Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Prognoza wędrowna] Et...

[Prognoza wędrowna] Et tu, Peru? – czyli marokański poradnik dla okupantów

Konstanty Gebert

Rząd Peru zerwał, wznowione zaledwie 11 miesięcy temu, stosunki dyplomatyczne z Saharą Zachodnią i uznał marokańską suwerenność nad jej terytorium. Polityka, która doprowadziła tego sukcesu Rabatu, to swoisty poradnik dla okupantów.

Wojna o pustynię

Maroko jest drugim, po USA, eksporterem fosfatów, kluczowego składnika nawozów sztucznych i odpowiada za 14 procent ich światowej produkcji. Tak się natomiast składa, że eksploatowane przez Maroko złoża leżą na terytorium sąsiedniego państwa – Sahary Zachodniej, okupowanej przez Rabat od niemal pół wieku.

Gdy po śmierci generała Franco w 1974 roku Hiszpania zrzekła się, po niemal stu latach, kolonialnego panowania nad Saharą, historyczne roszczenia do tego terytorium zgłosiły Mauretania i Maroko. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości ich jednak nie uznał i przyznał Saharze – gdzie partyzancki Front Polisario toczył już wcześniej toczyła walkę z Hiszpanami – prawo do samostanowienia.

Mauretania roszczenia wycofała, i ponad 80 państw uznało Saharę – ale Maroko w odpowiedzi dokonało zbrojnej inwazji, której towarzyszyło wkroczenie 350 tysięcy nieuzbrojonych osadników. W następnych latach opór wspieranego przez Algierię Polisario został złamany, a Maroko zajęło 80 procent kraju, w tym rybne wybrzeże i złoża fosfatów, pozostawiając Saharyjczykom pas pustyni przyległy do Mauretanii i Algierii. Pod władzą Rabatu znalazło się 75 procent półmilionowej ludności, politycznie i demograficznie zdominowanej przez marokańskich osadników.

Antykolonialna solidarność

W ciągu następnego półwiecza połowa państw uznających Saharę zawiesiła lub zerwała stosunki, pod presją Maroka i jego sojuszników, w tym zwłaszcza Francji, upatrującej w autorytarnym królestwie oazę stabilności na Sahelu. Większość członków Unii Afrykańskiej nadal jednak, z antykolonialnej solidarności, Saharę uznaje.

ONZ w latach dziewięćdziesiątych wynegocjowała zawieszenie broni i strony zgodziły się na referendum – ale Maroko żąda, by jego przedmiotem była jedynie autonomia, nie niepodległość, i by mogli w nim też głosować osadnicy. To z powodów oczywistych jest dla Polisario nie do przyjęcia – zaś poparcie Algierii dla partyzantki sprawia, że jej stosunki z Marokiem balansują na krawędzi wojny. Oficjalne stanowisko Unii Europejskiej brzmi, że Sahara nie jest częścią Maroka, zaś unijny Trybunał Sprawiedliwości zabronił państwom UE podpisywania z Marokiem umów na eksploatację zasobów Sahary, co nie przeszkodziło jednak Brukseli umów takich zawierać.

W 2020 roku panowanie Maroka nad Saharą uznały Stany Zjednoczone, opłacając w ten sposób nawiązanie przez Rabat stosunków z Jerozolimą. W rok później Olaf Scholz, nowy kanclerz Niemiec, zrobił to samo, przyłączając się do stanowiska Francji. W czerwcu podobnego zwrotu dokonała Hiszpania, dotąd z kolonialnego poczucia winy wspierająca Polisario.

Coraz bardziej osamotniona w swym poparciu Algieria zbliżyła się z Iranem, co na dłuższą metę będzie ją jeszcze bardziej izolować. Peru pokazało, że potrafi trafnie odczytać przyszłość. Bo chociaż lewicowy rząd Kolumbii akurat w tym samym czasie Saharę uznał, to konflikt o nią z międzynarodowego staje się dwustronnym, marokańsko-algierskim, z nieuchronnym finałem: Algieria w końcu przehandluje Polisario za coś – a im dłużej będzie zwlekać, tym mniej dostanie. Zaś Maroko ogłosiło właśnie, że kwestia Sahary będzie odtąd podstawowym kryterium oceny jego stosunków z innymi państwami – i że oczekuje w tej sprawie od nich „jednoznaczności”.

Ile można przejmować się okupacją

Sukces Rabatu budzić musi zawiść wszystkich okupantów: nikomu się nie udała taka de facto legalizacja bezprawia. Trzeba jednak przyznać, że Maroko miało znakomite warunki działania. Samo jest byłą kolonią: jak tu je oskarżyć o kolonializm i okupację? Z tych samych powodów Indii uchodzi na sucho okupacja Kaszmiru, a Indonezji – Papui Zachodniej. Ma też możnych protektorów: bez stałego poparcia Francji, a zwłaszcza dokonanej za Donalda Trumpa wolty USA nie byłoby czym innych państw przekupywać. Zarazem Sahara nie ma nic, czym mogłaby przebić marokańskie oferty, zaś Algieria ma tylko gaz: w odpowiedzi na zdradę Madrytu zakręciła Hiszpanii kurek. Ale otworzyła go Włochom, bo w końcu komuś sprzedać musi, a w ramach Unii Rzym i Madryt jakoś się i tak dogadają.

Trzeba też koniecznie nadać okupowanym obywatelstwo okupanta, żeby się nie narazić na zarzut pozbawiania ich praw. To, że oni sami mogą sobie tego nie życzyć, jest bez znaczenia; ważniejsze jest to, że w autorytarnej monarchii, jaką jest Maroko, obywatelstwo wielu praw i tak nie daje. A dla bezpieczeństwa należy kraj zalać własnymi osadnikami, którzy w razie czego okupowanych przegłosują.

Izrael Palestyńczykom obywatelstwa nie nadał, bo i oni sami chcą być obywatelami Palestyny, nie Izraela – ale też dlatego, że w demokratycznym Izraelu Palestyńczycy mieliby realny wpływ na władzę. Tego problemu nie miały Indie w Kaszmirze, bo choć są one (coraz mniej) demokracją, to mają 1,4 miliarda mieszkańców. W tej sytuacji 12,5 miliona Kaszmirczyków może sobie głosować, ile chce. Alternatywą jest wypędzenie wszystkich, i zastąpienie ich własnymi osadnikami. Tak Turcja zrobiła na Cyprze, a Armenia w Karabachu – ale wtedy się ryzykuje samemu to samo, jeśli losy wojny się odwrócą, i to się właśnie Armenii zdarzyło. Za to Turcja jest bezpieczna: zbyt silna, by ja pokonać, i zbyt potrzebna Unii i NATO, by ją ukarać.

Ale najważniejsze jest, by oburzenie świata mogło się wcześniej skupić na kimś innym. Opinia międzynarodowa zbyt jest zajęta potępianiem Izraela, by mieć czas jeszcze na Sahary, Kaszmiry i inne Papuy. Nie o to chodzi, że nie ma za co krytykować, bo jest, tylko o to, że na Izraelu, w który wymierzona jest na przykład ponad połowa rezolucji potępiających Komisji Praw Człowieka ONZ, potępienie się kończy – no bo w końcu ile można się przejmować okupacją?

W potępianiu ochoczo uczestniczy też Maroko i Turcja, Indie czy Indonezja. Zaś unijna umowa z Marokiem o eksploatacji wód przybrzeżnych Sahary, weszła w życie w dniu, w którym zaczęła obowiązywać dyrektywa zabraniająca podmiotom unijnym wszelkiej współpracy z podmiotami izraelskimi działającymi także na Zachodnim Brzegu.

Odpowiadając na pytanie, czy nie ma tu sprzeczności, Komisja stwierdziła, że „te dwie sytuacje są różne i nie należy ich porównywać”. Należy natomiast zalecać okupantom, by umiejętnie korzystali z marokańskiego poradnika.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 711

(35/2022)
24 sierpnia 2022

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj