Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt Polska] Związki...

[Projekt Polska] Związki partnerskie. Wasze (nie)doczekanie

Anna Konopka

W przeciwieństwie do całej opozycji parlamentarnej, posłowie z Zespołu na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej interesują się sprawami lesbijek i gejów. W swych dążeniach do ułatwienia życia rodzinom postawili już pierwszy krok.

Od 2003 r., kiedy to prof. Maria Szyszkowska przygotowała pierwszy w Polsce projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich, osoby żyjące w związkach jednopłciowych wciąż czekają na równe traktowanie ze strony ustawodawcy i dążą do wprowadzenia prawa polepszającego komfort ich życia rodzinnego. W sukurs tym oczekiwaniom przychodzą posłowie z Parlamentarnego Zespołu na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej.

Od początku kadencji posłowie ci mają za sobą już trzy posiedzenia. Na pierwszym wybrali prezydium Zespołu, które składa się wyłącznie z parlamentarzystów wybranych z list partii rządzącej, a drugie spotkanie poświęcili flagowemu programowi Prawa i Sprawiedliwości – Rodzina 500+. Trzecie natomiast zakończyło się przyjęciem stanowiska całego Zespołu w bardzo ważnej sprawie obrony „tożsamości małżeństwa”. Nie ulega wątpliwości, że stanowiska d o n i o s ł e g o. Z kilku powodów.

Po pierwsze, jak donoszą posłowie, zmiany legislacyjne mające na celu ochronę tożsamości małżeństwa to kwestia dla polityki prorodzinnej absolutnie podstawowa. Bez tych elementarnych ustaleń jakakolwiek dalsza praca Zespołu byłaby pozbawiona sensu. Posłowie najwyraźniej wiedzą, że to właśnie tożsamość małżeństwa spędza sen z powiek młodym rodzicom na dorobku, z których wszyscy są po ślubie, albowiem małżeństwo „stanowi fundament podstawowej komórki społecznej – rodziny”.

Nawet architektoniczny laik wie, że dom bez fundamentów długo nie postoi. W tym miejscu pewnie niektórzy eksperci z Ordo Iuris, instytutu skupiającego prawników działających m.in. na rzecz ustanowienia całkowitego zakazu przerywania ciąży, spieraliby się, czy taką szopę bez fundamentów można by w ogóle nazwać domem. Podobne rozterki wyartykułował obecny na posiedzeniu ekspert, który miał zastrzeżenia co do brzmienia tytułu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jakie? Ano takie, że według niego przemoc nie jest problemem małżeństw, tylko „innych form życia, które nie mają charakteru rodziny”.

Po drugie, posłowie donoszą, że przy okazji niedawnego orzeczenia Sądu Najwyższego – w którym nie dostrzeżono przeciwwskazań do tego, by wspólne pożycie definiować także jako więzi emocjonalne, fizyczne i gospodarcze między osobami tej samej płci – przypomnieli sobie o art. 115 § 11 Kodeksu karnego, który według nich zbyt rozlegle definiuje osobę najbliższą. Małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek – to i tak bardzo dużo najbliższych.

Uznanie w majestacie prawa osoby pozostającej we wspólnym pożyciu za osobę najbliższą jest, zdaniem posłów, sporym nadużyciem, ponieważ dopuszcza do odmowy składania zeznań obciążających partnera ze związku niemałżeńskiego. A te przywileje w postępowaniu karnym powinny być dostępne jedynie dla członków „prawdziwej” rodziny, której oczywiście nie mogą tworzyć osoby żyjące bez ślubu, a tym bardziej pary jednopłciowe.

Po trzecie, jak donoszą posłowie, niepokojące jest również orzecznictwo sądów międzynarodowych, które mogą niepotrzebnie namieszać w kwestii tożsamości małżeństwa. Niedawny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, w którym nakazano Włochom zapewnić obywatelom tej samej płci przynajmniej możliwość zawarcia cywilnego związku partnerskiego, otwiera drogę sądową dla pięciu par jednopłciowych z Polski starających się o uznanie i ochronę ich związków. Zapowiedziały one przy tym, że jeśli wyczerpią wszystkie dostępne środki odwoławcze w kraju, wniosą skargę do Strasburga.

W związku z tym zagrożeniem eksperci z Ordo Iuris proponują, by w prawie prywatnym międzynarodowym zapisać, że Polska nie będzie stosować się do prawa obcego w zakresie regulacji związków osób tej samej płci. I wcale nie chodzi im o prawne usankcjonowanie dyskryminacji. Gdyby Trybunał strasburski nakazał Polsce wprowadzenie związków partnerskich, to planowane przez Zespół wykreślenie z art. 115 § 11 k.k. osoby pozostającej we wspólnym pożyciu nie miałoby sensu w odniesieniu do partnerów zawierających cywilne związki niemałżeńskie i po raz kolejny trzeba by zmieniać przepisy prawa. A po co tak mieszać?

W przeciwieństwie do całej opozycji parlamentarnej, posłowie z Zespołu na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej interesują się sprawami lesbijek i gejów. W swych dążeniach do ułatwienia życia rodzinom postawili już pierwszy krok – ustalili stanowisko, które będą realizować w kolejnych latach. Osoby pozostające w związkach jednopłciowych i ich dzieci wreszcie się więc doczekały. Może nie dostały tego, czego od tylu lat oczekiwały, ale to wszystko, co w tej kadencji Sejmu można było im zaoferować.

Miejmy nadzieję.

SKOMENTUJ

Nr 377

(13/2016)
4 kwietnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail