Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Jazzman Monteverdi

Jazzman Monteverdi

Marta Budkowska

„Teatro d’Amore”, najnowsze nagranie zespołu L’Arpeggiata, wprawia w zdumienie niezależnie od tego, czy słuchacz jest obeznany z kompozycjami Claudio Monteverdiego, czy nie. Ten pierwszy może nawet przecierać ze zdumienia uszy, zastanawiając się, czy aby omyłkowo nie nabył aranżacji utworów genialnego Włocha. Ten drugi zaś zapewne pomyśli, że nie taki Monteverdi straszny, jak mogłoby się to wydawać.

Już otwierająca album „Toccata” nieco odbiega od kanonicznych wykonań, ale prawdziwym zaskoczeniem są arie „Ochimè ch’io cado” oraz „Chiome d’oro” sprawiające wrażenie bardzo sprawnie przygotowanych aranżacji. Mocno podkreślone, a nawet przerysowane basso ostinato, jazzowe brzmienie trąbki oraz sekcji perkusyjnej sprawiają, że scherzi musicali przypominają swing. Jak wyjaśnia kierująca zespołem Christina Pluhar, zabiegu tego dokonano jak najbardziej rozmyślnie, aby podkreślić nowatorstwo techniki kompozytorskiej Monteverdiego. Jednym z jej elementów jest właśnie, według Pluhar, znacznie odbiegające od XVII-wiecznych standardów basso ostinato zastosowane przez Monteverdiego po raz pierwszy w 1607 roku w operze „L’Orfeo”. Pluhar widzi w nim zapowiedź walking bass, który pojawił się jazzie w latach 40. zeszłego wieku. Wpływ jazzowych inspiracji, tym razem na samych wykonawców, bardzo dobrze widać w dostępnym na stronie internetowej albumu fragmencie koncertu. W jego swobodnej atmosferze muzycy bawiąc się kompozycjami Monteverdiego, pozwalają sobie nawet na elementy improwizacji. A publiczność – zupełnie jak na koncertach jazzowych – oklaskuje „solówkę” Jaroussky’ego, nie czekając na zakończenie utworu.

Zespołowi Christiny Pluhar oraz solistom nie sposób odmówić muzykalności i inwencji. Zupełnie dobrze zaprezentował się Philippe Jaroussky, do którego można mieć nieco żalu o zbyt powierzchowną interpretację. To jednak, zdaje się, jest od pewnego czasu problemem tego znakomitego skądinąd artysty. Gorzej wypadła młoda katalońska sopranistka Nuria Rial w przesłodzonym wspólnie z Jarousskim duecie „Pur ti mio”. Nieco lepiej poradziła sobie z lamentem Nimfy „Amor”, który zaśpiewała – właściwie do roli – lekko spłoszona i nerwowa. Zaprezentowanym w albumie „Teatro d’Amore” interpretacjom utworów Monteverdiego brakuje głębi, przez co szybko mogą znudzić. I choć niedostatki te częściowo tuszują poczucie humoru i radość ze wspólnego muzykowania, nie sposób pozbyć się uczucia niedosytu.

Nagranie:

Claudio Monteverdi „Teatro d’Amore”

Nuria Rial sopran
Philippe Jaroussky kontratenor
Cyril Auvity tenor
Jan van Elsacker tenor
Joaõ Fernandes bas

L’Arpeggiata
Christina Pluhar dyrygent

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 20

(21/2009)
1 czerwca 2009

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj