0000398695
close
W walce o demokrację nie robimy sobie przerw! Przekaż 1,5% na Fundację Kultura Liberalna WSPIERAM
close
Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

PRZEKAŻ
1,5%
PODATKU
close

W walce o demokrację

nie robimy sobie przerw!

Przekaż 1,5% na Fundację
Kultura Liberalna

Przekaż 1,5%
na Fundację Kultura Liberalna
forward
close

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Proste równania. O...

Proste równania. O książce „Wasilewska. Czarno-biała” Piotra Lipińskiego

Sylwia Góra

Trudno znaleźć w naszej historii bardziej znienawidzoną Polkę niż komunistka Wanda Wasilewska. Przez dekady wydawała się postacią jednowymiarową, a więc zupełnie nieciekawą. Biografia Piotra Lipińskiego pokazuje, że wcale nie musiało tak być.

Wanda Wasilewska równa się zdrada i kolaboracja. Tak o pisarce i polityczce mówiono zupełnie oficjalnie i sama zainteresowana doskonale o tym wiedziała, ale nic sobie z tego nie robiła. Podziwiała Stalina i wierzyła w niego do ostatnich dni swojego życia. Dlaczego? To najtrudniejsze pytanie, jakie zadał sobie Lipiński, decydując się poświęcić kolejną biografię właśnie postaci Wasilewskiej. 

Początki

Wasilewską znamy przede wszystkim z tego, co robiła w czasie drugiej wojny światowej, ale czy zastanawialiśmy się, co ją do tego doprowadziło? Kiedy i dlaczego wybrała taką drogę i trwała na niej, choć wszystko mówiło (a z czasem nawet krzyczało), że komunizm jako ustrój nie może się udać i nie ma racji bytu. 

Ojciec Wandy – Leon Wasilewski był socjalistą, który miał dość bliskie związki z Piłsudskim, a w rządzie Moraczewskiego został ministrem spraw zagranicznych. Nie dziwi zatem, że jego nastawienie do ZSRR było, delikatnie mówiąc, negatywne. Związek Radziecki widział jako kolejne wcielenie imperializmu rosyjskiego, a nie raj na ziemi, jak chciała wierzyć jego córka. Wanda, dla której ojciec długo pozostawał autorytetem, wstąpiła zatem do Polskiej Partii Socjalistycznej. I było to dość naturalne dzięki pozycji ojca.

Jej dzieciństwo – o którym często pisano, że było biedne – wcale takie nie było, wręcz przeciwnie. Oboje rodzice pozwalali córkom na całkiem sporo, jak na czasy, w których dorastały. Wierzyli, że edukacja jest dla dziewcząt kluczowa, dlatego zadbali o wykształcenie córek. Wanda ukończyła gimnazjum państwowe w Krakowie, a później polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskała także stopień doktora. Dom Wasilewskich był bezwyznaniowy, dopiero z czasem dzieci zostały ochrzczone w wyznaniu ewangelicko-reformowanym. Ze względów praktycznych – nie było kościoła, do którego trzeba uczęszczać. Dziewczynki czytały księgi kanoniczne Starego i Nowego Testamentu, bo te uznaje wspólnota wierzących tworząca kościół ewangelicko-reformowany w Polsce. Na tym kończyła się ich edukacja religijna. To ważne o tyle, że przez dekady krążyła plotka, jakoby sam Józef Piłsudski był ojcem chrzestnym Wandy, a to wzbudzało jeszcze większą nienawiść rzeszy Polek i Polaków. Wasilewska od dziecka była typem humanistki i przez całe dzieciństwo opowiadała historie. To właśnie jej bujna wyobraźnia oraz coraz intensywniejsze zainteresowanie problemem ubóstwa w II RP oraz problemami, z jakimi borykały się dzieci i ich rodzice w dzielnicach biedy czy na wsiach, spowodowały, że wybrała karierę literacką.

W stronę literatury

W 1934 roku napisała pierwszą książkę „Oblicze dnia” – o strajku, którym kierował jej drugi mąż Marian Bogatko. Cenzura zareagowała źle, ale z władzami negocjacje podjął nie kto inny jak Leon Wasilewski – ojciec Wandy. „Pokój na poddaszu”, jej najbardziej znana książka, to opowieść o osieroconym rodzeństwie, które musi zbyt szybko dorosnąć i poradzić sobie w trudnej rzeczywistości przedwojennej Warszawy. Jest też „Ojczyzna” – powieść o polskich robotnikach rolnych, „Ziemia w jarzmie”, która opowiada o mieszkańcach nadbużańskich wsi, kontrastując je z losami właściciela ziemskiego, czy „…że padliście w boju”, która przedstawia walkę polityczną klasy robotniczej z burżuazją, a to tylko kilka przykładowych tytułów.

Wasilewska „produkowała” naprawdę sporo. Podobno książkę pisała maksymalnie przez kilka miesięcy, bo uważała, że nie powinna poświęcać na jedną powieść zbyt dużo czasu. Wiedziała, co chce napisać, i z pewnością była w tym konsekwentna. Oczywiście musiało mieć to wpływ na jakość literacką. Krytyczki i krytycy zarzucali jej, co oczywiste, nie tylko pisanie pod tezę, ale także kiepski język, jednowymiarowe postaci, zbyt łatwe i oczywiste rozwiązania fabularne, moralizatorstwo i tak dalej. Pewnie słusznie, choć warto byłoby przeczytać te książki dzisiaj raz jeszcze, w oderwaniu od tego, kto jest ich autorką. Wydaje się bowiem, że niektóre z nich dałoby się obronić, przynajmniej obecne w nich pewne intuicje.

Książki Wasilewskiej cieszyły się dużą popularnością i miały wysokie nakłady w przedwojennej i powojennej Polsce. Spodobały się też podobno samemu Józefowi Stalinowi, który zapewnił Wasilewskiej tłumaczenie na język rosyjski i inne oraz pomnożył nakłady i tantiemy autorki. „Moskwa inwestowała w Wasilewską”, jak przekonuje Lipiński. Przed polityką najpierw była więc literatura. To od fikcyjnego świata Wasilewska przeszła do marzenia o budowaniu komunizmu w rzeczywistości.

Kobieta, żona, matka

Najciekawsze w tej książce jest podejście Piotra Lipińskiego do Wasilewskiej jako kobiety. Widać, że bardzo ostrożnie dobiera słowa i unika kontrowersyjnych sformułowań. Stara się pokazać postać Wandy jako kobiety, która trafia do „męskiego świata” i jest w nim traktowana ze specyficzną ironią, pobłażliwością czy wręcz kpiną. Pokazuje, że jej płeć miała znaczenie.

Wasilewska nie należała do emancypantek, a jednak to, co pisze, to jak się wypowiada publicznie, wskazuje, że poświęciła wiele czasu, aby realizować program aktywnego udziału kobiet w polityce. Sama nie używa w stosunku do siebie słowa feministka. Może nie chce, może nie musi. Nie zapominajmy, że to jednak kobieta z wyższym wykształceniem, ze znanej rodziny, co podkreśla jedna z rozmówczyń Lipińskiego.

Pierwszy mąż Wasilewskiej – Roman Szymański – był robotnikiem kolejowym i studentem matematyki. Można zatem uznać, że był to mezalians. Para ślub bierze w 1925 roku, a trzy lata później na świat przychodzi jedyne dziecko Wandy – córka Ewa. Małżeństwo nie trwa zbyt długo, bo Roman umiera na tyfus. Wanda powtórnie wychodzi za mąż, za Mariana Bogatkę. Mąż wspiera działalność żony i często przejmuje obowiązki domowe, uważane wówczas za domenę kobiet.

Jest to jak na tamte czasy małżeństwo naprawdę nietypowe. Jak pisze Lipiński w kontekście literatury i życia swojej bohaterki: „Małżeństwo dołącza do szeregu instytucji opresjonujących człowieka, jak Kościół, szkoła, zakład pracy, przy czym swój szczególnie opresyjny charakter ujawnia wobec kobiet: tu najsilniej władza patriarchatu splata się z władzą kapitału. Wanda i Marian praktykowali więc egalitaryzm zarówno płciowy, jak i klasowy, pozbawiony władzy płynącej z przynależności do płci albo warstwy społecznej” [s. 77]. 

Młodzi mieszkają najpierw w Krakowie, potem przeprowadzają się do Warszawy, do mieszkania, które na Żoliborzu załatwia im ojciec Wandy, a następnie do Związku Radzieckiego. Bogatko właśnie tam, w 1940 roku, w wyniku pomyłki zostaje zamordowany przez NKWD, co żona przyjmuje z prawdziwym spokojem i zrozumieniem. Już po przyjeździe do ZSRR ich ogląd na życie codzienne i polityczne zaczyna się diametralnie różnić. Bogatko dostrzega biedę i strach w codziennym życiu mieszkańców Związku, Wanda nie chce ich widzieć lub tłumaczy to sobie przymusową ofiarą w imię większego dobra. Dla niej każda rewolucja musi nieść ze sobą jakieś ofiary. Ostatni związek małżeński Wasilewska zawarła z pisarzem i politykiem Ołeksandrem Kornijczukiem. Co ciekawe, Wanda tylko na chwilę przyjęła nazwisko pierwszego męża, później pozostała przy swoim panieńskim, co w tamtych czasach było rzadkością. Trzeba zatem przyznać, że swoimi małżeństwami przełamywała tabu i stereotypy, jakie rządziły ówczesną Europą. 

Wielka polityka

Przed wojną Wanda Wasilewska nie pełniła w zasadzie żadnych ważnych funkcji politycznych. Dopiero wraz z wybuchem drugiej wojny światowej stała się tą osobą, jaką znamy dzisiaj. Stalin zobaczył w niej raczej narzędzie przydatne w budowaniu komunizmu w Polsce, a nie równoprawną partnerkę do rozmów. Oczywiście miała ona bezpośredni dostęp do Stalina – o czym pisze Lipiński – ale jak rzeczywiście wyglądała ta relacja, nie jest już do końca jasne.

Pewne jest natomiast, że Wasilewska miała swoje zwolenniczki i zwolenników. Były i byli to Polki i Polacy, którzy dzięki niej wracali do kraju ze zsyłek w głąb ZSSR. Pozostało sporo wspomnień, które o tym mówią. Wasilewska nie zastanawiała się jednak nigdy, że w istocie ratowała konkretnych ludzi przed systemem, który sama wspierała. Bohaterka reportażu historycznego Lipińskiego nigdy w system ani w Stalina nie zwątpiła. Do tego stopnia, że wspierała tak zwane kłamstwo katyńskie. Szczerze wierzyła, że nie zbrodnia nie jest dziełem Rosjan. Jedynego dysonansu poznawczego doświadczyła, gdy Stalin zmilczał fakt wybuchu powstania warszawskiego. Ale i to sobie próbowała wytłumaczyć – może jednak nie wiedział, choć zwykła logika temu przeczyła. 

Lipiński nie pokazuje nam żadnego momentu zwrotnego w biografii Wasilewskiej, który sprawił, że ślepo uwierzyła w komunizm. Pokazuje raczej drogę, którą przebyła, a najtrafniejszą intuicją wydaje się ta: „W sanacyjnej Polsce marzyła, aby kraj zmienił się na wzór sowieckiej Rosji. W sowieckiej Rosji doczekała spełnienia się snów – spora część Polski stała się Związkiem Radzieckim, a ona deputowaną do Rady Najwyższej. Na własnym przykładzie mogła dowodzić, że ZSSR to lepszy świat niż przedwojenna Polska. To było jej największe prozatorskie osiągnięcie: stworzenie dla samej siebie wizji Związku Radzieckiego. Utożsamienie się z tą literacką fikcją. Nigdy już z nią nie mogła zerwać. To by oznaczało, że rację miał ojciec. Że Związek Radziecki to miejsce przeklęte” [s. 189].

Polityczna kariera Wasilewskiej załamała się zaraz po wojnie. Działaczka stała się dla Stalina niewygodna. W Polsce miał pojawić się ktoś, do kogo rodacy nie czują aż takiej nienawiści, a Wanda była najbardziej znienawidzoną Polką w historii. Dlatego nie pozostało jej nic innego niż zostać w Ukrainie i wieść spokojne życie obok trzeciego męża Ołeksandra Kornijczuka. 

To dość reprezentatywne dla tamtego pokolenia, że diagnoza dotycząca przedwojennej Polski, którą postawiła w swojej literaturze, w zasadzie była słuszna, ale droga do zmiany, którą pisarka wybrała – fatalna. Jak pokazuje historia, nie była jedyna, ale z pewnością jako jedna z niewielu w swoich wyborach była, jak głosi podtytuł książki Lipińskiego, czarno-biała. Nie było w jej życiu miejsca na odcienie szarości, ale nawet pomimo tego powinniśmy pamiętać o konkluzji autora: „myśląc o wyborach, jakich dokonywała Wanda Wasilewska, powinniśmy pamiętać, że nie jesteśmy tak dobrzy, jak dziś o sobie sądzimy, ani tak źli, jak ocenią nas przyszłe pokolenia” [s. 311].

 

Książka:

Piotr Lipiński, „Wasilewska. Czarno-biała”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 776

(47/2023)
21 listopada 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj