej kontrolowane i trzymane na uwięzi. Mimo wszystkich potworności, o których opowiada, jest to książka pełna litości i nadziei” [3].

W studium Nikity Pietrowa – z powodu wszystkich potworności, o których autor opowiada – nie ma miejsca na litość i nadzieję. Nawet perspektywa przekonującego pod względem źródłowym i analitycznym opisu wynaturzeń stalinizmu, stanu tego nie zmieni. Ta lekcja jest zarazem gorzka i pełna tragizmu.

Przypisy: 

[1] P. Mitzner, „Opowieść z roku 1992 z najniezbędniejszymi uzupełnieniami” [w:] idem, „Droga do Rosji”, Warszawa 2012, s. 38.
[2] B. Łewycki, „Terror i rewolucja”, przeł. A. Palicki, Warszawa [b.r.], s. 126.
[3] [J. Giedroyc], „Od wydawcy” [w:] G. Herling-Grudziński, „Inny świat. Zapiski sowieckie”, Paryż 1989, s. 9.

Książka: 

Nikita Pietrow, „Psy Stalina”, przeł. Justyna Prus-Wojciechowska, Katarzyna Syska, Wydawnictwo Demart, Warszawa 2012.

* Jacek Głażewski, historyk literatury, krytyk, tłumacz. Pracuje w Instytucie Literatury Polskiej UW oraz w Fundacji Centrum im. Profesora Bronisława Geremka.

„Kultura Liberalna” nr 227 (20/2013) z 14 maja 2013 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 227

(19/2013)
14 maja 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj