0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Hiszpania] Katalonia samorządna

[Hiszpania] Katalonia samorządna

Jakub Sypiański

Komentarze polskich mediów dotyczące niedzielnych wyborów samorządowych w Hiszpanii skupiły się na umocnieniu lewicy i zwycięstwie działaczki społecznej Ady Colau w wyborach do rady miejskiej Barcelony. Ale to głosowanie ma też duże znaczenie dla przyszłości Katalonii.

W dzień po wyborach międzynarodowe media opublikowały archiwalne zdjęcia Ady Colau siłą wyprowadzanej przez policję z blokad eksmisji lokatorów. Zwyciężczyni wyborów do rady miasta Barcelony – i najprawdopodobniej jej przyszła burmistrzyni – jeszcze niedawno nie stała na czele założonego przez siebie bloku wyborczego Barcelona en comú (Wspólna Barcelona), ale ruchu obrony lokatorów.

Również w innych regionach wybory pozwoliły wkroczyć na scenę polityczną oddolnym lewicowym ruchom kontestacyjnym. Ogólne rezultaty są dużym ciosem dla rządzącej prawicy. Partia Ludowa (PP) Mariano Rajoya zareagował na nie ostrzeżeniami przed „skrajnymi krokami”, które zamierza podjąć „skrajna lewica”, a wiele dzienników na różne sposoby odmieniło przymiotnik „radykalny” na określenie Ady Colau i Pablo Iglesiasa, szefa Podemos. Ten ostatni z kolei w wynikach głosowania widzi „oznakę końca dwupartyjności w Hiszpanii” i „obietnicę zmiany władzy” w mających się odbyć późną jesienią wyborach parlamentarnych.

Katalońskość rozszerza się na Walencję i Baleary

Największy spadek popularności zanotowała Partia Ludowa na historycznych Països catalans („państwach katalońskich”), składających się m.in. z Katalonii właściwej, Walencji i Balearów. PP odniosła historyczną porażkę w wyborach do autonomicznego parlamentu Walencji. Chociaż pozostała najczęściej wybieranym ugrupowaniem, to straciła prawie połowę mandatów i po 24 latach nieprzerwanych rządów będzie musiała oddać władzę koalicji partii lewicowych oraz autonomistów i „nacjonalistów” walencko-katalońskich. Podobny schemat widać w wyborach do samorządów i parlamentu Balearów: władza nad archipelagiem wymyka się Partii Ludowej, mandaty traci też „tradycyjna” Partia Socjalistyczna (PSOE), a przejmuje je Podemos (pierwszy raz wchodząc na scenę polityczną) i partia regionalistyczna (MÉS). Utrata rządów przez PP, niechętną autonomizmom i językom regionalnym, zmieni kształt polityki językowo-kulturowej Balearów i Walencji. Balearscy nauczyciele, od jesieni strajkujący przeciw ograniczeniu roli języka katalońskiego/balearskiego w nauczaniu, w dzień po wyborach przerwali swój protest.

Mapa drogowa ku niepodległości

Przyglądając się dość skomplikowanemu systemowi podziału Królestwa Hiszpanii na regiony autonomiczne, łatwo zapomnieć o różnicach między prowincjami. I tak, wybory do najważniejszego politycznie parlamentu autonomicznego – katalońskiego – nie odbyły się (tak jak w większości hiszpańskich regionów) w niedzielę, a są planowane na 27 września i mają mieć specjalny charakter. Partie niepodległościowe – przede wszystkim prawicowa, rządząca obecnie Convergència i Unió (CiU) oraz opozycyjna lewicowa Esquerra Republicana de Catalunya (ERC) – ustaliły wspólnie, że w odpowiedzi na sprzeciw Madrytu wobec organizacji referendum niepodległościowego nadchodzące przyspieszone wybory będą de facto niepodległościowym plebiscytem, w którym głos na jedną z tych partii będzie jednoznaczny z opowiedzeniem się za powstaniem niezależnej Republiki Katalońskiej. Dalsza część tej „mapy drogowej”, podpisanej w marcu przez główne partie i organizacje obywatelskie działające na rzecz niepodległości, przewiduje, że w przypadku zwycięstwa bloku niepodległościowego nowy rząd ma rozpocząć tworzenie i przejmowanie instytucji i struktur państwowych: służby zdrowia, infrastruktury, prawa, dostaw energii, bezpieczeństwa i skarbu. Jednocześnie mają ruszyć prace nad projektem konstytucji dla powstającego państwa i nowe negocjacje z Madrytem. W ciągu kolejnych miesięcy, między lipcem 2016 a marcem 2017 r., ma odbyć się referendum, które stworzy obywatelom możliwość ostatecznego zdecydowania o przyszłości regionu.

Kataloński osioł

Majowe wybory samorządowe są więc podwójnie istotne dla tego procesu. Po pierwsze są barometrem nastrojów Katalończyków. Tendencja jest oczywista, partie niepodległościowe otrzymują coraz więcej głosów. Głosów na reprezentantów partii niepodległościowych oddano w sumie 1,4 mln, a partii unionistycznych – milion. W całej Katalonii przełoży się to na 6 tys. radnych reprezentujących opcję niepodległościową, podczas gdy opcję przeciwną reprezentuje niecałe 2200 radnych. A jeszcze cztery lata temu to unioniści mieli przewagę. Jednocześnie głosy w obrębie partii niepodległościowych zaczynają przesuwać się coraz bardziej w kierunku ugrupowań lewicowych.

Po drugie, samorządy lokalne jako takie są ważnym klockiem w niepodległościowej układance. Na przekór stereotypom, że ruch niepodległościowy jest napędzany egoizmem bogatych Barcelończyków, najsilniejszy impuls do secesji daje od lat katalońska prowincja i małe miasteczka. Samorządy lokalne odkrywają aktywną rolę polityczną w procesie niepodległościowym. Od momentu jego powstania w grudniu 2011 r., do Stowarzyszenia Gmin na Rzecz Niepodległości (Associació de Municipis per la Independència) przystąpiło już 75 proc. samorządów lokalnych w Katalonii. Część z nich ogłosiła się już nawet „Wolnym Terytorium Katalońskim” (Territori Català Lliure), które w sumie pokrywa 21 proc. powierzchni regionu.

W wielu miasteczkach już dawno z budynków instytucji publicznych zniknęły hiszpańskie flagi i powiewa już na nich tylko katalońska senyera. Madryt próbuje tego zakazywać, ale w efekcie pełni inwencji burmistrzowie dowieszają na przykład obok dużej flagi Katalonii mały papierowy proporczyk w barwach Hiszpanii albo flagę w normalnym rozmiarze, ale w towarzystwie flag wszystkich państw Unii Europejskiej. Nic dziwnego, że Katalończycy są dumni, że ich symbolem jest osioł – uparcie i inteligentnie przeciwstawiający się aroganckiemu kastylijskiemu bykowi.

„Tusind tak Danmark”

Miesiąc temu w wielu punktach Katalonii zawisła nieoczekiwanie jeszcze inna flaga – duńska, a katalońskojęzyczne media społecznościowe zaćwierkały „dziękuję” po duńsku (#TakDanmark). Był to skutek uchwały przyjętej przez parlament Danii, która uznała prawo Katalończyków do decydowania o swojej suwerenności i niepodległości. Jest to deklaracja przełomowa, bo do tej pory Bruksela i inne stolice europejskie deklarowały, że „kwestia katalońska” jest wewnętrzną sprawą Hiszpanii. Dwa lata temu wyrazy sympatii i wsparcia udzielili Katalończykom premierzy Łotwy i Litwy, za co zresztą zostali natychmiast ostro skrytykowani przez Madryt.

Dodatkowy kontekst tym międzynarodowym deklaracjom dodają własne doświadczenia tych trzech państw z kwestią separatyzmu. Dania już dawno uznała prawo swoich terytoriów do suwerenności – Grenlandia i Wyspy Owcze cieszą się bardzo dużą autonomią i mogą w każdej chwili zwołać referendum niepodległościowe. Kraje bałtyckie natomiast same uzyskały niepodległość przez jednostronne ogłoszenie niepodległości.

Wybory po wyborach

Przyrost głosów oddanych na kandydatów niepodległościowych jest duży w porównaniu z poprzednimi wyborami samorządowymi – z 38 do 45 proc. Największy znak zapytania w tym procesie to jednak nowe lewicowe ruchy społeczne. Sama Barcelona od lat pozostaje, nieco paradoksalnie, głównym ogniskiem sprzeciwu wobec separacji regionu, którego jest stolicą. Przekonanie jej mieszkańców do secesji jest warunkiem powodzenia procesu niepodległościowego. Choć Ada Colau zapewnia, że uznaje suwerenność i prawo Katalonii do decydowania o swojej przyszłości, ocenia, że niepodległość jest mniej istotna od kwestii społecznych i zapowiada, że udział Barcelony w Stowarzyszeniu Gmin na rzecz Niepodległości powinien być rozstrzygnięty w głosowaniu obywatelskim.

Sympatie członków jej partii nie są jednoznaczne, co ilustruje atmosfera w jej sztabie po ogłoszeniu zwycięstwa. Gdy Colau przemawiała po katalońsku, sala odpowiadała jej i wiwatowała w języku hiszpańskim. Cytowane wyżej słowa o suwerenności spotkały się z aplauzem wyraźnie mniejszym niż inne jej wypowiedzi tego wieczoru.

Pablo Iglesias, lider Podemos, ma rację, że jesienne wybory hiszpańskie prawdopodobnie oddadzą władzę lewicy i niezależnie od tego, czy jego partia będzie rządzić sama, w koalicji z PSOE czy wcale, to Katalończykom przyjdzie negocjować z nowym rządem, który do autonomii katalońskiej będzie nastawiony prawdopodobnie przychylniej niż nieprzejednana w tych kwestiach Partia Ludowa. Być może ustępstwa Madrytu zaspokoją żądania Katalończyków. Ale jeśli tak się nie stanie, trudno będzie zatrzymać raz rozbudzony entuzjazm mieszkańców większej części Katalonii.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 333

(21/2015)
29 maja 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj