Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Rzeczywiste wirusy kontra...

Rzeczywiste wirusy kontra wirus paniki. Trzy książki o ruchu antyszczepionkowym

Emilia Kaczmarek

Wynalezienie skutecznej szczepionki na koronawirusa to dopiero część sukcesu – trzeba jeszcze przekonać ludzi, żeby chcieli się zaszczepić. O ruchu antyszczepionkowym i książkach Setha Mnookina, Łukasza Lamży oraz Marcina Rotkiewicza pisze Emilia Kaczmarek.

W 2010 roku w Polsce, mniej niż 5 tysięcy osób uchyliło się od obowiązku szczepienia swoich dzieci, w 2019 takich osób było już prawie 50 tysięcy. W tym roku, w wielu krajach, z powodu pandemii covid-19 na kilka miesięcy wstrzymano obowiązkowe szczepienia. UNICEF alarmuje, że ponad 100 milionów dzieci na świecie może z tego powodu nie zostać zaszczepionych na odrę. W kwietniu tego roku w Pakistanie prawie 40 milionów dzieci nie otrzymało swojej dawki szczepionki na polio, co jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ w kraju tym choroba ta nadal występuje.

Trwa naukowy wyścig o wynalezienie szczepionki na covid-19, a jednocześnie już szerzą się teorie spiskowe na jej temat. Wynalezienie skutecznej szczepionki na koronawirusa to dopiero część sukcesu – trzeba jeszcze przekonać ludzi, żeby chcieli się zaszczepić.

Jak nie rozmawiać, czyli co działa, a co nie działa w obronie szczepionek?

W ostatnich latach fenomen ruchu antyszczepionkowego analizowano w wielu publikacjach. W tym tekście odniosę się do trzech popularnonaukowych książek wydanych w Polsce: „Wirusa paniki” Setha Mnookina, „Światów równoległych” Łukasza Lamży oraz „W królestwie monszatana” Marcina Rotkiewicza.

W każdej z tych książek znajdziemy opisy różnych nieskutecznych metod przekonywania osób, które wyrażają wątpliwości lub sprzeciw wobec szczepienia swoich dzieci. Warto je poznać, by nie powtarzać tych samych błędów.

Złym rozwiązaniem jest zapraszanie do mediów „ekspertów” obu stron sporu w formie „jeden na jeden”, tworzące wrażenie fałszywej symetrii i braku konsensusu w świecie nauki na temat szczepionek. Jeszcze gorsze jest prowadzanie dyskusji w modelu konfrontacji rodzica chorego dziecka, który wierzy, że jego nieszczęście wywołała szczepionka, z naukowcem, który broni szczepionek. Ten ostatni, powołując się na publikacje naukowe i statystyki, często wypada mniej przekonująco niż rodzic, który opowiada o osobistych doświadczeniach, a jego historia wywołuje współczucie u wielu widzów, skutecznie siejąc ziarno niepokoju nawet u osób wcześniej ufających medycynie. Cierpiące dziecko przemawia do wyobraźni bardziej niż anonimowe liczby, nawet największe i najprawdziwsze – to truizm, z którego jednak eksperci od zdrowia publicznego i dziennikarze powinni wyciągnąć wnioski. Dlatego dobrym rozwiązaniem, obok rzetelnej naukowej argumentacji, jest wsłuchiwanie się w historie rodziców, których dzieci ucierpiały z powodu chorób, na które nie mogły lub nie zdążyły być zaszczepione. Takie przerażające historie poznajemy też w „Wirusie paniki”. Pozwalają one nadać ryzyku związanemu z nieszczepieniem konkretną twarz, czynią je realnym, a nie czysto hipotetycznym.

Słabo działają rady w stylu „zamiast czytać bzdury w internecie, spytaj swojego lekarza”, w systemie, w którym ci, często przepracowani lekarz lub lekarka mogą nie mieć czasu na spokojne wyjaśnienie wszystkich wątpliwości zaniepokojonych rodziców, a bywa nawet, że zareagują irytacją na pytania inspirowane przez „doktora Google’a”. Także świeżo upieczeni i wiecznie niewyspani rodzice – a przecież część szczepionek podaje się w pierwszych dniach i miesiącach życia dziecka – mogą nie być w najlepszej kondycji psychicznej do spokojnej analizy danych statystycznych. Dlatego Seth Mnookin słusznie zauważa, że to w szkołach rodzenia i w trakcie opieki przedporodowej powinna odbywać się rzetelna edukacja rodziców na temat szczepień. To wtedy powinni spotkać się z osobą przygotowaną (i naukowo, i komunikacyjnie) do tego, by odpowiedzieć na wszystkie pytania i rozwiać ich wątpliwości.

Nie działa także używanie epitetów typu „oszołomy”, „średniowiecze”, odmawianie rozmówcom jakiejkolwiek racjonalności, przypisywanie im złych intencji i wrzucanie wszystkich do jednego worka. Jak słusznie zauważa Łukasz Lamża, tak zwany ruch antyszczepionkowy nie jest jednorodny, a część jego przedstawicieli nie identyfikuje się z tym określeniem. Inaczej powinna wyglądać rozmowa z człowiekiem, który neguje zasadność szczepionek w ogóle, ponieważ uważa, że naturalna odporność dziecka i czosnek są w stanie pokonać każdego wirusa, a inaczej z kimś, kto przeczytał ulotkę konkretnej szczepionki i przestraszył się tego, co jest w niej napisane.

Nie działa także ograniczanie się do argumentów z autorytetu, powoływanie się wyłącznie na renomę naukowych instytucji i oczekiwanie ślepej wiary w ich nieomylność. Lepszą taktyką wydaje się zbijanie konkretnych argumentów antyszczepionkowców, w stylu: jeśli to tiomersal miał wywoływać autyzm, to dlaczego w krajach, w których wycofano ten środek konserwujący ze szczepionek, liczba diagnoz autyzmu rosła, a nie malała? Czy faktycznie człowiek (Andrew Wakefield), który płacił dzieciom 5 funtów, żeby móc pobrać od nich krew na przyjęciu urodzinowym swojego synka, podał nieprawdziwe dane w artykule naukowym oraz zarabiał na wykonywaniu inwazyjnych i nieuzasadnionych medycznie badań u dzieci – wydaje się osobą godną zaufania? Oczywiście tego typu argumenty nie przekonają wszystkich. Możemy dotrzeć do ściany i usłyszeć, że wszystkie oficjalne źródła kłamią, że wszystko jest dokładnie na odwrót, niż mówią eksperci.

Nie da się też zaprzeczyć, że bywamy skazani na argument z autorytetu. Nikt nie jest dziś w stanie zgłębić specjalistycznej wiedzy naukowej w każdej dziedzinie. Poznawcza skromność („nie znam się na tym”) i zaufanie do nauki („skoro większość renomowanych instytucji naukowych zgadza się na ten temat, to pewnie mają rację”; „skoro tak mówią metaanalizy, to pewnie tak jest”) mogą być najbardziej racjonalnym wyjściem. W dyskusji z poszukiwaczem prawdy na własną rękę argumenty tego typu mogą jednak nie wystarczyć.

Co kryje się w lęku przed szczepionkami?

W każdej z trzech książek znajdziemy też różne propozycje wyjaśnień rosnącej popularności ruchu antyszczepionkowego.

Lamża i Mnookin wskazują na przyczyny psychologiczne związane z odczuwaniem realności ryzyka. Szczepionki padają ofiarą własnej skuteczności, im mniej osób spotyka się w swoim otoczeniu na przykład z ciężkimi powikłaniami po odrze, tym bardziej choroba ta wydaje się czysto hipotetycznym zagrożeniem. Z kolei ewentualne niepożądane odczyny poszczepienne wydają się groźne tu i teraz. Rodzice chcą chronić swoje dzieci przed zagrożeniem i trzeba ich przekonać, że ryzyko związane z zaprzestaniem szczepień przewyższa ryzyko związane z NOP-ami.

Rotkiewicz z kolei zwraca uwagę na obawy przed przekraczaniem naturalnego porządku, lęk przed mieszaniem gatunków czy organizmów. W wielu narracjach dotyczących medycyny „naturalnej” czy naturalnej odporności (ale także żywności organicznej czy GMO) można spotkać się z pewną wizją pierwotnej czystości, która może zostać naruszona poprzez przekraczanie granic, zanieczyszczenie. Na te intuicje nakłada się założenie, że wszystkie firmy farmaceutyczne mają niecne intencje, są „nieczyste” ponieważ działają dla zysku.

Ważnym wątkiem są także przekonania polityczne i moralne rodziców, przywiązanie do libertariańskich wartości, wrogość wobec jakiejkolwiek kontroli ze strony państwa, w tym poczucie, że obowiązek szczepień to nadmierne naruszenie wolności i „władzy” rodzicielskiej. Mnookin wskazuje także na niechęć do narażania swojego dziecka nawet na minimalne ryzyko w imię solidarności z innymi – co bywa częstą reakcją na argumenty z odporności stadnej.

W walce o szczepionki nie pomagają także realne niedoskonałości systemu ochrony zdrowia – paternalistyczne traktowanie pacjentów, trudności z uzyskaniem pełni informacji, wreszcie niedopatrzenia lub wręcz skandale w świecie medycyny, kończące się z wycofywaniem z rynku danej partii szczepionek czy leku. Wszystkie te ułomności systemu napędzają nieufność, która czasem przeradza się w totalną podejrzliwość wobec wszelkich oficjalnych źródeł naukowych czy instytucji zdrowia publicznego. Totalną podejrzliwość nakręca jeszcze typowa logika myślenia spiskowego, zgodnie z którą podmiotem, który kontroluje daną sytuację jest zawsze ten, któremu dany obrót wypadków „się opłacał”, nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko da się wyjaśnić odwołaniem do ukrytych motywów i interesów.

Jak rozpoznać podejrzane źródło?

Informacje na temat szczepionek można znaleźć w wielu książkach, artykułach, filmach, stronach internetowych i podcastach. Jak rozpoznać podejrzane źródło?

Zwróć uwagę na to, jak duży musiałby być zakres zmowy, aby dana narracja mogła być prawdziwa. Globalna konspiracja, która wymagałaby utrzymania tajemnicy oraz współpracy rządów wielu krajów, naukowców wszystkich lub większości światowych uczelni i związanych ze zdrowiem instytucji oraz konkurujących ze sobą firm farmaceutycznych – jest wyjątkowo mało prawdopodobna. Właśnie tego typu narracje pojawiają się ostatnio w teoriach spiskowych na temat szczepionek na covid-19.

Zobacz, czy w danym materiale podawane są źródła danych na temat szczepionek. Jeśli nie, utrudnia to ich weryfikację. Jeśli tak, oceń, jakie są to źródła. Najbardziej godne zaufania są recenzowane artykuły naukowe opublikowane w renomowanych czasopismach. Niestety nie każde czasopismo, które nazywa się naukowym, jest godne zaufania – zdarzają się i takie, które nie prowadzą rzetelnego procesu anonimowej recenzji i opublikują prawie wszystko za odpowiednią opłatą. Warto też zwrócić uwagę na charakter i zakres badań, o których czytamy – czy jest to opis kilku przypadków, czy może metaanaliza, wyciągająca wnioski ze wszystkich artykułów naukowych opublikowanych dotąd na dany temat? [O tym, czym jest hierarchia dowodów naukowych pisze także Łukasz Lamża w rozdziale 11]. Warto też sprawdzić, czy cytowany artykuł faktycznie potwierdza tezy przywoływane przez antyszczepionkowców. W dyskusjach na temat szczepionek często można spotkać się z nadinterpretacją lub błędnym odczytaniem wyników badań. I tak, jak pokazuje Mnookin, konkluzja raportu amerykańskich Ośrodków Kontroli i Prewencji Chorób, w którym wykazano brak jakichkolwiek dowodów na szkodliwe działanie tiomersalu w szczepionkach, została niesłusznie odczytana jako niemożność potwierdzenia ani obalenia tezy o szkodliwości tiomersalu.

Uważaj na obietnice cudownych terapii i jednostronne narracje, w których nie ma miejsca na wątpliwości. Prawdziwa medycyna bywa bezradna, a nauka często mówi o prawdopodobieństwie, rzadziej o absolutnej pewności (choć jednocześnie nie mamy lepszej metody poznawania świata i leczenia ludzi). Zdarza się, że czegoś nie wiadomo, testowane są różne hipotezy. Tymczasem strony poświęcone „medycynie alternatywnej” często pełne są osobistych i spektakularnych opowieści o ozdrowieniach lub przerażających historii o zabójczych skutkach szczepienia, które z jakiegoś powodu są ukrywane przez światowe media. To, że promowane alternatywne metody, rzekomo od lat stosowane z wielkimi sukcesami, nie zostały oficjalnie uznane, bywa tłumaczone albo globalnym spiskiem firm farmaceutycznych, albo niezgodą twórcy na ich przetestowanie w badaniach klinicznych – uznanych przez niego za nieetyczne, ponieważ część pacjentów dostanie placebo zamiast rzekomo cudownej terapii. Oba te tłumaczenia są absurdalne. Jeśli dana terapia jest tak skuteczna, to z pewnością pojawiłby się podmiot chcący na niej legalnie zarobić (znachorstwo jest karalne!), a potwierdzenie skuteczności danej substancji w badaniach klinicznych pozwoliłoby na jej  rejestrację i stosowanie na całym świecie. Placebo używane jest głównie w badaniach nad chorobami, na które nie ma jak dotąd żadnego lekarstwa, w przypadku innych chorób nowy lek porównywany jest ze standardowym leczeniem.

Zwróć uwagę na brak konsekwencji. Jak zauważa Lamża, pseudonaukowe ruchy często jednocześnie dyskredytują renomowane naukowe instytucje, a zarazem powołują się na autorytet tytułów naukowych tych kilku doktorów lub profesorów, którzy wspierają daną alternatywną teorię. Mnookin z kolei zwraca uwagę na intrygujący brak konsekwencji wielu przedstawicieli ruchu antyszczepionkowego, którzy radykalnie zmieniali zdanie na temat tego, co dokładnie powoduje autyzm w szczepionkach, dostosowując swoje teorie do zmian składu tych produktów [!].

Wreszcie, zwróć uwagę na konflikty interesów. Strony dyskredytujące współczesną medycynę często polecają lub oferują odpłatnie produkty i usługi tak zwanej „medycyny alternatywnej”. Także wspomniany wcześniej Andrew Wakefield prowadził swoje „badania” w ramach wspierania pozwu zbiorowego grupy rodziców w sprawie, w której sam miał finansowy interes – złożył wniosek o patent na alternatywną szczepionkę przeciwko odrze. Oczywiście fakt, że konflikt interesów występuje, nie świadczy jeszcze o tym, że dane źródło jest zupełnie niegodne zaufania. Lekarze zarabiają na leczeniu chorych, ale to nie dowodzi, iż ich potajemnie trują, po to by nigdy nie wyzdrowieli. Ujawnianie i zarządzanie konfliktami interesów, dążenie do oddzielenia wiedzy naukowej od aktywności marketingowej różnych podmiotów zarabiających na leczeniu oraz zapewnienie maksymalnej rzetelności i bezstronności oficjalnym wytycznym medycznym – to realne problemy, z którymi systemowo mierzą się dziś różne instytucje naukowe (więcej o konfliktach interesów w medycynie piszę w książce „Gorzka pigułka. Etyka i biopolityka w branży farmaceutycznej”). W świecie „medycyny alternatywnej” i pseudonauki nie brakuje osób zarabiających na cudzym nieszczęściu. Jednocześnie w świecie tym nikt konfliktów interesów nie nadzoruje.

Kilka słów o trzech książkach na koniec

„Sprzeczne decyzje lokalnych organów władzy potęgowały chaos i panikę. Jedni urzędnicy kazali zarażonym […] nie opuszczać domu, drudzy zaś niezwłocznie zgłosić się do szpitala. W niektórych dzielnicach miasta obowiązywała kwarantanna […]. Niebawem sąsiednie miasta zamknęły drzwi przed mieszkańcami Nowego Jorku. […] Gdy liczba zgonów zbliżyła się do czterystu tygodniowo, a znaczne obszary miasta znajdowały się na skraju anarchii, Policja Miasta Nowy Jork dokooptowała do pomocy «ochotniczą straż obywatelską», w sile dwudziestu jeden tysięcy mężczyzn, nadając im uprawnienia do patrolowania ulic i wdzierania się do domów w celu zapobieżenia przypadkom łamania przepisów sanitarnych […]. Pojawiły się rozmaite teorie spiskowe”.

To nie opis wydarzeń ostatnich miesięcy w Stanach Zjednoczonych, lecz fragment „Wirusa paniki” [s. 54–55] obrazujący epidemię polio, która uderzyła w Nowy Jork w 1916 roku. Seth Mnookin rekonstruuje dzieje szczepionek oraz obaw z nimi związanych, skupiając się przede wszystkim na teorii – naukowo obalonej, lecz nadal popularnej „w sieci” – dotyczącej powiązania szczepionek z autyzmem. Mnookin prezentuje sylwetki osób i organizacji odpowiedzialnych za jej propagowanie, pokazuje, w jaki sposób goniące za sensacją media oraz niektórzy politycy przyczynili się do siania „wirusa paniki”, a w efekcie do znaczącego spadku liczby szczepień w Stanach Zjednoczonych.

Książce dobrze zrobiłby końcowy rozdział obalający najważniejsze mity na temat szczepionek, ponieważ kluczowe argumenty gubią się w 300-stronicowej historii ruchu antyszczepionkowego. Zniechęcające są także fragmenty, w których Mnookin pisze w takim tonie, jakby oburzała go sama myśl o tym, że matki bez medycznego wykształcenia ośmielają się próbować zrozumieć artykuły naukowe.

Nieco bardziej empatyczny wobec osób obawiających się szczepienia swoich dzieci (choć jednocześnie obalający te obawy) wydaje się Łukasz Lamża, który antyszczepionkowcom poświęcił pierwszy rozdział książki „Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze”. Lamża w lekkiej, ale pełnej przykładów formie polemizuje z wybraną grupą dziwacznych teorii, z których część dotyczy tak zwanej „medycyny alternatywnej”. Co ciekawe, w różnych recenzjach tej książki autorowi zarzucano i zbyt drwiącą, i za mało krytyczną postawę wobec pseudonauki.

 

Z kolei Marcin Rotkiewicz poświęcił szczepionkom krótki rozdział pod koniec swojej książki „W królestwie monszatana”, w którym wskazuje także na rodzime wątki w ruchu antyszczepionkowym, związane, co smutne, z Uniwersytetem Medycznym w Białymstoku. Podtytuł książki – „GMO, gluten i szczepionki” – może być nieco mylący, ponieważ zdecydowanie dominują w niej treści poświęcone żywności genetycznie modyfikowanej. Rotkiewicz przekonująco argumentuje dlaczego etykietki typu „bez GMO”, tak często dziś spotykane na wielu produktach, powinny nas raczej poważnie martwić niż cieszyć. Ale to temat zasługujący na osobny tekst.

 

Książki:

Łukasz Lamża, „Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze”, Wyd. Czarne, Wołowiec 2020.

Seth Mnookin, „Wirus paniki. Historia kontrowersji wokół szczepionek i autyzmu”, Wyd. Czarne, Wołowiec 2019.

Marcin Rotkiewicz, „W królestwie monszatana. GMO, gluten i szczepionki”, Wyd. Czarne, Wołowiec 2017.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 598

(28/2020)
23 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj