Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > America is back....

America is back. O Bidenowskim planie ratowania gospodarki

Adam Traczyk

„Dobry kryzys nie może się zmarnować” – demokraci wzięli sobie tę przypisywaną Winstonowi Churchillowi maksymę do serca. Przyjęty przez Kongres American Rescue Plan zwiastuje największy od dekad zwrot w amerykańskiej polityce.

W czasie swojego wystąpienia na niedawnej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Joe Biden kilka razy powtórzył frazę „Ameryka powróciła”. Po czterech latach turbulencji pod rządami Trumpa nowy prezydent chce, aby Stany Zjednoczone „na nowo zasłużyły na miano przywódcy godnego zaufania”. Czas pokaże, czy Bidenowi rzeczywiście uda odbudować się pozycję Waszyngtonu na globalnej szachownicy. Ale wiemy już, że na poważnie podszedł do słów Johna F. Kennedy’ego, który twierdził, że „żaden naród nie może być silniejszy poza swoimi granicami, niż jest w swoim domu”.

Fundamentem potęgi demokracji na arenie międzynarodowej jest bowiem ich wewnętrzna kondycja i witalność. Tymczasem, Ameryka od lat gniła od środka, a American dream stał się jeśli nie koszmarem, to zaledwie mglistym wspomnieniem.

Wystarczy wspomnieć, że realne zarobki pracowników na stanowiskach niekierowniczych są dziś na tym samym poziomie co… 45 lat temu. W 1970 roku aż 90 procent trzysiestolatków zarabiało więcej niż ich rodzice w tym samym wieku. W 2010 roku było ich już tylko 50 procent. Nadzieje na lepsze jutro zastąpiła niepewność. Kolejne rządy przyglądały się temu mniej lub bardziej biernie, bo zgodnie z dogmatami reaganomiki (od nazwiska wolnorynkowego prezydenta Ronalda Reagana) miały nie wtrącać się do gospodarki lub jak w przypadku Obamy – do reform zabierały się bez koniecznej determinacji.

Także Trump, rzekomy wyraziciel gniewu i frustracji amerykańskiego ludu, podążał ścieżką neoliberalnej ortodoksji. To najbogatsi byli beneficjentami jego wielkiej reformy podatkowej. Jak wyliczyli w swojej książce The Triumph of InjusticeEmmanuel Saez i Gabriel Zucman, w jej wyniku w 2018 roku czterysta najbardziej majętnych amerykańskich rodzin płaciło podatki według stawki niższej niż uboższa połowa amerykańskich gospodarstw domowych.

Pandemiczny przewrót w ekonomii

Dopiero wybuch pandemii wybudził państwo z głębokiego snu. Gdy wiosną ubiegłego roku pracę straciło 35 milionów Amerykanów, nawet republikanie zdecydowali się na wypłatę powszechnej, bezpośredniej zapomogi w wysokości 1200 dolarów i wprowadzenie dodatkowych zasiłków dla bezrobotnych. Te rozwiązania przyniosły jedynie krótkotrwały efekt – między czerwcem a grudniem 8 milionów Amerykanów znalazło się poniżej granicy ubóstwa.

Republikanie szybko chcieli wrócić na dawne, wolnorynkowe tory – gdy rozgorzała dyskusja nad kolejnym pakietem antykryzysowym, lider republikanów w Senacie, Mitch McConnell, pomysł wypłaty kolejnych świadczeń w wysokości 2000 dolarów nazwał „socjalizmem dla bogatych”. Słowa te zakrawają na kiepski żart, gdy weźmie się pod uwagę, że w pierwszym pakiecie antykryzysowym republikanie uchwalili ulgi podatkowe dla 43 tysięcy najbogatszych Amerykanów w wysokości… 70 miliardów dolarów.

Dlatego podpisany w ubiegłym tygodniu przez Bidena American Rescue Plan to coś więcej niż tylko zestaw środków antykryzysowych. To zwiastun zerwania z dominującym od 40 lat paradygmatem ekonomicznym i redefinicji roli państwa w zarządzaniu procesami gospodarczo-społecznymi.

Choć Ameryka dzięki prowadzonej w ekspresowym wręcz tempie akcji szczepień wychodzi już powoli z kryzysu, to administracja Bidena nie zamierza ponownie ograniczać roli państwa. Plan demokratów nie zakłada dalszej liberalizacji i deregulacji gospodarki czy obniżek podatków dla najbogatszych, lecz roztoczenie parasola ochronnego nad najbiedniejszymi Amerykanami i klasą średnią.

Amerykańskie 500+

To właśnie do nich trafi lwia część wartego 1,9 biliona dolarów pakietu – w postaci czeków w wysokości 1400 dolarów, podwyższonych zapomóg na dzieci wypłacanych co miesiąc i zasiłków dla bezrobotnych. Czteroosobowa rodzina, w której pracuje tylko jeden rodzic, może liczyć na aż 12,5 tysiąca dolarów wsparcia. Prognozy mówią, że dzięki temu dochody 20 procent najbiedniejszych Amerykanów wzrosną o 20 procent, a ubóstwo wśród dzieci spadnie o ponad połowę. Skorzysta też klasa średnia – portfele 20 procent Amerykanów po środku drabiny dochodów zwiększą swoją objętość o 6 procent. Tylko najbogatsi nie dostaną nic ekstra. W ten sposób demokraci urządzają symboliczny pogrzeb tak zwanej teorii skapywania [ang. trickle-down theory], zgodnie z którą to redukcja obciążeń podatkowych dla najbogatszych prowadzi do powszechnego dobrobytu. Odczarowują również mit, że polityka społeczna służy tylko mniejszościom.

„Musimy pamiętać, że rząd nie jest jakąś obcą siłą w dalekiej stolicy. Rząd to my wszyscy”, mówił Biden w przemówieniu z okazji pierwszej rocznicy wybuchu pandemii. To zdecydowane odcięcie się nie tylko od słów Reagana o tym, że nie ma nic bardziej przerażającego niż urzędnik rządowy, który chce pomóc, ale i Billa Clintona wieszczącego, że era big government się skończyła. A przecież wypowiada je Joe Biden – centrysta, a nie rewolucjonista.

I rzeczywiście, sędziwy prezydent nie prowadzi ludu na barykady – lud już na nich siedzi. Trzy czwarte Amerykanów popiera pakiet stymulacyjny. Co ważniejsze, poza praktycznie wszystkimi wyborcami demokratów popiera go ponad 40 procent republikanów, w tym aż 63 procent tych o najniższych dochodach. W spolaryzowanej Ameryce, gdzie jeszcze kilka tygodni temu większość republikanów wierzyła, że Biden doszedł do władzy w wyniku spisku i fałszerstw wyborczych, to wynik wręcz oszałamiający.

Demokraci wyciągnęli wnioski z kryzysu

Rosnące nierówności, bieda i towarzyszące im poczucie niepewności trapiły Amerykę od lat. Jednak to dopiero pandemia stworzyła warunki do przestawienia politycznej wajchy. Nastroje społeczne pokrywają się z diagnozami oraz intuicjami demokratów, którzy wyciągnęli wnioski z kryzysu finansowego z lat 2008–2009. Nie tylko lewoskrzydłowi, jak Bernie Sanders, ale i establishmentowi centryści, jak lider partii w Senacie Chuck Schumer, są przekonani, że zrobiono wówczas za mało, aby postawić gospodarkę na nogi.

Liczby – zarówno te ekonomiczne, jak i polityczne – potwierdzają tę diagnozę. Po kryzysie finansowym Ameryka nie powróciła na przedkryzysową ścieżkę wzrostu, a społeczna frustracja wpierw pozwoliła najpierw odbić republikanom Izbę Reprezentantów, paraliżując prezydenturę Obamy już w połowie pierwszej kadencji, a następnie utorowała drogę populistycznej rewolucji Trumpa.

Tym razem ma być inaczej. Dzięki planowi demokratów Stany Zjednoczone nie tylko mają zniwelować szok covidowy, ale wskoczą również na ścieżkę wyższego wzrostu gospodarczego niż ten prognozowany przed pandemią. To ewenement na skalę światową – zgodnie z najnowszymi prognozami OECD tylko Turcji uda się podobna sztuka. Do tego sekretarz skarbu Janet Yellen przewiduje, że w przyszłym roku Stany Zjednoczone osiągną stan pełnego zatrudnienia, czyli poziomu około 4 procent. Dlatego – inaczej niż Obama – demokraci nie oglądają się na republikanów i robią swoje, wykorzystując minimalną przewagę w Senacie.

Ucieczka w lewo chroni demokrację

Oczywiście, American Rescue Plan mógł być ambitniejszy. Magazyn „Jacobin”, tuba amerykańskiej lewicy, napisał, że jest on „dobry, ale niewystarczająco dobry”. Przede wszystkim powinien zawierać długoterminowe rozwiązania, takie jak podwyższenie płacy minimalnej do 15 dolarów za godzinę. Propozycja ta, ze względu na opór części centrowych demokratów w Senacie, została póki co odłożona na półkę. Także inne zapisy pakietu ograniczone są czasowo. Niemniej, nawet Bernie Sanders stwierdził, że z perspektywy klasy pracującej to „najważniejszy akt legislacyjny w najnowszej historii Stanów Zjednoczonych”.

A przecież to nie było ostatnie słowo demokratów i Bidena, który rządzi dopiero od dwóch miesięcy. Biały Dom już zapowiedział, że będzie chciał, aby miesięczne zasiłki na dzieci wprowadzone zostały na stałe. Zapowiadana reforma podatkowa, mająca wycofać część ulg wprowadzonych przez Trumpa i podnieść podatki płacone przez najbogatszych Amerykanów i korporacje, pokazuje, że kierunek reform będzie kontynuowany.

Prawie sto lat temu Franklin Delano Roosevelt wprowadzał reformy Nowego Ładu, bo zdawał sobie sprawę, że pogłębiający się kryzys ekonomiczny może zagrozić amerykańskiej demokracji. We wspomnianym na wstępie przemówieniu obecny prezydent mówił: „Każdą cząstką siebie wierzę, że demokracja musi zwyciężyć i zwycięży. Musimy udowodnić, że demokracje mogą nadal służyć naszym obywatelom w tym zmieniającym się świecie”.

Wcielając w życie American Rescue Plan, Joe Biden udowodnił, że amerykańska demokracja nie jest całkowicie zepsuta, a rząd nie jest tylko biernym obserwatorem bogacenia się najbogatszych, ale narzędziem, którym można posłużyć się dla dobra wszystkich obywateli. Jeśli plan Bidena zadziała, Ameryka wyjdzie z kryzysu pandemicznego mocniejsza. Uczyni tym samym istotny krok, niezbędny do realizacji deklaracji „America is back”.

 

Ilustracja użyta jako ikona wpisu: aut. Arkadiusz Hapka.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 636

(11/2021)
22 marca 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj