Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Część rodziców dopiero...

Część rodziców dopiero teraz zauważyła, że nie dogaduje się ze swoimi dziećmi

Z Oliwią Pogodzińską rozmawia Jakub Bodziony

„Część rodziców dopiero teraz zauważyła, że ich dziecko czasem nie wstaje z łóżka przez cały dzień. Wiele problemów w relacjach było dotychczas przykrytych przez małą ilość rozmów i spędzanego razem czasu. Teraz przychodzi nam się z nimi skonfrontować”, mówi psycholożka i konsultantka w telefonie zaufania dla dzieci i rodziców.

Jakub Bodziony: Na czym polega pani praca?

Oliwia Pogodzińska: Jestem konsultantką w telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111) i dla rodziców oraz nauczycieli (800 100 100) – oba numery są prowadzone przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS). Rozmawiamy z młodymi osobami i ich opiekunami o problemach, z którymi się spotykają. Mówią o nich przez telefon lub przesyłają wiadomości przez stronę internetową.

Teraz jest więcej zgłoszeń?

Pracy jest bardzo dużo. Teraz działamy 24 godziny na dobę, wcześniej pracowaliśmy od południa do drugiej w nocy. Mamy znacznie więcej kontaktów, szczególnie wiadomości, od początku izolacji i zamknięcia szkół. Zmieniły się też tematy, z którymi młodzież się do nas zwraca – więcej mówi o przemocy w domach, trudnościach w relacjach z najbliższymi osobami i brakiem kontaktu z rówieśnikami.

Jak na waszą pracę wpłynął brak dotacji z Ministerstwa Sprawiedliwości?

Fundusze z tego konkursu miały być przeznaczone na działanie Centrum Pomocy Dzieciom, które prowadzi fundacja – nie stricte telefonu zaufania. FDDS oferuje kompleksową pomoc psychologiczną, psychiatryczną i prawną dzieciom, ich opiekunom i ofiarom przestępstw. W związku z brakiem dotacji jesteśmy zmuszeni poszukiwać innych form finansowania, liczyć na wsparcie sponsorów i darczyńców indywidualnych. FDDS uruchomiło także specjalną zbiórkę na pomoc podopiecznym – można ją znaleźć na fundacyjnym Facebooku.

Brak kontaktu z kolegami i koleżankami wywołuje frustrację, dodatkowo pogłębianą przez natłok informacji, który dociera do młodych ludzi z każdej strony i przez całą dobę.

Oliwia Pogodzińska

Czy obecnie dla dzieci większym problemem jest izolacja rówieśnicza czy relacje wewnątrz rodzin?

Trudno powiedzieć, bo to są dwa różne źródła napięcia dla młodych osób. Brak kontaktu z kolegami i koleżankami wywołuje frustrację, dodatkowo pogłębianą przez natłok informacji, który dociera do młodych ludzi z każdej strony i przez całą dobę. Martwią się też o swoich bliskich, z którymi często mają trudności w rozmowie.

Dlaczego?

W momencie, kiedy wszyscy jesteśmy zamknięci w czterech ścianach, naturalnie pojawia się więcej konfliktów między domownikami. To są nieporozumienia o sprawy codzienne, ale też nieradzenie sobie z natłokiem emocji – zarówno ze strony dzieci, jak i dorosłych.

Częściej pojawia się przemoc?

Tak.

Również wśród rodzin, w których wcześniej nie było przypadków takich zachowań?

Zdecydowanie tak. Mieliśmy wiele telefonów od dzieci, które mówiły, że nigdy nie spotkały się z podobną reakcją ze strony rodziców. To narastające napięcie, o którym już mówiłam, to wspólny mianownik obecnych problemów. Zarówno dorośli, jak i młodzi ludzie nie mają swojej przestrzeni, przez co pośrednio zostają pozbawieni możliwości zatroszczenia się o siebie. W tym stanie bardzo łatwo o krzywdzące zachowania wobec swoich bliskich – od krzyku do przemocy fizycznej.

Jak reagujecie, kiedy dzwoni do was dziecko, które skarży się na przemoc domową?

Przede wszystkim staramy się dać mu bezpieczną przestrzeń do opowiedzenia o swoich emocjach i perspektywie na tę sytuację – jak ona wpływa na jego samopoczucie i funkcjonowanie. Sprawdzamy też zasoby młodej osoby, wewnętrzne – związane z gotowością do szukania pomocy; i zewnętrzne – czyli to, czy młody człowiek ma do kogo zwrócić się o pomoc, tak aby ktoś dorosły w jego imieniu porozmawiał z rodzicem i pokazał, że dane zachowanie nie jest właściwe.

A jeśli tych zasobów nie ma?

Zdarza się tak, że te zasoby zostają wyczerpane, a rozmowa ze szkolnym psychologiem albo innym członkiem rodziny nie zmieniła sytuacji. Wtedy w porozumieniu z dzieckiem kontaktujemy się z osobą z jego otoczenia i ustalamy, jak realnie można pomóc. Do takich ludzi czasem zaliczają się pracownicy ośrodka pomocy społecznej (OPS) lub nauczyciele. Wspólnie z nimi zastanawiamy się, co możemy obecnie zrobić, biorąc pod uwagę trudne warunki.

Jakie są możliwości?

Po zapoznaniu się z sytuacją dziecka i jego rodziny, pracownicy OPS-u mogą wysłać odpowiedni wniosek do sądu o zbadanie sprawy i ewentualne założenie niebieskiej karty. To uruchamia spotkanie grupy interdyscyplinarnych specjalistów, którzy mają ustalić sposoby wpływania na rodziców, tak aby zaprzestać krzywdzenia dziecka. Pomimo stanu związanego z epidemią procedura wciąż działa.

Jak dzieci reagują na zmianę warunków swojego życia?

Dla wielu młodych osób brak możliwości spotkania się ze swoimi rówieśnikami czy nauczycielem jest dużym utrudnieniem. Wiąże się to z dodatkowym stresem i pogłębia poczucie osamotnienia. Nie można podejść i zamienić kilku słów, trudno jest dogadać się z nauczycielem w sprawie zaliczenia pracy i poprawienia oceny w elektronicznym dzienniku. Zwłaszcza że nie wszystkie dzieci mają możliwość korzystania z lekcji online, część tylko wykonuje zadane prace domowe. To, co może być zaskakujące dla części osób, które sądzą, że młodzież czuje się wspaniale w sieci, to fakt, że jej bardzo brakuje realnych spotkań.

Czego konkretnie?

Śmiechu, rozmów ze znajomymi, wspólnego czasu na lekcjach i przerwach. Chcą się przytulić do przyjaciela albo potrzymać za rękę z chłopakiem. Ale są też dzieci, dla których niechodzenie do szkoły wiąże się z pewną ulgą.

Dlaczego?

Nie każdemu kontakty społeczne przychodzą z łatwością. Dla wielu młodych osób wypowiedzenie się na forum klasy albo przebywanie wśród rówieśników jest sporym wyzwaniem. Teraz to oni mówią, że „wreszcie wszyscy funkcjonują tak jak ja”, a ich ciągłe przesiadywanie we własnych pokojach to standard obowiązujący wszystkich kolegów i koleżanki. Dla każdego ta izolacja może oznaczać co innego, chociaż wydaję mi się, że najgorszy czas już minął, wraz z odwołaniem ograniczeń o przebywaniu nastolatków na zewnątrz.

Zarówno dorośli, jak i młodzi ludzie nie mają swojej przestrzeni, przez co pośrednio zostają pozbawieni możliwości zatroszczenia się o siebie. W tym stanie bardzo łatwo o krzywdzące zachowania wobec swoich bliskich – od krzyku do przemocy fizycznej.

Oliwia Pogodzińska

Czyli nie spodziewa się pani, że izolacja może skutkować uzależnieniem dzieci i młodzieży od świata wirtualnego?

Nie mogę tego powiedzieć ze stuprocentową pewnością, ale widzę, jak dużym problemem jest brak kontaktu z rówieśnikami. W rozmowach dzieci mówią o tym, że nie mogą się doczekać spotkania ze znajomymi, wspólnego ogniska czy wyjścia na podwórko. Natomiast lęk społeczny przed kontaktem z rówieśnikami, który był wcześniej obecny, w obecnej sytuacji może narastać. W konsekwencji, te dzieci będą potrzebowały więcej czasu, żeby oswoić się ponownie ze swoją grupą.

Skoro brakuje im spotkań w rzeczywistości, to nie obawiają się, że relacje między nimi mogą się zmienić przez izolację?

Istnieje obawa o przyszłość ich relacji przyjacielskich i romantycznych – czy po powrocie do normalności będą one tak dobre jak kiedyś.

W jak dużym stopniu ich relacje sprzed epidemii przeniosły się do internetu?

Młodzież poradziła sobie z tym bardzo sprawnie i często w grupach znajomych organizują sobie regularne spotkania online – umawiają się na wspólny trening, zabawę czy oglądanie filmu. W ten sposób starają się zachować namiastkę rzeczywistego kontaktu. W rozmowach często staramy się pokazywać im takie możliwości, które mogą pomóc w sytuacji, która jest od nich zupełnie niezależna.

I jak oni reagują?

Różnie. Część jest bardzo otwarta na takie rozwiązania, a inni mówią, że to ich krępuje, skarżą się również na brak czasu.

Ze względy na obowiązki szkolne?

To jest czynnik, który w bardzo dużym stopniu ogranicza możliwość kontaktu pomiędzy dziećmi. Czasem młodzi ludzie mówią nam, że zajmują się lekcjami od rana do wieczora, potem muszą coś zrobić w domu i wolnego czasu pozostaje im bardzo mało.

Część rodziców i uczniów skarży się na to, że sporo część obecnego nauczania sprowadza się do zadawania dużej ilości prac domowych. Z jednej strony, można powiedzieć, że to utrzymuje rutynę dziecka i tworzy namiastkę szkolnej atmosfery. Z drugiej, ilość pracy może po prostu przytłoczyć uczniów.

Trudno to jednoznacznie ocenić i należy pamiętać, że nauczyciele również zostali postawieni w bardzo skomplikowanej sytuacji. Nie mają konkretnych wytycznych, które określają zasady pracy z uczniami. Ich podejście w dużej części zależy od możliwości technicznych szkoły oraz stanowisk dyrekcji i kuratorium. Myślę, że duża cześć pedagogów ma problem z wymierzeniem ilości zadawanych do domu prac, których realizacja każdemu uczniowi zajmuje inną ilość czasu.

Zwłaszcza że obecna sytuacja sprzyja rozproszeniu i trudności w zapamiętywaniu nowych informacji. Nie każde dziecko ma też swój własny pokój, biurko i komputer. Czasem jest tak, że cała rodzina korzysta z jednego laptopa i wszyscy muszą się nim jakoś podzielić.

Rodzice są zmęczeni. Mówią o trudnościach związanych z relacjami z dziećmi, że nie do końca sobie radzą. Trudno im pogodzić różne sfery w jednej przestrzeni swojego życia.

Oliwia Pogodzińska

Wykluczenie cyfrowe jest istotnym problemem dla uczniów?

Rzadko się zdarza, że ktoś zupełnie nie ma możliwości korzystania z internetu czy komputera. Te trudności pojawiają się zazwyczaj u młodszych dzieci, które często nie posiadają własnych smartfonów – nie mogą odebrać maila, wysłać zdjęcia, a to utrudnia im kontakt z nauczycielem. Ale zazwyczaj spotykamy się z głosami, że muszą się dzielić urządzeniem czy biurkiem z rodzeństwem albo z rodzicami.

Mówiła pani o tym, że Fundacja prowadzi również numer dla rodziców i nauczycieli. Z jakimi problemami dzwonią?

Rodzice są zmęczeni. Mówią o trudnościach związanych z relacjami z dziećmi, że nie do końca sobie radzą. Trudno im pogodzić różne sfery w jednej przestrzeni swojego życia. Staramy się spełniać wtedy rolę psychoedukatorów, którzy tłumaczą przyczyny różnych reakcji dzieci. Podkreślamy również to, jak ważny jest kontakt ze specjalistą, bo rozmowa z nami jest tylko pierwszym krokiem i nie może dzieciom ani dorosłym zastąpić profesjonalnej pomocy psychologicznej.

Czasem jest tak, że bycie razem sprzyja dostrzeżeniu trudności, które były już wcześniej obecne w relacjach rodziców z dziećmi. Wcześniej rodzica mogło nie być w domu na tyle często, że nawet nie dostrzegał, że nie dogaduje się ze swoim synem lub córką. Część rodziców dopiero teraz zauważyła, że ich dziecko czasem nie wstaje z łóżka przez cały dzień. Wiele problemów w relacjach było dotychczas przykrytych przez małą ilość rozmów i spędzanego razem czasu. Teraz przychodzi nam się z nimi skonfrontować.

Czyli paradoksalnie ta sytuacja może poprawić rodzinne relacje?

Myślę, że efekty będą bardzo różne. Niektórzy z nas będą po tym czasie bardziej świadomi tego, co się dzieje w relacjach rodzinnych, a inni będą woleli pozostać w nieświadomości i czekać aż to wszystko się wreszcie skończy.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 590

(19/2020)
28 kwietnia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj