0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > SZCZEPAN-WOJNARSKA, PAPIESKI, SINKOWSKI:...

SZCZEPAN-WOJNARSKA, PAPIESKI, SINKOWSKI: …zanim „rok Miłosza” obrzydzi nam Noblistę? (II)

Szanowni Państwo,

po pierwszej odsłonie Tematu Tygodnia o Czesławie Miłoszu, w której głos zabrali Beata Stasińska, Tomas Venclova, Jarosław Kuisz, Kacper Szulecki, Katarzyna Grubek i Jerzy J. Kolarzowski, ponownie pytamy, jakie efekty przyniesie Rok Polskiego Noblisty. Dwanaście miesięcy na przebojowe prezentacje, odważne reinterpretacje czy może po prostu przypomnienie twórczości autora „Zniewolonego umysłu” rodakom o słabszej pamięci? Jakie będą wyniki hucznie zapowiadanego Roku Miłosza: ponowne odkrycie całej wielowymiarowości poety czy zmęczenie i przesyt?

Na początek tekst Anny Szczepan-Wojnarskiej, która pisze, że „poezja jest do odbioru okiem w zacisznej lekturze, uchem w półmroku wieczoru autorskiego lub «ku czci», duszą – jeśli organ jest w posiadaniu podmiotu”. Namawia zatem, by wiersze autora „Ars Poetica” odbierać, a nie… trawić. Robert Papieski zajmuje się z kolei relacją Czesława Miłosza i Jarosława Iwaszkiewicza. Ta ostatnia, choćby ze względu na niedyskretne informacje o wydarzeniach w celi Konrada, ujawniane w opublikowanych niedawno „Dziennikach” autora „Brzeziny”, obrosła już w legendę. Na koniec Adrian Sinkowski stawia tezę, że na Rok Miłosza jest jeszcze za wcześnie.

Już wkrótce trzecia odsłona Tematu Tygodnia o Czesławie Miłoszu, a w niej wypowiedzi między innymi Barbary Toruńczyk, Piotra Kłoczowskiego i Adama Pomorskiego.

Zapraszamy do lektury!

Redakcja




1. ANNA SZCZEPAN-WOJNARSKA: Nie trawić Miłosza
2. ROBERT PAPIESKI: Miłosz – Iwaszkiewicz. Zmysłowość, ciemny instynkt i uroda poezji
3. ADRIAN SINKOWSKI: Poeta jednej estetyki

 


* * *

Anna Szczepan-Wojnarska

Nie trawić Miłosza

Poezja jest do odbioru okiem w zacisznej lekturze, uchem w półmroku wieczoru autorskiego lub „ku czci”, duszą – jeśli organ jest w posiadaniu podmiotu. Można puścić wodze fantazji i wrażliwości i rozważać o czysto materialnych aspektach tomiku – jak waga, bądź oddać się estetyce i edytorstwu. Proszę tylko nie trawić. Zwłaszcza Miłosza, niech spoczywa w pokoju.

Jego poezja niech raczej trawi czytelników i wyżera wszelkie zadufanie, wszelką pewność, jaka rodzi się ze złudnego przekonania, że można nią manipulować. I kiedy myślę o Roku Miłosza, to bardzo pragnę, by był on świętem poezji, poezji przede wszystkim.

Bez szukania wieszcza i bez syndromu „polakożerstwa”.

Dobrze byłoby znów usłyszeć słowa z „Ars Poetica” z 1968 roku:

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,

która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą

i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,

autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

Tęsknota, forma, porozumienie, męki wyższego rzędu – wyliczenie wcale nie jest oczywiste i banalne. Mediacyjny aspekt literatury przestaje być postrzegany jedynie w wymiarze mimetycznym, literatura ma tworzyć przestrzeń neutralną, przestrzeń spotkania i porozumienia, jakiegoś kompromisu, paktu o nieagresji zawieranego pomiędzy autorem a czytelnikiem. Zatem żadnego wieszczenia i przeceniania wpływu autora na życie odbiorców.

Nie przytoczę kolejnych cytatów – wypadałoby stworzyć elektroniczną Miłoszową bibliotekę, by wykazać, że w jego twórczości postać autora-poety ma znaczenie sekundarne; poeta jest ważny, ponieważ jest narzędziem. On minie, „narodzi się nowy” – świadkowie są ważni, ale nie wieczni, ważniejsze staje się ich świadectwo. Nie wszyscy mają potrzebę, by znać Miłosza, ale każdy w jakimś momencie życia potrzebuje medium, przestrzeni, w której mógłby postawić nurtujące go pytania. Znajdzie ją na kartach jego wierszy, razem z instrukcją, jak poezję spotykać – w ułamkach sekund, w prozie życia.

W jakimś sensie zmierzam do konkluzji: by Rok Miłosza nie był rokiem Miłosza, by nie zapomnieć się w licytowaniu się na bliższą znajomość z noblistą, że nikomu nie bronił czytania swoich dzieł. I by nie przybliżać go, udowadniać, że wciąż aktualny – tylko przeczytać uważnie teksty i pytania, jakie w nich stawia, i wejść z nimi w dialog.

* Anna Szczepan-Wojnarska, doktor nauk humanistycznych, znawczyni twórczości Miłosza wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Do góry

* * *

Robert Papieski

Miłosz – Iwaszkiewicz. Zmysłowość, ciemny instynkt i uroda poezji

„Każdy Twój list jest dla mnie tak ważny, bo pozwala utrzymać i obronić przekonanie, że jestem może coś wart” – pisał 11 lutego 1931 roku do Jarosława Iwaszkiewicza Czesław Miłosz. Miłosz uczył się od autora „Oktostychów” warsztatu. Niemal w każdym pisanym w pierwszej połowie lat 30. liście Miłosz przesyłał swojemu mistrzowi wiersze do oceny, radził się w rozmaitych kwestiach technicznych, szukał potwierdzenia słuszności obranej drogi twórczej. Listy te zarazem stanowią świadectwo głębokiej samowiedzy młodego poety, ukazują narzucaną sobie rygorystyczną samodyscyplinę, walkę z pokusami odciągającymi od poezji.

Lata 1930 – 1943 to w trwającej pół wieku trudnej przyjaźni między Miłoszem a Iwaszkiewiczem pierwsza z czterech faz. Jest to czas fascynacji młodego Miłosza twórczością najstarszego ze skamandrytów, etap zauroczenia intensywną zmysłowością jego liryki, erotycznym stosunkiem do barwy i dźwięku. Dla młodego Miłosza rewelacją było metrum wierszy składających się na tom poetycki „Dionizje”. Po latach Miłosz przyzna, że jego poszukiwanie form pośrednich pomiędzy poezją a prozą wywodzi się z młodzieńczego urzeczenia wczesną prozą poetycką autora „Legend i Demeter”. Na młodą wyobraźnię silnie działały tajemniczość i egzotyka pisarstwa Iwaszkiewicza. Źródłem pierwszej było zastąpienie logiki swobodą asocjacji, druga brała się z kresowego pochodzenia Iwaszkiewicza, z jego ukraińskości. Być może więc na prawach symbolicznego dopełnienia należy traktować to, co zaszło między poetami w maju 1936 roku w celi Konrada.

W pierwszej połowie lat 30. Iwaszkiewicz pełnił w życiu Miłosza jeszcze jedną ważną funkcję: wprowadzał go w warszawskie środowisko literackie. Aczkolwiek trzeba przyznać, że przybysz z Wilna nie rozumiał kodu, jakim się owo towarzystwo posługiwało. Niewiele mu mówiły powtarzające się w rozmowach nazwiska francuskich pisarzy, malarzy czy kompozytorów.

Dość wcześnie pojawia się u Miłosza i Iwaszkiewicza zrozumienie istoty łączącej ich relacji: obydwaj zdają sobie sprawę, że wiąże ich ze sobą „jeden węzeł dziedziczenia” poetyckiego rzemiosła, prawo rozwoju poezji.

Naturalną koleją rzeczy z upływem lat Miłosz wyswobadza się spod kurateli mistrza, dopracowuje się własnego tonu poetyckiego. Przy czym aż do roku 1943 proces ten ma charakter ewolucyjny. Wtedy – jak przyznaje w „Rodzinnej Europie” – „coś się z nim stało”, zaakceptował swoje miejsce na ziemi i swój ciemny instynkt.

Po wojnie relacja między obydwoma poetami jest już równorzędna, a dowodem na przezwyciężenie młodzieńczej zależności od nauczyciela jest artykuł Miłosza poświęcony przedwojennej poezji Iwaszkiewicza pod tytułem „Nad książką, czyli cudze chwalicie”, opublikowany w tygodniku „Odrodzenie” (1948, nr 4). Pochwały Miłosza dotyczą tylko jednego aspektu twórczości autora „Innego życia”: mistrzowskiego posługiwania się konwencją literacką; na inne walory liryki Iwaszkiewicza Miłosz przestał już być czuły.

W radykalny sposób zmienia stosunki łączące obydwu poetów emigracja Miłosza w lutym 1951 roku. Iwaszkiewicz solidaryzuje się z reakcją krajowego środowiska literackiego i potępia decyzję niegdysiejszego przyjaciela. Czyni to jednak nie tak gwałtownie, jak Antoni Słonimski w artykule „Odprawa kanaliom z emigracji” czy Konstanty Gałczyński w „Poemacie dla zdrajcy”. Najpełniej wyraża swój stosunek do decyzji Miłosza w napisanym w 1954 roku wierszu „Do NN”. Wiersz stanowi wyraz tragicznej równowagi przeciwstawionych sobie racji, a jego autor umieszcza swój spór z emigrantem w bogatym kontekście ideowym i historycznoliterackim. Zdaniem Iwaszkiewicza, wybór Miłosza nie oznaczał doraźnej decyzji politycznej, lecz stanowił wyraz zasadniczego rysu charakteru Miłosza i wynikającego zeń światopoglądu.

Kolejny przełom następuje w połowie lat 60. Najpierw Miłosz pisze w 1965 roku do Iwaszkiewicza bardzo serdeczny list, zaczynający się od słów: „Parę dni temu, spojrzawszy na leżący między papierami Twój list, przeżyłem coś dziwnego: ten charakter pisma raptem przywrócił mnie temu wszystkiemu, czym kiedyś byłeś dla mnie jako autor «Dionizji» i «Kasyd»”. Dwa lata później poeci spotykają się w Paryżu i chyba jest to kluczowy moment dla poprawy ich relacji. W liście z 11 marca 1967 do Szymona Piotrowskiego Iwaszkiewicz pisał: „[…] śniadanie wczoraj z Miłoszem «czułe», było bardzo znamienne i dobre. Mówiliśmy różne ważne rzeczy”.

W wierszu „Muzyka nocą”, napisanym przez Iwaszkiewicza w listopadzie 1968 roku, padają słowa: „Wspaniałe jest / nasze wielkie rozpogodzenie”. W dedykacji złożonej Iwaszkiewiczowi przez Miłosza na karcie jego „Utworów poetyckich” z 1976 roku czytamy: „Jarosławowi na «nasze wielkie wypogodzenie», Czesław, Berkeley, 31 stycznia 1977.

Zaś w jednym z ostatnich listów, z 8 lutego 1978 roku, Miłosz powiada: „Tak wiele Ci zawdzięczam jako poecie, o czym wiesz. Ale na pewno zrobi Ci przyjemność, kiedy powiem, że uroda Twoich wierszy, które mnie jako młodzieńca oczarowały, nie zestarzała się, choć jestem stary człowiek, wręcz przeciwnie, widzę je teraz na szerokim tle całej poezji polskiej, rosyjskiej, angielskiej i francuskiej”.

* Robert Papieski, z-ca redaktora naczelnego kwartalnika Przegląd Filozoficzno-Literacki, adiunkt w archiwum literackim i korespondencyjnym w Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku.

Do góry

* * *

Adrian Sinkowski

Poeta jednej estetyki

Na Rok Miłosza, organizowany z okazji setnych urodzin artysty, jest zbyt wcześnie. Od śmierci pisarza minęło niespełna siedem lat, pamięć o nim jest nadal żywa. Na solidną rewizję spuścizny po Miłoszu przyjdzie nam poczekać dziesięć, piętnaście lat – warto bowiem dodać, że wciąż jesteśmy „w środku”, z szuflad wyciągane są nieznane pisma, strzępki korespondencji. Tomik „To”, jeden z ostatnich w dorobku poety, jest mi na tyle bliski, że mimo upływu ponad dziesięciu lat dalej traktuję go jak książkę świeżą, do której warto powracać, gdyż z każdą lekturą odkrywa coś nowego. To nie pomaga w nabraniu dystansu, który wydaje się konieczny, aby taka rewizja mogła się odbyć.

Nie widać chętnych, którzy głośno mówiliby o budowaniu wieszczowi pomników, nadawali ulicom jego imię i tak dalej. Jest wprost przeciwnie, Rok Miłosza – bez względu na to, jakie przyniesie efekty – to próba wykucia „żywego pomnika”. Zamiast w granicie, środki lokuje się w seminariach, dyskusjach, festiwalach, które mają pobudzać intelektualnie (inna sprawa, czy się to udaje, czy nie).

Problem leży gdzie indziej. Otóż Miłosz pozostaje poetą jednej estetyki. Jego twórczość jest synonimem literatury wysokiej, dystyngowanej, mocno zakorzenionej w tradycji, starannej w formie. To wyłącznie jedna – by użyć niezgrabnego porównania – „salonowa” twarz Miłosza, od której odwracają się młodzi poeci. Tak się stało, że Miłosza kojarzy się z otoczeniem „Zeszytów Literackich”. Ale równie dobrze można byłoby sobie wyobrazić, że gdyby nieznane wiersze poety wydrukować bez podpisu, wpisałyby się one bez zgrzytu w obszar zainteresowań większości pism literackich, czasem uznawanych za młodoliterackie.

Mało atrakcyjna, zwłaszcza teraz, gdy minęły echa skandalu poprzedzającego pochówek poety, wydaje się próba odczytania twórczości Miłosza w ujęciu politycznym czy narodowym. Oba te kryteria, po które sięgano za życia poety, przestały być aktualne. Zgiełk wokół tego, jaki stosunek do kraju miał Miłosz, brał się stąd, że trudny język poezji, operujący metaforą i wieloznacznością, media spróbowały przełożyć na język mas. Owszem, może się zdarzyć na przykład, że stosunek poety do struktur komunistycznych, czy choćby niejednoznaczny stosunek do Jarosława Iwaszkiewicza, gdy na światło wyciągnięte zostaną nowe fakty, coś nam świeżego o Miłoszu powie. Podkreślam jednak, o Miłoszu, nie zaś o jego twórczości – a jedno od drugiego warto oddzielać. Należy również pamiętać, że stosunek artystów do polityki, choćby znajdował wyraz w ich twórczości, z czasem blednie.

Wiersz – czy w ogóle wypowiedź artystyczna – bez względu na to, czy operuje metaforą odwołującą do polityki, czy aktualnie toczonych dyskusji o sprawach społecznych, wtedy tylko przetrwa próbę czasu, gdy będzie wybitny. Ma się rozumieć wybitny pod względem artystycznym, estetycznym itd. Warto zatem dodać, że rewizji domaga się nie tylko twórczość poetycka Miłosza, ale i prozatorska, filozoficzna, eseistyczna czy translatorska z nim związana.

* Adrian Sinkowski, członek redakcji kwartalnika literackiego „Wyspa”,
publikował m.in. w „Kresach”, „Twórczości”, „Czasie Kultury”.

Do góry

* * *

„Kultura Liberalna” nr 116 (13/2011) z 29 marca 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 117

(13/2011)
28 marca 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj