Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Lokalne inspiracje. Trzy...

Lokalne inspiracje. Trzy niesztampowe książki o Polsce dla najmłodszych [KL dzieciom]

Krzysztof Rybak

Koniec roku szkolnego zbliża się nieubłaganie, a plany wakacyjne pokrzyżowała pandemia koronawirusa? Dzięki tym książkom dla najmłodszych wakacje w Polsce można spędzić w oryginalny sposób, czasem nawet nie wychodząc z domu.

„Od mikmaka do zazuli” Michała Rusinka z ilustracjami Joanny Rusinek

W pierwszej kolejności zachęcam do sięgnięcia po wydaną kilka miesięcy temu książkę Michała Rusinka, który zabiera czytelników w językową podróż po Polsce. „Od mikmaka do zazuli. Atlas regionalizmów dla dzieci” to świetnie przemyślana publikacja ukazująca wiele okolic naszego kraju, ale też okazja do osłuchania się z różnymi – jak pisze wydawca – „tajemniczymi słowami”, jak klafciarz (Bory Tucholskie), stolem (Kaszuby), byśki (Kurpie) czy dziandziar (Pysznica). Niezależnie od tego, skąd pochodzi czytelnik, z kart wspaniale zilustrowanego przez Joannę Rusinek atlasu dowie się wielu ciekawych, podanych w lekkiej, Rusinkowej formie, faktów o historii i kulturze wielkich metropolii i mniejszych miejscowości. W tym nurcie Rusinek zachęca choćby do odwiedzin Szczebrzeszyna (gdzie też używa się niespotykanych nigdzie indziej słów, takich jak nawidziadło), zwłaszcza w czasie Festiwalu Stolica Języka Polskiego.

To właśnie decentralizację uznaję za największy atut tej książki i dwóch kolejnych omawianych tu tytułów. Wydaje się bowiem, że na rynku dostępnych jest wiele informacyjnych publikacji dla niedorosłych traktujących o tematach uniwersalnych – takich jak zwierzęta, rośliny czy kosmos – i choć część autorów zdecydowanie podkreśla lokalność swoich utworów (świetnym przykładem jest twórczość Tomasza Samojlika związana z Puszczą Białowieską), to zwykle dotyczy to tematów „standardowych”, podobnie jak bohaterowie literatury pięknej posługują się standardowym językiem polskim. „Od mikmaka do zazuli” Rusinka jest na tę uniwersalność świetną odtrutką, pozwala bowiem czytelnikowi zastanowić się nie tylko nad bogactwem i różnorodnością dialektów i gwar języka polskiego, ale też nad pozycją „prowincji”, „Polski powiatowej” czy też „warszawocentryzmu” (mimo wszystko w atlasie nie zabrakło gwary warszawskiej) w głównym nurcie literatury dla dzieci.

„Dobra robota” Elżbiety Pałasz z rysunkami Joanny Czaplewskiej

W podobny sposób odczytuję książkę Elżbiety Pałasz „Dobra robota. Ceramik, opiekunka fok i inne ciekawe zawody” zilustrowaną przez Joannę Czaplewską. To jedna z najciekawszych pozycji informacyjnych dla dzieci wydanych w zeszłym roku. Bez zadęcia i przesadnie ozdobnej formy (cecha wielu albumowych książek nonfiction) autorki oferują czytelnikom serię wywiadów z pomorskimi lokalsami, w tym budowniczym statków Józefem Burchardtem, biologiem morza Aleksandrą Zgrundo, panią pilot odrzutowca Katarzyną Tomiak-Siemieniewicz (jak się okazuje, nie tylko Urszula Brzezińska-Hołownia to potrafi!) i nauczycielką kaszubskiego Wandą Lew-Kiedrowską. Bardziej postępowych czytelników, do których się zaliczam, może razić niechęć autorki do używania form żeńskich, choć jej źródłem są chyba wypowiedzi bohaterek: „Jestem biologiem morza, czyli naukowcem, który bada organizmy żyjące w morzach” [s. 44]. Poza tym drobnym zgrzytem książka zawiera nie tylko krótkie i bardzo ciekawe rozmowy z osobami związanymi z Pomorzem, ale też pełnostronicowe obrazy codziennej pracy uzupełnione krótkimi objaśnieniami.

Poza silnym zaakcentowaniem pomorskiego charakteru rozmówców i zawodów, w przeważającej większości związanych z morzem, „Dobra robota” świetnie wykorzystuje formę informacyjnej książki obrazkowej, wywiady uzupełniają bowiem szczegółowe ilustracje ukazujące rozmówcę w akcji. Na rozkładówkach zobaczyć można pracownię jubilerską (Alina Filimoniuk), warsztat ceramiczny (Karol Elias Necel) czy ekologiczną farmę (Ian Weiss), a dbałość o detale i realistyczna konwencja pozwalają zapoznać się z podstawowymi narzędziami pracy i czynnościami, które każdy z bohaterów wykonuje na co dzień. Poza zachętą do odwiedzenia opisanych miejsc na Pomorzu, takich jak stocznia czy fokarium, „Dobra robota” stanowi ponadto świetną przeciwwagę dla prezentacji stereotypowych zawodów, takich jak lekarz, policjant czy strażak, od których roi się w literaturze dla dzieci.

„Turonie, żandary, herody” Anny Kaźmierak

Jeśli nie można wyjechać i posłuchać regionalizmów lub zobaczyć na żywo, jak wygląda praca opiekunki fok, to idealną alternatywą będzie podróż po polskich wsiach i miasteczkach, którą w swojej książce aktywnościowej „Turonie, żandary, herody. Wiejska maskarada” proponuje Anna Kaźmierak. Ta skrząca się od mocnych – miejscami wręcz oślepiających – kolorów publikacja prezentuje kilkadziesiąt grup kolędników z całej Polski, w tym brodaczy ze Sławatycz, cymprowników ze Zbąszynia i śmierguśników z Wilamowic, którzy w różnych porach roku (z książki można dowiedzieć się bowiem, że istnieją kolędnicy bożonarodzeniowi i noworoczni, zapustni oraz wielkanocni) wychodzą na ulice swoich miast i miasteczek. To jednak nie wszystko, do wspólnego kolędowania zapraszają też czytelników, na niemal każdej stronie można znaleźć sporo wolnego miejsca oraz różnorodne zadania [1], wymagające rysowania, wycinania, klejenia, składania i czego tylko dusza zapragnie!

W książce Kaźmierak znaleźć można mnóstwo ciekawych informacji etnograficznych z całej Polski, takich jak nazwy instrumentów i strojów czy fragmenty utworów śpiewanych przez mieszkańców wsi – zwłaszcza dla takich mieszczuchów jak ja jest to niesamowicie barwna, nie tylko za sprawą neonowej kolorystyki, podróż, do której zachęcam każdego! Autorka zręcznie łączy archiwalne fotografie z dynamicznymi plamami barwnymi, tworząc kolaże oddające lekko szalonego ducha kolędowania. Muszę przyznać, że pierwszy kontakt z tą feerią barw nie należał do łatwych, ale lekkie przymrużenie oczu i kolejne podejście sprawiły, że zatopiłem się w ludowych tradycjach, wciąż żywych w wielu miejscach Polski. Mimo aury vintage panującej na kartach książki, autorka nie zapomina o współczesnym odbiorcy, tłumacząc choćby stereotypowość przedstawienia postaci Żyda, a „Turonie, żandary, herody” traktować można jako świetny, interaktywny atlas po mniej znanych zakątkach naszego kraju.

Warto podkreślić na koniec, że wszystkie omówione książki łączy wrażliwość autorów na to, co lokalne, umiejscowione poza centrum, zarówno na poziomie geografii, jak i kultury i języka. To niezwykłe bogactwo form i treści może stać się inspiracją do dalszych poszukiwań nie tylko intelektualnych, ale też turystycznych, które niebawem przed nami. Kto wie, może kilka kilometrów od domu znaleźć można ciekawe miejsca, których historia nas zachwyci?

 

Książki:

Michał Rusinek, „Od mikmaka do zazuli. Atlas regionalizmów dla dzieci”, il. Joanna Rusinek, konsultacja: dr Artur Czesak, wyd. Helion, Gliwice 2020.

Elżbieta Pałasz, „Dobra robota. Ceramik, opiekunka fok i inne ciekawe zawody”, il. Joanna Czaplewska, wyd. Adamada, Gdańsk 2019.

Anna Kaźmierak, „Turonie, żandary, herody. Wiejska maskarada”, konsultacja: Anna Weronika Brzezińska, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2019.

 

Przypis:

[1] Na stronie wydawnictwa Dwie Siostry można znaleźć kilka zadań inspirowanych książką Kaźmierak, zob. [https://www.wydawnictwodwiesiostry.pl/materialy_do_pobrania/].

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 598

(28/2020)
23 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj