Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Zamiast wojny płci....

Zamiast wojny płci. Czy potrzebujemy debaty o prawach mężczyzn?

Tomasz Sawczuk

Gdyby miała powstać Partia Mężczyzn, nietrudno byłoby znaleźć główne postulaty. Po pierwsze: zrównanie wieku emerytalnego.

Gdyby miała powstać Partia Mężczyzn, nietrudno byłoby znaleźć główne postulaty. Po pierwsze: zrównanie wieku emerytalnego, który teraz dla mężczyzn wynosi 65 lat, a dla kobiet 60 lat. Miałoby to związek z punktem drugim: długość życia. W Polsce kobiety żyją średnio około ośmiu lat dłużej niż mężczyźni. Po trzecie: zasady służby wojskowej. Kobiety mówią „moje ciało, mój wybór”, ale gdy przychodzi do poboru do wojska, to ciało mężczyzny staje się własnością państwa. A kobiet służba nie dotyczy.

W ostatnich latach tego rodzaju dyskusja powoli się w Polsce rozwija. I można przypuszczać, że będzie rozwijać się dalej, ponieważ w takich sprawach chodzi często o długofalowe trendy albo problemy strukturalne, które znienacka raczej nie znikną, a które można wykorzystywać w celach politycznych. W tym kontekście w Krakowie miał niedawno miejsce pierwszy Kongres Mężczyzn – w analogii do organizowanego od kilkunastu lat Kongresu Kobiet – który miał zajmować się właśnie sytuacją i problemami mężczyzn we współczesnej Polsce. 

Patriarchat kontratakuje?

Wprowadzanie do debaty tematu „praw mężczyzn” u wielu osób budzi zrozumiałą konsternację, a nieraz frustrację. Przede wszystkim, nie można przecież powiedzieć, żeby kwestia przestrzegania praw kobiet została już w pełni załatwiona. Trudno byłoby więc przyjąć bez dyskusji, że teraz to mężczyźni powinni postrzegać się jako grupa represjonowana czy ofiary systemu. Jest tutaj zatem pytanie o przyjmowane priorytety, ale i prawdziwe wyobrażenia na temat rzeczywistości społecznej – czy naprawdę można by powiedzieć, że współcześnie mężczyźni mają w życiu bardziej pod górkę? 

Ponadto, znaczenie ma nie tylko historia, ale i skala problemów: w przypadku praw kobiet rzecz dotyczyła wychodzenia z nierówności głębokich i systematycznych, które przejawiały się w bardzo wielu obszarach życia społecznego. Od sytuacji, w której kobiety nie miały prawa własności czy głosowania w wyborach, do współczesnych nierówności. Pozostałości dawnego ładu do dzisiaj wpływają na warunki życia społecznego, choćby w kontekście zwiększonej odpowiedzialności kobiet za obowiązki domowe i opiekuńcze, co wpływa na ich pozycję na rynku pracy. Jeśli zaś spojrzeć na opublikowany przez Klub Jagielloński raport dotyczący praw mężczyzn autorstwa Michała Gulczyńskiego ze Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn, który był popularnym punktem odniesienia w dyskusjach na ten temat, łatwo zwrócić uwagę, że lista wskazanych w nim problemów jest dość ograniczona. Z pewnością mówimy więc o mniejszym zakresie trudności, niż to było w przypadku praw kobiet.

Wreszcie, jest pytanie polityczne. Można by się mianowicie zgodzić, iż rzeczywiście istnieją konkretne czy punktowe problemy mężczyzn, co do których istnieje ryzyko, że nie będą w wystarczającej mierze dostrzegane, jeśli mężczyzn będzie się traktować po prostu jako uprzywilejowaną „grupę dominującą”. Jeśli jednak będzie się o tym mówić pod ogólnym hasłem w rodzaju „praw mężczyzn”, to pojawia się obawa, że będzie to sprzyjać skrajnym grupom politycznym i w praktyce zmierzać do próby odbudowania patriarchatu, a niekoniecznie do równości albo sprawiedliwości. 

Męska troska

Istnieją też jednak powody, żeby rozważyć zagadnienie na poważnie. Jeśli budzący emocje temat społeczny pojawia się w debacie politycznej, warto udzielić na to właściwej odpowiedzi. Gdyby po prostu powiedzieć, że dzień mężczyzn jest codziennie, a ich ewentualne problemy są fikcyjne, taka odpowiedź brzmiałaby zbyt ideologicznie i nie całkiem demokratycznie – ostatecznie w demokracji każdy ma prawo do bycia wysłuchanym.

Podobnie będzie, jeśli stwierdzić, że mężczyźni jako grupa dominująca nie potrzebują pomocy. Albo powinni radzić sobie z własnymi problemami samodzielnie – i wtedy będą prawdziwie męscy, a nie wtedy, gdy się będą głupio mazgaić. Taka odpowiedź byłaby szczególnie problematyczna, ponieważ utrwala ona ideał kultury, któremu sprzeciwia się tradycja feministyczna – wzmacnia mianowicie stereotyp mężczyzny twardego i milczącego, z definicji niezależnego (emocjonalnie osamotnionego) i stawiającego sobie za punkt honoru, żeby samodzielnie rozwiązać wszelkie problemy osobiste. W konsekwencji bywa tak, że nie jest on w stanie dźwignąć problemu rzuconego na barki i wciąż wybucha gniewem albo popełnia samobójstwo. 

Ładnie pisała o tej sprawie zmarła niedawno psycholożka Sue Johnson, autorka popularnej metody psychoterapii EFT, która zajmowała się w szczególności relacjami emocjonalnymi w parach. Podkreślała ona, że wiele problemów między ludźmi wynika właśnie z tradycyjnej (racjonalistycznej) wizji dorosłości jako zdolności do bycia niezależnym. Podkreślała za to znaczenie współzależności, potrzeby przywiązania i poczucia bezpieczeństwa w relacji między dwojgiem ludzi. Jak pisała w swojej najbardziej znanej pracy, „najbardziej destrukcyjne jest przekonanie, że zdrowy, dojrzały dorosły człowiek nie powinien potrzebować relacji emocjonalnej i że nie należy mu się troska”. Cóż, jeśli każdy może potrzebować troski, to również mężczyźni. A jeśli mężczyźni będą przyjmować, że czasem potrzebują troski, i jest to normalne, będzie to przypuszczalnie tworzyć lepsze warunki życia społecznego również dla kobiet. 

Ale jest jeszcze jeden powód, żeby nie skreślać tematu praw mężczyzn, a jest nim ryzyko wzrostu popularności partii skrajnych, wynikające z odmowy zajmowania się rzeczywistymi problemami społecznymi przez ugrupowania głównego nurtu z powodów ideologicznych. Skoro chodzi o kwestie strukturalne albo długofalowe trendy, takie jak poziom edukacji i długość życia, to może być tak, że albo się ktoś tym zajmie, albo Konfederacja się tym zajmie. Potencjalnie istnieje więc również koszt polityczny, który warto uwzględnić. 

A jednak wojna płci?

Oczywiście, czasem łatwiej powiedzieć niż zrobić. Niektóre problemy mężczyzn mają charakter miękki i potencjalnie niekonfliktowy – wskazuje się choćby na gorsze wyniki edukacyjne chłopców niż dziewczynek. Dziewczynki zapewne będą miały lepiej w społeczeństwie, w którym również chłopcy uczą się lepiej.

Ale niektóre z tematów rzeczywiście mają charakter konfliktowy, a dotyczą ściśle stosunków władzy między kobietami a mężczyznami. Tak jest w przypadku służby wojskowej i wieku emerytalnego. W tych sprawach istnieje problem reprezentacji – jest pytanie, kto mógłby być rzecznikiem tego rodzaju postulatów, skoro są one głęboko emocjonalne i kontrowersyjne, a więc problematyczne dla partii głównego nurtu; łatwo na nich stracić poparcie. Z kolei nie muszą być problematyczne dla partii skrajnych, które nie potrzebują głosów większości wyborców, a więc mogą dzięki nim budować własną popularność i wiarygodność. Taki układ sprzyja rodzeniu się umownej Partii Mężczyzn.

Korzyści z pojednania 

Na koniec krótka uwaga filozoficzna. Walka o prawa kobiet była odpowiedzią na warunki męskiej dominacji w wielu aspektach życia społecznego. Nie chodzi tu jedynie o żywą pamięć historyczną, ale wciąż istniejące niesprawiedliwości, które należy uwzględniać w życiu zbiorowości politycznej. Jednocześnie, doprowadzenie do sytuacji, w której bylibyśmy w stanie rozmawiać o prawach mężczyzn bez zagrożenia dla praw kobiet, byłoby w gruncie rzeczy sygnałem postępu – znakiem przekroczenia dotychczasowej sytuacji społecznej, w której prawa kobiet były czymś kwestionowalnym, i niejako wejścia na wyższy poziom świadomości politycznej. 

Niektórzy filozofowie wyobrażali sobie, że społeczeństwo prawdziwie oświecone opierałoby się na zasadzie uniwersalnego uznania. Oznaczałoby to, że jako zbiorowość jesteśmy w stanie nie tylko dostrzegać zasadnicze różnice i głębokie konflikty między grupami społecznymi, lecz pomieścić w sobie doświadczenie różnorodności. Ideałem nie byłoby zatem przymuszenie tak zwanego Innego do przestrzegania własnej normy – na przykład, uznanie wyższości mężczyzn nad kobietami albo kobiet nad mężczyznami. 

W tak pomyślanej demokracji liberalnej walka o prawa kobiet nie musiałaby trwać, ponieważ jej cele zostałyby zinternalizowane przez system polityczny – nowe prawa i polityki powinny z definicji uwzględniać potrzebę sprawiedliwego traktowania wszystkich osób i równości między kobietami a mężczyznami; trwałyby co najwyżej lokalne konflikty dotyczące najlepszej interpretacji powszechnie przyjmowanej zasady sprawiedliwości. W wyobrażeniu tym obywatele mogą traktować się na zasadach równości i wzajemnego szacunku, dostrzegać wzajemnie własne potrzeby, a w tym różnice między sobą – i na tej podstawie poszukiwać możliwości porozumienia. Jeśli przyjąć ten punkt widzenia, to rozmowa o konkretnych prawach kobiet nie wykluczałaby rozmowy o konkretnych prawach mężczyzn, a jednocześnie rozmowa o prawach mężczyzn nie usuwałaby konieczności uwzględnienia praw kobiet. Prawa kobiet i prawa mężczyzn – jako wspólna sprawa. 

Skoro tu jesteś...

... mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa.

Każda i każdy z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 20 zł miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców i Patronów!

SKOMENTUJ

Nr 799

(18/2024)
30 kwietnia 2024

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj