Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Prognoza wędrowna] Etiopia...

[Prognoza wędrowna] Etiopia chce nad morze

Konstanty Gebert

Premier Etiopii zażądał dla swego kraju dostępu do morza. Roszczenia te zostały jednak odrzucone przez kraje sąsiadujące, a wszelkie rozwiązania kompromisowe są z góry skazane na porażkę. Czy obecna sytuacja zakończy się kolejnym wybuchem przemocy w Rogu Afryki?

W miesiąc po wystąpieniu, w którym premier Etiopii Ahmed Abiy zażądał dla swego kraju dostępu do morza, temat ten nie schodzi z pierwszych stron etiopskich gazet. I to mimo że roszczenia Abiya odrzuciły już kraje, które premier wezwał do podjęcia z Etiopią rozmów w tej sprawie.

„Chcę rozmawiać dziś o wodach, o wodach Morza Czerwonego. Widzimy, że tylko wąski pas ziemi oddziela nas od morza. Jest sprawą najwyższej wagi, by przywódcy Somalii, Dżibuti, Erytrei i Etiopii podjęli rozmowy, nie tylko dla współczesności, ale by zapewnić trwały pokój”, mówił Abiy 13 października. Słowem – albo dostęp Etiopii do morza, albo wojna.

„Jak stwierdzają oficjalne dokumenty rządowe – pisał 11 listopada w «Ethiopia Herald» Salomon Makkonen – nadeszła pora, by Etiopia wypracowała sobie prawo do budowy i wykorzystywania portów i zapewniła sobie dostęp do Morza Czerwonego”. Inni publicyści powołują się na „historyczne prawa” Etiopii. Przypominają też, że to dzięki „starannej dyplomacji” ostatniego cesarza, kraj zdołał „przywrócić” dostęp do morza – czyli przyłączyć Erytreę, utraconą przez królestwo Aksum, poprzednika Etiopii w XVI wieku.

Skomplikowana historia relacji etiopsko-erytrejskich

Po tym przyłączeniu, Erytrea stoczyła z Etiopią trzydziestoletnią wojnę o niepodległość, zakończoną w 1993 pokojową separacją, potwierdzoną w referendum. Na tym się jednak nie skończyło. Następnie skraje toczyły wieloletnią i krwawą wojnę graniczną, zakończoną zimnym pokojem.

Obejmując w 2016 roku władzę, Abiy dokonał pokojowego przełomu w stosunkach z Erytreą, za co otrzymał Nobla. Jednocześnie zyskał sojusznika w morderczej wojnie przeciwko separatystycznej prowincji Tigraj, która leży pomiędzy oboma krajami. Wojna zakończyła się w końcu zwycięstwem Addis Abeby, ale w Tigraju nadal, wbrew woli Abiya, stacjonują Erytrejczycy.

Abiy zaś walczy z separatystami z obu największych etiopskich narodów – Oromo i Amhara, i ma powody się obawiać, że Erytrea może ich poprzeć. Asmara oceniła żądania Abiya jako „nadmierne i niezrozumiałe”. Ale Erytrea jest najbardziej bezwzględną dyktaturą w Afryce i przeciwnicy prezydenta Afwerkiego mogliby zgodzić się na ustępstwa terytorialne w zamian za etiopską pomoc.

Łatwiej grozić słabszemu

Somalia, która w latach osiemdziesiątych stoczyła z Etiopią brutalna wojnę o Ogaden i gdzie wojska etiopskie interweniowały wielokrotnie w jej rozmaitych wojnach domowych, kategorycznie odrzuciła wszelkie terytorialne ustępstwa. Ale Somalia jako państwo właściwie nie istnieje: secesja Somalilandu jest faktem dokonanym, a władza rządu w Mogadiszu nie sięga nawet przedmieść stolicy. Tak że i tu Abiy może znaleźć kontrahentów.

Zaś Dżibuti co prawda nigdy nie toczyło z Etiopią wojny, a przez jego port przechodzi 96 procent etiopskiego eksportu. Koszty portowe pochłaniają 16 procent dochodu z tego handlu i Addis Abeba chętnie by te wydatki ograniczyła. Tyle tylko, że maleńkie to państewko gości na swoim terytorium bazy wojskowe USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Hiszpanii, Japonii, Chin i Arabii Saudyjskiej – a wszystkie te państwa są zainteresowane ich stabilnością. Prezydent Guelleh może spać spokojnie.

Jest przy tym rzeczą ciekawą, że Abiy na liście państw, które mają podjąć z nim rozmowy o portach, nie wymienił Sudanu i Tanzanii. Oba państwa graniczą z Etiopią i mają morskie wybrzeża. Najwyraźniej jednak łatwiej grozi się państwom małym i słabym.

Kompromisu nie będzie

Inicjatywa etiopskiego premiera jest podyktowana głównie względami polityki wewnętrznej. Kraj się rozpada: uznani zaledwie trzy lata temu amharscy bojówkarze z Fano, którzy dopomogli krwawymi rzeziami stłumić Tigraj, dziś są uznawani za głównego wroga. Abiy chce bowiem przeprowadzić referendum w zdobytej przez nich prowincji.

Co gorsza, Abiy chce też rozmawiać z partyzantką Oromo – wcześniej sprzymierzoną z Tigrajem, a jeszcze wcześniej, gdy Tigrajczycy rządzili w Addis Abebie, krwawo przez nich zwalczaną – o prawach Oromo do autonomii, która wchodzi w konflikt z dążeniami Amharów, byłych feudalnych władców ich ziem. Zaś zagraniczny dla odmiany, a nie wewnętrzny konflikt zbrojny, mógłby zjednoczyć wrogich sobie separatystów w imię wspólnego interesu.

Tym bardziej że co do meritum trudno się z Abiyem nie zgodzić: to, że drugi co do wielkości kraj Afryki odcięty jest od morza, dusi jego rozwój. Ale zasada suwerenności sprawia, że uprawnione nawet roszczenia zatrzymują się na narodowych granicach, choćby były one – jak często w Afryce – absurdalne.

Można sobie wyobrazić rozmaite rozwiązania kompromisowe: Abiy oferował sąsiadom bezpłatny prąd z gigantycznej etiopskiej zapory na Nilu, również w zamian za koncesje portowe. Nie byli zainteresowani. Dzibuti nie zamierza też redukować opłat portowych, bo z nich żyje, zaś ewentualna budowa przez Etiopię nowego portu w Erytrei czy Somalii byłaby zasadnie przez państwa te uznana za pierwszy krok do żądań korytarza i następnie aneksji.

Rozwiązania kompromisowe są więc z góry skazane na porażkę – i to nie tylko w Rogu Afryki. Mimo istnienia ONZ-owskiej Konwencji o prawie morskim, kilka mocarstw – Chiny, Turcja, Rosja – ją ignoruje, realizując swoje interesy morskie prawem kaduka. A tak się składa, że Etiopia Abiya ma z nimi znakomite stosunki, a ewentualne siłowe rozwiązania w niczym by państwom tym nie przeszkadzały. Przeciwnie – pokazałyby, że nie tylko one nie zamierzają tolerować dławienia ich narodowego rozwoju przez jałowe normy prawne. Bo w końcu: ile krążowników ma ONZ?

 

***

Errata, 28.11.2023:

W zamieszczonej powyżej prognozie popełniłem dwa szkolne błędy. Pomyliłem Kenię z Tanzanią, niesłusznie sugerując jakoby ta druga miała granicę z Etiopią – miedzy nimi leży Kenia właśnie. I błędnie zacytowałem premiera Abiy, który określił Etiopię jako „drugi co do wielkości kraj Afryki odcięty od morza”, podczas kiedy on mówiło „wielkości ludności”. Za takie rzeczy w szkole się dostawało dwóje, i słusznie. Przepraszam czytelników, redakcję, oraz Etiopię z Kenia i Tanzanią do spółki.

 

Na kogo warto zagłosować ...

... w najbliższych wyborach do europarlamentu? Żyjemy w dobie baniek medialnych i polaryzacji debaty publicznej. Zbliżające się wybory do parlamentu europejskiego są kluczowe dla przyszłości Polski i Europy, a prowadzona przez przeciwne strony polityczne kampania często odbiega od kluczowych dla wyborców tematów związanych z bezpieczeństwem, infrastrukturą krytyczną, solidarnością społeczną i zmianami klimatycznymi.

Każdy i każda z nas ma prawo do obiektywnych mediów i rzetelnych informacji, pozwalających podjąć odpowiedzialną decyzję wyborczą. Rzeczowe analizy pomagające nam wszystkim decydować o swoich prawach i obowiązkach warto wesprzeć nawet drobną kwotą. Choć nie pobieramy opłat za teksty, nasza praca ma swoją wartość. Nawet 50 złotych miesięcznie pozwala nam stale docierać do nowych osób poszukujących refleksyjnego, niezależnego dziennikarstwa. Wspólnie z naszymi Darczyńcami i Patronami zapewniamy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 775

(46/2023)
15 listopada 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj