Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > (Nie)trwałość pamięci, czyli...

(Nie)trwałość pamięci, czyli kilka słów o Guglielmich w operze

Gniewomir Żuchowski, Szymon Zajączkowski

Jeśli nazwisko Guglielmi w ogóle jeszcze kojarzy się dziś komuś z operą, to prawdopodobnie z trzema pokoleniami włoskich kompozytorów XVII–XIX wieku. Mało kto pamięta o bliższej nam czasowo śpiewaczce Marghericie Guglielmi, z której dorobkiem warto się zapoznać.

Założycielem rodu był Jacopo Guglielmi (1681–1742). Pracował dla Cybo-Malaspinów, książąt Massy i Carrary, u których piastował stanowiska maestro di capella katedry w Massie, a potem dyrektora książęcego teatru dworskiego – i nigdy nie osiągnął sławy większej niż lokalna. W ślady ojca poszli obaj synowie; starszy, Domenico (1713–1790), odziedziczył nawet po nim stanowisko na dworze książąt Massy, ale o jego działalności wiadomo relatywnie mało.

Dla młodszego, Pietra Alessandra (1728–1804), w niewielkiej Massie nie starczyło już miejsca i musiał on szukać szansy na rozwój kariery gdzie indziej. Napisał blisko 100 oper różnych gatunków; co oczywiste przy takich ilościach, jakość tych dzieł bywała różna. Wystawiano je w najważniejszych teatrach Italii: w Turynie, Neapolu, Wenecji, Rzymie, Florencji, a sława twórcy wykroczyła poza Półwysep Apeniński i dotarła do Drezna. Otrzymał on zaproszenie na tamtejszy dwór królewski i udał się do Saksonii pod koniec panowania Augusta III Sasa, w 1762 roku. Później pojechał do Londynu i zyskał tam znaczną popularność, podobnie jak jego żona Archiapata (śpiewaczka), o czym donosił legendarny kronikarz życia muzycznego XVIII wieku, Charles Burney [1].

Burney wspomina, że Anglicy dla łatwiejszego przyswojenia kompozycji Glucka, który walczył wtedy o uznanie nad Tamizą, urozmaicali prezentacje jego dzieł ariami Johanna Christiana Bacha i właśnie Pietra Alessandra Guglielmiego. Pod koniec lat 70. kompozytor wrócił do Neapolu, ale szybko zmieniające się mody operowe i olbrzymia konkurencja sprawiły, że nie cieszył się już w tym mieście powodzeniem tak wielkim, a z pewnością mniejszym niż w Anglii. Jednak w uznaniu dla jego międzynarodowej kariery kompozytorskiej w 1793 roku powierzono mu prestiżowe stanowisko maestro di capella Bazyliki świętego Piotra w Rzymie, które sprawował aż do śmierci w czasie trudnych politycznie pontyfikatów Piusa VI (w Polsce znanego głównie z tego, że pobłogosławił konfederacji targowickiej) i Piusa VII (dzisiaj kojarzonego z obrazu „Koronacja Napoleona” Jacques’a-Louisa Davida). Pietro Alessandro w Londynie oddawał się nie tylko pracy, ale i życiu rodzinnemu: w 1772 roku Archipata urodziła mu syna, Pietra Carla (1772–1817), który także został kompozytorem. Popularność odziedziczonego po muzycznych przodkach nazwiska ułatwiła mu zrobienie sporej kariery, choć nie dorównał on pod tym względem swojemu ojcu.

Dziś o Pietrze Alessandrze prawie nikt nie słyszał, a spośród kompozytorów oper komicznych tamtego okresu w pierwszej kolejności wymienia się Domenica Cimarosę, mimo że w tamtej epoce Guglielmi bywał uważany za zdolniejszego, a szczególne uznanie przyniosły mu właśnie utwory komiczne. Obecnie kompozytor ten stanowi co najwyżej przedmiot dociekań muzykologów; tylko nieliczne kompozycje Pietra Alessandra doczekały się nagrań, a i reszta kompozytorskiej rodziny popadła w niemal całkowite zapomnienie.

Na dokonaniach klanu kompozytorów operowa historia nazwiska Guglielmi się nie kończy. W czasach znacznie nam bliższych nosiła je – a w zasadzie nadal nosi – śpiewaczka Margherita Guglielmi, artystka swego czasu rozpoznawalna, podobnie jak jej przodkowie z Pietrem Alessandrem na czele. Urodziła się w 1936 albo 1938 roku w Porto Venere, które od Massy dzieli zaledwie 30 kilometrów, więc Jacopo Guglielmi mógł być i jej praprzodkiem, choć trzeba przyznać, że ich nazwisko nie należy we Włoszech do najrzadszych.

Margherita zadebiutowała w 1955 roku w weneckim Teatro Malibran, ale duży rozgłos przyniósł jej dopiero występ podczas pierwszej trasy koncertowej La Scali po ZSRR w 1964 roku. Moskiewska publiczność zachwyciła się jej kreacją w „Łucji z Lammermooru” Gaetana Donizettiego. W samym Mediolanie artystka dość długo musiała zadowalać się wykonywaniem nieco skromniejszych partii, jak Norina („Don Pasquale” Donizettiego), czy też ról spodenkowych: Jemmy’ego („Wilhelm Tell” Gioacchina Rossiniego) i Oskara („Bal Maskowy” Giuseppe Verdiego).

Guglielmi dbała o to, by stale poszerzać swój repertuar; z większych ról, które zaczęła wówczas śpiewać, wymienić należy Gildę w „Rigoletcie” Verdiego – do kompletu z Łucją była to najważniejsza wykonywana przez nią partia. W sezonie 1967/1968 La Scala wznowiła produkcję „Łucji”, ale wystąpiły w niej wtedy Renata Scotto i Anna Moffo, a Guglielmi została pominięta w obsadzie i na swój mediolański debiut w tej partii musiała zaczekać do marca 1969 roku. Jako Enrico wystąpił wtedy Giacomo Aragall, a dyrygował Claudio Abbado, zaczynający wtedy współpracę z La Scalą. Po wysłuchaniu dostępnych nagrań kilku fragmentów z tych spektakli nietrudno przyznać rację recenzentom „Corriere della Sera”, którzy opisywali kreację Guglielmi jako ekspresyjną, ale jednocześnie pełną delikatności.

Guglielmi zrobiła z Łucji swój znak firmowy, ale nie udało się jej trwale wyryć w pamięci i wyobraźni słuchaczy jako nieszczęśliwa narzeczona z Lammermooru, do tego bowiem niezbędne byłyby wydania płytowe. Maria Callas, która rozstała się z tą partią w 1959 roku, dokonała dwóch nagrań studyjnych (1953 i 1959); dodatkowo utrwalono 6 spektakli na żywo. Inne soprany, które sięgnęły po tę rolę – takie jak Roberta Peters, Joan Sutherland, Anna Moffo, Renata Scotto czy późniejsze Beverly Sills i Montserrat Caballé, a w latach 80. Edita Gruberová i przede wszystkim Mariella Devia – również miały na swoim koncie liczne rejestracje tej opery.

Na szczęście dysponujemy pewnymi nagraniami Margherity Guglielmi. Poza wspomnianymi fragmentami „Łucji” z 22 marca 1969 roku z La Scali, można trafić także na duet z „Rigoletta” zarejestrowany 1 stycznia 1966 w Piacenzy. Nieco popularniejsze są dwa kompletne spektakle „Balu maskowego”, w których śpiewa ona Oskara: wideo z Tokio (1957) i audio z La Scali (1975). Istnieją także doskonale znane dwie znakomite komercyjne rejestracje „Kopciuszka” Rossiniego, ale Guglielmi występuje tam u boku Frederiki von Stade lub Teresy Berganzy w mało eksponowanej roli Clorindy, złej siostry bohaterki tytułowej. Bardzo ciekawie przedstawia się na tym tle pirackie nagranie rzadko wystawianej opery Rossiniego „L’Equivoco stravagante” („Dziwaczne nieporozumienie”) pochodzące z Neapolu, w którym artystka wykonuje wymagającą pierwszoplanową partię kobiecą – Ernestyny.

Szczególnie interesujące jest pewne mało znane nagranie Guglielmi – niestety, trudno dostępne, ponieważ nigdy nie wznowione na CD. Chodzi mianowicie o czechosłowacki longplay wydany przez Supraphon w 1974 roku, a zawierający właśnie kompletne studyjne nagranie „Łucji z Lammermooru”. Niektórym głos Guglielmi może wydać się mało charakterystyczny, ale o wartości tego wykonania stanowią walory techniczne jej śpiewu – koloratury są uporządkowane, podane zwinnie, szybko i bez wysiłku. W scenie szaleństwa (III akt) Guglielmi czasem dodatkowo „odbarwia” głos, żeby uzyskać odrealnione brzmienie – w innych miejscach zaś potrafi go „zagęścić” dla pogłębienia wyrazu, a środki dramaturgiczne, które wykorzystuje w swojej interpretacji, są bardzo subtelne i wyrafinowane.

Guglielmi jest przedstawicielką artystów-rzemieślników, których coraz częściej brakuje na współczesnych scenach, choć niegdyś byli podstawą działania wszystkich teatrów operowych, gdyż zapewniali satysfakcjonujący poziom artystyczny szeregowych spektakli. Pamięć o Marghericie Guglielmi w znacznym stopniu zatarła się z powodu braku nagrań, które nadałyby jej dokonaniom należny im rozgłos. Współczesnym odbiorcom artystka ta kojarzy się – jeśli w ogóle – głównie ze złą siostrą z opery „La Cenerentola”, choć tak naprawdę bardziej przypomina samego Kopciuszka, tyle że nie czeka na księcia, lecz na ponowne odkrycie najważniejszego w jej dorobku nagrania. Być może, jeśli jakaś wytwórnia zdecyduje się je wznowić, Margherita będzie pierwszą w historii opery osobą noszącą nazwisko Guglielmi, która nie pozostanie li tylko ciekawostką historyczną.

 

Przypis:

[1] Charles Burney, „Obecny stan muzyki we Francji i Italii: albo dziennik podróży przez owe kraje podjętej celem zebrania materiałów dla powszechnej historii muzyki”, przeł. Jakub Chachulski, Warszawa 2017, t. I s. 257; t. II s. 112, 158.

Płyta LP:

Gaetano Donizetti, „Łucja z Lammermooru” [Supraphon 1974, LP, winyl].

Soliści: Margherita Guglielmi, Flaviano Labò, Piero Cappuccilli, Silvano Pagliuca, Mirella Marcossi

Dyrygent: Ottavio Ziino

Český pěvecký sbor – Chór Filharmonii Czeskiej

Pražský komorní orchestr (PKO) – Praska Orkiestra Kameralna

 

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 557

(37/2019)
10 września 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj