Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Marionetki, kukiełki, ludzie]...

[Marionetki, kukiełki, ludzie] Człowiek z szafy

Jacek Wakar

Trochę odczekałem aż umilkną zachwyty nad tym, że w polskim kinie pojawił się wreszcie oddech świeżości, że mamy talent pierwszej wody. Potem spotkałem Bodo Koxa (bo to o nim mowa) w studiu TVP Kultura i zrobił na mnie dobre wrażenie.

Zdaje się facetem, którego krępuje rozgłos i całe to zamieszanie wokół premiery. Chętnie przedstawia się Kox, jako ktoś inny, ktoś spoza, taki kosmita trochę, niewstydzący się najdziwniejszych pomysłów. Kilka minut rozmowy pozwala jednak zauważyć, że nie ma w tym pozy, nie jest to żaden wymyślony sposób na sprzedanie siebie i zaprezentowanie się światu. Wydaje mi się, że Kox raczej zrezygnowałby z kariery w kinie głównego nurtu, niż drastycznie się zmieniał. Jest w tym coś wyjątkowego, szczególnie, że czasy dla takich indywidualności mamy wybitnie niesprzyjające.

Bodo Kox jest w polskim kinie ewenementem. Najpierw przez lata kręcił za psie pieniądze niezależne produkcje, stając się – z przeproszeniem – kultową postacią polskiego offu. Mógł nią pozostać, ciesząc się nieodmiennie środowiskową sławą. Postanowił jednak inaczej – znowu nie sądzę, że w nadziei na splendor. Po prostu łatwo przychodzi mi wyobrazić sobie artystę, który zaczyna dusić się w zbyt ciasnych ramach. Dlatego je przełamuje, choć bezpieczniej byłoby pozostać na swoim. Zatem szedłem na „Dziewczynę z szafy” nastawiony dobrze, ale pamiętałem, jak funkcjonuje mechanizm pasowania na objawienie. Krytyka głodna gwiazd często chwyta się każdej nadarzającej się okazji, by kreować, kreować, kreować. Często ze szkodą dla kreowanego.

Filmem Bodo Koxa się nie rozczarowałem, ale nie wpadłem też w przesadny zachwyt. To nie jest żadne arcydzieło, trzeba powiedzieć od razu. Historia chwilami wzruszająca, ale też pełna scenariuszowych mielizn, często zbyt łatwa w konkluzjach, nachalnie sentymentalna. Opowieść o dwóch braciach (Wojciech Mecwaldowski i Piotr Głowacki), z których jeden jest upośledzony umysłowo, a drugi – jego opiekun – potrzaskany życiowo, nie grzeszy oryginalnością. Próbowano to zresztą wykorzystać marketingowo, ku przerażeniu reżysera, zestawiając film Koxa z „Rain Manem”. Jego siła tkwi w tym, że Bodo Kox nie boi się opowiadać o uczuciach i jednoznacznie staje po ich stronie. Mecwaldowski gra świetnie, co pozwala zapomnieć o haniebnych filmach (słynne „Ciacho”), w których się wygłupiał, jak sądzę, za duże pieniądze. W „Dziewczynie z szafy” zagrał na pewno za mniejsze, ale udowodnił, że nie jest tym, za kogo się podawał. Piotr Głowacki, pamiętny ze wspaniałej roli ubeka w „80 milionach” też jest bez zarzutu. Najbardziej zaś przemawia do mnie wątek tytułowej bohaterki (Magdalena Różańśka), dziewczyny „nieprzysiadalnej”, która świadomie decyduje się na samotność, rezygnuje z życiowego wyścigu, nie przyjmuje obowiązujących wszędzie reguł. Mam wrażenie, że wiele w niej z samego Koxa.

Właśnie powolny nastrój wycofania z życia jest tym, za co najbardziej cenię „Dziewczynę z szafy”. I jeszcze za to, że jest to film tak ostentacyjnie niemodny, poza kilkoma momentami, niezabiegający o to, aby podobać się widzom. Po mainstreamowym debiucie nie okrzyknę więc Bodo Koxa objawieniem, ale nazwę artystą uczciwym. I będę czekał na jego nowy film. To już dużo.

***

A teraz z innej beczki. O trzech premierach zamykających pierwsze półrocze Jana Klaty na stanowisku dyrektora Narodowego Starego Teatru w Krakowie napiszę po ich obejrzeniu, już w nowym sezonie. Teraz jedynie przyznam się do zdumienia. Oto autorem sztuki „Być jak Steve Jobs” granej tamże jest Michał Kmiecik. To ten Wunderkind polskiego teatru, co wyznał niegdyś, że nie płakał po Jarockim i obficie w swoim felietonie go podsumował. Kim jest Jerzy Jarocki dla polskiego teatru nie muszę mówić. Wszak dla Starego Teatru jest kimś znacznie więcej. A teraz grają tam sztukę Kmiecika. Aktorzy Starego Teatru – między innymi: Anna Dymna, Ewa Kaim, Ewa Kolasińska, Mieczysław Grąbka, Jacek Romanowski – wypowiadają napisane przez Kmiecika słowa. I nie stają im one w gardłach. Może to tylko kwestia smaku, może coś więcej.

Na kogo warto zagłosować ...

... w najbliższych wyborach do europarlamentu? Żyjemy w dobie baniek medialnych i polaryzacji debaty publicznej. Zbliżające się wybory do parlamentu europejskiego są kluczowe dla przyszłości Polski i Europy, a prowadzona przez przeciwne strony polityczne kampania często odbiega od kluczowych dla wyborców tematów związanych z bezpieczeństwem, infrastrukturą krytyczną, solidarnością społeczną i zmianami klimatycznymi.

Każdy i każda z nas ma prawo do obiektywnych mediów i rzetelnych informacji, pozwalających podjąć odpowiedzialną decyzję wyborczą. Rzeczowe analizy pomagające nam wszystkim decydować o swoich prawach i obowiązkach warto wesprzeć nawet drobną kwotą. Choć nie pobieramy opłat za teksty, nasza praca ma swoją wartość. Nawet 50 złotych miesięcznie pozwala nam stale docierać do nowych osób poszukujących refleksyjnego, niezależnego dziennikarstwa. Wspólnie z naszymi Darczyńcami i Patronami zapewniamy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 233

(26/2013)
26 czerwca 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj