Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] Rozwój...

[Projekt: Polska] Rozwój gospodarczy? Nie ma jednej recepty

Paweł Gliniak

W marcu Leszek Balcerowicz został członkiem Międzynarodowej Rady Doradczej na Ukrainie. Czy dzisiejsze recepty na rozwój gospodarczy mogą być takie same jak 20 lat temu? Zanim eksperci przygotują kolejny pakiet reform, warto wyciągnąć wnioski z historii kryzysów ekonomicznych w Azji Południowo-Wschodniej.

Pod koniec ubiegłego wieku wśród ekonomistów panował konsensus co do „idealnej” recepty na zreformowanie gospodarki. Modelowanie matematyczne nieuwzględniające uwarunkowań instytucjonalnych, dodatni bilans makroekonomiczny, minimalna ingerencja państwa, prywatyzacja – to miał być klucz do rozwoju.

Państwa Azji Południowo-Wschodniej – Tajlandia, Malezja, Indonezja – doświadczały w drugiej połowie XX w. intensywnego wzrostu gospodarczego. Ich PKB rosło nierzadko w dwucyfrowym tempie, jednocześnie jednak nie dochodziło do równie szybkich przemian społecznych czy politycznych.

Raptowna dewaluacja tajskiego bahta, która zapoczątkowała kryzys w 1997 r., spowodowała rosnącą panikę na globalnym rynku, a tym sa­mym spadek wartości innych, jak się okazało przecenionych, walut i aktywów na azjatyckich giełdach. Spadek wartości waluty to główny, ale nie jedyny powód wystąpienia tak silnego kryzysu w Tajlandii. Przyczyniła się do niego również słabość instytucji formalnych i nieformalnych, czego przykładem jest obecna w tym kraju po dziś dzień, wywodząca się z epoki feudalnej zasada patronażu, klientelizmu, protekcji czy niepodważania hierarchii zastanej w społeczeństwie. Sprzyjało to rozwojowi korupcji, wpływając np. na relacje między bankami a władzami w Tajlandii.

Indonezja, ze względu na autorytarny charakter rządów, była postrzegana jako państwo, które szybko poradzi sobie z kryzysem. Generał Suharto uważany był za przywódcę, który sprawnie i bez zwracania uwagi na opinię publiczną wdroży potrzebne działania. Wyzwanie to przerosło jednak rząd indonezyjski, co zmusiło go do zwrócenia się z prośbą o wsparcie do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Indonezja otrzymała pomoc w zamian za spełnienie warunków konsensusu waszyngtońskiego – prowadzenie ścisłej polityki monetarnej, utrzymywanie zbilansowanego budżetu państwa, restrukturyzację sektora finanso­wego, zamknięcie szesnastu niewypłacalnych banków czy przeprowadzenie reform mających zwiększyć efektywność i transparentność sektora korporacyjnego. Zaaplikowany pakiet finansowy nie spełnił swojego zadania i nie ustabili­zował indonezyjskiej rupii. Do końca 1997 r. w stosunku do dolara amerykańskiego wartość indonezyjskiej waluty spadła o ponad połowę, a w styczniu 1998 r. osiągnęła rekordowo niski poziom, co przyczyniło się do paniki wśród kla­sy politycznej i zamieszek. Wkrótce po tych wydarzeniach, po 32 latach, z piastowanego urzędu ustąpił generał Suharto. Trzeba jednak zaznaczyć, że w czasie globalnej demokratyzacji kryzys finansowy mógł przyspieszyć ustąpienie generała, choć nie był jedyną przyczyną zmiany władzy.

Przykład Indonezji pokazał nieadekwatność zasady one fits all, zakładającej istnienie jednej uniwersalnej recepty na rozwój gospodarki. Sektor bankowy nie został oczyszczony z niewydajnych podmiotów, dodatkowo – wskutek ścisłej polityki monetarnej i fiskalnej – Indonezję dotknął kryzys. Negatywne skutki przyniosła również polityka redukcji wydatków budżetowych i podnoszenia stóp procentowych, zaaplikowana w kraju, który notował wówczas nadwyżkę budżetową, ponadto miał mały deficyt i wysokie oszczędności. Zastosowane środki odstraszały inwestorów i uderzyły w sektor bankowy. W efekcie, mimo wymuszonego otwarcia indonezyjskiego rynku na zagranicznych inwestorów, zatrudnienie w firmach z zagranicznym kapitałem znalazło jedynie 1 proc. pracowników.

W efekcie Indonezja, która przed kryzysem wybiła się i wyszła z grona państw ubogich, na skutek polityki realizowanej przez MFW wróciła do tego grona. Znacznie wzrosło bezrobocie, a spadek wartości waluty (po kryzysie rupia osiągnęła tylko 25 proc. wartości sprzed kryzysu), przy wzroście cen produk­tów importowanych, spowodował, że wielomilionowa populacja musiała drastycznie obniżyć standard życia. Ogromna liczba osób, które do tej pory uznawane były za klasę średnią lub aspirowały do włączenia się do tej grupy, utraciła majątki całego życia. Spadły produktywność oraz poczucie bezpieczeństwa wśród ludności. Sam proces negocjacji był niezwykle upokarzający dla rządów przyjmujących pomoc. Rozgoryczeni azjatyccy politycy domniemywali, że przedstawiciele funduszu w ramach przedstawionych warunków chcieli załatwić interesy wielkich komercyjnych firm, które miały uzyskać łatwy dostęp do kwitnących przed kryzysem azjatyckich rynków.

Przykład Indonezji w sposób wyrazisty odzwierciedla problem, jakim coraz częściej zajmują się ekonomiści. Polityka gospodarcza nie może być prowadzona w oderwaniu od lokalnych realiów. Dla ekonomisty zajmującego się danym państwem ważna jest nie tylko wiedza o procesach ekonomicznych, ale również znajomość lokalnych instytucji, uwarunkowań kulturowych, społecznych i historycznych. Przykładami badań uwzględniających tę tematykę są coroczne raporty „Global Competitiveness Report”, „Doing Business” czy „World Development Indicator”.

Przekonanie, że matematyczne modele, deregulacja czy maksymalna prywatyzacja mogą działać pod każdą szerokością geograficzną i prowadzą do zbudowania dobrze działającej gospodarki ze sprawiedliwym rynkiem pracy, jest mylne. Tak rozumiany „klucz do rozwoju” nie rozwiąże wszystkich problemów krajów rozwijających się, takich jak korupcja, pułapka średniego dochodu, nierówności gospodarcze między poszczególnymi grupami społecznymi czy całymi regionami, nieefektywne instytucje gospodarujące zasobami, słaba ochrona środowiska naturalnego czy wysokie koszty transakcji. Dramatyczny przypadek Indonezji jest tego najlepszym przykładem.

SKOMENTUJ

Nr 381

(17/2016)
2 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj