Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Rafinada z odniesieniem...

Rafinada z odniesieniem do polityki. Recenzja książki „O stylu późnym” Edwarda W. Saida

Paweł Majewski

Pojęcie stylu późnego ma u Saida wiele znaczeń. „Późność” może odnosić się do biografii twórcy, historii w długim trwaniu albo też do stanu kultury. Czy wobec tego da się w ogóle powiedzieć, czym ów „styl późny” jest w swoich razem wziętych odsłonach i reprezentacjach?

Said_O_stylu_późnym_okladka

Po wznowieniach dwóch „starych klasyków” Stanisława Barańczaka („Język poetycki Mirona Białoszewskiego” i „Czytelnik ubezwłasnowolniony”) oraz tomie esejów Jacka Gutorowa seria Sztuka Czytania wydawnictwa Ossolineum wypływa na wody międzynarodowe, a jednocześnie wpływa na dobre do zatoki koneserów, gdzie nie będzie się cieszyć (albo raczej martwić) przesadną popularnością. W książce Edwarda W. Saida „O stylu późnym” pierwszeństwo mają Mozart, Beethoven i Ryszard Strauss, co już na starcie wyklucza z grona jej ewentualnych czytelników osoby niedostatecznie obyte w „kulturze najwyższej”. Bohaterami drugoplanowymi są Luchino Visconti, Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Jean Genet, Glenn Gould, Eurypides, Konstandinos Kawafis i Benjamin Britten. Myśl Teodora W. Adorno stanowi spoiwo dla rozważań snutych wokół twórczości tych bez wątpienia znakomitych artystów.

Pierwszy paradoks tej książki: jej autor zasłynął w świecie z demaskowania kolonialnych uroszczeń kultury zachodniej w dziedzinie wymian symbolicznych, a zarazem w wielu swoich tekstach z oddaniem analizował najbardziej wyrafinowane wytwory tej właśnie kultury. „O stylu późnym” to książka mimowolnie (miejmy nadzieję) wykluczająca, hermetyczna. Ktoś, kto nie zna oper Straussa i Mozarta oraz tekstów muzykologicznych Adorna, ma małe szanse na zrozumienie toku myślenia Saida, ponieważ prowadzi on swój wywód, zakładając jako oczywistość, że jego odbiorca zna je równie dobrze, jak on sam. Wprawdzie można też podejść do jego rozważań bez tej kompetencji, ale czytanie tekstów o nieznanej literaturze i muzyce przypomina trochę przysłuchiwanie się rozmowie prowadzonej w nieznanym języku albo – jeśli jest się akurat studentem – uczestniczenie w zajęciach, na które nie przeczytało się zadanego tekstu.

Ukłonem w stronę osób preferujących nieco mniej salonową erudycję jest rozdział o Genecie, oparty na reminiscencjach z osobistej znajomości między oboma autorami i mający się dość luźno do reszty tego zestawu. Postać Geneta jest zresztą symptomatyczna dla myśli Saida. Obaj ci twórcy radykalnie stapiali w twórczości oraz w życiu estetyczność i polityczność, przy czym o ile pod względem politycznym praktykowali na różne sposoby wywrotowość, to w dziedzinie estetyczności pozostawali wierni hegemonicznej kulturze zachodniej – Genet w twórczości literackiej, Said w analizach kulturologicznych. Trochę jak Walden w powieści-eseju Thoreau, odchodzili demonstracyjnie od porządku społecznego kultury, w której żyli, ale zarazem zabierali ze sobą wszystkie cenne dla nich wytwory tej kultury. Genet, nawet wprowadzając do swoich tekstów slang przestępczy, nie zapominał o wyrafinowaniu literackiej francuszczyzny. Said, wytykając kolonialne uroszczenia Europie i Ameryce, nie przestawał zachwycać się dziełami sztuki zachodniej. Rzecz nie w tym, by oskarżać ich o dwulicowość, lecz w tym, aby lepiej zrozumieć ich myślenie, rozpięte w polu tych napięć. Pytania, które obaj rzadko zadawali wprost, brzmią: jak wynieść cenny dorobek kultury z pożogi polityki? Jak żyć w kulturze wysokiej, nie udając, że nie ma polityki? Jak współistnieć z bliźnimi, aby dostrzegać jak najwięcej jasnych stron tego współistnienia, a jak najmniej ciemnych? Owszem, eseje Saida o stylu późnym są drażniąco elitarystyczne, niemniej każdy, kto wie cokolwiek o jego zaangażowaniu politycznym, rozumie, że nie jest to elitaryzm snoba.

Luźna kompozycja tekstów Saida pisanych w ostatnich latach jego życia opiera się na pojęciu „stylu późnego”, które zapożyczył on od Adorna. I tak samo jak pierwowzór, rozmywany w tekstach niemieckiego filozofa do granic pojmowalności (rezonowana mętność Adorna jest dla Saida godna najwyższego uznania), pojęcie to ma wiele znaczeń, których autor świadomie i celowo nie rozróżnia. „Późność” może więc odnosić się do biografii twórcy (jak u Ryszarda Straussa) albo do historii w długim trwaniu (jak u Lampedusy i Viscontiego), albo też do stanu kultury (jak u Kawafisa). W pewnym sensie dotyczy też autotematycznie samej książki, którą Said komponował już w trakcie swojej ostatniej choroby. Trudno jednak byłoby nazwać tę książkę „duchowym testamentem” jej autora, jest bowiem na to nieco zbyt błaha intelektualnie.

Said we wstępnych rozważaniach określa „styl późny”, pisząc, że jest to „doświadczenie napięcia całkowicie pozbawionego harmonii i kontemplacji, a nade wszystko swoista, celowo nieproduktywna produktywność pod prąd…” (s. 11). Można rozumieć tę deklarację jako dowód zainteresowania wytworami literatury i muzyki powstającymiw tedy, kiedy twórca, mówiąc kolokwialnie, nie musi już nikomu niczego udowadniać, ponieważ jego dorobek i pozycja w świecie są tak ugruntowane i jednoznaczne, że może on pozwolić sobie na luksus dyskutowania sam ze sobą, bez względu na okoliczności zewnętrzne. Z obszaru zainteresowań Saida najbardziej wyrazistymi przykładami takiej twórczości są ostatnie kompozycje Beethovena – nie bez powodu one właśnie służą za kanwę dla rozważań Adorna o „Spätstil”, z których Said wywodzi swój „late style”. Dzieła „stylu późnego” to ostateczny destylat istnienia. Trudno orzec o nich wartościująco cokolwiek poza „oto jest”. Gdyby nie zastrzeżenie „pozbawienia harmonii i kontemplacji”, w pojęciu „stylu późnego” znakomicie mieściłyby się ostatnie teksty Iwaszkiewicza – „Sny”, „Ogrody”, tom „Muzyka wieczorem”. Skądinąd owo zastrzeżenie rozsadza trochę koncepcję Saida, ponieważ musi on wytłumaczyć, dlaczego dzieła twórców wyłączających się świadomie i celowo z głównego nurtu walk kulturowych swoich epok mają być nieharmonijne i niekontemplacyjne. Potrzeba Saidowi całej zwinności dialektycznej Adorna, aby w miarę przekonująco wykazać, że „późność”, choć wykracza poza główny nurt i przekracza go, to jednak nie przekreśla świadomości jego istnienia i związanych z nim kryzysów, przez co pozostaje czymś więcej niż kwietystyczną kontemplacją dokonywaną przez twórcę w trakcie przechodzenia w inny wymiar bytu.

Takie postawienie sprawy pociąga jednak za sobą całkowicie arbitralny dobór materiału. Dlaczego Ryszard Strauss, a nie Tycjan albo Michał Anioł? (Bo Said był słuchowcem, a nie wzrokowcem.) Czy „stylem późnym” Rimbauda były jego listy z Afryki? (Czemu nie, jeśli „późność” to niekoniecznie „starość”.) Gdzie są Victor Hugo i Lew Tołstoj? Dlaczego „Edyp w Kolonie” Sofoklesa został wspomniany od niechcenia w jednym zdaniu. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście zawsze można wyk(u)pić się etykietką z napisem „esej”. Esej, nie monografia. Więc dajmy spokój z pretensjami o niekompletność. Sami sobie dopiszmy resztę, jakiej łakniemy i na jaką nas stać.

„Styl późny” Saida ma szczególne usytuowanie względem ewolucji kultury i jej systemu. Nie jest dekadencją, bo ta stanowi ostateczną konsekwencję długotrwałego rozwoju jakiegoś systemu kulturowego, a Said unika rozpatrywania fenomenów kulturowych w wielkoskalowych strukturach czasowych. Nie jest to również symptom schyłku współczesnego systemu kultury, nie ma bowiem w książce żadnych aluzji do tego tematu. Luźność adornowskiej późności pozwala Saidowi na manewrowanie własnymi wywodami tak, aby nie uwikłać ich w żaden z pospolicie dominujących nurtów debaty o stanie kultury. Ale czy wobec tego da się w ogóle powiedzieć, czym jest ów „styl późny” w swoich razem wziętych odsłonach i reprezentacjach? Co ma wynikać z zestawienia „Capriccio” Straussa, „Cosi fan tutte” Mozarta, „Lamparta” Lampedusy/Viscontiego, „Zakochanego jeńca” Geneta i bachowskich nagrań Glenna Goulda? Czy warto pochylać się nad rzuconymi wielce szkicowo uwagami o poezji Kawafisa i tragediach Eurypidesa (niestety, streszczenie „Bachantek” w wydaniu Saida wygląda tak, jak gdyby znał on tę sztukę z trzeciej albo i czwartej ręki)? Czy dlatego niezręcznie jest krytykom i recenzentom przyznawać, że ta książka sama jest przejawem „stylu późnego” jej autora, że gdyby tak miało być, wówczas trzeba by uznać, że Said nie spełnił zapisanych w niej postulatów?

Said z lubością podkreśla, że Adorno pisał swoje zdania tak, aby nie można ich było w żaden sposób sparafrazować. Nie rozstrzygając tu, czy takie pisanie na pewno jest godne uznania, powiedzmy tylko na koniec, że ostatnia książka Palestyńczyka to luźny zbiór pomyśleń myśliciela mającego status autorytetu, co zwalnia go z obowiązku udowodnienia wartości tych pomyśleń dla kogokolwiek poza samym sobą. To także jest formą niezależności od systemu.

 

Książka:

Edward W. Said, „O stylu późnym. Muzyka i literatura pod prąd”, przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska, posłowie: Jacek Gutorow, Ossolineum, Wrocław 2017.

SKOMENTUJ

Nr 465

(50/2017)
5 grudnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail