Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [Rzut wolny] Z...

[Rzut wolny] Z głębi rosyjskiej duszy, czyli polski koszmar Miedwiediewa

Bartłomiej Gajos

Zdaniem rosyjskich elit Warszawa wspiera Ukrainę nie dlatego, że chciałaby mieć za swoją wschodnią granicą silny, demokratyczny i zintegrowany ze strukturami europejskimi kraj, a dlatego, że chce restauracji Rzeczpospolitej. Potwierdza to ostatni tekst Dmitrija Miedwiediewa, byłego prezydenta Rosji. Złośliwi mogliby powiedzieć, że przemyślenia tam zawarte płyną nie z głębi rosyjskiej duszy, lecz kieliszka.

Nawet na wielkich murach Kremla nie starczyłoby miejsca, aby wypisać wszystkie pejoratywy, jakimi rosyjskie media i elity określiły Polskę w ostatnich latach. Najnowszą odsłoną tej antypolskiej propagandy jest tekst „Rosja i Polska – uwagi na 4 listopada” opublikowany w „Rossijskoj Gazetie”. Widnieje pod nim podpis byłego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Złośliwi mogliby powiedzieć, że przemyślenia tam zawarte płyną nie z głębi rosyjskiej duszy, lecz kieliszka.

Rosja nie pozbyła się polskiego kompleksu

Tekst potwierdza diagnozę Juliusza Mieroszewskiego postawioną przed niemal pięćdziesięciu laty: Rosjanie wciąż cierpią na „kompleks polski”. Jego zdaniem wśród rosyjskich elit politycznych panowało przekonanie, że jeśli tylko Polacy odzyskaliby niepodległość, „wkroczyliby na imperialny szlak, z którym zawsze się identyfikowali”.

Dla Rosjan bowiem „polski imperializm jest nurtem historycznym wiecznie żywym” – jak określił to Mieroszewski w swoim najbardziej znanym artykule opublikowanym w paryskiej „Kulturze”. Gdyby mógł on przeczytać tekst opublikowany w „Rossijskoj Gazetie” w przeddzień obchodzonego w Rosji „Dnia Jedności Narodowej”, upamiętniającego koniec wielkiej smuty w 1612 roku, miałby wszelkie prawo do satysfakcji z powodu trafności swoich obserwacji. Jednocześnie jednak poczułby pewnie niepokojące mrowienie w kręgosłupie.

Artykuł Miedwiediewa równie dobrze mógłby posłużyć jako manifest rosyjskiej specjalnej operacji pacyfikacyjnej przeciwko Polsce. Brzmi jak horror klasy C? Wystarczy zapoznać się z tekstem – lista przewin Polski wobec Rosji jest liczna: począwszy od gnębienia prawosławia przez polską szlachtę, przez niewdzięczność wobec rosyjskich monarchów gwarantujących liczne swobody Królestwu Polskiemu (1815–1830), po rzekomą politykę eksterminacji prowadzoną wobec czerwonoarmistów w trakcie wojny polsko-bolszewickiej oraz niewdzięczność za wyzwolenie w trakcie drugiej wojny światowej. Najnowszą krzywdą skrupulatnie odnotowaną w katalogu jest wsparcie Warszawy dla Kijowa. A tego Rosja nie powinna zostawić bez odpowiedzi.

Tekst dzieli się na dwie części: polityczną i historyczną. Ta druga podporządkowana jest całkowicie tej pierwszej. Wyliczanie błędów historycznych w tej argumentacji nie ma większego sensu: intencją ghostwriterów Miedwiediewa było bowiem takie spreparowanie opowieści o przeszłości, by ta uzasadniała obecne lub przyszłe działania Kremla.

Kluczowa teza tekstu brzmi następująco: w relacjach polsko-rosyjskich nie ma miejsca na normalizację – jest ciągły konflikt, aż do zwycięstwa jednej ze stron. To nic innego jak odtwarzanie myśli najważniejszego rosyjskiego historyka Nikołaja Karamzina, żyjącego w XIX wieku, wyrażonych między innymi w dziele jego życia „Historia państwa rosyjskiego”.

To on przekonywał cara Aleksandra I, że wrogość państwa polskiego wobec Rosji jest wielowiekowa i naturalna. „Nigdy Polacy nie będą dla nas ani szczerymi braćmi, ani wiernymi sprzymierzeńcami” – pisał Karamzin w memoriale „Zdanie obywatela rosyjskiego”. „Ona [nienawiść do Rosjan – przyp. BG] na długi czas, jeśli nie na zawsze, zakorzeniła się w świadomości polskich elit i polskiego społeczeństwa” – twierdzą podobnie do Karamzina ghostwriterzy Miedwiediewa.

Strach przed „Rzeczpospolitą pustych frazesów”

Obecne rosyjskie elity nadal patrzą na Polskę z „balastem historycznym”, o którym pisał Mieroszewski. Ich zdaniem Warszawa wspiera Ukrainę nie dlatego, że chciałaby mieć za swoją wschodnią granicą silny, demokratyczny i zintegrowany ze strukturami europejskimi kraj, a dlatego, że chce restauracji Rzeczpospolitej. Najlepiej tej w granicach z XV wieku, które kończyły się w odległości 200 kilometrów od Moskwy.

Ta Rzeczpospolita w oczach Rosjan jest oczywiście przedstawiona karykaturalnie: jako pełna pustych frazesów, pozerstwa, anarchii i jednocześnie nacjonalizmu polanego katolickim sosem. To też zresztą jest kontynuacją spuścizny rosyjskiej myśli politycznej z XIX wieku. Tak o Polsce pisali słowianofile: Aleksiej Chomiakow, Michaił Pogodin czy poeta i dyplomata w służbie imperium Fiodor Tiutczew.

Oni też sięgali po liczne inwektywy, podobnie jak autorzy tekstu Miedwiediewa. Polska jest w nim określana jako „hiena” czy historyczny „przegryw” cierpiący na „kompleks nieudacznika”. Poziom emocjonalności jest nie mniejszy niż wówczas, gdy Karamzin pisał o „zgrzybiałej Rzeczypospolitej”, którą Rosja wzięła „mieczem”, bo takie było jej prawo.

Ta emocjonalność nie jest jednak wyrazem pewności siebie. Bierze się ona ze strachu. Bo Warszawa, mobilizując – wraz z częścią państw Europy Środkowo-Wschodniej – inne kraje do wsparcia dla Ukrainy, przeciwdziała temu, o czym pisał Karol Pozzo di Borgo, rosyjski ambasador we Francji za czasów Aleksandra I:

„Głównym celem podboju Polski było zapewnienie narodowi rosyjskiemu liczniejszych stosunków z resztą Europy i otworzenie mu obszerniejszego pola i zarazem szlachetniejszej i bardziej znanej areny, na której mógłby rozwinąć swe siły i talenty”.

Żadnych bratnich uczuć

Nie ma żadnego znaczenia to, że Polska nie ma zamiaru odbudowywać dawnej Rzeczpospolitej. Dla Kremla nie liczy się rzeczywistość, ale to, co można z niej spreparować. Skoro Rosja mogła w imię historii rozpętać wojnę z Ukrainą, to czemu nie miałaby z tego samego powodu ukarać Polski?

Jeśli coś takiego miałoby się wydarzyć, proszę nie mieć żadnych złudzeń żywionych przez Joachima Lelewela czy Maurycego Mochnackiego: lud rosyjski nie jest otumaniony przez władzę i nie żywi żadnych braterskich uczuć.

W Rosji łzę uronią nieliczni, a większość będzie dumna z „imperium narodzonego ze zwycięstw”, o którym pisał Karamzin.

 

* Zdjęcie wykorzystane jako ikona wpisu: Wikimedia Commons.

 

Na kogo warto zagłosować ...

... w najbliższych wyborach do europarlamentu? Żyjemy w dobie baniek medialnych i polaryzacji debaty publicznej. Zbliżające się wybory do parlamentu europejskiego są kluczowe dla przyszłości Polski i Europy, a prowadzona przez przeciwne strony polityczne kampania często odbiega od kluczowych dla wyborców tematów związanych z bezpieczeństwem, infrastrukturą krytyczną, solidarnością społeczną i zmianami klimatycznymi.

Każdy i każda z nas ma prawo do obiektywnych mediów i rzetelnych informacji, pozwalających podjąć odpowiedzialną decyzję wyborczą. Rzeczowe analizy pomagające nam wszystkim decydować o swoich prawach i obowiązkach warto wesprzeć nawet drobną kwotą. Choć nie pobieramy opłat za teksty, nasza praca ma swoją wartość. Nawet 50 złotych miesięcznie pozwala nam stale docierać do nowych osób poszukujących refleksyjnego, niezależnego dziennikarstwa. Wspólnie z naszymi Darczyńcami i Patronami zapewniamy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 774

(45/2023)
13 listopada 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj