Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Urokliwy Bill Conti...

Urokliwy Bill Conti

Bohdan Wyżnikiewicz

Słuchając mistrzowskiej muzyki w wykonaniu orkiestry symfonicznej, miałem wrażenie, że jestem w Filharmonii, a nie w kinie IMAX w małym miasteczku Yellowstone West na Dzikim Zachodzie. Na szczęście, głos lektora był dostatecznie dyskretny.

W czasie ostatnich wakacji miałem okazję zwiedzać najstarszy w świecie park narodowy Yellowstone. Wspaniała przyroda, zwierzęta, które nie boją się ludzi, gejzery i mnóstwo dziwów powulkanicznych. W przeddzień wyjazdu wpadliśmy do kina IMAX, obejrzeć półgodzinny film o tym parku. Pierwszą niespodzianką było oglądanie trójwymiarowego filmu bez specjalnych okularów. Od samego początku filmu moją uwagę zwróciła muzyka.

Muzyki poważnej najczęściej słucham w Filharmonii Narodowej, zwykle raz na dwa tygodnie. Jest to dla mnie niczym niezastępowane oderwanie się od szaleńczej rzeczywistości, od pogoni za dotrzymaniem terminów realizacji projektów badawczych, artykułów, prezentacji na wykłady i od pogoni za niezrealizowanymi pomysłami. Ponad dwie godziny w sali koncertowej są ucieczką w niepowtarzalny świat muzyki. Świat wzmacniany jedyną w swoim rodzaju atmosferą tworzona przez warszawskich melomanów, których w znakomitej większości – po ponad 20 latach wizyt na Sienkiewicza – znam z widzenia. Złapałem się na tym, że nie potrafię słuchać muzyki poważnej poza Filharmonią – ani w samochodzie, ani w domu, mimo posługiwania się sprzętem odpowiednio wysokiej jakości. Próbowałem też słuchać muzyki w łóżku, w czasie choroby, ale w każdym wypadku brakuje mi niezbędnego skupienia, które w jakiś cudowny sposób samo pojawia mi się w Filharmonii.

Tymczasem w Yellowstone słuchałem jak urzeczony. Muzyka była genialnie wkomponowana w obrazy niezwykłej przyrody, w gwałtownie zmieniającą się pogodę, w odgłos pędzącego stada bizonów. Eksplozje gejzerów i inne zjawiska geotermalne ilustrowane były rytmem walca. Śniadanie niedźwiedzia grizzly w obozowisku traperów i armii amerykańskiej znalazło oprawę muzyczną w rytmie marsza. Słuchając mistrzowskiej muzyki w wykonaniu orkiestry symfonicznej, miałem wrażenie, że jestem w Filharmonii, a nie w kinie IMAX w małym miasteczku Yellowstone West na Dzikim Zachodzie. Na szczęście, głos lektora był dostatecznie dyskretny.

Już w trakcie oglądania filmu postanowiłem kupić płytkę z podkładem muzycznym, żeby móc słuchać tej muzyki do woli. Ostatecznie kupiłem także film na DVD. Kompozytorem okazał się Bill Conti, znany twórca muzyki do blisko setki filmów rozmaitych gatunków i wieloletni ceniony dyrygent orkiestr symfonicznych. Najbardziej znane w Polsce filmy z podkładem muzycznym Billa Contiego to „Rocky” (trzy Oskary) i serial „Dynastia”.

Muzykę do filmu „Yellowstone nieznane” Conti skomponował jeszcze w 1994 roku i jest ona określana jako jedno z jego najwybitniejszych osiągnięć. Wysłuchałem jej kilka razy. Jest więcej niż poprawna, jednak zupełnie inaczej ją odbieram, słuchając jej jako podkładu do obrazów Yellowstone.

Najwidoczniej w tym przypadku moja wrażliwość muzyczna wymaga wizualizacji. Wytłumaczyłem to sobie jako efekt mojego nieuleczalnego zauroczenia parkiem narodowym Yellowstone…

Płyta:

Yellowstone – Music by Bill Conti
Original IMAX Soundtrack
BCM3811

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 62

(11/2010)
23 marca 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj