Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Kongres Kultury –...

Kongres Kultury – zmarnowana szansa

Marek Kazmierski

Weekend 7-9 października był dramatycznym i nie do końca jasnym momentem dla sektora artystycznego w Polsce.

W tych dniach Warszawie odbył się Kongres Kultury, we Wrocławiu zaś Międzynarodowy Festiwal Opowiadań pod hasłem „Historia przyszłości”, a niejako pomiędzy nimi, w ramach wydarzeń połączonych z Europejską Stolicą Kultury, druga otwarta sesja Cyber Akademii „Nowa Komunikacja Kultury” w Warszawskim instytucie NINA.

Te same osoby, tematy, konkluzje

Nie udało mi się dotrzeć do Wrocławia na MFO, a szkoda, bo tematem przewodzącym w tym roku była zagubiona powieść science-fiction Adama Mickiewicza, w tym wystawa dzieł artystów oparta na wątkach, które wieszcz zamieścił w tej właśnie pracy.

Z tej racji jednak, że technologia nie pozwala nam jeszcze być w dwóch miejscach jednocześnie, udałem się na Kongres Kultury w Pałacu Kultury i Nauki. Kilka osób mówiło mi, że miał on być odpowiedzią na polityczne zmiany w Polsce i dać szansę na przedyskutowanie tego, co się zmieniło w sferze polskiej kultury od ustanowienia nowego rządu. Nie wiem jednak, czy cokolwiek zostało tam ustalone, bo na kilkudniowym wydarzeniu zdołałem wytrzymać zaledwie kilka godzin.

Co przegoniło mnie z PKiN? Zacznijmy od tego, co działo się przy samym wejściu. Otóż w głównej, wielkiej sali odbywały się jednocześnie dwie dyskusje, oddzielone jedynie cienką ścianką. Po jednej stronie: debata o kulturze i dzieciach; po drugiej: o kulturze i biznesie. Pomijając fakt, że obydwie strony, stojąc lub siedząc plecami do siebie, musiały się nawzajem przekrzykiwać, warto zaznaczyć, że w jednym panelu było pięć pań, a w drugim sześciu panów w garniturach.

Czytelnikowi pozostawiam rozszyfrowanie, który panel zajmował się kulturą dla dzieci, a który biznesem, ale znajomi spotkani na widowni mówili, że osoby w panelach zawsze te same, podobnie jak tematy i konkluzje.

Choć niewiele dało się usłyszeć, wszystko było jasne – takie wydarzenia to jak zwykle szansa, by zobaczyć innych, zostać zauważonym i by dostać jedną, maksymalnie dwie przydatne wizytówki. Odwiedziłem jeszcze kilka innych sal – z dyskusjami na temat polityki kulturalnej, młodzieży i samoorganizacji, ale nie znalazłem niczego, co mogło by mnie zainteresować. Wyszedłem więc, oszołomiony tłumem i hałasem, by przemyśleć wrażenia na świeżym powietrzu.

Kultura przez małe „k”

Uczę angielskiego w różnych miejscach, w tym w jednej z największych radiostacji w kraju, w firmie produkującej gry komputerowe, w Ministerstwie Rozwoju, Ministerstwie Cyfryzacji oraz w instytucjach zajmujących się alokacją funduszy europejskich. Ale na Kongresie widziałem tylko osoby z tych „wyższych” sfer kulturalnych – literatury, opery, sztuki współczesnej. Gdy rozmawiałem z moimi uczniami już po Kongresie, dowiedziałem się, że nie tylko żaden/żadna z nich nie został/a zaproszony/a na Kongres, ale żaden/żadna z nich o nim nie wiedział/a.

To uderzające, ponieważ w tym samym tygodniu magazyn „Forbes” opublikował swoją listę pięciu najwyżej wycenianych amerykańskich firm. W 2006 r. na tej liście była tylko jedna firma z branży technologii cyfrowych; w 2016 – tylko jedna firma na liście do tej branży nie należała (Apple, Google, Microsoft, Amazon i ExxonMobil; na szóstym miejscu był Facebook). Skoro świat tak dramatycznie się zmienił, gdzie na Kongresie byli ludzie z Google Campus Warsaw, z CD Projekt RED (najwyżej wyceniana firma w Polsce, producent gry „Wiedźmin”) lub ci od kanałów online, mediów społecznych czy innych innowacyjnych sektorów?

Kilka dni po Kongresie otrzymałem maila od organizatorów, w którym piszą: „Kongres Kultury 2016 był spotkaniem niezwykłym z kilku powodów…”. Nie lubię takich samozachwytów, ale czytałem dalej. Niestety nie ma w nim żadnej nutki krytycyzmu, ani wobec samego wydarzenia, ani wobec szerzej rozumianego świata kultury w Polsce. „Zebraliśmy się, nie rozchodźmy się, lecz odpowiedzmy wspólnym czynem na potrzebę budowania tego, co wspólne i troski o to, co drogie nam wszystkim – kulturę”, pisze dyrektor Kongresu, co brzmi jeszcze dziwniej niż ostatni apel ministra kultury, Piotr Glińskiego, wypowiedziany na Akademii Sztuki w Szczecinie: „Wychowujmy prawdziwych humanistów i uczmy artystycznego rzemiosła… Poszukujcie, bądźcie – jak pisał wielki polski socjolog Stanisław Ossowski – nieposłuszni w myśleniu, bądźcie nawet, jak powtarzał jeden z moich profesorów, na swój sposób bezczelni, ale nie idźcie na skróty, nie szukajcie taniego poklasku, a przede wszystkim szanujcie innych ludzi”.

Czy organizatorzy Kongresu Kultury szanują innych ludzi? Innych, to znaczy kulturalnych przez małe „k”? Ciekawe pytanie. Tych, którzy przemawiali kilka dni później w ramach Cyber Akademii NINA, nie było w PKiN-ie, a to coś mówi. Młodzi, skromni, hojni twórcy takich kreatywnych inicjatyw jak „Contemporary Lynx” (angielskojęzycznego magazynu o polskiej sztuce współczesnej), going.pl (aplikacji o wydarzeniach kulturalnych w różnych polskich miastach) lub Cool Kids on Real (nowego rodzaju agencji kreatywnej, łączącej działania w zakresie marketingu, technologii, sztuki i dizajnu) przedstawiali nam historie o tym, jak zaczynali, jakie problemy pokonywali i jak planują rozwijać się w przyszłości.

Profesjonalny poziom organizacji, multimedialność i atmosfera otwartego, kreatywnego myślenia – to elementy, których brakowało na Kongresie Kultury. Tak jakby sektor „kultury wyższej” w Polsce całą winę za negatywne wydarzenia zwalał na rząd, nie szukając rozwiązań gdzie indziej – nawet jeśli rozmowy miały dotyczyć nowych pokoleń odbiorców lub pieniędzy na sztukę.

***

Może za rok da się sprawić, by „sztuka i biznes” naprawdę usiadły razem i porozmawiały o przyszłości, ale martwię się, że ta szansa przepadnie, tak jak i przepadł słynny rękopis Mickiewiczowej powieści science-fiction. Niewiele osób dziś wie, że Mickiewicz sam inwestował w takie startupy jak fotografia (co wtedy było zupełnie nową technologią), był też jednym z pierwszych nurkujących ze sprzętem umożliwiającym oddychanie pod wodą.

Znamy go dziś tylko ze szkolnych lektur i pompatycznych pomników, a to szkoda, bo jeśli historia ma zapamiętać nas jako naprawdę kulturalnych i kreatywnych, nie zaś jako dinozaury przygniecione tonami „poważnych książek”, musimy rozliczać się rzetelnie z błędnych działań i być gotowi dać się zaskoczyć, a nie zanudzić – a tu niestety Kongres Kultury zawiódł.

* Poprawka [2.11.2016]: W pierwotnej wersji tekstu podano błędną datę Kongresu Kultury. Spotkanie odbyło się w dniach 7-9 października a nie 15-16 października. 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 407

(43/2016)
27 października 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj