„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Spacerując > KUSIAK: Miejskie dobre...

KUSIAK: Miejskie dobre wychowanie – w dialogu z Krzysztofem Nawratkiem

Joanna Kusiak

Miejskie dobre wychowanie – w dialogu z Krzysztofem Nawratkiem

Mój przyjaciel, mieszkający od lat w Berlinie i w Paryżu, opowiadał mi kiedyś, że gdy idzie ze swoim siedmioletnim synkiem do pustawego wieczorem supermarketu, ściga się z nim wózkami na zakupy. Ściga się z nim nie tylko dla zabawy, ale ze względów ściśle pedagogicznych. Synek od urodzenia mieszka z mamą w bardzo małym niemieckim miasteczku, w rodzinie o bardzo drobnomieszczańskich standardach. I, jak mówi mój przyjaciel, gdy tylko przychodzi jego kolej na widzenie się z chłopcem, gdy uda mu się wyciągnąć go do siebie do Berlina czy Paryża, chce choć trochę pokazać mu, że w życiu nie zawsze trzeba mocno trzymać się drobnomieszczańskich reguł i że wiele z wpajanych mu „nie wolno” i „nie wypada” warto samemu od podstaw przemyśleć. Jeżeli alejka jest pusta i pilnujemy, by nic nie postrącać z półek, w zasadzie nie ma powodu, dla którego nie powinniśmy się w supermarkecie ścigać na wózki. Paryż, a tym bardziej Berlin, bardzo mojemu przyjacielowi w tych wysiłkach wychowawczych pomagają, bo – w zestawieniu z małym niemieckim miasteczkiem – wielkie miasta wydają się krainą, w której prawie wszystko wolno.

Przed trzema tygodniami na portalu „My poznaniacy” Krzysztof Nawratek opublikował krótki felieton (http://www.my-poznaniacy.org/index.php/nasze-cykle/przede-wszystkim-urbi/607-zabieraj-te-nogi) o tym, jak bardzo denerwują go ludzkie nogi w butach na siedzeniach w autobusach, pociągach i uniwersyteckich aulach. Krzysztof twierdzi, że ludzie ci, nie wyłączając jednego z jego studentów, nie mają pojęcia o życiu w mieście. Życie i współżycie w mieście wymaga bowiem szacunku dla obcych, którzy mają prawo do czystych siedzeń. Żyjąc razem w mieście ludzie powinni liczyć się z potrzebami innych i – mówiąc krótko – żyć wedle zasady słusznie promowanej przez publiczne toalety: „zostaw toaletę w takim stanie, w jakim sam chciałbyś ją zastać”. Tekst Krzysztofa został we mnie przez te kilka tygodni i poruszył mnie dlatego, że zarazem głęboko się z nim zgadzam i nie zgadzam. Oczywiście, i mnie denerwują brudne siedzenia, śmierdzące klatki schodowe i ludzie, którzy przepychają się w autobusie taranując wszystkich po drodze. Zarazem jednak bardzo trudno jest arbitralnie wyznaczyć granicę pomiędzy suwerennością i miejską normą, co więcej, jestem głęboko przekonana zarówno o tym, że miejskie normy powinny istnieć, jak i o tym, że w wielu przypadkach powinniśmy je łamać (zarazem jednak niekoniecznie podważając zasadność ich istnienia).

Jasna definicja reguł miejskiego współżycia tylko z pozoru wydaje się prosta. Oczywiście, można powiedzieć, że z butami sprawa jest prosta: siedzenia „obiektywnie” się brudzą i „obiektywnie” brudzą się od nich potem ubrania siadających. Musimy więc myśleć o tych, którzy nie chcą się „obiektywnie” pobrudzić. Obiektywność jest jednak prosta wyłącznie z subiektywnego punktu widzenia (jak mawiał Woody Allen: „Kiedy mówię »moim zdaniem« mam na myśli »obiektywnie«”). Gdzie zaczyna się i gdzie kończy obiektywnie wyrządzana szkoda? Czy – by użyć jednego z najbardziej wytartych w dyskusjach przykładów – para gejów całująca się na ulicy powinna empatycznie wczuwać się w tych, którzy są (chcemy czy nie chcemy – naprawdę autentycznie) poruszeni tym (dla nich jak najbardziej obiektywnym) „wynaturzeniem” i którzy potem przez co najmniej dwadzieścia minut nie mogą dojść do siebie („jakie to rzeczy teraz się wyprawia publicznie!”). Czy nieumyci, nieprzyjemnie pachnący, brudniejsi może nawet niż wypolerowane buty klasy średniej bezdomni mogą siadać na siedzeniach publicznych autobusów? Kiedy i gdzie można oprzeć nogi bez butów? (Sama od czasu potrójnego złamania nogi w wypadku, zachęcana przez lekarzy, podczas wielogodzinnych podróży pociągiem staram się ułożyć nogę wyżej – nigdy w butach).

Życie w mieście polega również na negocjowaniu sobie komfortu – komfortu ciała tak samo jak osobowości. Do samej idei wielkomiejskości należy nie tylko empatia, lecz także wolność oraz wyzwolenie od dużej części kontroli społecznej. Im większe miasto, tym bardziej rozmywają się granice wyznaczające stosowny ubiór, dopuszczalne liczbę i miejsce posiadania kolczyków, pozycję ciała, sposoby ekspresji, zachowania i style życia, które rzadko bywają do zaakceptowania przez dwa, trzy albo dziesięć milionów ludzi. Zresztą, jak przekonuje Slavoj Žižek, każda reguła społeczna może działać wyłącznie wtedy, gdy istnieje dla niej niezwerbalizowana metareguła mówiąca, jak naprawdę z daną regułą mamy się obchodzić. To, co zakazane, często jest społecznie akceptowane pod pewnymi warunkami: „rób to tak, żeby nikt nie widział”, „rób to tak, żeby nie nabrudzić”, „rób to tak, żebyś nikomu nie przeszkadzał”, „możesz pić piwo w tramwaju, ale nie możesz zachowywać się agresywnie” albo „jasne, że o północy zapuka do ciebie policja, ale to jest nieodłącznym elementem prowadzenia klubowiarni”. Podobnie jest z wieloma zakazami ruchu drogowego: w gruncie rzeczy nie chcemy, żeby w danym miejscu oficjalnie zwiększono dopuszczalną prędkość, sami dopuszczamy jednak jej przekraczanie przez rozsądnych kierowców w sprzyjających warunkach.

Nawratek ma rację: życie w mieście i w ogóle jakiekolwiek życie społeczne wymaga dobrego wychowania. Jednak miejskie dobre wychowanie nie jest zbiorem jakichkolwiek zasad, ale ciągle rozgrywanym napięciem pomiędzy suwerennością jednostki i roszczeniami reszty społeczeństwa. Kluczowym elementem miejskiego dobrego wychowania jest rzeczywiście empatia, która pozwala jednostce mediować pomiędzy jednym i drugim porządkiem. Niemniej naprawdę dobrze i po miejsku wychowany człowiek musi zarówno umieć ograniczyć swoją wygodę i suwerenność na rzecz empatii i szacunku dla reguł współżycia, jak i umieć ograniczyć empatię i szacunek dla reguł w imię własnej, dobrze pojętej suwerenności. Same reguły mają dwuznaczną rolę: pozwalają zarówno wymuszać wrażliwość (tym, którzy mają w nosie społeczeństwo zawsze można powiedzieć: NIE WOLNO hałasować, nie wolno brudzić siedzeń), ale też wymuszać podporządkowanie, którego podmiot z kolei w określonych wypadkach ma prawo nie akceptować (wiem, że nie wolno, ale zakaz narusza moje najgłębsze przekonania; wiem, że nie wolno, ale sprawdziłem wcześniej, czy moje zachowanie może komuś realnie zaszkodzić). Zakazy pozwalają też reagować na naruszenie metareguły dyskrecji (wielu ludzi w głębi duszy nie ma nic przeciwko i nawet doskonale rozumie parę uprawiającą seks w windzie biurowca, nie ma natomiast najmniejszej ochoty ich na tym przez przypadek przyłapać).

Dopuszczając w określonych wypadkach możliwość nieempatycznych zachowań, całkowicie dzielę oburzenie Krzysztofa widząc, jak łatwo w naszych miastach brak empatii koegzystuje z trwałością społecznych barier. A że dobre miejskie wychowanie jest przedmiotem zbyt subtelnym i zbyt niekodyfikowalnym, by go nauczać w szkołach, tym bardziej kibicuję mojemu przyjacielowi i wszystkim, którzy swoje dzieci wychowują w duchu empatycznej suwerenności: nie ma obiektywnych zakazów, są tylko społeczne negocjacje, w których trzeba i warto grać fair wobec siebie i innych.

P.S. W trakcie pisania tego tekstu do mojego biura w Darmstadt przyszedł kierownik budowy budującego się za oknem szpitala, szczerze przejęty tym, że zamontowane na ich fasadzie baterie słoneczne odbijają wiązkę światła tak skoncentrowaną, że my, pracujący przy biurkach, musimy sobie zasłaniać okna i pogarszają się nam przez to warunki pracy.

* Joanna Kusiak, doktorantka Uniwersytetu Warszawskiego i Technische Universität Darmstadt, prezeska Stowarzyszenia DuoPolis, członkini redakcji „Kultury Liberalnej”. Przygotowuje rozprawę doktorską nt. „Rewolucja miast. Materialistyczna analiza transformacji miast postsocjalistycznych na przykładzie Tirany, Warszawy i Berlina”. Mieszka w Warszawie i Berlinie.

„Kultura Liberalna” nr 120 (17/2011) z 26 kwietnia 2011 r.

 

SKOMENTUJ

Nr 120

(18/2011)
3 maja 2011

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail