Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > BARAN: Madryt pod...

BARAN: Madryt pod Wawelem

Magdalena M. Baran

Madryt pod Wawelem

Hiszpański rok. Po burzach wiosennych w podróż wyruszyła „Dama z gronostajem”, by przez kilka tygodni królować na nie swojej ziemi, wsłuchując się w rozbrzmiewające za oknami protesty młodych ludzi. Tymczasem ja – choć była przecież Malaga, Granada, Almeria, urokliwe Cabo da Gata czy w końcu, widziana po picassowsku i gaudiańsku, Barcelona – wciąż nie dotarłam do Madrytu. Na pocieszenie trochę, gdy już za Tycjanem i Veronese tęsknota wraca, skarby królestwa Hiszpanii do Krakowa przyjechały i rozsiadły się przed oknami mojego autobusu. Codziennie wyglądają z zakamarków, jako że wystawa całkiem nieźle (przynajmniej w początkowej fazie promowana) wciąż obecna jest na krakowskim „rynku”.

Na początek „Uczta Scypiona”, grubo, bez oszczędności nijakiej tkana. Śmiechy z niej, zapachy wyobrażalne, w tle polityka, na której straży postawiono dwie błyszczące zbroje. Puste, bezduszne, niewidzialnymi oczami wieków spoglądające na wszystkich wchodzących. Ile was już? Zbrojom hełm bogato inkrustowany towarzyszy, jakby z głowy kolegi, co na szklaneczkę malagi wyskoczył, zdjęty. Zębaty delfin ze smokiem krzyżowany muzułmańskim zastępom się na nim przygląda, w tle bitwa antyczna, przez ulubieńców fatum wygrana zapewne. Ale iść dalej trzeba, gdzie skarby korony katolickiej, relikwiarze bogato zdobione (znów prześladuje mnie św. Sebastian), mszalne naczynia i… święci, którym cześć w sztuce oddawana. Jest więc półnagi, wychudzony starzec, z czaszką nad księgą życia rozprawiający. Uczynki w niej zapisane, losy, śmierci wyroki, o których zapomnieć nie sposób, choć niezbadane przecież. „Medytujący św. Hieronim” Ribery skupiony, nagość jego peleryną kardynalską okryta. Ta zaś zmięta, bo cóż godność księcia Kościoła znaczy, gdy vanitas vanitatum co dzień do drzwi kołacze. Opodal „Św. Augustyn i alegoria Trójcy” Fernándeza. Biskup nawrócony, co tajemnicę pojął niepojętą, gdy chłopca na plaży spotkawszy, co muszlą morze chciał przelewać, jasność dojrzał. Iluminacja! Tajemnica w swej głębi niepojęta, nie do rozwiązania, gdy język ludzi granicę napotyka własnych możliwości, świętemu zostaje, z chłopcem u stóp, trwać z wyrazem adoracji wypisanym na twarzy. Niezwykła to rzeźba, w której w prostocie swojej świat niewypowiadanego ciekawskim drzwi uchyla, podglądać pozwala.

Zamilkłym tak, w pytaniach swych zawieszonym odpowiedź dają perły przywiezionej do Krakowa kolekcji. „Ecce Homo” kreślone delikatnością młodego jeszcze Tycjana, w stylu niedorosłego jeszcze, innego niż znany z „Adoracja imienia Jezus” (znana też jako „Ustanowienie Świętej Ligii”) ku niebu spogląda wychudzonymi postaciami El Greca. Obok „Złożenie do grobu” pędzla Tintoretta. Grupa w skupieniu pochylająca się nad udręczonym ciałem. Spokój. Rozpacz wyciszona. Czas rozpocząć obrzędy, ciału usłużyć, nim na wieczny się uda spoczynek. Byle przed świętem zdążyć. Dziś tylko płótno i olejki, reszta później. Liczy się czas. W nim troska Marii, ostrożność młodego Jana, spokój Józefa, delikatność Magdaleny, cienie zmierzchu bliskiego na czole Nikodema. Obok, jakby przyglądający się starannie zaplanowanej scenie „Bóg Ojciec i Duch Święty” przywołani talentem Veronesego. „Od Słowa świat się począł, przez Słowo się zmieni”. A oni trwali, jakby przed stworzeniem świata jeszcze podglądani, gdy Duch raz pierwszy posłany, by stała się światłość, by moc nieść na skrzydłach nad wodami stworzenia, Moc ta ze światła, spokoju starca w dół spoglądającego z zaciekawieniem, z mądrości i ciszy, co rozerwana bezpowrotnie, nie do poznania.

Ta sama moc, choć pod imieniem innym znana, wody przelewa „Potopu Deukaliońskiego”. Na plakiecie porcelanowej z manufaktury Buen Retino, Zeus na chmurach kłębiastych nogi wsparłszy, wodę z dzbana leje. Dzban, jak moc, bez granic, bez dna, niewyczerpywalny póki „dość” nie powie. Ludzie i zwierzęta trwogą przejęci. Giną. Uratowani kości matki swojej rzucać będą za siebie. Powstaną, ale słabsi już.

Jeszcze wśród mebli inkrustowanych, intarsjowanych, rzeźbionych bogato krótka przechadzka (aż by się chciało na secesyjnym przysiąść krzesełku, zapomnieć o klęczniku, co niczym narzędzie tortur w aniołki o minach zbolałych zbrojny), rzut oka na tarczę, z której wyskakuje ku nam czwórka koni Posejdona, spojrzenie przelotne na drobiazgi bardziej już współczesne i… koło zwiedzania zamknięte. Rycerze z śpiących zbroi u drzwi stróżują. Czekają, by w przed listopadowymi słotami, w październikowe ciepło, w kolory liści otuleni czmychnąć do domu, do słonecznej Hiszpanii.

Wystawa:
„Skarby korony hiszpańskiej”, Muzeum Narodowe w Krakowie, 13 lipca – 9 października 2011

* Magdalena M. Baran, koordynator projektów IO, publicystka „Kultury Liberalnej”. Przygotowuje rozprawę doktorską z filozofii polityki.

„Kultura Liberalna” nr 141 (38/2011) z 20 września 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 141

(38/2011)
19 września 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj