Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska/UE] W obronie...

[Polska/UE] W obronie brukselskiego biurokraty

Łukasz Pawłowski

W najnowszym numerze magazynu “Foreign Affairs” ukazał się wywiad z Radosławem Sikorskim, w którym szef MSZ opowiada o doświadczeniach Polski ostatnich dwóch dekad, a także o naszej pozycji geopolitycznej oraz o przyszłości Unii i stosunków euroatlantyckich.

W polskiej prasie pojawiły się na temat wywiadu jedynie notki informacyjne przedrukowane z PAP. O analizę tego, co minister powiedział, chyba nikt się nie pokusił.

Kiedy najmniejszą nawet wzmiankę o Polsce poczyni jakikolwiek polityk amerykański lub pochodzący z ważnego kraju UE, wszyscy chcemy wiedzieć co dokładnie i dlaczego powiedział. Tymczasem, kiedy to Polak opowiada o nas poważnemu magazynowi, a tym samym kształtuje nasz wizerunek za granicą, zainteresowania brak. Czy naprawdę wszyscy zgadzamy się z opiniami szefa polskiej dyplomacji, czy też tak mało obchodzi nas co nasi reprezentanci mówią, jeśli nie dotyczy to politycznej „bieżączki”?

Już na początku wywiadu minister tłumaczy się ze swojego euroentuzjazmu. Wyjaśnia jak to się stało, że żyjąc przez wiele lat w najbardziej eurosceptycznym kraju (Wielka Brytania) za rządów najbardziej eurosceptycznego premiera (Margaret Thatcher), a do tego identyfikując się z najbardziej chyba eurosceptycznym brytyjskim stronnictwem politycznym (konserwatystami), stał się gorącym zwolennikiem europejskiej integracji. Sikorski ma rację, kiedy twierdzi, że zaangażowanie na rzecz budowania mocnej Unii Europejskiej jest dla Polski opłacalne nie tylko z punktu widzenia gospodarczego, ale i geopolitycznego. Niewykluczone, że również stworzenie unii celnej z USA, a tym samym otwarcie rynku transatlantyckiego – co minister również gorąco popiera – przyniosłoby nam podobne korzyści. Stany Zjednoczone i kraje Unii razem wzięte wciąż wytwarzają blisko połowę światowego PKB. Swoją pozycję mogą jednak obronić przed szybko rozwijającymi się państwami Azji i Ameryki Południowej tylko pogłębiając współpracę, porzucając przy tym partykularne i doraźne interesy, uważa szef MSZ. I tu zgoda – powrót do europejskich państw narodowych rodem z XIX wieku miałby dla gospodarczej i politycznej pozycji Europy katastrofalne skutki.

Sytuacja komplikuje się w momencie, kiedy minister stwierdza, że proces pogłębiania integracji europejskiej powinien być połączony z… ograniczaniem wydatków i zwalnianiem europejskich urzędników. To właśnie przerośnięta europejska biurokracja jest, zdaniem Radosława Sikorskiego, w znacznej mierze odpowiedzialna za obecne załamanie finansowe i kryzys Wspólnoty. Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy minister przekonuje, że kryzys – spowodowany przecież przede wszystkim niedostatecznymi regulacjami sektora finansowego – tak naprawdę oznacza zwycięstwo wolnorynkowej szkoły ekonomicznej nad podejściem Keynesa, postulującym większe zaangażowanie państwa w gospodarkę, zwłaszcza w dobie kryzysu. Zdaniem Sikorskiego pokonać bieżące problemy można jedynie obniżając wydatki państwowe. O tym, że idący tą drogą od kilku lat rząd brytyjski zamiast podźwignąć swoją gospodarkę, doprowadził do jej skurczenia, minister już nie wspomina. Jego recepta na kryzys to zatem w skrócie większa integracja, a jednocześnie cięcie wydatków. „Powinniśmy pójść w ślady Łotwy – twierdzi szef polskiej dyplomacji – czyli zwolnić 30 proc. biurokratów oraz obniżyć wynagrodzenia pozostałym urzędnikom, zamiast przerzucać skutki kryzysu na emerytów i inne słabsze grupy społeczne”.

Nie zamierzam bynajmniej domagać się podwyżek dla europejskich urzędników, ale wystarczy rzut oka na dane dotyczące budżetu UE, by przekonać się, że jeśli cokolwiek można mu zarzucić to nie to, że jest zbyt duży. W 2012 roku przewidywane wydatki UE nieco przekraczały 129 miliardów euro. Wzięta w oderwaniu ta kwota wydaje się ogromna, ale kiedy weźmiemy pod uwagę dochód wszystkich krajów tworzących Wspólnotę okaże się, że stanowi ona mniej niż… 1 procent tej sumy! Dochód narodowy samej tylko Polski wyniósł w 2011 roku niespełna 400 miliardów euro (514 miliardów dolarów), czyli ponad trzy razy więcej. W Stanach Zjednoczonych przychody Nowego Jorku na rok 2013 mają wynieść 53 miliardy euro (69 miliardów dolarów). Jedno amerykańskie miasto ma więc do dyspozycji równowartość niemal połowy budżetu organizacji skupiającej 27 państw! Czy zatem nie czas zaprzestać nazywania UE rozrośniętym molochem, a zamiast tego zastanowić się, co mogłaby osiągnąć ta organizacja, gdyby do jej budżetu trafiało 2, 3 a może i 5 procent dochodu wszystkich członków? Czy bez wzrostu przychodów Unia będzie zdolna do fundamentalnej reformy?

Wróćmy raz jeszcze do owych znienawidzonych brukselskich urzędników. Ze wspomnianych 129 miliardów euro unijnego budżetu bezpośrednio na utrzymanie wspólnotowej biurokracji przeznaczono nieco ponad… 8 miliardów. Gdybyśmy poszli za radą ministra Sikorskiego i zredukowali tę sumę nawet nie o 30 procent, ale o połowę, cała Europa zaoszczędziłaby 4 miliardy euro. Daje to w przeliczeniu na każdy kraj niecałe 150 milionów. Dla porównania wartość dziennych obrotów na małej, warszawskiej giełdzie to blisko miliard złotych, czyli niemal 250 milionów euro. O dochodach największych banków działających w UE czy obrotach na największych europejskich giełdach nie ma nawet co wspominać, bo od tych liczb tylko kręci się w głowie.

Niezależnie od naszego stosunku do europejskiej biurokracji, pamiętajmy, że to nie rozdmuchane pobory unijnych urzędników wywołały kryzys finansowy, a z obecnej zapaści na pewno nie wyjdziemy po prostu wyrzucając kilkuset gryzipiórków na bruk. Taki krok może poprawić wielu Europejczykom humor, ale na pewno nie naprawi ich finansów. To po pierwsze.

Po drugie, trudno pogodzić euroentuzjazm Radosława Sikorskiego z jego niechęcią do europejskiej administracji. Któż miałby bowiem nadzorować postulowane przez ministra pogłębianie integracji – a także rozszerzenie UE na nowe kraje, bo i za tym minister się opowiada – jeśli właśnie nie owi urzędnicy, których Radosław Sikorski chciałby odesłać do domów.

Unia Europejska przyniosła Polsce wiele korzyści gospodarczych i politycznych. Nadal może je przynosić, wymaga jednak poważnych i być może kosztownych reform. Nic nie wnoszące zmiany – nawet jeśli spotkają się z entuzjazmem publiki – donikąd nas nie zaprowadzą.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ
(16/2013)
26 kwietnia 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj