Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Pyskówka na porządku...

Pyskówka na porządku dziennym

Rafał Wonicki

Nieprzestrzeganie standardów debaty publicznej już prawie nikogo u nas nie dziwi. Politycy wykorzystują obraźliwe teksty w celu podniesienia sobie słupków popularności. Publicyści, by przyciągnąć zainteresowanie czytelników.

Czytelnicy zaś coraz bardziej przyzwyczajają się, że przyrównanie kogoś do Hitlera (ostatnimi czasy popularny zabieg socjotechniczny mający zdyskredytować przeciwnika) jest czymś normalnym. W polskich mediach i polskim sejmie padają coraz ostrzejsze słowa łamiące normy przyzwoitości i dobrego wychowania, a w dodatku niemające żadnego merytorycznego uzasadnienia. Prowadzi to do eskalacji chamstwa i spłycenia dyskusji publicznych zamieniających się w rutynowe pyskówki o tym, kim był czyjś dziadek czy matka.

Jednak gdy spór polityczny, nawet rytualny, przekracza pewną granicę, granicę poszanowania innego człowieka, sytuacja robi się niebezpieczna. Brak reakcji na przemoc symboliczną, piętnowanie i upokarzanie ludzi, niezależnie od tego, która opcja polityczna w tym przoduje, prowadzi do przeniesienia walki politycznej na poziom walki egzystencjalnej toczonej już nie w ramach instytucjonalnych i konstytucyjnych ograniczeń debaty parlamentarniej, ale w codziennym życiu między różnymi „plemionami” niemającymi wspólnego języka i nieczującymi ze sobą więzi solidarności.

Akceptowalnym sposobem stało się ośmieszenie lub moralne potępienie oponenta, co w zamyśle ma wyeliminować go z życia politycznego i zdyskredytować jako osobę. W Polsce najlepiej zrobić to, odwołując się do życia prywatnego, orientacji seksualnej czy koloru skóry. Ma to upokorzyć osobę i moralnie ją napiętnować w oczach określonej grupy wyborców. Taka strategia retoryczna pociąga za sobą jednak długofalowe skutki uboczne dla całego społeczeństwa. I warto o tym pamiętać. Brak szacunku dla odmiennych poglądów lub postaw dopuszczalnych w demokratycznym państwie prawa prowadzi do rozluźnienia więzi obywatelskich. Jeśli obywatele z mediów dowiadują się, że politycy i dziennikarze zwracają się do siebie w ten sposób, to dlaczego sami mieliby się nawzajem szanować?

Kto ma uczyć szacunku do państwa polskiego, a więc i kultury zachowania się wobec innych obywateli, jeśli właśnie nie politycy i ludzie mediów? To oni mają największy wpływ na opinię publiczną. Nawet jeśli zaakceptujemy, że świat polityki rządzi się specjalnymi prawami, a politycy w demokracji muszą być wyraziści i agresywni (z czym można by polemizować), to dziennikarze jako czwarta władza kontrolująca polityków powinni się temu przeciwstawić. Mają oni bowiem realny opiniotwórczy i normotwórczy wpływ na społeczeństwo. Zgodnie zaś z doktryną społecznej odpowiedzialności wpisaną w ten zawód oraz standardami etyki dziennikarskiej powinni robić wszystko, by takie powszechnie uznawane za grubiańskie albo niemerytoryczne wypowiedzi piętnować. Niezastopowany w porę radykalny język będzie się jedynie przyczyniał do eskalacji przemocy symbolicznej i obniżał i tak już minimalne standardy tego, czego w debacie kulturalnemu obywatelowi mówić nie przystoi.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 215

(6/2013)
5 lutego 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj