Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Seks, obraza moralności...

Seks, obraza moralności i kaseta video. Recenzja filmu „Niefortunny numerek lub szalone porno” w reżyserii Radu Jude

Paweł Mossakowski

Tegoroczny zdobywca Złotego Niedźwiedzia na Berlinale to opowieść o pladze nieprzyzwoitości, która wrosła w życie społeczne do tego stopnia, że stała się na co dzień niewidoczna.

Małe porno na dzień dobry

„Niefortunny numerek lub szalone porno”, ostatni film znanego rumuńskiego reżysera Radu Jude („Aferim!”) zaczyna się od mocnego uderzenia: zgodnie z tym, co zapowiada rozmyślnie niezdarny tytuł, przez pierwsze minuty oglądamy amatorskie, nakręcone w warunkach domowych porno. Nie żadną „scenę erotyczną”, ale autentyczne porno, z wypełniającymi ekran zbliżeniami organów uczestniczących w akcji. Odważne posunięcie! Kino mainstreamowe nie jest pruderyjne, nie boi się nagości ani seksu, jednak umieszczenie w nim video jak z Pornhuba jest jednak czymś bardzo niecodziennym. Ciekawy jestem, jak zareagowała na to szacowna widownia festiwalu w Berlinie?

Wkrótce dowiadujemy się, że występująca w filmiku kobieta imieniem Emilia (teatralna aktorka Katia Pascariu), jest nauczycielką w bukaresztańskim liceum. Oraz że nagranie przedostało się do sieci, gdzie jest dostępne dla uczniów, więc ich oburzeni rodzice domagają się teraz zwołania natychmiastowego zebrania. Czy Emilia straci w efekcie pracę, czy uda jej się wybronić?

Trzeba przyznać, że Jude, stojący w tym sporze całkowicie po stronie swojej bohaterki, nie ułatwia sobie zadania. Już samym wyborem profesji komplikuje sobie sytuację. Słusznie czy niesłusznie, ale przyjęto, że nauczycielce – ze względu na kontakt z młodzieżą, konieczność budowy autorytetu itd. – „wolno mniej” niż na przykład sprzedawczyni w drogerii. Reżyser mógł też zrezygnować z zaprezentowania na wstępie inkryminowanego filmiku, zastąpić go sugestią (w końcu od czegoś mamy wyobraźnię), aluzją, w ostateczności nawet prostą informacją o jego powstaniu – i w ten sposób daleko łatwiej pozyskać wsparcie widowni dla swojego stanowiska. Postąpił jednak uczciwie: chciał nas, widzów, postawić w podobnej sytuacji jak rozeźlonych rodziców, ułatwić nam wejście w ich skórę.

Struktura filmu okazuje się bardzo luźna, swobodna, szkicowa właśnie – a zarazem bardzo starannie przemyślana. Zmieniając i plącząc języki filmowe, Jude, jak nigdy dotąd, „myśli formą”.

Paweł Mossakowski

Trzy akty, trzy konwencje

„Niefortunny numerek..”, noszący podtytuł „Szkic do popularnego filmu” (określenie trafne: z tego samego materiału można by nakręcić komedię erotyczną), na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczny dramat – z prologiem, trzema aktami i epilogiem. Ale dotyczy to wyłącznie szkieletu konstrukcyjnego, nie zawartości. Bowiem każdy z tych trzech aktów rozegrany jest w innej konwencji stylistycznej, należy właściwie do innego gatunku. Pierwszy odwołuje się do konwencji dokumentalnej, drugi jest czymś w rodzaju audiowizualnego eseju, trzeci przypomina teatralną farsę czy telewizyjny sitcom.

Struktura filmu okazuje się bardzo luźna, swobodna, szkicowa właśnie – a zarazem bardzo starannie przemyślana. Zmieniając i plącząc języki filmowe, Jude, jak nigdy dotąd, „myśli formą”: „Numerek..” jest świadectwem głębokiej ewolucji, jaką przeszła jego twórczość. Zaczynał przecież od filmów – w sensie narracyjnym – konwencjonalnych, tradycyjnych, utrzymanych w ramach realizmu społecznego („Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie”, „Wszyscy w naszej rodzinie”). Stopniowo jednak odchodził od tej formuły (stylizowany na czarno-biały western „Aferim!”, przypominający dokument film o rekonstrukcji wojennych wydarzeń „Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy”). Coraz bardziej komplikując swoje filmy formalnie, Jude pozostaje jednak wierny swoim tematom i swoim obsesjom.

Materiały prasowe Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Ulice Bukaresztu

W „akcie” pierwszym oglądamy Emilię wędrującą po ulicach Bukaresztu epoki pandemii. Może odpowiedniejszym słowem byłoby „śledzimy”, gdyż umieszczona w bezpiecznej odległości kamera porusza się niczym oko policjanta inwigilującego podejrzaną. Nasza bohaterka nie robi jednak nic szczególnego: odwiedza dyrektorkę szkoły, aby wysondować swoją sytuację, wykonuje nerwowe telefony do męża, pytając o możliwość usunięcia filmiku z sieci, załatwia codzienne sprawy. Po drodze mija zamknięte sklepy, nieczynne biura i wyblakłe plakaty reklamujące imprezy, które z powodu pandemii nigdy się nie odbyły.

Ten pandemiczny Bukareszt pod wieloma względami przypomina Warszawę. Panuje tu podobny chaos – dźwiękowy i wizualny. Szaleje szyldoza, a pstrokacizna daremnie usiłuje przykryć szarość murów. Słyszymy te same rozmówki: o covidowym spisku, o niemożności zakażenia się podczas eucharystii (a nawet możliwości uleczenia!) czy o niezasłużonych przywilejach celebrytów. I te same wulgaryzmy wplatane w potoczne dialogi. Wszyscy są tu podenerwowani, zniecierpliwieni, poirytowani. Jest też mnóstwo chamstwa: kierowców, przechodniów, klientów w supermarketach. Znajomy obraz?

Jak jednak te migawki z bukaresztańskiej ulicy, te wszystkie mikroobserwacje i minidialogi mają się do głównego tematu filmu? Otóż wiele z przewijających się przez ekran postaci postępuje nieprzyzwoicie – choć może nie szczególnie nagannie moralnie. Nieprzyzwoitość stała się normą, regułą gry w relacjach między ludźmi. Jude zdaje się mówić: strasznie się wszyscy oburzacie na „nieprzyzwoite zachowanie nauczycielki”, robicie wielkie halo z powodu nakręconego na własny użytek filmiku, a nie dostrzegacie wszechobecnej nieprzyzwoitości, która tak dalece wrosła w tkankę społeczną, że stała się niewidoczna.

Trzeba jednak dodać, że oskarżenia ze strony reżysera nie są formułowane tonem moralnego potępienia, ale raczej lekko, na marginesie i en passant. Dużo znajdziemy w tych ulicznych obserwacjach humoru (choć o raczej czarnym zabarwieniu) i cienkiego dowcipu (jak w przepysznej, podsłuchanej przez bohaterkę dyskusji grupy studentów o japońskich pilotach kamikadze). Trafi się tu i odrobina poezji, w bezinteresownych ujęciach jakiegoś przypadkowego detalu architektonicznego czy porzuconego na chodniku przedmiotu. Nie mają one nic znaczyć, do niczego przekonywać, nic uzasadniać, są jedynie momentami natchnionego zagapienia.

Ten pandemiczny Bukareszt pod wieloma względami przypomina Warszawę. Panuje tu podobny chaos – dźwiękowy i wizualny. Szaleje szyldoza, a pstrokacizna daremnie usiłuje przykryć szarość murów.

Paweł Mossakowski

Krótki słownik wyrazów nieobcych

Akt „drugi” stanowi „Słownik” (z podtytułem „Anegdoty, znaki i cuda”), w którym Jude w przekorny sposób „redefiniuje” pojęcia takie jak „Historia”, „Kościół”, „Wojsko”, „Rewolucja francuska”, ale również „Roboty”, „Dowcipy o blondynkach” i „Obciąganie” (słowo podobno najczęściej poszukiwane w internetowym słowniku; na drugim miejscu znajduje się „empatia”). Każdy z tych terminów ilustrowany jest znakiem graficznym lub zdjęciem, materiałem archiwalnym lub nakręconym na tę okazję filmikiem i opatrzony krótkim słownym komentarzem, często cytatem. Jest to wszystko rozmyślnie chaotyczne i rozstrzelone od Sasa do Lasa, tym niemniej z tego natłoku obrazów oraz informacji można wyodrębnić powtarzające się motywy, często pojawiające się we wcześniejszej twórczości reżysera. Znajdziemy tu zatem: niechęć Rumunów do krytycznego spojrzenia na własną historię i negowanie jej najciemniejszych kart (na czele z udziałem w Holocauście), wsparcie Kościoła dla rządzących krajem dyktatur, przemoc wobec kobiet, dzieci i w ogóle istot słabszych itd. Jude pokazuje, jak przeszłość uformowała współczesną świadomość społeczną Rumunów, sugerując zarazem, że dopiero w tym kulturowym kontekście staje się w pełni zrozumiałe, czemu zarejestrowanie małżeńskich igraszek mogło wywołać tak wściekłą reakcję.

Brzmi to wszystko strasznie serio, więc znów trzeba zastrzec: leksykon ma często żartobliwy, prześmiewczy charakter i chętnie operuje anarchistycznym – żeby nie powiedzieć sztubackim – humorem. Czasem odnosi się wrażenie, że ułożył go złośliwy – ale zdolny i oczytany – licealista.

Jude zdaje się mówić: strasznie się wszyscy oburzacie na „nieprzyzwoite zachowanie nauczycielki”, robicie wielkie halo z powodu nakręconego na własny użytek filmiku, a nie dostrzegacie wszechobecnej nieprzyzwoitości, która tak dalece wrosła w tkankę społeczną, że stała się niewidoczna.

Paweł Mossakowski

Przed ludowym trybunałem

W akcie trzecim – noszącym podtytuł „Sitcom”, przerysowanym, przejaskrawionym i jawnie teatralnym – oglądamy zapowiedziane uprzednio zebranie rodziców. Odbywa się ono na szkolnym dziedzińcu, a jego uczestnicy siedzą w przepisowej odległości od siebie, nosząc na twarzach maseczki (mające oczywiście charakter ochronny, ale też dość oczywisty sens symboliczny).

Zebranie szybko przeradza się w sąd nad Emilią. Ale spokojnie: to już nie są czasy stalinowskich trybunałów ludowych, cała ta rozprawa utrzymana jest w tonacji nieszkodliwej farsy: to swoista parodia „procesów czarownic”. Padają coraz bardziej absurdalne oskarżenia, pojawiają się wycieczki osobiste, akcenty antysemickie, teorie spiskowe, deklaracje faszystowskie itd. Przy tej okazji ujawnia się też ogrom obłudy i hipokryzji; króluje tu chaos i w pewnym momencie nikt już nie wie, o czym właściwie jest ta dyskusja (jako weteran szkolnych zebrań mogę poświadczyć, że tak to rzeczywiście wygląda).

Na końcu, niejako w epilogu, otrzymujemy trzy alternatywne zakończenia, jedno bardziej niedorzeczne od poprzedniego. Ostatnie ma już zupełnie wariacki charakter, jest pokazaniem widowni języka, podkreśleniem tego, co przeczuwaliśmy wcześniej: że przy całej swojej intelektualnej powadze „Niefortunny numer…” nie chce być traktowany tak całkiem serio.

Odważna prowokacja

Brawurowy tryptyk Jude wywołał we mnie dość mieszane uczucia: przede wszystkim jest bardzo nierówny. Najlepsza i najciekawsza wydała mi się część pierwsza – mimo że w sensie dramaturgicznym nic się w niej nie dzieje. W drugiej obok pomysłów niezwykle błyskotliwych zdarzają się też toporne. Jest ona też zdecydowanie przeładowana: liczba kalejdoskopowo zmieniających się obrazów zamiast olśnić wprawia w odrętwienie. Jeszcze bardziej przeciągnięta – i idąca na łatwiznę – wydaje się część ostatnia. Ile razy mamy się przekonywać o tym, że oponenci naszej bohaterki to kretyni, obłudnicy, antysemici i faszyści? Jednakże całość filmu jest odważną prowokacją, która w ostatecznym rachunku się broni.

 

Film:

„Niefortunny numerek lub szalone porno” [Babardeală cu bucluc sau porno balamuc], reż. Radu Jude, Rumunia/Luksemburg/Czechy/Chorwacja/Szwajcaria/Wielka Brytania 2021.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 663

(38/2021)
21 września 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj