Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Między wodą a...

Między wodą a ogniem. Recenzja filmu „Czerwone niebo” w reżyserii Christiana Petzolda

Ada Minge

Bohater nagrodzonego Srebrnym Niedźwiedziem filmu Christiana Petzolda to ucieleśnienie kultury indywidualizmu i „społeczeństwa zmęczenia”. Zmagając się z twórczym wypaleniem, staje się przykładem opisanego przez Byung-Chul Hana podmiotu – pozornie wolny, sam nie daje sobie żyć.

„Moim tematem będzie woda” – zapowiada Felix, przyjaciel głównego bohatera, Leona, kiedy docierają do domku letniskowego nad Bałtykiem, gdzie pierwszy z nich ma pracować nad swoim portfolio fotograficznym, a drugi szlifować powieść. Te same słowa mogłyby paść z ust reżysera Christiana Petzolda – jego filmografia to też w gruncie rzeczy, jak portfolio Felixa, seria „portretów ludzi patrzących na morze” (plakat do „Barbary” z 2012 wygląda wręcz jak wyjęty z albumu bohatera). Ludzie ci najczęściej znajdują się na życiowym rozdrożu; są rzucani na wybrzeża przymusowo: jako polityczni banici („Barbara”), z konieczności tytułowego „Tranzytu” [2018], czy, jak w przypadku głównego bohatera „Czerwonego nieba”, trafiają tam, aby ukręcić bicz na samych siebie i znieruchomieć w twórczym kryzysie. Sąsiedztwo żywiołu wody to zapowiedź ich przemian i egzystencjalnego przełomu.

Opowieść letnia

W „Czerwonym niebie” równie ważny jest jednak inny żywioł, ogień – okolicę trawią bowiem pożary lasów, odcinając bohaterów od świata. Niebo płonie, morze świeci (efekt bioluminescencji przyrównywanej do zorzy polarnej w wodzie), ale bohater pozostaje tym nieporuszony. Leon zamyka oczy na wszystko, co dzieje się wokół niego, chcąc skupić się na szlifowaniu książki przed wizytą wydawcy. Nie jest to jednak łatwe, bo po dotarciu na miejsce przyjaciele zastają ślady obecności nieoczekiwanej lokatorki – okazuje się, że przestrzeń życiową będą dzielić z energiczną Nadją, a wkrótce do grupy dołączy też Devid, ratownik z pobliskiej plaży.

Sama sceneria jest iście Rohmerowska: duży, biały dom na prowincji, grono młodych bohaterów, w którym mieszają się przedstawiciele inteligencji i ludzi pracy, czas, który upływa na konwersowaniu podczas biesiad przy suto zastawionym stole w ogrodzie, spacerach po plaży i drobnych flirtach.

Ada Minge

Ta rozpisana na młodą grupę matryca relacji jest jednym z wielu elementów, który sprawia, że „Czerwone niebo” od początku przywołuje skojarzenia z filmami Érica Rohmera, szczególnie „Opowieścią letnią” [1996], „Pauliną na plaży” [1983] czy „Zielonym promieniem” [1986]. Sama sceneria jest iście Rohmerowska: duży, biały dom na prowincji, grono młodych bohaterów, w którym mieszają się przedstawiciele inteligencji i ludzi pracy, czas, który upływa na konwersowaniu podczas biesiad przy suto zastawionym stole w ogrodzie, spacerach po plaży i drobnych flirtach. Zdecydowanie nie-Rohmerowski jest jednak bohater: daleko mu do smukłego, obserwującego świat z nonszalancją podrywacza granego w „Opowieści letniej” przez Melvila Poupauda; Leon jest ociężały, cyniczny, skrajnie niezainteresowany uczestnictwem w toczącym się wokół niego życiu, urokami lata i ogólnym dolce vita. „Praca mu na to nie pozwala”, choć to nie tyle praca, co ciążące nad nim widmo pracy – poprawiania tekstu, któremu prawdopodobnie brakuje tego, czym sam tak pogardza – życia właśnie. 

Na zewnątrz mamy więc zderzenie żywiołów, a wewnątrz tej małej grupy zderzenie przeciwstawnych postaw wobec życia i sztuki.

Ada Minge

Apollińskie, dionizyjskie

Na zewnątrz mamy więc zderzenie żywiołów, a wewnątrz tej małej grupy zderzenie przeciwstawnych postaw wobec życia i sztuki. Leon zdaje się uosobieniem podejścia apollińskiego – pewniej czuje się za murem pracy umysłowej i wyraźnie uznaje jej wyższość nad trywializmami życia jako takiego. Podkreśla to już otwierająca film scena w samochodzie: wieziony przez Feliksa Leon nie patrzy na przesuwający się za oknem krajobraz, tylko z zamkniętymi oczami wsłuchuje się w dobiegającą z radia piosenkę, w której jak echo powracają słowa: In my mind (będzie się ona zresztą przewijać przez cały film).

Pozostałych bohaterów łączy z kolei dionizyjskie doświadczanie świata. Dwoje z nich, Felix i Nadja, również zajmują się pracą intelektualną, nie oznacza ona jednak dla nich izolacji od życia, przeciwnie – w ich wykonaniu te dwie domeny inspirują się i wzajemnie dopełniają. Felix wpada na pomysł dotyczący portfolio na plaży, zagadując ratownika, Nadja sprzedaje lody turystom i przygotowuje posiłki; dopóki spontanicznie nie wyrecytuje z pamięci dziewiętnastowiecznego wiersza, Leon nie ma nawet pojęcia o jej akademickich zainteresowaniach. Tylko on jeden z tego grona stara się na siłę wydestylować materię twórczości z życia, jakby od uczestnictwa w przyziemnych czynnościach bał się zgłupieć. Wszystko zmierza jednak do tego, żeby wytrącić go z tego przekonania – parafrazując Johna Lennona, prawdziwa powieść to coś, co przydarza mu się, kiedy jest zajęty pracą nad swoją słabą (jak się okazuje) książką.

Pogarda versus pokora

„Czerwone niebo” jest jak rewers „Basenu” François Ozona [2003]: tam też pisarka udająca się latem do domu na prowincji w celu wytężonej pracy nad powieścią zastawała na miejscu absorbującą, niezapowiedzianą lokatorkę, która samym swoim istnieniem stawiała wyzwanie jej stylowi życia. Ozon zarezerwował dla swoich widzów nagły zwrot akcji – w finale dziewczyna okazuje się wytworem wyobraźni pisarki, jej fabułą, u Petzolda zaś jest dokładnie na odwrót – to życie ostatecznie przejmuje władzę nad fikcją i zaczyna ją formować. Ostatecznie bowiem Leon odnajdzie swój głos jako pisarz właśnie w momencie, kiedy ukorzy się przed życiem – to w chwili emocjonalnego wstrząsu usłyszymy zza kadru narrację jego nowej, przyszłej powieści.

Bo to chyba przede wszystkim chce swoim filmem powiedzieć Petzold – „Czerwone niebo” jest w gruncie rzeczy dość prostolinijnym manifestem, żeby w pogoni za sztuką nie umniejszyć czasem życia – ponownym odkryciem starej prawdy, że bez umiejętności życia nie nabędzie się umiejętności pisania (czy jakiegokolwiek innego tworzenia). W przeciwieństwie do Feliksa, który nie boi się zbliżyć do obydwu żywiołów i płaci za to cenę, Leon pozostaje bierny – co w równej mierze chroni go, jak i przysparza mu cierpienia. W zasadzie bohater zyskuje naszą sympatię dopiero wtedy, kiedy przyznaje się przed Nadją do defensywności swojej postawy. 

Homo liber, homo sacer

O ile bohaterów wcześniejszych filmów Petzolda w klinczu trzymały „siły wyższe” (na przykład okoliczności geopolityczne), Leona unieruchamia tylko własne ego i lęk przed porażką. Pod tym względem jest ucieleśnieniem „podmiotu osiągnięć”, koncepcji popularnego dziś filozofa koreańskiego pochodzenia (ale piszącego po niemiecku) Byung-Chul Hana, autora „Społeczeństwa zmęczenia”. Określa on tak współczesnego obywatela postdyscyplinarnego społeczeństwa kapitalistycznego, który w obliczu braku zewnętrznego przymusu (co identyfikuje z wolnością), staje się swoim własnym oprawcą, internalizując prymat sukcesu i wydajności. „Zanik zewnętrznej instancji władzy nie usuwa struktury przymusu, wręcz przeciwnie: jednoczy wolność i przymus w jednym. […] Podmiot osiągnięć wystawia się na działanie wolnego przymusu maksymalizacji i wydajności. Tak wyzyskuje sam siebie. […] Podmiot osiągnięć, który pojmuje się jako suweren samego siebie, jako homo liber, okazuje się homo sacer” [1]. Trudno o zdania, które lepiej opisywałyby szamoczącego się nad laptopem w skąpanym w letnim słońcu ogrodzie Leona, który zdaje się zdecydowanie bardziej przejęty tym, czy efekt jego pracy przyniesie mu uznanie, niż czy uda mu się ubrać w słowa to, co chce przekazać. Z kolei postawa pozostałej trójki, ich umiejętność życia we wspólnocie i przestrzeń, którą dają samym sobie, jawią się jako akt oporu wobec opisywanej przez Hana tendencji.

Pomimo donośnego przesłania i ulubionej przez reżysera konwencji melodramatu, obecnej również tutaj, warto zauważyć, że „Czerwonym niebie” Petzold porzuca swój charakterystyczny, poważny ton i wprowadza elementy komediowe. Pomaga mu w tym fizyczność jego bohaterów: grający Leona Thomas Schubert w kontraście do pozostałej trójki cały zdaje się ciążyć ku ziemi; przy lekkich, roznegliżowanych i ruchliwych ciałach pozostaje ubrany jak na salę wykładową, a nie na plażę; jest jak wpuszczona w piasek kotwica. Jednocześnie ma w sobie coś z nieporadności małego chłopca, którego inicjacyjna podróż będzie obejmowała konieczność samodzielnego odnalezienia drogi w lesie (jeden z wielu baśniowych tropów, jakie Petzold umieszcza w filmie).

„Czerwone niebo” to już czwarty film Petzolda nagrodzony na festiwalu w Berlinie i zarówno w warstwie fabularnej, jak i w duchu – najbardziej zakorzeniony w teraźniejszości. Jego bohater ucieleśnia problemy ego i kultury indywidualizmu, a świat przedstawiony nosi symptomy globalnego ocieplenia i katastrofy klimatycznej.

Ada Minge

„Czerwone niebo” to już czwarty film Petzolda nagrodzony na festiwalu w Berlinie i zarówno w warstwie fabularnej, jak i w duchu – najbardziej zakorzeniony w teraźniejszości. Jego bohater ucieleśnia ego i problemy kultury indywidualizmu natomiast świat przedstawiony nosi symptomy globalnego ocieplenia i katastrofy klimatycznej. Nie zabraknie tu jednak także zakodowanego w poczuciu humoru czułego dystansu do jednego i do drugiego. 

Przypis:

[1] Byung-Chul Han, „Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje”, przeł. Rafał Pokrywka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022, s. 26.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 796

(15/2024)
9 kwietnia 2024

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj